AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Czwarta nad ranem

Z uwagi na to, że Hubisiowa rezydencja posiada niewielki metraż, Hubiś śpi w tym samym pokoju, co my. W swoim łóżeczku, przytulony do misia i ze skopanym kocykiem, bo nienawidzi być czymkolwiek przykryty :-). Zwykle budzi się w nocy dwa razy i po krótkim ciamkaniu, wraca do siebie.

Tak jest w teorii, bo w praktyce syn nasz robi wszystko, by do swojego łóżeczka nie wrócić. Szczególnie teraz, gdy ząbkuje. Kwęka, jęczy, stoi w łóżeczku i woła, wdrapuje się na ochraniacz, albo tak mocno trzyma się mojej szyi i puścić nie chce, że mogłabym ręce rozłożyć na boki i wisiałby dalej (raz spróbowałam – wisiał :-)).

Cóż więc robić? By chociaż trochę się wyspać, czasami pozwalamy mu spać z nami. Zasypia wtedy w trzy sekundy, jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki :-). I śpi, jak aniołek, ale i tak jestem wtedy „na podglądzie” i przy każdej zmianie boku kontroluję, co robi.

Ostatnio napędził mi wielkiego stracha, gdy o czwartej nad ranem nie znalazłam go obok siebie. Na szczęście już kilka sekund później zlokalizowałam łobuza w takiej oto pozycji, śpiącego smacznie na Hubisiowym tacie :-). Obaj pochrapywali w dodatku :-).


niedziela, 29 grudnia 2013

Z półki Dziadków

Chyba nikomu nie muszę przedstawiać Olgi i jej bloga O tym, że. To niezwykle ciepłe miejsce, do którego bardzo lubię zaglądać i z wielką przyjemnością biorę udział w organizowanych tam akcjach. To właśnie Olga wymyśliła budowanie wieży z książek (klik), w którym pewnie większość z Was brała udział. To ona wpadła na kolejny genialny pomysł, który natychmiast podchwyciłam. Chodzi o akcję „Z półki Dziadków” i poszukiwanie najstarszej w rodzinie bajki dla dzieci.

Wykorzystując to, że Święta spędziłam w domu rodzinnym, przejrzałam dokładnie półki Hubisiowych dziadków. I chociaż większość naszych starych książeczek, powędrowało kilkanaście lat temu do młodszych kuzynów, to parę skarbów się znalazło :-).

Kołysanka dla Marka” Anny Świerszczyńskiej i „Święto wiosny” Krystyny Korewickiej, to dwie książeczki, którym stuknęła właśnie 30stka :-). Rodzice kupili je dla nas (dla mnie i siostry), gdy byłyśmy niewiele starsze od Hubiego. Znalazłam też dwie książeczki z 1984 roku – „Moje miasteczko” Jerzego Kiersta oraz „Biedronkę Siedmiokropkę” Saschy Andersona i Giseli Röder.

Kołysanka dla Marka” ma cienkie tekturowe strony i opowiada o małym chłopcu, który nie chce spać (skąd ja to znam, hmmm :-)?). Jego rodzice proszą więc o pomoc sarnę i konika z obrazka na ścianie, a potem kotka z czerwonej poduszki. Zwierzaki opowiadają Markowi bajki, śpiewają kołysanki i mruczą do uszka, ale kawaler ani myśli zasnąć. W końcu same usypiają, a Marek stwierdza, że położy je do swojego łóżeczka. Gdy do pokoiku przychodzi mama, widzi zwierzątka smacznie chrapiące w Markowym łóżeczku, a chłopca zwiniętego na dywaniku i „śpiącego z tak zadowoloną miną, jakby spał w łóżku króla”. Bajka krótka, ale bardzo ciepła. Z sarenką, którą Hubi zawzięcie dźgał dzisiaj swoim paluszkiem :-).







sobota, 28 grudnia 2013

Pierwsza Wigilia

Było inaczej... Było wyjątkowo... Magicznie i ciepło. Po raz pierwszy przy naszym rodzinnym, wigilijnym stole zasiadł Hubi. Po raz pierwszy przełamał się z nami opłatkiem i znalazł pod choinką prezenty. I jak to zwykle bywa z maluszkami w rodzinie, skradł całą uwagę zgromadzonych.

