AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 26 czerwca 2013

Kinga

Siedziałam w niedzielę na ławce, czytając książkę. Hubi spał obok mnie w wózeczku, a właściwie w foteliku zamontowanym na stelażu wózka, bo jeżdżenia w gondoli odmawia już kategorycznie i baaaaardzo głośno :-). W tym czasie Mój Luby poszedł na siłownię, bez kluczy, więc nie oddalałam się zbytnio od domu. Było południe, słoneczko świeciło przyjemnie, wiał lekki wiaterek. Moją uwagę zwróciła mała dziewczynka w fioletowej bluzeczce, idąca dziarskim krokiem w moją stronę. Mogła mieć 5, może 6 lat... Przeszło mi nawet przez myśl, że to trochę niepoważne ze strony jej rodziców, że tak sama chodzi, ale zaraz wróciłam do książki. Dziewczynka tymczasem podeszła do klatki schodowej, niedaleko której siedziałam i wspinając się na palce, naciskała dzwonek domofonu. Dzwoniła i dzwoniła, ale nikt nie odbierał. Poszła więc pod balkon i zaczęła krzyczeć: „Mamo, mamo, otwórz”. Zero reakcji. Potem znowu wróciła do domofonu. Spytałam się, czy pomóc jej nacisnąć dzwonek, na co odpowiedziała, że mama na pewno zaraz ją usłyszy. W końcu wpuściła ją jakaś wychodząca z klatki schodowej kobieta.

Nie wiem, ile czasu minęło... 20 minut, może pół godziny... gdy zza drzwi klatki schodowej wyjrzał mały, ciemny łepek i powiedział do mnie: „A teraz nie chcą mnie wpuścić przez tamte drzwi”. Spytałam się, czy jest pewna, że rodzice są w domu, a gdy potwierdziła, kazałam jej stanąć przy wózku z Hubim, tak bym ich widziała, i poszłam pod drzwi, które mi pokazała. Gdy mi też nikt nie otworzył, zaniepokoiłam się nie na żarty. Wiecie, różnie bywa, zawał, poślizgnięcie się w łazience... zaczęłam się poważnie zastanawiać nad wezwaniem policji. Wcześniej zapukałam jednak do sąsiadów. Gdy otworzyła mi jakaś kobieta, w krótkich słowach wyjaśniłam o co chodzi, a ona powiedziała: „Pewnie leżą pijani jak zwykle. Nie wiem po co tę dziewczynkę tu przyprowadzać zaczęli ostatnio. Niech pani dzwoni, do skutku, w końcu otworzą”. Wszystkiego się spodziewałam, tylko nie tego. I chociaż wiem, że podobne sytuacje zdarzają się w Polsce nagminnie, to jakoś do głowy mi nie przyszło, że tu u nas, na bardzo młodym i w sumie bogatym osiedlu, że tak blisko... :-(.

Wróciłam do dziewczynki i zaczęłam ją wypytywać, czy często rodzice jej nie wpuszczają, co wtedy robi, czy ma tu w pobliżu jakąś babcię, albo ciocię. Usłyszałam, że ma siedem lat, na imię Kinga, że często jej nie wpuszczają, bo zamek w ich drzwiach się zacina i ona wtedy chodzi sobie po osiedlu, ale że zawsze na wieczór udaje się koledze jej mamy zamek naprawić i ją wpuszcza. Że tata tu nie mieszka, tylko czasami przychodzi, że babcia mieszka blisko, i że ona to u babci nocuje, ale że woli tu, z mamą. I że do babci nie może teraz pójść, bo babci nie ma.

Wkurzyłam się... Jak można tak traktować małe dziecko?! Co to za ludzie?! Przycisnęłam dzwonek domofonu i trzymałam bite pięć minut. W końcu drzwi się otworzyły i wytoczył się niewiele ode mnie starszy mężczyzna. Ewidentnie pijany zaczął krzyczeć: „No i co pani dzwoni?! Czego pani chce?! To nie moje dziecko, do mnie nie wejdzie! Czego mi pani borutę u sąsiadów robi?!”. A potem ryknął do dziewczynki: „Twojej matki tu nie ma, była wczoraj, ale już tu nie będzie, czego tu przyłazisz?! Wynocha!”. Kinga aż się skuliła i powiedziała cicho: „Mama mi mówiła, że tutaj mieszka”. Facet darł się dalej, na co ja już nieźle zła, wrzasnęłam, żeby się natychmiast uspokoił i nie krzyczał na dziecko. I że mógł już pół godziny temu drzwi otworzyć i mi to powiedzieć, a nie, jak gówniarz udaje, że go nie ma. Że myślałam, że leży po zawale i że ma szczęście, że po policję nie zadzwoniłam, by otworzyli drzwi. Facet odkręcił się tylko na pięcie i wrócił do mieszkania.

Gdy się obejrzałam, dziewczynka już była daleko... Tak mi się szkoda tej małej zrobiło. To takie straszne, że niektórzy rodzice przedkładają alkohol nad własne dzieci. Podłe i nieludzkie skazywać własną córkę na takie dzieciństwo. Siedziałam dalej na ławce, bo Hubi o dziwo spał dalej, ale myślałam już tylko o Kindze.

I możecie sobie wyobrazić, jakie było moje zdziwienie, gdy 15 minut później usiadła obok mnie i powiedziała: „Pobiegłam pod dom babci i mama akurat wracała z zakupami. Powiedziała mi, że już tam nie mieszka, bo dzisiaj sprzedała temu koledze mieszkanie i to dlatego on mnie wygonił”. Przyszła ją do mnie wytłumaczyć... to było takie smutne... Spytałam się, dlaczego więc nie została z mamą, i w odpowiedzi usłyszałam: „Bo poszła do jakiegoś innego wujka”. Po paru kolejnych pytaniach wiedziałam już, że nic jeszcze dzisiaj nie jadła, ale „nie szkodzi, bo nie jest głodna”. Serce mi się ścisnęło... Odczekałam chwilę i powiedziałam: „Wiesz, jest tak ciepło, a ja mam ochotę na lody, tyle że jedzenie samemu lodów jest beznadziejne. Zjesz ze mną? Pójdziemy do sklepu i wybierzesz sobie jakiego tylko będziesz chciała”. Zgodziła się i ruszyłyśmy do małego, osiedlowego sklepiku. Oprócz lodów kupiłam jej też trochę bułek, by zjadła coś treściwszego. Usiadłyśmy na ławeczce, czekając na wracającego z siłowni Lubego i w milczeniu jadłyśmy swoje lody... A czarę goryczy przelał moment, w którym Kinga, pokazując mi idącego żula z bordową twarzą, spytała: „To jest tata Huberta?”.

Nie wiem, co się dzieje z tym światem. Dlaczego dorośli ludzie są tak nieodpowiedzialni, dlaczego robią to własnym dzieciom? Tak mi było szkoda tej małej Kingi. I wciąż nie mogę przestać o niej myśleć.

Patrzę na śpiącego Hubiego i przysięgam sobie, że ja nigdy nie dopuszczę do tego, by moje dziecko chodziło głodne, tylko dlatego, że ja postanowiłam zostać myślącą tylko o sobie patologią...

1 komentarz:

  1. Powiem Ci, że mój mąż jest świetnym mężem i prawie doskonałym tatą, ale obiecałam sobie, że nigdy żaden facet nie będzie dla mnie ważniejszy od córki, bo i ja miałam wujków. Tylko dwóch, ale dali w życiu popalić.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.