AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

wtorek, 13 listopada 2012

Poniedziałek

Okazało się, że to nie koniec mojej przygody z glukozą. Byłam dzisiaj u lekarza z wynikami i chociaż morfologia i badanie moczu wypadło w porządku, to krzywa glukozowa już nie za bardzo. Zła jestem bardzo, bo tak dbałam o dietę... Odstawiłam na bok kulinarne eksperymenty i przeszłam na tak zdrową dietę, że każdy lekarz byłby ze mnie dumny. Zero słodyczy, tylko ciemne pieczywo, kasze, ryby i razowe makarony. Żadnych napojów gazowanych, dużo warzyw i owoców. W domu wprowadziłam mężowi mały pokarmowy terror i co? I dupa :-(. Gdybym wiedziała, że tak będzie, to na śniadanie jadłabym cieplutkie, białe bułeczki, a nie to pastewne musli. W każdym razie, we wtorek lub środę muszę zrobić powtórkę z glukozowej rozrywki. Tym razem z większą dawką i dłuższym czekaniem.  

Na szczęście inne wieści mam dobre. Junior rośnie książkowo, ma już 1,2 kg i ok. 35 cm („wyciągnięty” - od główki do stópek). Solidny klusek już się z niego zrobił :-). W dodatku klusek o niezłym charakterku. Na usg nie spał, tylko wisząc głową w dół wierzgał nóżkami we wszystkie strony. Oczywiście, ani myślał pokazać mamie twarzyczki. Lekarz podchodził go z różnych stron, ja prosiłam go tylko o jeden mały rzut oka, ale nic z tego... Wtulił buźkę w ściankę macicy, rączkami zasłonił uszy i jedyne co pokazywał bez oporów, to swoje klejnoty rodzinne.

I gdy już prawie się poddaliśmy, na sekundę odwrócił się i najnormalniej w świecie pokazał nam język :-)! I jak tu się nie zakochać :-)?   


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.