AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

czwartek, 28 listopada 2013

Hubisiowo-Mikołajkowe candy

Zgodnie z obietnicą, startujemy dzisiaj z naszą Hubisiowo-Mikołajkową rozdawajką :-). 

Mamy dla Was dwie książeczki Stephana Lompa "Auta" i "Na budowie", które pokazałam w ostatnim poście (klik). 



Co trzeba zrobić, żeby wygrać jedną z nich?

Wystarczy w komentarzu pod tym postem napisać, którą książeczkę wybieracie i dlaczego właśnie tę. Jeśli posiadacie bloga, udostępnijcie u siebie banerek konkursowy, który jest do pobrania tutaj (klik). Jeśli zgłaszacie się jako anonim, zostawcie na siebie namiary, tak bym wiedziała, jak się z Wami skontaktować w razie wygranej.

Oczywiście byłoby mi bardzo miło, gdybyście dołączyli Hubisiowo do obserwowanych blogów, ale nie jest to warunek konieczny.

Konkurs będzie toczył się równocześnie na Hubisiowym blogu i na Facebooku. Jeśli chcecie podwoić swoje szanse na wygraną, to powinniście:

1. Polubić Hubisiowo na FB (klik).
2. Udostępnić publicznie banerek konkursowy. 
3. Napisać w komentarzu pod facebookowym banerkiem konkursowym, którą książeczkę wybieracie i dlaczego.
 
Konkurs trwa od tej chwili do 4 grudnia br. do godz. 24.00. Wyniki ogłosimy 6 grudnia, tak by ktoś miał fajny prezent Mikołajkowy :-).


Życzymy powodzenia i bardzo serdecznie Was pozdrawiamy!

Hubisiowa mama

środa, 27 listopada 2013

"Auta" i "Na Budowie"

Hubisiowa biblioteczka wzbogaciła się ostatnio o dwie, naprawdę rewelacyjne książeczki. Książeczki, które na ośmiu dużych, kartonowych stronach, mają w sobie tyle życia, radości i energii, że spokojnie mogłyby nimi obdzielić z dziesięć innych, bardziej „tradycyjnych”. Książeczki, które tak zachwyciły Hubisiową mamę, że znowu nabyła je troszkę „na wyrost” i sama się nimi cieszyła, bo na Hubisia muszą jeszcze troszkę poczekać :-).

Chciałam Wam pokazać dwie książeczki autorstwa Stephana Lompa, które zresztą już pewnie doskonale znacie. Oto „Auta” i „Na budowie” wyd. BABARYBA:

Są to książeczki nietypowe, bo zupełnie pozbawione tekstu, co nie oznacza oczywiście, że pozbawione są też ciekawej opowieści :-).
Akcja obu tomów dzieje się w sympatycznym miasteczku Sprężyna Zdrój, a jego mieszkańcy zostali przedstawieni przez autora na ostatnich stronach książek (m.in. Słoniątko Bąblątko, Edek i Profesor Śmigiełko).



W „Autach” widzimy przygotowania do wielkiego wyścigu o Sprężynowe Grand Prix, w „Na Budowie” natomiast możemy obserwować prace nad budową nowego domu i Sprężynowego Centrum Nauki.
Potrzeba troszkę spostrzegawczości, by na kolejnych stronach odnaleźć  naszych bohaterów, przydaje się też wyobraźnia, by „przeczytać” swoją własną wersję historii. Ilość detali, opowieści i bohaterów zapewnia tyle zajęcia, że na bank spędzicie z tą książką dużo więcej czasu, niż z inną bajką. Ja sama oglądałam je prawie pół godziny :-).

