AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 31 lipca 2013

Wąs



Czy Wy też kochacie Mustache tak bardzo, jak ja :-)?

Pozdrawiamy Hubisiowo :-)!


wtorek, 30 lipca 2013

Małe mamy zwycięstwo

Zupełnie zapomniałam napisać Wam, jak skończyła się moja przeprawa z nocnym życiem Hubiego. Pisałam o tym tutaj (klik). Pamiętacie? Budził mnie nocą co pół godziny, tylko po to, by przytulić się do cyca i troszkę pociamkać. Gdy próbowałam odłożyć go do łóżeczka, krzyczał tak, że umarłego postawiłby na nogi. Wykończona byłam nieziemsko. Przy okazji wizyty u pediatry, poprosiłam o radę i usłyszałam, że mam go wziąć na przetrzymanie. Inaczej się nie da.

Jak przepowiadała lekarka, łatwo nie było. Nasz kawaler był tak rozżalony, że z dziesięciu pobudek zrobiło się piętnaście. Wiele razy miałam ochotę zwyczajnie się poddać, dać mu cyca i pójść nareszcie spać. Miałam łzy w oczach równie wielkie jak Hubi. Ale po początkowym kryzysie, zrobiło się lepiej. Z dnia na dzień budził się rzadziej, aż w końcu dotarliśmy niedawno do moich upragnionych dwóch pobudek :-).

Baby Monster in Training :-)

Zajęło nam to sporo czasu, ale opłacało się. Nasze (moje i Mojego Lubego) worki pod oczami zrobiły się prawie normalnych rozmiarów :-). Wieczorami możemy spokojnie obejrzeć film, albo odcinek ulubionego serialu (The Following – polecam). Rano budzę się, wiedząc gdzie jestem :-). Oczywiście zdarzają się nam jeszcze gorsze noce (na przykład wczorajsza, mega duszna i upalna), ale tendencja jest zdecydowanie wzrostowa :-).

Zobacz mamo, jaki jestem grzeczny :-)
Pozdrawiamy!

poniedziałek, 29 lipca 2013

Pierwsze plażowanie

Weekend spędziliśmy nad jeziorem razem z moimi rodzicami, siostrą i szwagrem. A że na podobny pomysł wpadło pół narodu, wybraliśmy malutką plażę nad jeziorem ukrytym głęboko w lesie. Mniej popularną i zagospodarowaną, ale dzięki temu dużo spokojniejszą.

Było ciepło i rodzinnie. Zrobiliśmy sobie grilla i po raz pierwszy w tym roku popływaliśmy. Hubi zaliczył swój pierwszy kontakt z wodą, ale na poważniejsze kąpiele była jednak za zimna. Potem dzielił swój czas pomiędzy zabawy z babcią i ciocią. Szalał z nimi na kocyku, ćwicząc uparcie odkrytą niedawną umiejętność podciągania kolanek pod brzuszek.




Nie obyło się oczywiście bez przygód i to z moim udziałem, jak zwykle :-). W samym środku pałaszowania karkówki, zarwało się pode mną krzesełko i z hukiem wylądowałam na ziemi, tłukąc się przy tym potwornie. I weź się tu człowieku nie zacznij odchudzać :-). Ale pomimo siniaków, z którymi wróciłam do domu, weekend zdecydowanie zaliczam na plus :-).

A jak Wam minęły te wolne dni? Pozdrawiamy serdecznie!


piątek, 26 lipca 2013

Ślubna relacja cz. 2

Jak już wiecie, w sobotę wyszła za mąż moja młodsza siostra. Ślub, na którym wzruszyłam się jak nigdy, opisałam Wam o tutaj (klik).

Co do wesela, długo byłam przekonana, że mnie na nim zwyczajnie nie będzie. Nie mieliśmy bowiem co zrobić z naszym półrocznym superbohaterem. Niby w luźnych rozmowach wszyscy oferowali pomoc, ale gdy przyszło, co do czego, to nikt nie miał dla nas czasu/możliwości/zdrowia/transportu/wolnego (niepotrzebne skreślić). Cała moja rodzinka bawiła się na weselu, teściowa była na wakacjach, a bliżsi i dalsi znajomi wykręcali się, aż przykro było słuchać. A chodziło przecież tylko o posiedzenie przy śpiącym Hubim w pokoju obok sali weselnej i zadzwonienie, gdyby się obudził, bym w trzy sekundy do niego przybiegła. No, ale umiesz liczyć, licz na siebie. W końcu kupiłam Hubertowi specjalne słuchawki ochronne dla dzieci, które tłumią dźwięk, a które widziałam czasami na meczach siatkówki. Miałam nadzieję, że zadziałają, gdy Hubi będzie spał na sali. Nie bardzo wierzyłam, że to się uda przy tym naszym wrażliwcu i przykro mi było na myśl, że nie zobaczę pierwszego tańca, czy rzucania welonem w wykonaniu mojej małej siostrzyczki.

