AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 31 października 2012

Siostra

Miałam naprawdę fajny wtorek… Przyjechała do mnie na cały dzień moja siostra. Były ploteczki, herbatka, oglądanie wyprawki dla Juniorka i wspólne buszowanie po sklepach. Już dawno nie spędziłyśmy razem tyle czasu…

Czasami naprawdę mocno żałuję, że mieszkamy w różnych miastach, bo „choć bywają trudne chwile, siostra zawsze zostanie. Będzie wtedy, kiedy uroni się łza, kiedy będziemy się uśmiechać i wtedy, kiedy nie będziemy mieć na twarzy nawet krzty emocji. Siostra - to jednak dobre słowo. Miłe i łatwe do wypowiedzenia. I kiedy żadna pomoc nie może się przecisnąć do naszego serca, siostra zawsze tam dotrze."

Kocham Cię sister :-)!

poniedziałek, 29 października 2012

Ciężkie wybory

Nawet nie myślałam, że wybór szpitala na narodziny Juniorka będzie taki ciężki. W grę wchodziły tylko trzy, więc myślałam, że wystarczy zasięgnąć opinii mojego lekarza prowadzącego, ewentualnie kilku „doświadczonych” koleżanek i sprawa będzie załatwiona. Jak się okazało, nic bardziej mylnego.

Mój ginekolog kategorycznie odradził nam szpital nr 1, o którym myśleliśmy na początku i za którym optowała moja mama. Stwierdził, że nie ma przyzwoitego oddziału intensywnej opieki nad noworodkami, więc w razie jakiś problemów i tak będzie konieczny transport maleństwa do innego szpitala. Poza tym powiedział, że szpital ten może i ma pierwszy garnitur położnych, ale niestety dopiero trzeci garnitur lekarzy. Trochę nas to zaniepokoiło, więc skreśliliśmy go z listy grubą krechą. Do wyboru zostały więc jeszcze szpitale nr 2 i nr 3, które według naszego lekarza, prezentują podobno identyczny poziom medyczny.

W tym miejscu wkroczyły więc moje koleżanki, przyjaciółki i sąsiadki. Gdy zaczęłam delikatnie podpytywać o ich osobiste doświadczenia, zostałam po prostu zalana falą mrożących krew w żyłach opowieści o tym, co i gdzie przytrafiło się im samym, albo ich siostrom i koleżankom. Z rosnącą paniką słuchałam o latających skalpelach, zmuszaniu do biegania po korytarzu z gołym tyłkiem, morzu krwi, wrzeszczących położnych i innych tego typu historiach. No i żeby było zabawniej, najczęściej były to opowieści nie o szpitalu, w którym one rodziły, tylko „o tym drugim, który mi absolutnie odradzają”.

W końcu, po rozważeniu wszystkich za i przeciw, zdecydowaliśmy się na szpital nr 2. Niemałą rolę odegrał tu fakt, że w szpitalu tym pracuje bliska nam osoba. Wiedzieliśmy, że pomoże nam w załatwieniu wszystkich „niespodzianek”, jakie mogą przydarzyć się nam po drodze. Umówiliśmy się, że pogadamy jeszcze o sprawie w sobotę na spotkaniu.

I co się wczoraj okazało? Że oddział położniczy szpitala nr 2, to kłębowisko żmij i innych paskudztw. Że niekompetencja, ignorancja i chora rywalizacja między lekarzami jest tam na porządku dziennym. Że popełniane są tam błędy, których ofiarami są przyszłe matki i ich dzieci. I że, gdyby nasz przyjaciel, miał znowu zostać ojcem, „nie dopuściłby do tego, by dziecko rodziło się w jego szpitalu”. Mało z krzesła nie spadłam, bo jeśli mówi tak osoba, siedząca „wewnątrz”, to jak tu jej nie wierzyć. A ja chciałam tam rodzić??!!

Drogą eliminacji został więc tylko szpital nr 3. W pamięci mam jednak to, co powiedział nasz ginekolog – że szpitale nr 2 i nr 3 prezentują identyczny poziom. Nie wiem, jak to będzie, ale lekko się wczoraj podłamałam…

niedziela, 28 października 2012

Finał

Nasza kuzynka obchodziła urodziny, więc uzbrojeni w prezent i wielki gar makaronu w cytrynowo-pieczarkowym sosie, wybraliśmy się dzisiaj na imprezkę. A że z wielu względów nasze życie towarzyskie stało się ostatnio mniej intensywne, cieszyłam się na to wyjście bardzo. Poza tym, Mój Luby mógł nareszcie zrobić sobie przerwę od nieustannego zakuwania do sesji, na co zdecydowanie zasłużył.

