AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

sobota, 7 września 2013

Delfin

Jeśli kiedykolwiek jeszcze pojawi się na tym blogu wpis, w którym będę narzekać na Hubisiowe wczesne pobudki, bardzo proszę, przywołajcie mnie do porządku. Nawet jeśli będzie chodziło o 4.20 rano, jak dzisiaj na przykład :-). Dlaczego?

Bo gdyby nie mój mały słodki budzik, nie miałabym tych wszystkich pięknych wspomnień, które skrzętnie teraz gromadzę. Pewnie przegapiłabym magiczne wchody słońca nad Adriatykiem, nie wciągnęła pachnącego cytrynami powietrza, no i nie zobaczyła niespodzianki, która przypłynęła dzisiaj pod nasz domek :-).

Była siódma rano, gdy siedząc z Hubim na tarasie, zauważyłam w naszej zatoczce... delfina :-)!!! Najnormalniej w świecie płynącego sobie w naszym kierunku. Co chwila pojawiał się i znikał, wynurzając się z gracją, by zaczerpnąć powietrza. Wyglądał z daleka jak rekin, z ciemną płetwą wystającą ponad taflę wody.

Ta czarna kropa to nasz delfin :-)

To, jak wiele radosnych pisków wydałam na jego widok, możecie sobie tylko wyobrazić :-). I to, ile rabanu narobiłam szukając aparatu... :-). Mój Luby trzymał Hubisia na rękach, a ja wskoczyłam na tarasowy stolik i podskakiwałam z radości, za każdym razem, gdy udało mi się złapać go na zdjęciu. A ten, jakby chcąc mi to ułatwić, podpłynął pod sam dom. Był jakieś 100-150 metrów od nas. To było niesamowite! Pierwszy raz widziałam wolno żyjącego delfina z tak bliska :-).
 
Zobaczcie jak blisko domu podpłynął :-)


Dzisiejsze spotkanie ma dla mnie podwójne znaczenie. Jako wspaniałe wspomnienie i niesamowite przeżycie, ale również jako znak od losu, że wszystko będzie dobrze :-). Delfin zawsze był dla mnie swoistym talizmanem. Od ponad piętnastu lat noszę na szyi łańcuszek z małym delfinkiem. Dostałam go od rodziców na osiemnaste urodziny i od tej pory towarzyszy mi we wszystkich ważnych momentach mojego życia. Miałam go na szyi, gdy zakochałam się w moim mężu. Był też ze mną, gdy rodził się Hubi. Teraz, ze względu na sprytne, lepkie rączki naszego synka, chwilowo wylądował w szkatułce, ale niedługo wróci do mnie na pewno.


Gdy w ubiegłe wakacje udało mi się zobaczyć płynącego delfina, pomyślałam „To będzie dobry rok”. I faktycznie taki był :-). Urodził się nasz synek, mój mąż skończył aplikację i został radcą prawnym, siostra wyszła za mąż, załapałam się na roczny urlop rodzicielski, jesteśmy zdrowi, szczęśliwi... czego chcieć więcej? Dzisiejszy delfin przyniósł mi nadzieję, że los znowu będzie dla nas łaskawy :-).

Pozdrawiam Was delfinowo :-)!


6 komentarzy:

  1. słodkie widoczki Ci synek zasponsorował ;-)

    pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hubiś po prostu ćwiczył w domu pobudki przed Waszymi upragnionymi wakacjami:) Smyk jeden :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łobuz i tyle, ale kochany okrutnie :-)

      Usuń
  3. Nie no nie mogę. I delfina masz w zatoczce. Naprawdę Ci zazdroszczę (oczywiście w dobrym słowa znaczeniu). Coś pięknego :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowita sprawa z tym delfinem, prawda :-)?

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.