Rozczulał i rozśmieszał. Szczególnie, gdy głośno upominał matkę swą, gdy guzdrała się z podawaniem barszczu :-). Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, Hubi pokochał bowiem barszcz miłością wielką i bezapelacyjną. I chociaż dawaliśmy mu do spróbowania jeszcze kilka innych świątecznych potraw, to po ich przełknięciu i tak uparcie pokazywał łyżeczką na barszcz, wołając niecierpliwie: „Yyy!!! Yyy!!!” :-). Moja mama, która ten cudny barszcz w specjalnej dla Hubisia wersji przygotowała, nie mogła chyba dostać większego komplementu :-).

Troszkę obawiałam się, jak wypadnie ta jego pierwsza Wigilia, bo przecież nie bez powodu syna naszego nazywamy Hubisławem Wiercidupką. Junior udowodnił jednak, że nie jest już bobasem, a poważnym, prawie rocznym maluszkiem i bardzo grzecznie siedział przy stole w swoim krzesełku do karmienia. Nie płakał, nie wyrywał się, nie próbował wydostać się z pasów. Uważnie przyglądał się całej swojej rodzinie, a gdy przyszło do rozpakowywania prezentów, biegał zachwycony pomiędzy nowymi zabawkami, a niezwykle go ekscytującym, szeleszczącym papierem do pakowania.

 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Życzenia świąteczne

Kochani, całym naszym Hubisiowem, życzymy Wam:

Niech w ten magiczny czas w roku,
Życie marzeniom dotrzymuje kroku.
Niech atmosfera Świąt wypełni każdy dom i każde serce,
Niech pomyślności w każdej dziedzinie będzie coraz więcej.
Wesołych Świąt!!!


Do zobaczenia po Świętach :-)!

Hubisiowa mama


niedziela, 22 grudnia 2013

Pakowanie prezentu - inspiracje

Ubraliście już choinkę? Kupiliście prezenty? Jeśli tak, to przyszedł czas na wielkie pakowanie :-). I chociaż rozumiem osoby, które w przedświątecznej gorączce, wrzucają po prostu prezent do torebki z motywem świętego Mikołaja (mnie też się to zdarzało), to jednak chciałabym Was zachęcić do poświęcenia chwilki czasu i wyczarowania w tym roku czegoś wyjątkowego.

Świąteczne prezenty można zapakować bardzo efektownie w niezwykle prosty sposób. Wykorzystując to, co akurat mamy pod ręką: pierniczka, gałązkę choinki, kawałek sznurka lub stary sweter w warkocze. W ubiegłych latach ozdabiałam prezenty m.in. szyszkami, koronką i bombkami. Chociaż absolutną mistrzynią w pakowaniu prezentów i tak jest u nas w rodzinie moja siostra :-).

Takie pakowanie na pewno zajmie Wam więcej czasu, niż włożenie prezentu do gotowej torebki, ale uśmiech obdarowywanego na pewno to zrekompensuje :-). Naprawdę warto :-).

Poniżej wrzuciłam Wam garść inspiracji z internetu - pinterest.com; ze stron poświęconych DIY, blogów, itp. Sama z nich korzystam, więc mam nadzieję, że spodobają się i przydadzą również Wam.


piątek, 20 grudnia 2013

Wyniki "Books give away"

Kochani, przyszedł czas na wyniki „Books give away”. Bez zbędnych wstępów i z wielką przyjemnością informuję więc, że paluszek naszego domowego Prezesa, wskazał:

- Ninę, prowadzącą bloga Nina się nie nudzi, oraz

Dziewczyny serdecznie gratuluję i proszę o kontakt e-mailowy.


czwartek, 19 grudnia 2013

Mleczny kisiel dla malucha

Już dawno nie pokazywałam Wam nic z Hubisiowego menu. A że przepisy na obiadki były na blogu ostatnio, przyszedł więc czas na deserek.

Przedstawiam Wam kisiel mleczny z gruszkami i biszkoptami. Nasz ulubiony, bo gruszki kochamy w Hubisiowie wszyscy :-). Mleczny, ale zrobiony tak, by nie gotować mleka modyfikowanego, bo Hubisiowa mama uważa, że się tego robić nie powinno.

Kisiel można podawać od 10 miesiąca życia. Górnych ograniczeń wiekowych nie ma :-).