Rodzinną domóweczkę połączyliśmy z kibicowaniem naszemu wspólnemu kuzynowi, który wieczorem  występował w półfinale pewnego talent show. I zrobił to fe-no-me-nal-nie :-). Wszyscy słaliśmy smsy, łącznie z małoletnim bratankiem, z grzywą jak Justin Bieber, którego „tak w ogóle to mało obchodzą tego typu programiki” :-).

Opłacało się, bo mamy finał!!!! I jak tu nie być dumnym z takiej rodzinki:-)?

piątek, 26 października 2012

Czwartek w skrócie

Egzamin

Mój Luby miał dzisiaj kolejny egzamin w swojej aplikacyjnej sesji. Egzamin składał się z dwóch części – testowej i praktycznej. Ta druga polegała na tym, że zdający dostali akta sprawy i musieli napisać kompletną skargę do sądu administracyjnego. Łatwo więc nie było, ale wierzę w moją kochaną zdolniachę :-). Wyniki w przyszłym tygodniu.

Śledzik

Po raz pierwszy od początku ciąży naszła mnie wielka ochota na śledziki :-). A że zaczęły za mną chodzić również ogóreczki konserwowe, zrobiłam nam dzisiaj na kolację wielką michę sałatki śledziowej, którą podjadam teraz systematycznie. Smakują boooosko… Jutro wybiorę się do rybnego po kolejną porcję małosolnych:-).

Łup

Upolowałam w lumpku oryginalną, karmelową torebkę Jimmy Choo. Przechwyciłam ją, gdy właścicielka sklepu akurat wynosiła ją z zaplecza. Jest prześliczna. Jeszcze nigdy nie miałam w ręku tak mięciutkiej skórki. Cały dzień się nią zachwycam :-).

Artur

Najnowszy pomysł Lubego na imię dla naszego Juniorka. Adam i Grzegorz już mu się nie podobają i postanowił przekonać mnie do Artura. Że niby to na cześć legendarnego Króla Artura :-). Mam jednak wątpliwości, to imię brzmi jakoś tak twardo… Coraz bardziej skłaniam się natomiast do Tomasza lub Karola. Oj, ciężko nam będzie się zdecydować...

czwartek, 25 października 2012

Wyprawka

Gdy upewniliśmy się, że będziemy mieć synka, powolutku zaczęłam kompletować "chłopakową" wyprawkę. Plan był taki, że przed porodem kupię Juniorowi kilka par śpioszków, pajacyków i kaftaników, no i jakiś cieplutki kombinezon, a potem będę na bieżąco kompletować jego garderobę. Wiadomo przecież, że dzieciaczki szybko rosną, a mamy często nawet nie zdążą czegoś założyć, bo na maluszka już nie pasuje.

Jak się jednak okazało, mój plan spalił na panewce, zaraz po tym, jak pierwszy raz wybrałam się na zakupy. I chociaż nigdy nie byłam specjalnie rozrzutna, po prostu oszalałam na punkcie tych cudeniek :-). Nasz Juniorek ma już pokaźną kolekcję ciuszków na cały najbliższy rok. I to nie tylko śpioszków... Bo jak tu się nie skusić na oryginalny komplecik Manchesteru United dla sześciomiesięcznego bobasa, kiedy jego tata jest wielkim fanem tego klubu :-)? Albo na słodki, puszysty szlafroczek z Kubusiem Puchatkiem? Czy na elegancką koszulę w kratę, body Ralpha Laurena, dżinsy z miejscem na pieluchę, albo maciupkie skarpetki w romby? W dodatku wszystkie te ciuszki są tak kolorowe, że aż na odległość biją radością.

W ogóle doszłam do wniosku, że chłopaka można ubrać zdecydowanie fajniej, niż dziewczynkę. Czy Wy też macie wrażenie, że dziewczynkom można teraz kupić prawie wyłącznie różowe albo fioletowe ubranka? A jeśli nawet są na przykład białe, to i tak mają jakąś różową wstawkę? Do tego cekiny, kwiatki, falbanki i Hello Kitty… niby słodkie, ale jakieś takie kiczowate. Mam nadzieję, że ta wszechogarniająca moda na różowe w końcu minie, bo wychowamy lekko skrzywione pokolenie młodych kobiet.

Podsumowując, cieszę się bardzo, że będę miała w domu małego eleganta, a nie różową księżniczkę :-).

