AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Śpioszek

Pamiętacie, jak przez pierwsze dwa miesiące życia mojego synka praktycznie nie spałam? Jak martwiłam się, czy to normalne, że miesięczne niemowlę śpi 8 godzin na dobę? Otóż, to wszystko już odległa przeszłość :-). Nawet nie wiem kiedy, mój Hubi zmienił się z nocnego marka w słodkiego śpioszka.

Od kilku tygodni nasz synek idzie spać o 20stej, budzi się na cyca o 1szej i 4tej w nocy, by ostatecznie „wstać” dopiero około 6.30. Potem o 9tej rano zalicza kolejną drzemkę i jeszcze dwie godziny na spacerze, zdarza mu się też przysnąć ok. 17stej. Pewnie nadrabia poprzednie nieprzespane noce :-).

Ale dzisiaj przeszedł sam siebie – spał non stop od 20.30 do 4tej rano!!! A potem do 7mej!!! Normalnie dziecko-marzenie :-)! Aż sobie sama zazdroszczę :-).

Goście

Weekend minął nam pod znakiem odwiedzin. W piątek wpadli do nas znajomi, którzy rok temu byli z nami w Chorwacji. Sto lat się nie widzieliśmy. Ostatnio po powrocie z wakacji, gdy upewniliśmy się, że jestem w ciąży. Pamiętam, jak pokazywaliśmy im zdjęcia z usg i z dumą mówiliśmy, że nasza fasolka ma już 2,5 centymetra. A teraz proszę bardzo – całkiem pokaźny klusek zrobił się z tej fasolki :-). Początkowo Hubi patrzył na nową ciocię i wujka trochę nieufnie, ale na koniec wizyty obdarzał ich już całym zestawem swoich najpiękniejszych uśmiechów. Było naprawdę miło. A jakie ładne body Młody dostał w prezencie, fiu, fiu...

Dzisiaj natomiast przyjechała do nas moja siostra z narzeczonym. Ostatni tydzień spędzili w Anglii u znajomych i ciocia bardzo stęskniła się za swoim przyszłym chrześniakiem :-). Przywiozła Hubiemu tyle pięknych ubranek, że aż mnie to trochę skrępowało. Kurteczka, bluza, koszula, bodziaki, spodenki, buciki... A na dokładkę rewelacyjny organizer na łóżeczko. Jeszcze raz dziękuję siostra, naprawdę rozpieszczasz tego naszego szkraba nieprzyzwoicie :-). My natomiast dostaliśmy inny, równie wspaniały prezent – piękne zaproszenie na ich ślub 20 lipca! To już tak niedługo... Wprost nie mogę się doczekać! Rodzina, cudne zamieszanie, emocje... Po prostu uwielbiam takie okazje... :-).

A wieczorkiem wpadli do nas sąsiedzi z dwuletnim synkiem Wiktorkiem. Przytaszczyli ze sobą worek zabawek i nocnik, bo ich mały jest akurat na etapie odstawiania pieluch. Co dziesięć minut krzyczał: „Mamuniu, sisiu!” i biegł do nocnika. A potem wołał do mnie: „Ciocia... tu patrz.. sisiu ładne”. Śmiałam się i cały czas myślałam, że już niedługo nasz Hubi będzie tak krzyczał...

Co u nas jeszcze słychać? Mój Luby już na szczęście w pełni sił, we wtorek nareszcie dowie się, czy zdał egzamin radcowski. Cieszę się, że to już koniec. Dam Wam znać, jak mu poszło. A tymczasem - miłego tygodnia kochani!!! Śpijcie smacznie!

niedziela, 28 kwietnia 2013

Odwiedziny w firmie

Wczoraj po raz pierwszy od urodzenia Huberta, odwiedziłam swoją firmę. Ludziska w biurze przywitali mnie bardzo serdecznie. Wyściskali, zrobili herbatkę, dali prezent dla Huberta. Wszyscy też zgodnie stwierdzili, że jest klonem Mojego Lubego :-). A potem przyjechała szefowa. W sumie było miło, ale już po 10 minutach zostałam przyparta do muru i szczegółowo wypytana o plany powrotu do pracy. Czy po urlopie macierzyńskim mam zamiar wziąć zaległy urlop wypoczynkowy (40 dni), czy myślę ewentualnie o wychowawczym, czy nie mam przypadkiem w planach drugiej ciąży... A potem usłyszałam, jak dużo pracy się szykuje, że jestem potrzebna, że moje odejście osłabiło zespół, że jeśli nie wrócę, to będzie trzeba kogoś przyuczyć, itp., itd. 