Zresztą zobaczcie sami, jakie są niesamowite:








Mam nadzieję, że moje zdjęcia oddają chociaż w połowie tę feerię barw i radosnego zamieszania :-). Już nie mogę się doczekać, kiedy Hubiś opowie mi, co według niego dzieje się w Sprężyna Zdrój :-). 
Mam też nadzieję, że i Wy będziecie już wkrótce mogli pokazać Waszym smykom historię Jeżyka Jurcia i Policjantki Kiki. Zajrzyjcie do nas jutro, Hubiś będzie miał dla Was pewną samochodowo-budowlaną rozdawajkę :-). 
Pozdrawiam ciepło,
Hubisiowa mama 

niedziela, 24 listopada 2013

Hubisiowa fascynacja

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że syn nasz Hubisław, zwany powszechnie Wiercidupką, w przyszłości zostanie wielkim fotografem. Bo to właśnie aparat fotograficzny jest tym, co moje dziecko ekscytuje najbardziej. Jego największym pragnieniem i miłością. Tym, za co jest w stanie spełnić każdą maminą prośbę, w stylu: „dobrze, ale najpierw pokaż gdzie jest pępek, zrób „brawo, brawo”, pokaż gdzie w książeczce jest kotek”, itp., itd. :-).

Okazuje się, że dla Hubisia to właśnie aparat jest najbardziej fascynującą rzeczą, jaką widział do tej pory. Dużo bardziej niż zakazane kable, kontakty i komórki Hubisiowych rodziców... Ba! Aparat jest lepszy nawet od pilota do telewizora!!!

Chwycić aparat w rączkę i pomacać chociaż troszeczkę... Pełnia szczęścia... :-). Radość i satysfakcja, jaka maluje się wtedy na jego buźce, rozkłada Hubisiową mamę na łopatki.  Tylko zdjęcia coraz trudniej zrobić...:-).








A jak jest u Was? Pozwalają Wam szkrabki na robienie fotek :-)?

Buziole wielkie,

Hubisiowa mama
 

piątek, 22 listopada 2013

DIY - Hubisiowa chmurka

W motywie chmurki zakochana byłam od dawna. Z zachwytem patrzyłam na dzieło Mamy-Grandy, która prezentowała swoją białą chmurkę z czarnym deszczem, polowałam na chmurkowe ubranka i materiał na chmurkową pościel :-).

A gdy przypadkiem trafiłam na niezwykle klimatyczny blog Pour mes jolis mômes i zobaczyłam stworzone przez autorkę bloga cudo, po prostu wiedziałam, że taka chmurka musi pojawić się w naszym Hubisiowie :-). I chociaż talentu do rękodzieła specjalnego nie posiadam, chmurkę zrobiłam podczas jednej Hubisiowej drzemki. 

Szablon chmurki wycięłam z kartonu po pampersach, na allegro kupiłam kolorowy filc i watolinę, z czeluści szuflady wygrzebałam białą nitkę i... już :-).

Oto ona! Nasza bajkowa, Hubisiowa chmurka:




Jak się Wam podoba nasza chmurka :-)? Może skusicie się na zrobienie podobnej :-)?

Pozdrawiam serdecznie,

Hubisiowa Mama

środa, 20 listopada 2013

Premierowy spacer

Ostatnimi czasy, syn nasz Hubisław, tak bardzo rozsmakował się w przemieszczaniu na swoich własnych, dolnych kończynach, że spacery w wózku stały się hmm... problematyczne :-). Za każdym razem, gdy próbujemy go do wózka włożyć, mamy małą Hubisiową awanturkę. No dobra, przyznam się, mamy ogromną Hubisiową awanturkę :-).

Młody na sam widok wózka zaczyna protest słyszalny kilometr dalej. A gdy już się Hubisiowej Mamie jakimś cudem uda go do wózka posadzić, to nim pasy zapnie, Hubiś robi mostek, który niejeden wuefista by pochwalił. Jednym słowem, męczymy się my, męczy się dziecko... Spacery stały się przykrym obowiązkiem, a to przecież nie o to chodzi. Trzeba było w końcu coś z tym zrobić.

Pierwsze, „prawdziwe” buciki do chodzenia chcieliśmy kupić Hubisiowi na wiosnę, ale widząc, jak bardzo chce pobiegać po trawie, zmieniliśmy plany. Po wizycie w kilku sklepach, zdecydowaliśmy się w końcu na buciki Ecco Mimic z mięciusieńkiej skórki i zamszu, z elastyczną podeszwą i wyściółką z GORE-TEXu. Właściwie wybrał je Hubiś, bo tylko w nich uśmiechał się radośnie i przechadzał po sklepie :-).