środa, 18 grudnia 2013

Najwspanialszych ludzi poznajemy przypadkiem

Jak to często w życiu bywa, najwspanialszych ludzi spotykamy w życiu przypadkiem. Gdyby nie zaistniał jakiś zadziwiający zbieg okoliczności, albo niespotykany łańcuch przyczynowo-skutkowy, nie mielibyśmy nawet szansy się spotkać. A tak, nasze życie jest bogatsze o kolejną, wartościową osobę.

Pamiętacie, jak we wrześniu opisywałam Wam historię kocyka, który trafił do Hubisiowa (klik)? Przypadkowo wysłałam koleżance zdjęcie ręcznie robionego kocyka, którego wzór tak mi się spodobał, że zapisałam go wśród innych zdjęć na pulpicie. Okazało się, że Karolina (na stałe mieszkająca w Niemczech) ma koleżankę Edytę (na stałe mieszkającą w Hiszpanii), która nie tylko potrafi takie rzeczy tworzyć, ale z chęcią je dla Hubisiowa wydzierga.

niedziela, 15 grudnia 2013

Fotoksiążka Printu

Hubisiowo 2013” tak zatytułowaliśmy naszą pierwszą, rodzinną fotoksiążkę, jeszcze nie wiedząc, czy spodoba nam się na tyle, by powstały kiedyś części 2014, 2015, itd.

Przyznam się Wam szczerze, że czytając na blogach zachwyty nad dziełami z Printu – drukujemy emocje, nastawiona byłam do nich dość sceptycznie. Myślałam „jak to wpis sponsorowany (bo tak zapewne jest), to dlaczego miałyby się blogerki nie zachwycać”. I chociaż gadżeciara jestem straszna, do tego sentymentalna bardzo, to na fotoksiążkę wcześniej się nie skusiłam. Bo pewnie droga, bo roboty dużo przy jej tworzeniu i jakość na własne oczy nie sprawdzona. Mam przecież zdjęcia w albumach, po co jeszcze fotoksiążka?

Aż wygrałam w konkursie u Perfekcyjnej mamy bon do Printu. A że grzechem byłoby z niego nie skorzystać, usiadłam któregoś wieczora z kubkiem kawy i przygotowana na wielogodzinne męki, zabrałam się za tworzenie fotoksiążki. 

I tu zaskoczenie... Instalacja edytora zajęła mi minutę, rozgryzienie o co w nim biega kolejną, nawet wgranie zdjęć poszło jak z płatka. A potem już tylko zabawa z układaniem zdjęć i w godzinkę fotoksiążka była gotowa do wysłania. Nota bene jej wysyłanie też trwało tylko chwilę. I pomimo świątecznej gorączki, już po kilku dniach kurier z gotową książką zapukał do Hubisiowych drzwi.

Gdy otworzyłam paczuszkę, od razu wiedziałam, że będzie edycja „Hubisiowo 2014”. Książka wyszła naprawdę przepięknie, a jakość wykonania mnie nie zawiodła (chociaż to na pewno w dużej mierze zależało też od jakości zdjęć). Innego wyjścia więc nie mam i dołączam oto do grona zachwyconych blogerek :-). 




piątek, 13 grudnia 2013

Sesja brzuszkowa

Pod ostatnim moim wpisem Ruby Soho zamieściła komentarz, który spowodował u mnie nagłą falę wspomnień. Ciepłych i bardzo wzruszających... Ruby napisała: „(...) Hubiś będzie miał wkrótce roczek.. a to oznacza, że rok temu chodziłaś taka okrąglutka, jak ja teraz :))))”.

Chodziłam i uwielbiałam tę moją piłeczkę z przodu :-). Hubiś już wtedy był wiercidupką i fikał bez ustanku. Mój brzuch w ciągu minuty potrafił kilka razy zupełnie zmienić swój kształt, a kopiąca pięta robiła na nim wysokie pagórki. Miałam wrażenie, że Junior wcale nie śpi, tylko wciąż odstawia dyskotekę. Tak szalał, że nagrywałam telefonem filmiki, by mieć na pamiątkę :-).

Ale najwspanialszą pamiątką, jaką mam z okresu ciąży jest sesja brzuszkowa, którą w połowie grudnia zrobiła nam Magdalena Sulwińska. Od początku ciąży marzyłam, by w naszym rodzinnym albumie znalazło się chociaż kilka wyjątkowych zdjęć z okresu, gdy nasz synek był jeszcze pod moim sercem. I byłam niezwykle szczęśliwa, gdy udało mi się to marzenie zrealizować (pisałam o tym tutaj).