PS. Aaaaaa, no i muszę się Wam pochwalić wiadomością dnia – Mój Luby zdał egzamin z prawa podatkowego. I to z przytupem, bo zdobył z testu maksymalną ilość punktów :-). Trzymajcie kciuki, bo jutro kolejny egzamin!

piątek, 19 października 2012

Podatkowa paskuda

Mój Luby miał dzisiaj drugi egzamin z serii egzaminów kończących trzeci rok aplikacji. Denerwowałam się bardzo, bo tematyka była, delikatnie rzecz ujmując, paskudna. Prawo podatkowe, prawo finansowe i prawo celne. Trzy prawdziwe koszmarki, prawda? Gdy patrzyłam na stosy ustaw, usypane w kopczyk na biurku Lubego, aż mnie ciarki przechodziły. A gdy zaczął mi wyjaśniać, czym różni się wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów od wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów; albo to, jak odróżnić odpłatną sprzedaż od nieodpłatnej sprzedaży, wymiękłam zupełnie :-).

Wierzyłam w Lubego, wiedziałam jak wiele nocy zarwał na naukę, ale i tak się obawiałam tego testu. To, że na studiach jakimś cudem zaliczyłam prawo podatkowe, było wynikiem, wstyd się przyznać, talentu do czytania mikroskopijnych napisów na mikroskopijnej karteczce :-). I nie oszukujmy się, materiału było wtedy jakieś dziesięć razy mniej.

Dzięki Bogu egzamin już za nami, a wyniki powinny być w przeciągu tygodnia. No i na szczęście Mój Luby wrócił tak zadowolony, że chyba nie muszę się już martwić. Zdolniacha z niego… dumna jestem bardzo bardzo!

A za tydzień zabawy ciąg dalszy - postępowanie przed sądami administracyjnymi :-).

środa, 17 października 2012

Rozczarowana

Jestem taaaka rozczarowana… Byliśmy na wizycie kontrolnej i po raz pierwszy od początku ciąży nie miałam badania USG. Lekarz przeprowadził tylko tradycyjne badanie i posłuchał serduszka Juniora, potem wypisał mi skierowanie na próbę glukozową i już... A ja tak się cieszyłam, że znów zobaczę buźkę naszego maleństwa. Te śmieszne murzyńskie usteczka i śliczny nosek. Że sprawdzę, czy na główce widać już włoski i czy siusiak dalej jest na swoim miejscu, bo zaczęłam już kompletować "męską" wyprawkę… :-).

Wiem, że nie ma sensu robić USG co dwa tygodnie, ale tak się stęskniłam...

poniedziałek, 15 października 2012

Newsy

Pamiętacie, jak pisałam Wam, że bliski kuzyn Mojego Lubego wystąpił w telewizyjnym programie typu talent show (dla przypomnienia można zajrzeć tutaj)? Całą rodzinką ściskaliśmy wtedy kciuki i chyba podziałało, bo jednogłośnie przeszedł do następnego etapu. Teraz okazało się, że udało mu się pokonać kolejny szczebel eliminacji i już niedługo wystąpi w programie na żywo :-)! Jestem z niego bardzo dumna i już się nie mogę tego występu! Mam nadzieję, że chwyci w garść serducha publiczności i już ich nie wypuści...

Ps. Wczoraj, przez przypadek, odkryłam bardzo stary, ale niezwykle ciepły blog, pisany przez trzydziestodwulatka, który dowiaduje się, że jego narzeczona jest w ciąży. Przyszły tata dzieli się swoimi przemyśleniami i licznymi rozterkami w  dzienniku ciężarowca, obejmującym praktycznie całe dziewięć miesięcy ciąży. I robi to w sposób niezwykle sympatyczny. Jednym słowem, jest to historia dojrzewania do ojcostwa, podana w bardzo przystępny i zabawny sposób. Polecam wszystkim ciężarówkom i ciężarowcom, choć nie tylko. Naprawdę warto zajrzeć :-).

niedziela, 14 października 2012

Flash

Czwartek, piątek i sobota w telegraficznym skrócie :-):

W czwartek byliśmy na imieninkach u mamy Mojego Lubego. Było miło, smacznie i wesoło, ale niestety teściówka totalnie zbombardowała moje pomysły na imię dla Juniora. Ze względu na nasze nazwisko imię Adam jest według niej absolutnie wykluczone. „Dzieciaki w szkole nie dadzą mu spokoju”. A imię Grzegorz jest z kolei „po prostu paskudne”. Najlepsze dla wnusia jest według niej imię Błażej, no ewentualnie Paweł. Podobno wszystkie Pawły to wybitnie uzdolnione osobniki :-). Ja znam tylko dwa Pawły. Jeden wybił koledze oko strzałem z procy; a drugi ma czterdzieści lat, wciąż mieszka z rodzicami i robi nagie zdjęcia dziewczynom, które marzą o tym, by „zostać modelkami” :-).

