AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 24 kwietnia 2013

Niezorganizowana ja

Od tygodnia codziennie rano obiecuję sobie, że „dzisiaj to już na pewno zrobię notkę na bloga”, po czym daję się wciągnąć w gonitwę obowiązków (ale nie-obowiązków również) i wieczorem jestem tak zmęczona, że marzę jedynie o łóżku. Męczy mnie to, bo pisać kocham i zawsze kochałam. Pamiętniki piszę regularnie od jedenastego roku życia i jak nie przeleję myśli na papier, nie ułożę ich sobie w ten sposób w głowie, to motam się potem we własnych uczuciach.

Ale żeby być uczciwym, to muszę się przyznać, że to nie jest tak, że zupełnie nie mam kiedy pisać. Dobra organizacja i na wszystko znajdzie się czas. Tyle, że jakaś taka niezorganizowana się ostatnio zrobiłam. W ogóle wraz z pojawieniem się na świecie Huberta zmieniło się nie tylko moje życie, zmieniłam się też ja. Zrobiłam się bardziej chaotyczna, zapominalska, ale też mniej się przejmuję i to tak generalnie – bałaganem, prasowaniem, gotowaniem i niesłownymi znajomymi. Jedna, jedyna rzecz, która mi doskwiera, to fakt, że za mało piszę. Może uda mi się wziąć w końcu w garść i coś z tym zrobić...

A w minionym tygodniu miałabym co opisywać. Moje maleństwo nagle polubiło leżenie na brzuszku i ćwiczy namiętnie podnoszenie główki. Z każdym dniem trzyma ją coraz dłużej. Jego obecny rekord to sześć minut. Ostatnio też po raz pierwszy chwycił i przyciągnął do siebie zabawkę – małego, czerwonego słonika. Czasami uda mu się wywrócić z brzuszka na plecy, ale jest wtedy tak zdziwiony, że nie łudzę się, że zrobił to celowo :-). A poza tym śmieje się i gada jak najęty. Śmieje się do wszystkiego i wszystkich, od rana do nocy. Potrafi o trzeciej rano puścić cyca, tylko po to, by spojrzeć mi w oczy i uśmiechnąć się szeroko. Nie wiem, czy to taki okres w życiu niemowlęcia, czy usposobienie, ale serce oblewa mi fala szczęścia, gdy to widzę.

Co do mnie, dzięki Lubemu i mojej mamie pomału wracam do normalnego życia. Byłam sama na zakupach ciuchowych, odwiedziłam też w końcu swoją fryzjerkę. No i wróciłam na siłownię. Wprawdzie po moich ciążowych kilogramach nie zostało nawet śladu, a powiedziałabym nawet, że jestem na kilkukilogramowym minusie, to jednak moje ciało nie jest już tak sprężyste, jak było to przed ciążą. Na razie byłam dwa razy i nie przemęczałam się zbytnio, ale powoli się rozkręcam i wierzę, że już niedługo ponownie będę miała kratkę na brzuchu :-). Ambitnie? Wiem, ale do zrobienia :-).

Jeśli zaś chodzi o Mojego Lubego, wciąż czekamy na wyniki jego egzaminów, kończących aplikację radcowską. Będą 30 kwietnia i nie zanosi się na żadne wcześniejsze przecieki. Zwariować można od tego czekania. No, ale za tydzień będziemy już wszystko wiedzieli...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.