Magda zrobiła nam kilkadziesiąt zdjęć. Bardziej i mniej intymnych. Zapewniając przy tym ciepłą, bezpieczną i bardzo komfortową atmosferę. Zdjęcia robiła z kilkoma wersjami imienia, bo wciąż nie byliśmy zdecydowani, jak nazwiemy Hubisia. Zresztą termin porodu miałam wyznaczony na 2 lutego, więc sądziliśmy, że mamy jeszcze mnóstwo czasu :-).

Większości tych zdjęć nigdy Wam nie pokazywałam. Kilka znalazło się na blogu Magdy, kilka na naszym prywatnym FB, na Hubisiowie może jedno lub dwa. Dzisiaj po raz pierwszy pokażę Wam ich więcej. Niestety oprócz tych, na których jest Mój Luby (a te kocham przede wszystkim), bo skromny ten mój chłopak jest i musiałam to uszanować :-).

W rocznicę naszej sesji brzuszkowej, chciałam Wam pokazać, jak wyglądaliśmy jeszcze w dwupaku:



środa, 11 grudnia 2013

Zaproszenie na roczek

Odebrałam dzisiaj zaproszenia na pierwsze urodziny Hubisia. I nacieszyć się nimi nie mogę. Są dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłam. Kolorowe, wesołe i baaaaaardzo Hubisiowe :-).

Jak mają wyglądać, ułożyłam sobie w głowie już dawno, a dzięki życzliwej pomocy znajomego mojej siostry, mogłam plan wprowadzić w życie.

Na zaproszeniu dominują trzy kolory – żółty, niebieski i jasnoszary. Znajdziecie na nim dwanaście zdjęć Hubisia, po jednym z każdego miesiąca jego życia. Długo nie mogłam się zdecydować, które wybrać, ostatecznie wybrałam szczególnie bliskie mojemu sercu, bo takie, na których uśmiecha się właśnie do mnie :-).

Oczywiście mamy też nasz motyw przewodni, czyli słonika i króciutki tekst informujący, kiedy i gdzie odbędzie się impreza. Dokładnych danych adresowych pisać nie musieliśmy, bo wszyscy zainteresowani bez problemu trafią do domu Hubisiowych Dziadków :-).

Do każdego zaproszenia dołączona jest koperta, ze słonikiem rzecz jasna :-).

A tak wyglądają gotowe zaproszenia:








Nie wiem, jak Wam, ale mnie się podobają :-). I jestem z siebie dumna :-).

Buziaki wielkie przesyłam,

Hubisiowa mama

poniedziałek, 9 grudnia 2013

DIY - Gwiazdkowy prezent od niemowlaka

Czy Wasze rodziny spodziewają się pod choinką prezentów od niemowlęcia? Od maluszka, który po raz pierwszy zasiądzie z Wami przy wigilijnym stole i będzie wyciągał lepkie rączki do błyszczących bombek :-)? Nie, oczywiście, że nie. Bo niby w jaki sposób miałby coś taki szkrab kupić? I za co? Poza tym, dziecko i tak nie wie, o co chodzi, więc jaki prezent?

Ale czy w niespodziankach nie chodzi właśnie o to, by ukochane osoby zaskoczyć :-)? Czy magia Świąt Bożego Narodzenia nie polega na wyciskaniu z oczu bliskich łez radości i wzruszenia :-)?

Chciałam podzielić się z Wami kilkoma, wyszperanymi w sieci, pomysłami na gwiazdkowy prezent, który może przygotować nawet kilkumiesięczne dziecko (oczywiście z małą pomocą mamy). Wystarczą tylko małe rączki (lub stópki) i troszkę farby :-).

Mam nadzieję, że podsunę Wam koncepcję na oryginalny, jedyny w swoim rodzaju prezent świąteczny, który Wasz szkrab może podarować na przykład ukochanym dziadkom :-).











Wystarczy oprawić w ramkę i prezent gotowy. Mam nadzieję, że spodobały się Wam nasze inspiracje i znaleźliście coś dla siebie :-).

