AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Weekend pierwszych razów

Długi weekend minął nam pod znakiem pierwszych razów Hubiego i pierwszych oznak nadopiekuńczości jego mamy :-):

- Młody pierwszy raz leżał na trawie, skubiąc paluszkami zielone ździebełka. Oczywiście tylko chwileczkę, bo okazuje się, że matka nawet w trawie może dostrzec milion potencjalnych zagrożeń. Przecież mógłby próbować włożyć trawę do buzi... Trawę mogły obsikać koty... Mogłaby ugryźć go mrówka... Albo przeziębiłby sobie pęcherz... Albo...albo...albo... mogłabym tak jeszcze długo wymieniać :-).

- pierwszy raz był nad rzeką i zaglądał do namiotu. Moi rodzice i siostra z narzeczonym popłynęli na trzydniowy spływ kajakowy. Pierwszy nocleg mieli niedaleko naszego miasta, więc zapakowaliśmy Hubiego w samochód i pojechaliśmy ich odwiedzić. Było tłocznie i przesympatycznie. Mały stał się gwiazdą wieczoru, ale po mojej głowie krążyły jednak myśli w stylu - czy nad tą rzeką przypadkiem nie wieje za mocno? czy czapeczka na pewno zasłania Hubiemu uszka? czy nie jest mu za zimno? czy na tych drzewach nie ma kleszczy? a jak złapie katar? itp. itd.

- Hubi miał pierwsze w życiu spotkanie z psem. W czwartek byliśmy u rodzinki, która ma cudownego sznaucera olbrzymiego. Spajk jest najmądrzejszym i najbardziej przyjaznym zwierzakiem domowym, jakiego znam. Zgodnie z przewidywaniami pies zareagował dużo lepiej na Hubiego, niż Hubi na psa. Gdy Spajk podekscytowany wsadził nos w nosidełko i obwąchiwał Młodego, ten rozpłakał się wystraszony i musiało minąć trochę czasu, by się z tym czarnym wielkoludem polubili. Na wszelki wypadek nie spuszczałam ich jednak z oka, bo kto wie... Spajk macha ogonem jak szalony, jakby uderzył nim Hubiego, to dopiero będzie płacz... no i lepiej nie dopuszczać do czułości, bo od tego lizania, to jeszcze Młody wysypki jakiejś dostanie... A jak jakimś cudem złapał pchy? To nic, że Spajk nigdy nie miał pcheł, zawsze przecież jest ten pierwszy raz... Wyobraźnia mi pracowała, a biedne, bogu ducha winne psisko chyba to wyczuło, bo jakoś wyjątkowo rzadko do mnie tego dnia podchodził...


- pierwszy raz Hubi był na rękach u swojego dziadka :-). Do tej pory mój tata bał się wziąć go na ręce, bo „za malutki”, „na pewno się rozpłacze”, „ja nie umiem go trzymać”, „jak będzie starszy” itp, itd. Mieli więc z Hubim kontakt serdeczny, ale na odległość. W końcu jednak przełamali lody i ze wzruszeniem patrzyłam na mojego synka w objęciach mojego taty. I wiecie co? To był jedyny „pierwszy raz” weekendu, w którym zupełnie się o Hubiego nie bałam :-).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.