Wczoraj Hubiś miał więc swój premierowy, nie-wózkowy spacer :-)! Króciutki, bo na najbliższy plac zabaw i z powrotem, ale na własnych nóżkach :-). Zadowolony był bardzo i chodził dość pewnie, chociaż bał się jeszcze puścić moich dłoni.






Coś mi się zdaje, że po śniegu to już będzie biegał :-).

Pozdrawiamy spacerowo,

Hubisiowa mama

poniedziałek, 18 listopada 2013

Zaszczyty, nominacje i inne wspaniałości :-)

Ostatnio na Hubisiowo spadł deszcz zaszczytów i wyróżnień. Brak mi słów, jak bardzo jest mi z tego powodu miło i jak bardzo się cieszę :-).

Aż cztery cudne kobietki - Prezentuje Prezenty, Matka Kubiczkowa, Kamila Rajchel i Żaneta obdarowały mnie nagrodą The Versatile Blogger Award. Od Prezentuje Prezenty wiem, że Versatile znaczy „wszechstronny”, więc tym bardziej czuję się wyróżniona :-). Dziękuję Wam!!!

 
Zabawa polega na ujawnieniu siedmiu informacji o sobie. Najlepiej takich, o których nigdy nie pisałyśmy na naszym blogu :-). 

Mam więc dla Was garść ciekawostek o Hubisiowej mamie:

  1. Od 11 roku życia, w każde swoje urodziny, piszę list do samej siebie za 10 lat. Otwieram je później 8 marca (czyli w moje urodziny) i wzruszam się, śmieję i dziwię :-).
  2. Od dziecka mam manię szukania czterolistnych koniczynek. Gdy idę chodnikiem i widzę na poboczu koniczynę, zawsze szukam wzrokiem tej o czterech listkach. I co dziwne, najczęściej znajduję. Nasze książki są przepełnione ususzonymi koniczynkami :-).
  3. Uwielbiam książki kucharskie i kulinarne magazyny. Kupuję je nałogowo, a potem i tak korzystam z przepisów na ulubionych blogach kulinarnych :-).
  4. Mam trzy nerki :-). Taki ze mnie mutant dziwny :-). Jedna z nich jest oczywiście nie do końca rozwinięta, ale lekarz twierdzi, że gdyby zaistniała taka konieczność, jest szansa na to, że podejmie pracę :-).
  5. W czasach przedHubisiowych robiłam drzewo genealogiczne mojej rodziny. Dotarłam aż do czasów powstania styczniowego i wciąż wybieram się do Zaklikowa, gdzie urwał mi się ślad. Tyle że to miejscowość w województwie podkarpackim i z mojego Olsztyna jest mi tam bardzo daleko.
  6. Mam bardzo długie palce u stóp :-). A najdłuższy ze wszystkich jest drugi palec od palucha. Jak już uda mi się znaleźć pasujące japonki, to i tak moje palce zawsze wywołują atak śmiechu mojego taty :-).
  7. Nie lubię i nie oglądam horrorów. Żadnych. Za bardzo je przeżywam, a potem śni mi się fabuła, tylko że ze mną w roli głównej.
A kogo ja chciałabym podpytać o kilka sekretów? Na pewno będą to:
  1. Gizanka z Rodzinki z innego świata.
  2. Mati z Jej cały świat.
  3. Klaudyna, czyli Migdałowa Mama.
  4. Bryndalski Świat z Karolibu.
  5. Gosia z Leolandii .
  6. Ruby Soho z Life Stajla Baby Blog. 
  7. Daria z rybyZONE

Zapraszam Was serdecznie do zabawy :-).
Ale to jeszcze nie wszystko! Po raz kolejny dostałam nominację do Liebster Blog Award. Tym razem od Mamy Kubusia, której bardzo, bardzo, bardzo dziękuję :-). 


Zgodnie z regułami tej zabawy, osoba nominowana odpowiada na 11 pytań, zadanych przez nominującego, po czym zadaje 11 kolejnych pytań i nominuje 11 blogów, które jej zdaniem na to zasłużyły.