Pozdrawiamy ciepło, 

Hubisiowa mama

sobota, 7 grudnia 2013

Przygotowania do pierwszych urodzin

Za niecały miesiąc, a dokładnie 4 stycznia, Hubiś skończy roczek... I chociaż wciąż nie mogę uwierzyć, że czas tak gna, to z wielkim zapałem zabrałam się za przygotowania do pierwszych Hubisiowych urodzin :-). Planowanie rozpoczęłam jakiś czas temu, spisując systematycznie wszystkie moje pomysły. Zrobiłam też folder na pulpicie, gdzie wrzucałam (i wciąż wrzucam) zdjęcia setek cudnych inspiracji :-).

Ze względów lokalowych imprezę postanowiliśmy urządzić u Hubisiowych dziadków. Kolory, które będą rządzić na przyjęciu to żółty, błękitny i jasnoszary. Na motyw przewodni urodzin wybrałam słonika, mając nadzieję, że przyniesie mojemu maluszkowi dużo, dużo szczęścia :-). Słonik będzie na zaproszeniach, na urodzinowym torcie i balonikach. Kupiłam nawet foremki do ciastek w kształcie słonia (dwie różne, bo nie mogłam się zdecydować, która jest fajniejsza) i planuję zatrudnić Hubisiową chrzestną do pomocy w ich zrobieniu :-).  

Projekt zaproszenia już mam. Wymarzyło mi się takie „podsumowujące” 12 miesięcy życia Hubiego. Zainspirowałam się zaproszeniem, który wkleiłam Wam poniżej, oczywiście dostosowując je kolorystycznie i pamiętając o słoniku. Wybrałam po jednym zdjęciu z każdego miesiąca, pokombinowałam troszkę z tekstem i uruchomiłam znajomości siostry :-). I jest! Dokładnie takie, o jakim marzyłam. Już niedługo je Wam pokażę :-).

Tym zaproszeniem się zainspirowałam :-)

Tort wymarzył mi się dwupiętrowy w jasnobłękitnym kolorze ze słonikiem oczywiście i literką „H” (jak Hubiś oczywiście), ale okazało się, że dla naszych olsztyńskich cukierni wykonanie go stanowi nie lada wyzwanie. A to koloru nie mają, a to zapewnić nie mogą, że się wyrobią, albo, że będzie identycznie wyglądał... Rozczarowana jestem trochę, ale nie ma tego złego, bo zmusiło mnie to do pogrzebania dalej i znalazłam jeszcze fajniejszy. Nie pokażę Wam go na razie, niech będzie niespodzianka :-).


Aktualnie próbuję Hubisia nauczyć dmuchać, tak by udało mu się rozprawić ze świeczką, ale przyznaję, łatwo nie jest :-). 

Oprócz tortu i ciasteczek w kształcie słoników, spróbujemy też zrobić bajkowo wyglądające ciasto podwójnie czekoladowe z Maltesersami, które znalazłyśmy z siostrą na blogu Moje wypieki.


No i będą oczywiście muffinki :-). Potrzebuję jeszcze na nie odpowiedniego stojaka. Nie mam od kogo pożyczyć takiego białego, specjalnego na babeczki, ale wiem, że można dostać imprezowe patery kartonowe. Coś w tym stylu, z tym, że wciąż szukam jej w pasującym do całości kolorze.

Link

Pokój chciałabym ozdobić tradycyjną urodzinową girlandą i tiulowymi pomponami. Znalazłam na youtube świetny filmik instruktażowy, na allegro całkiem tanie szpule tiulu i niedługo uruchamiam fabrykę :-). 

Chciałabym zrobić także pamiątkowy obrazek na ścianę. Bardzo spodobał mi się pomysł na domek unoszony przez  baloniki, zrobione z kolorowych odcisków paluszków dziecka. Może znajdzie się pośród Was ktoś, kto potrafiłby co takiego dla mnie narysować??? Będę bardzo wdzięczna!


Muszę jeszcze pomyśleć o Hubisiowej „stylizacji" :-). Chciałabym, by wyglądał elegancko i zawadiacko jednocześnie. Myślicie, że to się uda z takim szkrabem :-)?

Jak widzicie, powolutku kompletuję sobie wszystko, bo niedługo Święta i nie będę miała ani czasu, ani głowy na organizację Hubisiowych urodzin. A może podpowiecie mi jeszcze coś fajnego? Coś, co sprawdziło się u Was albo co wyszło dopiero "w praniu"? Będę wdzięczna za każdy komentarz!