Ostatecznie z pomocą przyszła nam zupełnie obca osoba, która pilnowała pięciotygodniowej Hani – siostrzenicy Pana Młodego. Ta ciepła, przesympatyczna dziewczyna stwierdziła, że dla niej to żadna różnica, patrzeć na jedno, czy na dwoje śpiących dzieci, wzięła nasze numery telefonów i wygoniła na imprezę :-). Do tej pory nie jestem w stanie wyrazić słów wdzięczności dla tej bezinteresownej pomocy. A Hubi, chyba w ramach rewanżu, nie obudził się ani razu, pozwalając się nam bawić aż do 3.30 :-).

A bawiliśmy się rewelacyjnie! Państwo Młodzi zorganizowali wesele, zdecydowanie nie-staropolskie. Zamiast gospody – elegancka sala w stylu glamour, zamiast zespołu – wodzirej z dj’em. Rewelacyjny wodzirej nota bene. Trzeba młodym przyznać, że tak dobrze opracowanego scenariusza wesela jeszcze nie widziałam. Na pewno nie można się było na nim nudzić, co najwyżej zmęczyć nadmiarem wrażeń. Wodzirej zorganizował mnóstwo konkursów, ale ani jednego z podtekstem seksualnym. Były liczne zabawy dla dzieci, których na weselu było z dwadzieścioro. Jako nagrody wręczano różnego rodzaju prezenty, ale nigdy wódki. Zresztą szampan też był do wyboru, zarówno alkoholowy, jak i bezalkoholowy (dzięki czemu nikt nie czuł się wykluczony, ani dzieci, ani też kobiety karmiące lub ciężarne). Nie grano żadnego disco polo, ale za to światowe, klasyczne hity.

Para Młoda, po tradycyjnym przywitaniu przez rodziców chlebem i solą, podzieliła się nimi z wszystkimi gośćmi. Oprócz księgi gości wyłożony był też wedding tree, na którym każdy mógł odbić odcisk swojego palca. W toaletach wyłożono weselne skrzynki „pierwszej potrzeby” z plastrami na odciski, kolorowymi nićmi, nożyczkami, tabletkami, nitką dentystyczną, tamponami itp.

Do dyspozycji gości było mnóstwo śmiesznych gadżetów, m.in. kolorowe peruki, wielkie okulary i wzorzyste muchy, w których można było zrobić sobie zwariowane zdjęcia. My na przykład z Lubym założyliśmy wielkie peruki i zrobiliśmy sobie zdjęcie z tabliczką: „Zabraliśmy koperty i jedziemy do Vegas! Już nas nie znajdziecie!” :-). Nawet klasyczne rzucanie welonem i krawatem było zorganizowane w nowy, pomysłowy sposób.

Oprócz zabaw, było też troszkę wzruszających momentów, jak pierwszy taniec w morzu baniek mydlanych, podziękowania dla rodziców i romantyczny przytulaniec przy zgaszonym świetle, podczas którego tańczące pary trzymały w dłoniach lampiony, zapalone od świeczki Pary Młodej.

Znalazły się oczywiście osoby, którym brakowało tradycyjnego „a teraz idziemy na jednego”, albo „nas uczyli w szkole, że całuje się na stole”, ale wiadomo, nie można dogodzić wszystkim. Śmieliśmy się z Lubym, że staropolskie zwyczaje rodzinka miała na naszym weselu, bez sensu więc było je znów powtarzać. To wesele było inne niż nasze, ale na pewno równie fajne :-).

Ja spędziłam cudownie czas, jedząc, śpiewając i tańcząc z mężem. A za zdrowie młodych wznieśliśmy tyle toastów (ja oczywiście bezalkoholowych), że przez najbliższe lata nie powinni nawet kichnąć :-).

Sto lat kochani, jeszcze raz!!!! A Ty Szwagier, witaj w rodzinie :-)!!!






Ps. Jak będę miała jakieś fotki, to oczywiście wrzucę :-).

Ps.2. Aniu! Jeszcze raz całą naszą trójką życzymy Ci wszystkiego najwspanialszego z okazji Twoich imienin :-).

środa, 24 lipca 2013

Feralne szczepionki

Planowałam opowiedzieć Wam dzisiaj o weselu mojej siostry, ale wiadomość o feralnych szczepionkach tak mnie wkurzyła, że nie potrafię skupić się na niczym innym.

Słyszeliście już na pewno informację, że decyzją Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego zostały wycofane z obrotu w trybie pilnym na terenie całego kraju dwie szczepionki: Euvax B (seria UFA 12001) i Tripacel (seria C4007 AK). Euvax B podawana jest noworodkom przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, Tripacel natomiast przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi. Oba produkty nie spełniają wymagań jakościowych ze względu na niehomogenność.