A to pytania od Mamy Kubusia i moje odpowiedzi:

1. Czym jest dla Ciebie blogowanie?
Na pewno zabawą, na pewno sposobem na mój odwieczny „przymus” pisania, formą pamiętnika. W momencie, w którym blogowanie stanie się dla mnie obowiązkiem, przestanę pisać :-).

2. O czym dokładnie jest Twój blog?
     O mojej rodzinie i wszystkim, co z nią związane.

      3. Co zrobisz w sytuacji, kiedy Twoje dziecko podrośnie i nie będzie miało ochoty na to, aby jego zdjęcia pojawiały się na Twoim blogu?
     Oczywiście uszanuję to, ale najpierw wszystko sobie dokładnie zarchiwizuję :-). Na pamiątkę :-).

4. Jak najchętniej spędzasz czas ze swoim dzieckiem?
Na wesołej zabawie, oczywiście :-).

5. Czego Twoi czytelnicy jeszcze o Tobie nie wiedzą? 
Hmmm... Nie znoszę ryżu na słodko, ani buraków (pod żadną postacią). Bardzo lubię natomiast brukselkę i smak tranu :-). 

6. Czy traktujesz blogowanie jako swoją pracę.
     Nie. 

      7. Co robisz, kiedy Twoje dziecko jest niegrzeczne, a Twoje nerwy osiągnęły szczyt?
Jestem bardzo cierpliwą osobą... :-). Hubisiowi nie udało się jeszcze osiągnąć takiego poziomu łobuzowania :-).

8. Czy po porodzie ciężko było Ci dojść/wrócić do wymarzonej figury?
Nie. Gdy wychodziłam ze szpitala miałam tylko 1 nadprogramowy kilogram. Zniknął po tygodniu.

9. Gdybyś mogła spędzić 24 godziny bez dziecka, to...?
Nie wychodziłabym z łóżka :-). 
  
10. Czy jesteś stałym czytelnikiem naszego bloga
Tak.

11. Co sądzisz na temat pięciolatków w szkole (zerówce)? Jesteś „za”, czy „przeciw”?
Jestem przeciwna przymusowi samemu w sobie. Uważam, że każdy rodzic powinien mieć prawo do samodzielnej decyzji. Do zweryfikowania nie tylko dojrzałości swojego dziecka, ale także przygotowania konkretnej placówki.


Jeszcze raz dziękuję Mamie Kubusia za nominację i z góry przepraszam, że złamię troszkę zasady tej nagrody. Chciałabym bowiem zaprosić do zabawy wszystkich, którzy zaglądają do Hubisiowa:-). Jeśli macie czas i ochotę, odpowiedzcie na te pytania:

1.       Jakie jest Twoje popisowe danie?
2.       Dostałaś/eś kiedyś mandat? A jeśli tak, to za jakie wykroczenie :-)?
3.       Masz „rękę” do kwiatów?
4.       O podróży do jakiego kraju marzysz najbardziej?
5.       Lubisz grubą, puchatą poduchę, czy cieniutki jasiek?
6.       Jakiego koloru są Twoje oczy?
7.       Masz talent do nauki języków obcych?
8.       Byłaś/eś kiedyś na spływie kajakowym?
9.       Doiłaś/eś kiedyś krowę?
10.   Lubisz owoce morza?
11.   Jaki styl wolisz? Vintage, czy nowoczesny?

Jeszcze raz dziękuję serdecznie za wyróżnienia i życzę wszystkim miłej zabawy!

Hubisiowa mama

sobota, 16 listopada 2013

Hubisiowy rosołek

Obiecałam Wam ostatnio, że będę pokazywać dania, które Hubiś je ze smakiem. Dzisiaj przedstawiam więc drugi post z cyklu "Hubisiowe menu", czyli rosołek z cukinią. 

Zupka bardzo delikatna w smaku, ale nie mdła, pewnie dzięki natce pietruszki. Starczyła nam na dwa obiadki. Przeznaczona jest dla dzieci od 9 miesiąca życia. 

Przepis zaczerpnęłam z tej samej książki, o której pisałam Wam ostatnio.