Powiedziałam szefowej, że moja decyzja będzie uzależniona w dużej mierze od wyników egzaminów Mojego Lubego i tego, czy znajdziemy nianię dla Huberta. I że jeśli będę brała urlop wychowawczy, to raczej do stycznia, tak by być przy małym przez pierwszy rok jego życia. Stanęło w końcu na tym, że mam się określić do połowy maja.

Gdy wróciłam do domu, jak zwykle włączyłam TVN24, a tam trwała właśnie konferencja prasowa premiera, w której poinformował, że roczny urlop macierzyński jednak będzie przysługiwał wszystkim rodzicom dzieci urodzonych w 2013 roku! Moja rozmowa z szefową stała się więc nieaktualna... Cieszę się jak wariatka!

Zostajemy razem Hubi :-)!!!

sobota, 27 kwietnia 2013

Yes!

Jako matka I kwartału, napiszę dziś tylko: YES!!! YES!!! YES!!! :-)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Grypsko

Mój Luby ma grypę. Taką z wysoką gorączką, łamaniem w kościach i problemami żołądkowymi. Choróbsko przypałętało się niespodziewanie i z wielką mocą, co w domu z niemowlęciem nie jest zbyt dobrą historią. Aby uchronić młodego przed zarażeniem, wyemigrowałam więc z nim do moich rodziców.

Dziadkowie przeszczęśliwi  z wizyty wnusia. Moja mama tak bardzo, że aż jej się w pewnym momencie głupio zrobiło. Zięć jej choruje, a ona się tu cieszy... Ja z kolei czuję się trochę rozdarta. Chciałabym, jak zawsze do tej pory, zaopiekować się mężem, ale nie mogę przecież narazić Huberta. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje ten mój żuczek...

środa, 24 kwietnia 2013

Niezorganizowana ja

Od tygodnia codziennie rano obiecuję sobie, że „dzisiaj to już na pewno zrobię notkę na bloga”, po czym daję się wciągnąć w gonitwę obowiązków (ale nie-obowiązków również) i wieczorem jestem tak zmęczona, że marzę jedynie o łóżku. Męczy mnie to, bo pisać kocham i zawsze kochałam. Pamiętniki piszę regularnie od jedenastego roku życia i jak nie przeleję myśli na papier, nie ułożę ich sobie w ten sposób w głowie, to motam się potem we własnych uczuciach.

Ale żeby być uczciwym, to muszę się przyznać, że to nie jest tak, że zupełnie nie mam kiedy pisać. Dobra organizacja i na wszystko znajdzie się czas. Tyle, że jakaś taka niezorganizowana się ostatnio zrobiłam. W ogóle wraz z pojawieniem się na świecie Huberta zmieniło się nie tylko moje życie, zmieniłam się też ja. Zrobiłam się bardziej chaotyczna, zapominalska, ale też mniej się przejmuję i to tak generalnie – bałaganem, prasowaniem, gotowaniem i niesłownymi znajomymi. Jedna, jedyna rzecz, która mi doskwiera, to fakt, że za mało piszę. Może uda mi się wziąć w końcu w garść i coś z tym zrobić...

A w minionym tygodniu miałabym co opisywać. Moje maleństwo nagle polubiło leżenie na brzuszku i ćwiczy namiętnie podnoszenie główki. Z każdym dniem trzyma ją coraz dłużej. Jego obecny rekord to sześć minut. Ostatnio też po raz pierwszy chwycił i przyciągnął do siebie zabawkę – małego, czerwonego słonika. Czasami uda mu się wywrócić z brzuszka na plecy, ale jest wtedy tak zdziwiony, że nie łudzę się, że zrobił to celowo :-). A poza tym śmieje się i gada jak najęty. Śmieje się do wszystkiego i wszystkich, od rana do nocy. Potrafi o trzeciej rano puścić cyca, tylko po to, by spojrzeć mi w oczy i uśmiechnąć się szeroko. Nie wiem, czy to taki okres w życiu niemowlęcia, czy usposobienie, ale serce oblewa mi fala szczęścia, gdy to widzę.

