AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 29 października 2012

Ciężkie wybory

Nawet nie myślałam, że wybór szpitala na narodziny Juniorka będzie taki ciężki. W grę wchodziły tylko trzy, więc myślałam, że wystarczy zasięgnąć opinii mojego lekarza prowadzącego, ewentualnie kilku „doświadczonych” koleżanek i sprawa będzie załatwiona. Jak się okazało, nic bardziej mylnego.

Mój ginekolog kategorycznie odradził nam szpital nr 1, o którym myśleliśmy na początku i za którym optowała moja mama. Stwierdził, że nie ma przyzwoitego oddziału intensywnej opieki nad noworodkami, więc w razie jakiś problemów i tak będzie konieczny transport maleństwa do innego szpitala. Poza tym powiedział, że szpital ten może i ma pierwszy garnitur położnych, ale niestety dopiero trzeci garnitur lekarzy. Trochę nas to zaniepokoiło, więc skreśliliśmy go z listy grubą krechą. Do wyboru zostały więc jeszcze szpitale nr 2 i nr 3, które według naszego lekarza, prezentują podobno identyczny poziom medyczny.

W tym miejscu wkroczyły więc moje koleżanki, przyjaciółki i sąsiadki. Gdy zaczęłam delikatnie podpytywać o ich osobiste doświadczenia, zostałam po prostu zalana falą mrożących krew w żyłach opowieści o tym, co i gdzie przytrafiło się im samym, albo ich siostrom i koleżankom. Z rosnącą paniką słuchałam o latających skalpelach, zmuszaniu do biegania po korytarzu z gołym tyłkiem, morzu krwi, wrzeszczących położnych i innych tego typu historiach. No i żeby było zabawniej, najczęściej były to opowieści nie o szpitalu, w którym one rodziły, tylko „o tym drugim, który mi absolutnie odradzają”.

W końcu, po rozważeniu wszystkich za i przeciw, zdecydowaliśmy się na szpital nr 2. Niemałą rolę odegrał tu fakt, że w szpitalu tym pracuje bliska nam osoba. Wiedzieliśmy, że pomoże nam w załatwieniu wszystkich „niespodzianek”, jakie mogą przydarzyć się nam po drodze. Umówiliśmy się, że pogadamy jeszcze o sprawie w sobotę na spotkaniu.

I co się wczoraj okazało? Że oddział położniczy szpitala nr 2, to kłębowisko żmij i innych paskudztw. Że niekompetencja, ignorancja i chora rywalizacja między lekarzami jest tam na porządku dziennym. Że popełniane są tam błędy, których ofiarami są przyszłe matki i ich dzieci. I że, gdyby nasz przyjaciel, miał znowu zostać ojcem, „nie dopuściłby do tego, by dziecko rodziło się w jego szpitalu”. Mało z krzesła nie spadłam, bo jeśli mówi tak osoba, siedząca „wewnątrz”, to jak tu jej nie wierzyć. A ja chciałam tam rodzić??!!

Drogą eliminacji został więc tylko szpital nr 3. W pamięci mam jednak to, co powiedział nasz ginekolog – że szpitale nr 2 i nr 3 prezentują identyczny poziom. Nie wiem, jak to będzie, ale lekko się wczoraj podłamałam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.