Składniki:
- 1 marchewka
- ½ cebuli
- 10 dag mięsa kury
- 1/3 małej cukinii
- 1/5 pietruszki
- 1 łyżeczka oleju sojowego (ja dałam rzepakowy)
- 1 łyżeczka posiekanej, świeżej natki pietruszki
- kaszka kukurydziana do zagęszczenia (w zastępstwie można użyć kaszki ekspresowej, ale wtedy dodaje się ją bezpośrednio do gotującego się wywaru).

Tak oto prezentowała się Hubisiowa zupka

Mięso gotować w garnku w sporej ilości wody. Po niedługim czasie dodać do niego pokrojone drobno warzywa. Kaszkę przyrządzić w niewielkiej ilości odlanego wywaru, połączyć z odcedzonymi warzywami i mięsem. Dodać olej i zieloną natkę. Całość dokładnie zmiksować. Jeśli rosołek będzie zbyt gęsty, można rozcieńczyć go wywarem.

I już :-)! Zupka gotowa :-).

Hmmm... co to za liście mi tu mama położyła :-)?
Wyjmę te liście i sprawdzę dokładnie :-).



Hubisiowi smakowała bardzo. Zjadł nawet natkę pietruszki ze środka miseczki, którą dałam do ozdoby, by milej Wam było na zupkę patrzeć :-). Mam nadzieję, że przypadnie do gustu również Waszym szkrabom :-).

Życzymy smacznego!

Hubisiowa mama 

czwartek, 14 listopada 2013

Aktywna Mama

Przed urodzeniem Hubiego regularnie chodziłam na siłownię. Choćby paliło się i waliło, co najmniej trzy razy w tygodniu musiałam poćwiczyć. Uwielbiałam to. Momentalnie schodziło ze mnie całe napięcie, no i figura na tym zyskiwała :-). Dodatkowym plusem była też możliwość spędzenia czasu z Moim Lubym, który ćwiczy kilka razy w tygodniu.

Pewnie dlatego, gdy zaszłam w ciążę, ciężko mi było usiedzieć w miejscu. Siłownię zamieniłam na basen, chodziłam na długaśne spacery i tańczyłam przed telewizorem. Brzuch mi nie przeszkadzał, bo był malutki. Zresztą podczas ciąży przytyłam tylko pięć kilogramów.

Do ćwiczeń wróciłam, gdy Hubi miał trzy miesiące. Niestety pochodziłam na siłownię tylko kilka tygodni. Wciąż coś mi wypadało. A to nie miałam z kim młodego zostawić, a to tak mnie wymęczył, że padałam na twarz i ostatnim miejscem, o którym myślałam była siłownia. Albo Hubi miał katar, albo to ja byłam podziębiona...

Dlatego, gdy usłyszałam, że w Olsztynie szykują się pokazowe, bezpłatne zajęcia dla mam z dziećmi do lat trzech, zapisałam się od razu. Zajęcia odbywały się w jednej z olsztyńskich siłowni. Główną organizatorką zamieszania była nasza olsztyńska Ekstramama, czyli Lidia Piechota :-). To ona zadbała o rozpowszechnienie informacji o zajęciach, później dokumentowała je i pilnowała, by dzieciaczki czuły się komfortowo.


Na Aktywną Mamę przybyło nas około dwudziestu babeczek z maluszkami w wieku w większości do roczku. Już na sali okazało się, że zrobił nam się mały zlot blogerek, bo oprócz Extramamy z Zachariaszem, była też Karolina z Kacprowym z bloga Karolibu, a także Iga z Żuniem z Achondroplazjak.pl, no i nasze Hubisiowo oczywiście. A Ola z Rodzinki z innego świata nie dotarła tylko dlatego, że akurat do Bristolu wymyśliła lecieć :-).

Gdy już udało nam się wszystkim z całym tym słodkim majdanem wydostać z szatni, zastałyśmy salę naprawdę dobrze przygotowaną. Pełną mat i wielkich piłek. Do tego z zabezpieczonymi wszelkimi kontaktami, sprzętem muzycznym i sportowym. Ulżyło mi trochę, bo nie ukrywam, że obawiałam się konsekwencji Hubisiowej ciekawości. Spokojnie mogłyśmy więc puścić dzieciaki, by troszkę pobiegały.

