AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 16 lipca 2012

Trójka

O tym, że coś się święci, wiedzieliśmy już pod koniec maja. I pomimo tego, że coś przeczuwaliśmy, postanowiliśmy poczekać do czerwca. Sama nie wiem dlaczego, ale czerwiec wydał nam się lepszym terminem. Pewnie z obawy przed rozczarowaniem, albo ze strachu, że zapeszymy. A może też dlatego, że to czekanie było takie ekscytujące.

Gdy nadszedł pierwszy czerwca i skończyło się czekanie, byliśmy zaskoczeni. Mój Luby twierdził wprawdzie, że „tak myślał”, ale ja byłam zdziwiona. Takim przyjemnym zdziwieniem, ale jednak. Zastanawialiśmy się, co zrobić. Ruszyła przecież lawina, a my mieliśmy przed sobą bardzo długą podróż. W końcu doszliśmy do wniosku, że co ma być, to będzie, a wypoczynek naprawdę jest nam potrzebny. Zresztą, było już za późno, by cokolwiek załatwić przed wyjazdem.

W Chorwacji spędziliśmy najcudowniejszy urlop w życiu. Gdzieś głęboko w głowach siedziały nam obawy, czy na pewno dobrze zrobiliśmy, ale wiedzieliśmy, że nic nie zmienimy. Cieszyliśmy się więc sobą, słońcem, pysznym jedzeniem i wspaniałymi widokami. Powoli mijał czerwiec…

Gdy nadszedł lipiec i wróciliśmy do Polski, musieliśmy poczekać jeszcze tydzień. To był najdłuższy tydzień mojego życia. Dopadły mnie czarne myśli, tym bardziej, że zniknęły wszelkie znaki. Mój Luby pocieszał, przytulał i zapewniał, że będzie dobrze. Aż w końcu się doczekaliśmy.

Gdy zobaczyłam, jak macha rączkami i nóżkami, rozpłakałam się ze szczęścia. Gdy usłyszeliśmy serduszko, zrozumieliśmy, że TO naprawdę się stało. Niedługo skończymy trzeci miesiąc.

Teraz jest nas trójka :-).

sobota, 14 lipca 2012

Chorwacja

Na początku melduję, że wróciliśmy z Chorwacji cali, zdrowi i totalnie zakochani w tych cudownych krajobrazach. Prawie cały czerwiec spędziliśmy w spokojnej, rybackiej wiosce Vinisce w północnej Dalmacji. Wynajęliśmy śliczny domek położony 10 metrów od morza z pięknym, dużym tarasem i niezapomnianym widokiem. Nie nastawialiśmy się na zwiedzanie, zależało nam przede wszystkim na wypoczynku.

Przez większość pobytu żyliśmy rytmem tubylców, powoli szykujących się do sezonu. Obserwowaliśmy jak malowali łódki i odnawiali pozamykane w trakcie zimy knajpki. Uśmiechnięci, opaleni. Nikt się nie spieszył, nikt nie denerwował. Łowili ryby, wspólnie pili poranną kawkę i spotykali na plotki. Jeździli skuterkami, machając przyjaźnie do każdej mijanej osoby.

Doba miała 48 godzin :-). Budziło nas słońce, pogoda rozpieszczała przez resztę dnia, a wieczorem dostawaliśmy w gratisie najpiękniejsze zachody słońca, jakie kiedykolwiek widziałam. Większość czasu spędzaliśmy pływając w ciepłym jak zupa morzu, czytając książki i spacerując po okolicy. Przy leżakach biegały kraby, w wodzie przy brzegu wylegiwały się rozgwiazdy, a któregoś dnia do naszej zatoczki zawitał delfin. Sielanka…

Najpiękniejsze zachody słońca na świecie :-)

Słyszałam wiele opinii o Chorwacji – i dobrych i złych. Zdarzało mi się przeczytać pogardliwe uwagi, że to kraj dla biedaków, na który nie warto tracić czasu. Że jest tyle innych miejsc, które można zwiedzić. Ale mam też znajomych, którzy wracają tam co roku i nigdy nie mają dosyć. Ja na pewno nie żałuję tej wyprawy i myślę, że jeszcze kiedyś tam wrócimy.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.