AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

niedziela, 4 sierpnia 2013

Warszawa

Dzisiaj nasz Hubi skończył siedem miesięcy. Poważna sprawa, prawda :-)? A że mężczyźni w pewnym wieku mają już obowiązki wobec ojczyzny, uznaliśmy, że nastał czas, by pokazać synowi stolicę :-).

Świetnym ku temu pretekstem było zaproszenie od mieszkających w Warszawie cioci i wujka, a właściwie od dwóch cioć i dwóch wujków. Zaproszenie, z którego dość długo nie mogliśmy skorzystać, bo wciąż coś wypadało, jak nie po jednej, to po drugiej stronie Wisły :-). W końcu jednak udało się nam zgrać terminy i w cudownie słoneczną sobotę, zapakowaliśmy Hubisia i ruszyliśmy „na kawę” do Warszawy. Kilkugodzinna podróż z naszym małolatem okazała się na szczęście dużo mniej uciążliwa, niż przewidywaliśmy. Hubi trochę się nudził, zdarzyła się też po drodze mała awanturka, ale generalnie poszło super. No, może jedynie spalanie było większe, bo zapakowaliśmy bagażnik tyloma zbędnymi i niezbędnymi Hubisiowymi rzeczami, że cudem tylko nie ciągnęliśmy tyłka po jezdni :-).

Na miejsce dotarliśmy w świetnych nastrojach, które z każdą godziną tylko się poprawiały. Są bowiem tacy ludzie i takie miejsca, którzy sprawiają, że człowiek czuje się tak po prostu „chciany” i akceptowany. I choćbyście nie widzieli się rok, czujecie się, jakby tego czasu nie było... Mogą nie wiązać was więzy krwi, ale i tak macie wrażenie, że jesteście częścią ich życia... Tak właśnie ugościła nas rodzina T. :-).

Do tego wszystkiego zaserwowali nam absolutnie fantastyczne jedzenie, nieprzyzwoicie obdarowali i potraktowali jak rodzinę. Rękę własnej córki/wnuczki gotowi byli Hubisiowi oddać :-). Tak, tak kochani. Mój syn ma bowiem narzeczoną. To znaczy oficjalnych deklaracji jeszcze nie było, ale całą sobotę ubiegaliśmy się z Hubim o względy 2,5 miesięcznej Zuzulki i myślę, że jesteśmy na dobrej drodze ku ich wspólnej, świetlanej przyszłości :-).

Pierwsze Hubisiowe zaloty :-)

Gdy siedząc na tarasie obserwowałam te dwa szkraby, zalewała mnie fala szczęścia i wewnętrznego spokoju. No i nie ukrywam też, że wzruszenie za serce mnie łapało, gdy widziałam, jak na trawce pod śliwą, mój synek niezdarnie raczkuje w kierunku wybranki swojego serca :-). Wprawdzie Zuzia chwilowo zainteresowana była bardziej matą edukacyjną, niż kawalerem, ale jestem pewna, że to się wkrótce zmieni. Już moja, teściowej, w tym głowa :-).

Co tu zrobić, by zwróciła na mnie uwagę...? Wiem! Strzelę pompeczkę :-)!!!



Gdy wyjechaliśmy do domu Hubi usnął już na pierwszych światłach. Uśmiechał się przy tym słodko. Pewnie śnił o ślicznej Zuzi :-)! Mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy, zarówno z nią, jak i jej rodzicami i dziadkami.

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy Wam za gościnę i do zobaczenia kochani!


6 komentarzy:

  1. Wspaniale mieć gdzie pojechać i wrócić szczęśliwym.
    Co do zalotów, to musisz to przemyśleć. Bowiem jest kandydatka na Twoje zastępstwo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Ty :-)!!!! Też będziesz ubiegać się o zaszczytny tytuł teściowej Zuzki :-)?!

      Usuń
    2. A jak! Warszawianka prawdziwej krwi i wychowania ;)

      Usuń
    3. Oj tak, Warszawianka z dziada pradziada i grzeczna, jak na młodą damę przystało... :-)

      Usuń
  2. Hubisiowe pompeczki pierwsza klasa:)

    Zapisałaś się już na olsztyńskie spotkanie? Jak nie to zapraszam: http://olsztynskieblogerki.blogspot.com/

    Pozdrawiamy Was gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety będziemy wtedy w Chorwacji :-(. Ale następnym razem na pewno!

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.