Co do mnie, dzięki Lubemu i mojej mamie pomału wracam do normalnego życia. Byłam sama na zakupach ciuchowych, odwiedziłam też w końcu swoją fryzjerkę. No i wróciłam na siłownię. Wprawdzie po moich ciążowych kilogramach nie zostało nawet śladu, a powiedziałabym nawet, że jestem na kilkukilogramowym minusie, to jednak moje ciało nie jest już tak sprężyste, jak było to przed ciążą. Na razie byłam dwa razy i nie przemęczałam się zbytnio, ale powoli się rozkręcam i wierzę, że już niedługo ponownie będę miała kratkę na brzuchu :-). Ambitnie? Wiem, ale do zrobienia :-).

Jeśli zaś chodzi o Mojego Lubego, wciąż czekamy na wyniki jego egzaminów, kończących aplikację radcowską. Będą 30 kwietnia i nie zanosi się na żadne wcześniejsze przecieki. Zwariować można od tego czekania. No, ale za tydzień będziemy już wszystko wiedzieli...

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Mijający tydzień

Szczepienia

Jesteśmy po drugiej rundzie szczepień Juniora. Już pierwsza była dla mnie traumatycznym przeżyciem, ale ta była prawdziwym horrorem.  Pielęgniarka, robiąc Hubertowi zastrzyk, rozcięła mu strzykawką skórę na nóżce prawie na 2 centymetry. Krew lała się mocnym strumieniem, babka bardzo długo nie mogła jej zatamować. Młody krzyczał wniebogłosy, wyrywał się, krew rozmazywała się po jego nodze, była na moich i pielęgniarki rękach, a trzeba było jeszcze zrobić kolejne zastrzyki. Koszmar. Byłam tak wściekła, że miałam ochotę udusić tę kobietę. Co mi po jej przeprosinach, jak moje dziecko wyło z bólu i przerażenia dobre pół godziny. Co mi po tłumaczeniach, że to się jej praktycznie nie zdarza, skoro udo Juniora było opuchnięte przez długie dwa dni. Wracając do domu, płakałam z nerwów i bezsilności. Nawet nie chcę myśleć o kolejnych szczepieniach. Zrobię wszystko, by był z nami Mój Luby. Ja jestem za miękka na takie akcje.

Bioderka

W tym tygodniu mieliśmy też drugą wizytę w poradni preluksacyjnej, popularnie zwanej bioderkową. Czekając na swoją kolejkę, miałam okazję przyjrzeć się innym trzymiesięczniakom i ku swojej wielkiej radości stwierdziłam, że Junior wcale nie „odstaje” od dzieci urodzonych w terminie. Może nie jest tak okrągły i tłuściutki, ale jest równie długi i rozwinięty. Pięknie trzyma główkę, interesuje się zabawkami i próbuje po swojemu gadać. Mając trzy miesiące podwoił swoją wagę urodzeniową. No i bioderka ma pierwsza klasa :-).

Ząbki

O dziwo w tym tygodniu odpuściły Młodemu ząbki. Ślini się oczywiście dalej i pożera z pasją piąstki, ale przestał marudzić i gorączkować. Potrafi przez bite 40 minut masować sobie dziąsła palcem mamy lub taty, przerywając tylko na moment, po to by przesłać nam rozanielony uśmiech.
Karuzela
Z racji tego, że Maluszek zaczął wyciągać rączki do zabawek i długimi minutami uśmiechać się do swojego jaskrawo pomarańczowego lwa, stwierdziliśmy z Lubym, że nadszedł czas na zakup karuzeli do łóżeczka. Niech stymuluje rozwój naszego szkraba. Wybraliśmy taką na pilota, z melodyjkami i projektorem wyświetlającym motylki na suficie. Młody potrafi pół godziny patrzeć na kręcące się maskotki, piszcząc z zachwytu. Generalnie, super zakup, z jednym małym, śmiesznym „ale”. Pilot od karuzeli nadaje na tych samych częstotliwościach, co nasz pilot od telewizora. Za każdym razem, gdy przełączamy program, zaczyna grać karuzela :-).