Pomimo separacji od stresu biurowego, mój bruksizm trwa w najlepsze. Jak szczękałam zębami nocy, tak szczękam dalej. Już od dłuższego czasu śpię w specjalnej szynie na dolne zęby, ale okazuje się, że nawet tak twardy silikon nie daje rady mojemu uściskowi bulteriera. Moja szyna popękała we wszystkich możliwych miejscach. W piątek wylądowałam więc u dentysty po nową „szczękę”. Przy okazji okazało się, że pierwszy raz od kilku lat mam ubytek do załatania. Wyszło mi bokiem to ciągłe podjadanie. Na szczęście dziurka była na tle mała, że nic nie bolało :-).

Skończyłam dzisiaj czytać trylogię Suzanne Collins. Po obejrzeniu „Igrzysk śmierci” po raz pierwszy w życiu nie potrafiłam się określić, czy film mi się podobał, czy nie. Wyszłam z kina kompletnie zdezorientowana. Z jednej strony niesamowita, trzymająca w napięciu fabuła, z drugiej odpychająca, przerażająca satyra na kulturę celebrytów... Postanowiłam przeczytać książkę. Dwa tygodnie temu wydębiłam od sąsiadki wszystkie trzy części serii i zabrałam się do lektury. Początki były trudne, bo książki tej serii ewidentnie adresowane są do młodzieży i zostały napisane tak prostym językiem, że aż mnie to raziło. Ale gdy już się przyzwyczaiłam, dałam się wciągnąć. Pierwsza część – fajna, ale bez większych fajerwerków (pewnie dlatego, że znałam już zakończenie), druga – rewelacja (nie mogę się doczekać wersji filmowej), a ostatnia – moim zdaniem kompletna klapa. Całe dotychczasowe tempo siadło, ledwo ją zmęczyłam. Mimo wszystko uważam, że to bardzo wartościowa, złożona i niosąca przesłanie seria. Przeczytajcie, jeśli będziecie mieli okazję :-).

czwartek, 11 października 2012

Kiblowanie

Wiedzieliśmy, że tak będzie. Śmieliśmy się z tego z Moim Lubym, zanim jeszcze faktycznie nastąpiło, a nastąpić w końcu musiało. Przyszło do nas dzisiaj kwartalne rozliczenie za wodę, w którym po raz pierwszy od 2007 roku mamy niedopłatę! Całe 17 złotych, no ale jednak niedopłatę :-).

Przyznaję się bez bicia, że to moja sprawka. W końcu musiały nastąpić efekty moich licznych wypraw do łazienki. Pęcherz ciśnie mnie jakieś milion razy częściej, niż przed ciążą i za każdym razem mam wrażenie, jakbym wypiła pięciolitrowy baniak wody. I tak co pół godziny :-). Myślałam nawet o ograniczeniu wypijanych cieczy, ale po pierwsze lekarz by mnie chyba zabił, a po drugie cały czas suszy mnie jak dzika po szyszkach :-). Także kółko się zamyka i codziennie na nowo wydeptuję ścieżkę między kanapą a kibelkiem.

I cieszę się, bo to kolejna oznaka, że Junior jest, że rośnie i rozpycha mi się między pęcherzem a wątrobą :-).

wtorek, 9 października 2012

Juniorowa czkawka

Wiem, wiem… robię się monotematyczna i nudna :-). Nic, tylko Junior i Junior. Ile można czytać o tym samym? Powinnam zmienić kategorię bloga z „pamiętnika osobistego” na „dziecko” i oficjalnie dołączyć do grona oszalałych na punkcie swoich dzieci matek. No cóż... Zwolniłam tempo, unikam przygód i toksycznych ludzi, którzy do tej pory dostarczali mi tematów. Moje życie kręci się teraz dookoła rosnącego jak na drożdżach brzucha. I dobrze mi z tym. Nic nie poradzę na to, że ekscytuję się tym małym alienem pod moim sercem :-).

