AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

wtorek, 21 maja 2013

Wpis chorobowy

Przepraszam za dłuższą przerwę na blogu, ale dopadły nas ostatnio choróbska najróżniejsze i sił jakoś na pisanie zabrakło. Właściwie to nie nas, a mnie konkretnie, bo Mój Luby i Hubi czują się, na szczęście, znakomicie.

Pierwsze symptomy nadciągającego przeziębienia miałam już w sobotę, ale zignorowałam je zupełnie. Mieliśmy mieć z Lubym pierwsze wychodne od chwili narodzin Hubiego i tak się cieszyłam na to wyjście, że na mały ból gardła prawie nie zwróciłam uwagi. I chociaż podczas imprezki sprawdzałam telefon jakieś czterysta razy martwiąc się, czy u Hubiego i pilnującej go mojej mamy wszystko ok, to i tak było bardzo, bardzo fajnie. Na szczęście Maluszek błogo przespał całą naszą nieobecność i nie musieliśmy wracać na sygnale do domu.

W niedzielę „Hubi słodki bobas” zmienił się w „Hubiego marudę stulecia” i tak dał nam popalić, że pod koniec dnia ledwo żyliśmy z wyczerpania. I im bardziej on się wściekał, płakał i denerwował swędzącymi dziąsełkami, tym gorzej czułam się i ja. Najpierw myślałam, że to ze zmęczenia, potem okazało się, że mam gorączkę, sztylety w gardle i gęsty, paskudny katar. Przez chrypę prawie straciłam głos. Czaszka pękała mi z bólu. Z godziny na godzinę było tylko gorzej. A domowe sposoby leczenia nie przynosiły żadnego skutku.

Żeby było weselej, z niedzieli na poniedziałek dostałam nagle zastoju mleka w piersi i o trzeciej w nocy płakałam z bólu na dywaniku w łazience. Nie mam pojęcia, co się stało. Fakt, Hubi coraz rzadziej budzi się w nocy, w związku z tym rzadziej go też w nocy karmię, ale do tej pory nie miałam większych problemów z nadmiarem. Byłam przekonana, że wszystko samo się uregulowało. Niestety, nie pomógł ani laktator, ani Hubi, ani ciepłe okłady i delikatne masaże. Dopiero kupiona o świcie kapusta.

Rano czułam się jak przeżuta, wypluta i podeptana. Nie bolały mnie już chyba tylko palce u stóp. Luby poszedł do pracy, a ja wzięłam Hubiego do siebie do łóżka i próbowałam jakoś przetrwać dzień. Udało mi się to tylko dzięki mojej mamie. Gdy zobaczyła mnie na skypie, od razu wsiadła w pociąg i przyjechała. Została u nas do wieczora. Mogłam się w końcu przespać i troszkę odpocząć. Wrócił też Mój Luby, także wieczorkiem czułam się już dużo lepiej.

Dzisiaj rano wylądowałam jednak u lekarza. Stwierdził, że oprócz wypisania recepty na paracetamol i krople do nosa, nic nie może dla mnie zrobić z uwagi na to, że karmię. Na antybiotyk jest według niego za wcześnie, bo „jeszcze” nie mam zajętych oskrzeli i płuc. Mam tylko jak najwięcej leżeć, a na spacery z dzieckiem wysyłać męża. Jeśli do piątku mi nie przejdzie, wtedy mam przyjść do niego ponownie.

Tak więc chodzę po domu w szaliku (bo leżeć przy Hubim zwyczajnie się nie da), piję herbatki z miodem i co pięć minut myję ręce, by nie zarazić synka. Sterta prasowania rośnie w oczach, spodnie Lubego leżą nieodebrane u krawcowej, podobnie jak wywołane zdjęcia u fotografa, mam do wysłania dwie paczki, do kupienia dwa prezenty, jutro jest termin kolejnego szczepienia Hubiego, powinnam oddać pościel do magla i zrobić milion innych rzeczy, ale zwyczajnie nie mam siły...

Prześlijcie mi kochani trochę ciepłych fluidów, bo są mi teraz bardzo potrzebne :-).

Nie całuję, bo zarażam :-)! Do napisania :-)!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.