Kąpiel

No i jeszcze jedno wydarzenie z mijającego tygodnia. Nasze dziecię po raz pierwszy w życiu śmiało się podczas kąpieli :-). Długo trwało zanim przekonał się, że woda nie jest taka zła :-).

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Słodki ślinotok

Patrząc na ilość moich wpisów, a właściwie na ich brak, domyśliliście się już pewnie, że moje ostatnie przypuszczenia okazały się słuszne. Wraz z początkiem czwartego miesiąca, Junior rozpoczął też ząbkowanie. Ślini się biedak jak buldog; wcina piąstki, rękawki, pieluszki, maskotki i wszystko, co mu się uda w buzię złapać, no i maruda włącza mu się wyjątkowo często. Próbujemy z Lubym ulżyć mu, jak potrafimy. Smarujemy i masujemy dziąsełka żelami wszelkiego rodzaju, mamy najmniejszego i najlżejszego gryzaczka, jakiego mogła załatwić moja siostra farmaceutka, no i na zmianę tulimy, nosimy i uspokajamy. Od tego noszenia (preferowana pozycja brzuszkiem w dół) naciągnęłam sobie mięsień barku i bez wieczornych masaży w wykonaniu Mojego Lubego pewnie bym już szyją kręcić nie mogła. Ale jak mogłabym nie tulić moich kochanych 5 kilo?

Mimo zębowych problemów Junior z każdym dniem robi się coraz bardziej radosny. Każdego ranka wita nas szerokim uśmiechem, odpowiada uśmiechem na uśmiech, śmieje się przez sen i uśmiechem nagradza nasze wysiłki masowania dziąsełek. Śmieje się do zabawek, mebli i telewizora. I chociaż jest małą miniaturką taty, to śmieje się zupełnie jak ja. Mruży oczy, podwija górną wargę i trzęsie wąską bródką :-). I jest to chyba jedna, jedyna rzecz, którą ma po mnie :-).

Niestety we wtorek ma kolejną rundę szczepień i coś mi się zdaje, że już ani jemu, ani mnie nie będzie do śmiechu.

środa, 3 kwietnia 2013

Wiadomość dnia

Mam dla Was wiadomość - Hubert waży już 5 kilogramów!!! Jak ja się cieszę, że tak pięknie nadgania wcześniakowe zaległości :-).

Spokojnej nocy!

wtorek, 2 kwietnia 2013

Ząbki?

Kochani, napiszcie mi, czy to możliwe, by mój Hubercik, na 3 dni przed rozpoczęciem czwartego miesiąca życia, mógł zacząć ząbkować??? Zaczynamy z Lubym poważnie się nad tym zastanawiać, bo ślinotoku dostał dzieciak i piąstki non stop pcha do buzi. Jeszcze żeby ssał te swoje kosteczki, to może bym myślała, że bawi się nimi po prostu, ale nie, on jeździ nimi po dziąsłach, jak po tarce. Ewidentnie go swędzą paskudy. Na dokładkę marudny się zrobił, popłakuje i spać nie chce (a już tak dobrze było). A gdy już w końcu usypia, to prawie zawsze z krawędzią pieluchy w buzi.

Zawsze wydawało mi się, że ząbkowanie odbywa się trochę później, tym bardziej, że sama wzbogaciłam się o pierwszego zęba dopiero w 9 miesiącu życia. No, ale z drugiej strony moja teściowa twierdzi, że Luby już w 4 miesiącu pięknym ząbkiem jej zaświecił, więc może młody po tacie taki szybki?

Sama nie wiem, co myśleć... Póki co, smarujemy mu dziąsełka maścią na ząbkowanie i młody rzeczywiście się uspokaja. Jak myślicie, czy to faktycznie mogą być zęby? Jak to było u Was?

Pozdrawiam ciepło w ten wiosenno-zimowy wieczór!

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.