AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

wtorek, 6 sierpnia 2013

Ślubna relacja cz. 3

Jak już wiecie, moja młodsza siostra wyszła niedawno za mąż. Było pięknie, wzruszająco i bardzo romantycznie :-). O ślubie pisałam Wam tutaj (klik), a o zwariowanym weselu tu (klik). Kto jeszcze nie czytał, a ma ochotę, serdecznie zapraszam.

Jednak żeby nie było, że wszystko wypadło tak idealnie, dzisiaj o tym, co zdarza się przy organizacji  każdego ślubu i wesela. Czyli o awariach, kłopotach i problemach :-). To, że będą, było oczywiste. Ale to, jakiego rodzaju i jak bardzo wkurzą moją siostrę, miało się dopiero okazać :-).

Zaczęło się we wtorek przed ślubem. Akurat, gdy byłam z młodą na ostatniej przymiarce sukni, zadzwoniła do niej dekoratorka, z informacją, że nigdzie nie może dostać kwiatów, z których obiecała zrobić jej bukiet ślubny. W żadnej hurtowni w naszej części kraju nie było podobno nawet jednego malutkiego kwiatka. Później okazało się, że generalnie nie można go dostać w lipcu, a kobieta albo o tym nie wiedziała, albo nie uznała za stosowne poinformować o tym przy podpisywaniu umowy. Oczywiście siostra moja podłamała się tym bardzo, a ja próbując ją pocieszyć, przekonywałam: „Niunia, to tylko kwiatek, będziesz mieć inny, równie piękny. Obyś tylko takie problemy miała...”.

A tak wyglądała część ich pleneru ślubnego. Piękny, prawda :-)?

No i wykrakałam :-). W środę późnym wieczorem skontaktowała się ze mną wizażystka, która miała malować nie tylko Pannę Młodą i świadkową, ale i obie mamy, mnie, siostrę Pana Młodego i kilka innych babeczek z naszej rodziny. Pani Lilianna zadzwoniła z płaczem, że jest w szpitalu, że nie będzie mogła przyjechać w sobotę i że nie może znaleźć nikogo na swoje zastępstwo, bo jest pełnia sezonu ślubnego. Przyznam Wam się szczerze, że zrobiło mi się słabo na myśl, jak zareaguje na tę wiadomość moja siostra. I chociaż jeszcze tego samego dnia udało się po znajomości znaleźć dla niej świetną wizażystkę, to i tak Młoda przepłakała długie godziny, załamana obrotem sprawy.

Do bukietu i makijażu dołożyły się jeszcze problemy z wystrojem sali (dekoratorka zupełnie zmieniła ustalany wcześniej projekt), ustawieniem krzeseł (sypnął się plan z odpowiednim ułożeniem winietek) i dekoracją samochodu (miała być na przyssawkę, a była na taśmę, co właściciela lakieru na Audi Q7 przyprawiło o palpitację serca). Przed kościołem, nie wiadomo z jakiej racji, ktoś rozbił namioty wojskowe (na szczęście były zupełnie niewidoczne za plecami gości). A na dokładkę w trakcie wesela podarł się Młodej welon i wyszła z sukni fiszbina, która raniła ją niemiłosiernie.


I jeszcze jeden mały detal z ich ślubnej sesji :-)

Ale żeby nie było, że tylko Para Młoda miała przygody, to małżonek mój, na 40 minut przed ślubem zorientował się, że zapomniał wziąć spodni od garnituru, a wracać po nie 50 kilometrów nie było sensu. Na szczęście zarówno on, jak i ja mieliśmy zapasowe ubrania, na wypadek gdyby Hubi postanowił ozdobić nas swoim ulewaniem :-).

Mimo tych wszystkich przygód, był to najpiękniejszy i najbardziej wzruszający dzień, jaki przeżyłam (oprócz naszego własnego ślubu, rzecz jasna :-) ). 

A Wy mieliście jakieś ślubne wpadki :-)?

Pozdrawiam ciepło,






Ps. Wszystkie te piękne zdjęcia wykonała Magdalena Sulwińska, nie tylko rewelacyjna fotografka, ale i wspaniała dziewczyna. Serdecznie zapraszam na jej facebookowy fanpage (klik).

1 komentarz:

  1. Z tymi ślubami to zawsze coś wyjdzie nie tak. Ale warto pamiętać najwspanialsze rzeczy. Siostra

    Anioł, no i oczywiście Łabędziowa szyja ;)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.