A potem się zaczęło :-). Instruktorka Ewa zagoniła nas do ćwiczeń i pokazała, jak z dzieckiem na brzuchu ćwiczyć mięśnie pośladków, jak unosić dziecko, by prawidłowo ćwiczyć biceps i co zrobić, by wzmocnić plecy, obciążone przy codziennym dźwiganiu szkrabów. Ćwiczyłyśmy też z dziećmi na piłkach, ale mój Hubi zdecydowanie bardziej wolał obok piłki stać, niż na niej siedzieć :-).



W drugiej części zajęć miałyśmy aerobik z dzieckiem na biodrze, ale przyznam Wam się szczerze, że długo nie wytrzymałam. Hubi jednak swoje 9 kilogramów waży :-). Przez resztę czasu Młody zwiedzał więc salę, obmacywał lustra, podkradał dzieciom zabawki, a nawet zapędził się do trenera, gdzie został na chwilę „modelem pokazowym”. 





Generalnie, spotkanie Aktywnych Mam wypadło super. Hubi pobawił się z dziećmi, zobaczył nowe miejsce. Ja poznałam świetne dziewczyny, no i moje ciało skorzystało, bo zakwasy miałam okrutne :-).

Naprawdę żałuję, że siłownia z zajęciami Aktywnej Mamy jest na drugim końcu miasta i logistycznie nie będę mogła ich na dłuższą metę ogarnąć. Z tych zajęć wyniosłam jednak bardzo cenną lekcję. Po raz po raz kolejny zrozumiałam, że jednak „można” i że dziecko nie może być wymówką :-).

A w Waszych miastach są takie zajęcia? Korzystacie z nich :-)? Czy ćwiczenia przy podnoszeniu dziecka w zupełności Wam wystarczają :-)?

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama

Ps. Wszystkie fotki są autorstwa Ekstramamy.

wtorek, 12 listopada 2013

O dziurze słów kilka :-)

„Jest książka, a w niej dziura. Wielka dziura w samym środku książki”.

Tak zaczynają się praktycznie wszystkie recenzje pewnej nowości na półce z książeczkami dla najmłodszych. I nic dziwnego, gdyż właśnie dziura jest głównym bohaterem tej książki.  

Bo „Książka z dziurą” Herve Tullet’a to nie jest zwykła książka. To prawdziwa furtka do magicznego świata dziecięcej wyobraźni. Opowieść, którą dziecko tworzy samo i która za każdym razem może być inna.

Od maluszka zależy, co zobaczy w lunecie astronoma lub co wyczaruje z magicznego pudełka. Czy odważy się włożyć rękę w paszczę smoka? Albo w jaki sposób zrobi trąbę słonia?




Czasami dziura jest cudowną wyspą pośród mórz i oceanów, a kiedy indziej rondem na zatłoczonych ulicach. Z dziurą w środku książki możemy grać w koszykówkę, zrobić  zdjęcie albo zbudować drapacz chmur.




Nawet czarno-białe kolory są po to, by dziecko mogło za każdym razem pobudzać swoją wyobraźnię na nowo. Tak przynajmniej sądzę :-).

I chociaż Hubiś jest jeszcze za mały na te zabawy, to „Książka z dziurą” będzie na niego czekać w naszej biblioteczce. Uważam, że jest tego warta :-).

Hubisiowa mama

Ps. A gdybyście chcieli tę książeczkę dla siebie, zapraszam na Hubisiowy konkurs (klik).

poniedziałek, 11 listopada 2013

"Książka z dziurą" i Hubisiowy konkurs

Cześć Kochani! Po długim weekendzie wracamy do Was z obiecanym konkursem.

Znacie "Książkę z dziurą" Herve Tullet'a? To kolejna, bestsellerowa pozycja tego kochanego przez dzieci autora. Swoją polską premierę miała 6 listopada, więc to prawdziwa "świeżynka" :-). Trafiła do nas w dwóch egzemplarzach i chcemy się nią z Wami podzielić.

W związku z tym ogłaszamy kolejny Hubisiowy konkurs. Będzie się toczył równolegle na naszym blogu oraz na Facebooku (klik). Biorąc udział w tych dwóch miejscach, podwajacie swoją szansę na wygraną :-).