Moją dzisiejszą prywatną sensacją jest pierwsza czkawka Juniora. Nasze dziecko zaczęło zbyt łapczywie pić wody płodowe, w efekcie czego czkało jak stary pijaczyna :-). Podobno nie ma się czym martwić, bo ćwiczy w ten sposób przeponę i płucka. Gdy zorientowałam się, że kopniaki są rytmiczne i trwają dłużej niż 5 minut, po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że to może być czkawka. I faktycznie, maleństwo czkało prawie pół godziny. Strasznie zabawne uczucie, ale i uspokajające, bo dzięki niemu wiem, że Junior ma się dobrze :-).

sobota, 6 października 2012

Pierwszy prezent

Pomimo, że zostało jeszcze parę miesięcy, zastanawiamy się powoli nad imieniem dla naszego synka. I nie tylko my :-). W akcję włączyli się praktycznie wszyscy nasi znajomi i duża część rodziny. I każdy ma dla nas inną radę.

Razem z Lubym chcielibyśmy, by Junior dostał imię „klasyczne”, takie które ma swój odpowiednik chociażby w języku angielskim. Niech łatwiej mu będzie zostać „obywatelem świata” i nie odstaje z dziwnym, słowiańskim imieniem, gdy już będzie studiował na Harvardzie :-). Nie wyobrażam sobie też, że przy tak ważnej sprawie mielibyśmy kierować się aktualnie panującą modą na imię w stylu Iwo, czy Gniewko. Szanuję oczywiście wybory innych rodziców, ale nasze dziecko będzie miało nudne, oklepane męskie imię.

W tej kwestii mamy na szczęście pełne poparcie dziadków. Moja mama wręcz zabroniła nam „wygłupiania się z nadawaniem imienia po przodkach”. Ale już na przykład nasza znajoma przekonywała nas dzisiaj, że Franciszków, Antosiów i Stefanów jest teraz w szkole tak dużo, że dzieciak z takim imieniem na pewno nie będzie odstawać. Gdy przyznałam się, że myślimy nad imieniem Adam lub Grzegorz, stwierdziła, że już lepiej Grzegorz, bo imieniem Adam skrzywdzimy syna. „Imieniny i wigilia jednego dnia, a urodziny miesiąc później? Nie wybaczy wam tego”. Już nawet nie wspomniałam, że ja mam urodziny w dzień kobiet i nigdy mi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie, bo tak charakterystyczną datę wszyscy pamiętają. Później skojarzyłam też, że imieniny Grzegorza przypadają w urodziny Mojego Lubego, więc też nie będzie odpowiedniej "przerwy" między rodzinnym świętowaniem.

No, ale to wyjątek, większość osób dzieli się po prostu swoimi sugestiami. Gdy w poniedziałek upewniliśmy się, że będziemy mieć synka i wieść o tym się rozniosła, zostaliśmy wręcz zasypani propozycjami imion. Sąsiedzi stawiają na Igora, Wiktora i Filipa, znajomi z pracy na Antoniego, Mikołaja i Oliwiera, a moja przyjaciółka Anetka – na Tomasza. Chyba żeby jeszcze bardziej namieszać nam w głowach, dostaliśmy w prezencie wielką księgę imion :-).

Wiem, że może podchodzę do sprawy za poważnie, ale wychodzę z założenia, że imię towarzyszy człowiekowi przez całe życie i jest częścią jego tożsamości. To pierwszy prezent, jaki damy naszemu dziecku i musi być przemyślany. Chociaż Mój Luby i tak śmieje się, że musimy poczekać, aż się urodzi i sprawdzić, czy będzie grzecznie spał. Jeśli nie, dostanie na imię Objęsław Lancelot (propozycje z księgi imion) i będziemy mogli go szantażować :-). „Albo jesteś grzeczny, przynosisz same piątki i na podwórku wołamy na ciebie Daniel, albo wszyscy twoi koledzy dowiedzą się, jak naprawdę masz na imię” :-).

Pozdrawiam serdecznie,




wtorek, 2 października 2012

Junior

Na dzisiejszym badaniu Junior nie chował się, ani nie wstydził, tylko pokazał w całej okazałości pięknie wypiętą pupkę. Ani lekarz, ani my nie mieliśmy więc żadnych wątpliwości – będzie chłopak :-)!

O tym, jak wielkie jest to dla nas wydarzenie, niech świadczy fakt, że ostatnim męskim potomkiem w rodzinie od strony mojego taty jest… on sam. Tata ma dwie córki, podobnie jak jego starszy brat i młodsza siostra. Moje siostry cioteczne również mają wyłącznie córki. A biorąc pod uwagę, że w styczniu mój rodziciel kończy 60 lat, nasz maluszek będzie pierwszym chłopakiem w rodzinie od ponad półwiecza!!!

Mój Luby śmieje się, że jedzie do teścia po medal :-).

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.