AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 31 grudnia 2012

To był wspaniały rok

Czy Was też ostatni dzień roku skłania do podsumowań? Do zatrzymania się w biegu, chwili refleksji i zadumy nad tym, co było i nad tym, co dopiero się wydarzy? I chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić to w każdy inny dzień roku, to właśnie w Sylwestra większość z nas sięga myślami do ostatnich dwunastu miesięcy.

Ze mną jest podobnie, tym bardziej, że 2012 rok był dla mnie i dla mojej rodziny naprawdę wyjątkowy...

Największą niespodzianką, radością, ale i totalną rewolucją, jaką przyniósł nam ten rok jest niewątpliwie malutka istotka, którą od ośmiu miesięcy noszę pod serduchem. Do tej pory brak mi słów na opisanie emocji, jakie towarzyszyły mi, gdy pierwszy raz zobaczyłam na usg naszego synka i usłyszałam bicie jego serduszka. Nieznany mi wcześniej, szalony wręcz rodzaj miłości, zupełnie zawładnął moim życiem. I nie tylko moim, Mojego Lubego również. I chociaż wydawało mi się to niemożliwe, w tym roku jeszcze bardziej pokochałam mojego męża. Za jego troskę, odpowiedzialność i wyrozumiałość. Jestem pewna, że będzie wspaniałym tatą :-).

Nasz synek, nota bene pierwszy męski potomek w rodzinie mojego taty od 60 lat, nie był jednak jedyną sensacją w mojej rodzinie. Wiosną na zasłużoną emeryturę odeszła moja mama, a jesienią doczekaliśmy się zaręczyn mojej młodszej siostry! Młoda wybrała naprawdę wartościowego chłopaka i szczerze cieszę się, że już niedługo dołączy on do naszej rodzinki. Poza tym, Mój Luby oficjalnie zakończył aplikację radcowską i do uzyskania tytułu mecenasa i własnej togi brakuje mu już tylko zaliczenia państwowego egzaminu w marcu. Dumna jestem z niego nieziemsko! Generalnie więc, jak widzicie, był to rok naprawdę dobrych, rodzinnych wiadomości.

Trochę zawirowań zaliczyliśmy jedynie na tle zdrowotnym. W lutym szpital i operację odhaczyła mama Mojego Lubego, ale dzięki Bogu wszystko skończyło się dobrze. Jest teraz zdrowa jak ryba i tak pełna energii, że mogłaby nią obdzielić wszystkie swoje sąsiadki :-). Natomiast u Mojego Lubego wykryto ostatnio przepuklinę pachwinową, ale na szczęście malutką i już za parę dni pozbędzie się jej w szpitalu na dobre. A ja, chociaż czuję się wyśmienicie, od jakiegoś czasu zmagam się z cukrzycą ciążową i problemami z tarczycą. Biorę hormony, mam dietę, kilka razy dziennie kłuję się glukometrem, robię milion badań, ale wszystko to robię dla Maluszka, więc jak się domyślacie, motywację mam wystarczająco silną, by nie narzekać :-).

W tym roku zakochałam się też w Chorwacji. Prawie cały czerwiec spędziliśmy w malutkiej, rybackiej miejscowości w północnej Dalmacji i był to absolutnie magiczny urlop. Wynajęliśmy domek położony 10 metrów od morza i żyliśmy spokojnym rytmem tubylców. Już Wam o tym pisałam, ale mimo wszystko się powtórzę... Doba miała tam 48 godzin. Budziło nas słońce, pogoda rozpieszczała przez resztę dnia, a wieczorem dostawaliśmy w gratisie najpiękniejsze zachody słońca, jakie kiedykolwiek widziałam. Większość czasu spędzaliśmy pływając w ciepłym jak zupa morzu, czytając książki i spacerując po okolicy. Przy leżakach biegały kraby, w wodzie przy brzegu wylegiwały się rozgwiazdy, a któregoś dnia do naszej zatoczki zawitał delfin. Sielanka… Jestem pewna, że kiedyś tam wrócimy :-).

Mijający rok był też rokiem, w którym zdecydowanie podszkoliłam się kulinarnie. Jestem z tego bardzo dumna, bo kocham dobre jedzenie i zawsze podziwiałam osoby, potrafiące zrobić oryginalne, smakowite potrawy. Z uwagi na cukrzycę ciążową musiałam chwilowo zawiesić naukę, ale w przyszłym roku na pewno do niej powrócę. I może z racji tego, że nie mogłam poświęcić czasu gotowaniu, zajęłam się książkami. Zwolnienie lekarskie niewątpliwie mi w tym pomogło. Już dawno nie przeczytałam tylu książek, co w tym roku. I to najczęściej całymi seriami... Stieg Larsson, Camilla Lackberg, Suzanne Collins, John Grisham, Jeffrey Archer, Małgorzata Gutowska-Adamczyk i wielu, wielu innych autorów. Mam nadzieję, że w przyszłym roku Maluszek pozwoli mi przeczytać chociaż jedną piątą tej kolekcji :-).

A z takich bardziej przyziemnych rzeczy... Zimą zaliczyliśmy nasz pierwszy bal prawnika. Latem świadkowałam na ślubie mojej przyjaciółki Anetki, a jesienią nasz kuzyn dotarł aż do finału jednego z talent show. Z uwagi na powiększającą się rodzinę, sprzedaliśmy też naszą srebrną toyotkę i kupiliśmy dużo większą astrę kombi. I to byłoby z grubsza wszystko... :-).

Jak widzicie, był to rok pełen wrażeń, na szczęście zdecydowanie pozytywnych... A kolejny zapowiada się jeszcze ciekawiej :-).

Kończąc, chciałabym życzyć Wam kochani, by ten Nowy Rok przyniósł Wam same radosne momenty, byście doświadczali ciepła i miłości ze strony bliskich, a w kolejnego Sylwestra mogli powiedzieć „To był naprawdę wspaniały rok”!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.