Żeby zgarnąć "Książkę z dziurą" wystarczy:

1. Dodać nasz blog do publicznie obserwowanych (napiszcie mi jako kto obserwujecie, ok?).
2. Udostępnić u siebie na blogu banerek konkursowy z linkiem do konkursowego wpisu (do pobrania tu).
3. Zostawić pod tym wpisem komentarz, zgłaszający chęć udziału w konkursie.

Osoby posiadające konto na Facebooku mogą zyskać dodatkowy los, powinny tylko:

1. Polubić Hubisiowo na FB (klik).
2. Udostępnić publicznie banerek konkursowy.
3. Zgłosić w komentarzu pod facebookowym postem konkursowym chęć uczestnictwa.

Konkurs trwa od tej chwili do 24.11.2013 r. do godz. 24.00. Zwycięzcę tradycyjnie wyłoni Hubisław Wiercidupka :-).

Serdecznie zapraszamy do zabawy!!!

Hubisiowa mama

niedziela, 10 listopada 2013

Hubisiowe szczotkowanie

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam moje kolejne MAM-owe odkrycie. I nie będzie to żadna bajerancka butelka, termosik czy miseczka. To będzie po prostu... szczotka! Szczotka do mycia butelek :-).

Pewnie myślicie sobie, że zwariowałam, wybierając do testowania zwyczajną szczotkę. Z całej długiej listy produktów, jaką dostałam od firmy MAM, mogłam przecież wybrać coś dużo bardziej... spektakularnego :-). Ale ja naprawdę bardzo chciałam spróbować, czy Soft Brush sprosta moim oczekiwaniom. Czy też wyląduje po miesiącu w koszu, jak wszystkie moje dotychczasowe szczotki?

Bo nie wiem, jak to wygląda u Was, ale ja miałam już chyba z pięć różnych szczotek i nigdy nie byłam z nich zadowolona. I już nawet nie chodzi o to, że niemiłosiernie rysowały butelki, bo i tak wymieniałam butle dość często. Chodzi o to, że bardzo szybko robiły się po prostu... nieestetyczne. Włosie szarzało, zaczynało się strzępić i miałam wrażenie, że jest zwyczajnie brudne. Wyrzucałam więc i kupowałam świeże, bo nie chciałam myć nimi Hubisowych butelek i smoczków. W efekcie, co najmniej raz w miesiącu, na naszej liście zakupów znajdowała się Hubisiowa szczotka.

Gdy Soft Brush dotarła do Hubisiowa, pierwsze na co zwróciłam uwagę, to mięciutkie włosie z tworzywa. Wyglądało na trwałe, a firma MAM zapewniała też, że nie będzie rysować butelek. Zobaczymy, pomyślałam i postanowiłam, że dam szczotce niezły miesięczny wycisk. Jak testować, to porządnie, jak w tej reklamie Zelmera :-).


Przez miesiąc myłam nią nie tylko Hubisiowe butle i smoczki, ale także wszelkie miseczki, talerzyki i kubeczki. Oprócz szczotki używałam oczywiście również specjalnego płynu do mycia (tak a propos, na razie najbardziej zadowolona jestem z płynu do mycia butelek firmy Frosh, jest baaaaardzo wydajny).

I z ręką na sercu muszę przyznać rację producentowi, szczotka rzeczywiście nie rysuje mytych powierzchni. Włosie przetrwało w nienaruszonym stanie i wygląda identycznie, jak w połowie października. Do tego łatwo się ją czyści i suszy. Na uchwycie ma duży otwór do powieszenia, co nie ukrywam jest wygodne w codziennym użytkowaniu. A specjalnie wyprofilowana końcówka do czyszczenia smoczków, czyści nie wyciągając ich w każdą stronę. 


Na chwilę obecną jestem z niej bardzo zadowolona. I już widzę, że starczy mi na duuuużo dłużej, niż moje dotychczasowe szczotki.

Dziękuję MAM, takie testowanie to ja lubię :-).

Hubisiowa mama 

* post powstał przy współpracy z firmą MAM


Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.