Z tego, co wyczytałam, niehomogenność oznacza niejednorodność. Mogła ona wynikać na przykład „z nieprzestrzegania zasad zachowania ciągu chłodniczego podczas przechowywania lub transportu albo obecności zanieczyszczeń w szczepionce”. Wycofane szczepionki podawano maluchom od końca listopada 2012 r. do 15 lipca 2013 r.

Od razu zajrzałam w Hubisiową książeczkę zdrowia i co widzę? Mój szkrab dostał wszystkie trzy dawki z wycofanej serii Tripacelu oraz dwie dawki Euvaxu B (trzecia dawka była już na szczęście z innej serii). Na forach internetowych znalazłam całą listę powikłań, jakie te szczepionki wywołały u dzieci, od zapalenia oskrzeli i atopowe zapalenie skóry, po obniżenie napięcia mięśniowego i bezdech.

Żródło

Na szczęście u Hubiego nigdy nie zaobserwowałam żadnych działań niepożądanych, ale to nie zmienia faktu, że jestem tym wszystkim zwyczajnie załamana. Jak można było w ogóle dopuścić do takiej sytuacji? I jak to możliwe, że przez prawie osiem miesięcy nikt nic nie zauważył?

Nieoficjalnie mówi się, że w tej sprawie zaalarmowała inspekcję farmaceutyczną pielęgniarka z jednej z przychodni w Krakowie. A co z tysiącami innych pielęgniarek? O lekarzach nie wspomnę, bo oni to już się nawet nie dotykają do szczepionek... Gdzie oni wszyscy mieli oczy? Czy w cywilizowanym kraju naprawdę muszą zdarzać się takie rzeczy? I czy efektami zaniedbań muszą być obciążane nasze dzieci?

Mój Hubi urodził się przedwcześnie przez błąd lekarza, a teraz okazuje się, że przez pierwsze pół roku swojego życia dostał w sumie pięć zastrzyków ze szczepionkami wycofywanymi teraz z obiegu w trybie pilnym... I jak ja mam zaufać polskiej służbie zdrowia? No jak?

wtorek, 23 lipca 2013

Ślubna relacja cz. 1

Kochani, jesteśmy z powrotem! Ślub i wesele przeżyliśmy, jesteśmy już w domku, a niektórym szczęściarzom udało się nawet odespać :-). I wiem, że będziecie na mnie krzyczeć, ale przyznaję się od razu, że niestety zapomnieliśmy aparatu i fotorelacji brak. Ale jak tylko dostanę jakieś fotki, na pewno coś wrzucę. Obiecuję... tym bardziej, że było naprawdę pięknie.

Ślub mojej siostry był... wyjątkowy. Wyobraźcie sobie taką scenerię... Piękny, stary kościół z czerwonej cegły, położony około stu metrów od jeziora. Panna Młoda to drobniutka blondyneczka w zwiewnej sukni, Pan Młody to wysoki brunet o śniadej cerze. Podjeżdżają pod kościół w promieniach słońca, chociaż w ciągu dnia niebo było przykryte ciemnymi chmurami. Dookoła goście - rodzina, przyjaciele, wszędzie biegają dzieci. Wszyscy podekscytowani, uśmiechnięci, czekają z niecierpliwością na ślub.

Jeszcze przed mszą zaczynają się niespodzianki. Okazało się, że ksiądz, który obiecał udzielić im ślubu, ale utknął w Brazylii, przyleciał jednak do Polski w nocy z piątku na sobotę i jest na posterunku. Pan Młody, który nie mógł się pogodzić z decyzją mojej siostry o założeniu woalki, z nieukrywanym zachwytem patrzy na opadający jej na ramiona welon :-). Nasz tata, który nie znosi być w centrum uwagi i początkowo nie chciał prowadzić mojej siostry do ołtarza, zmienił jednak zdanie i stanął z nią u drzwi kościoła...

Msza była nietypowa. Zamiast kazania była rozmowa księdza z Parą Młodą i historia ich miłości. Mówili o tym, kiedy się poznali, kiedy zrozumieli, że są gotowi na małżeństwo, jak się do niego przygotowali. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Gdy nastąpił moment przysięgi, nawet mój Hubi wpatrywał się w nich z przejęciem. Widziałam, jak obie mamy ukradkiem ocierały łezki, ale i mnie za gardło chwyciło :-). Obrączki z grawerem, którego treści Młodzi nie chcą nam zdradzić, podawała nasza malutka kuzynka. Wszystko wypadło naprawdę wspaniale...

A po wzruszającym ślubie nastał czas radości i jedno z najbardziej szalonych i śmiesznych wesel, na jakim byłam. Ale o tym jutro... :-).

Śpijcie smacznie Kochani!



Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.