Gorąco pozdrawiam, 

Hubisiowa mama

piątek, 6 grudnia 2013

Mamowo blogowa wymianka mikołajkowa

W mamowo-blogowej wymiance prezentowej, organizowanej już tradycyjnie przez Agnieszkę z bloga Adaś + nas dwoje, brałam udział po raz pierwszy. I już wiem, że nie ostatni :-). Bo to nie tylko świetna okazja do sprawienia komuś mikołajkowej niespodzianki, wielka radość z otrzymanych upominków, ale także możliwość poznania nowych, ciekawych blogów.

Miałam to szczęście, że w losowaniu zostałam przydzielona Matce MiM. Przyznaję się, nie znałam wcześniej bloga Mamy Mikołaja i Marceliny, ale tym bardziej cieszę się, że los tak pokierował wymianką :-). Bo Matka MiM prowadzi bloga, przywodzącego na myśl tomik poezji. Pisze praktycznie bez interpunkcji, ale to zupełnie nie przeszkadza w odbiorze. Wręcz przeciwnie, stanowi o uroku tego bloga. Pisze krótko, ale przekazując wiele. Szczerze, od serca. Musi być z niej fajna kobietka :-).

Paczuszka od Matki MiM dotarła do Hubisiowa już przed Mikołajkami,
ale cierpliwie czekaliśmy z jej otwarciem na 6 grudnia :-)

Hubiś już się cieszył na myśl o rozpakowywaniu pudła z prezentami :-)

A prezenty, które nam przysłała były trafione w 100%! Zupełnie, jakby znała naszą Hubisiową rodzinę od stu lat :-). Bo skąd wiedziała, że Hubisiowy tata dałby się pokroić za czekoladowe trufle, Hubisiowa mama nie może żyć bez kalendarza, a Hubiś wcina ze smakiem jagodowe wafelki ryżowe :-)? Że jestem maniakalną zbieraczką kolczyków (a nie pamiętam, bym Wam o tym pisała) i że za najlepszy prezent dla Hubisia uważam nie kolejną zabawkę, a książeczkę właśnie? W dodatku do kompletu dorzuciła pyszną herbatkę, czekoladę o smaku mojej ukochanej Latte Macchiato i ręcznie robione mydełko o zapachu kwiatu wiśni?

A to zawartość mikołajkowego pudła po rozpakowaniu :-)

Matko MiM, przyznaj się, jesteś medium :-)?! A może masz w Hubisiowie szpiega :-)? Twoje prezenty były trafione w dziesiątkę! 

Bardzo, bardzo, bardzo serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy ciepło. 

Hubisiowa mama

Ps. Nasza czterozębna maszyna losująca zdecydowała, że w Hubisiowym candy książeczki zgarnęły następujące osoby:
- "AUTA" powędrują do Joanny Kani (zgłoszenie na FB)
- "NA BUDOWIE" trafią natomiast do Przewijki (zgłoszenie na blogu)

Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt :-). Czekamy do 10 grudnia :-).

środa, 4 grudnia 2013

Books give away

Hubisiowa mama szczęście wielkie ma ostatnio do konkursów wszelakich i losowań najróżniejszych :-).  A to u Mamy Kubusia aplikację e-Nanny zgarnęła, potem Perfekcyjna mama bon do Printu dorzuciła, a i cudne książeczki od rezolutnej Julki z Jej cały świat się trafiły. Aż dziw, że szóstka w totka wciąż się tak zawzięcie opiera. Ale dopadniemy cię w końcu kochana, dopadniemy :-).

Tak, czy siak, chwalipięctwo swoje postanowiłam przenieść z facebookowych stron na Hubisiowo blogowe i oznajmić wszem i wobec, że w „Books give away” u Hally (Raczek) również nam się poszczęściło! A cieszę się tym bardziej, bo zabawa, zapoczątkowana przez mamę-grandę, jest chyba najfajniejszym „łańcuszkiem”, w jaki było mi dane do tej pory brać udział.

Dostanę książkę!!! Książkę niespodziankę :-). A potem ja rozdam książeczki kolejnym dwóm osobom, które będą chciały pobawić się u nas. Gdy wygrają, obdarują książeczką kolejne osoby... I tak do końca świata i o jeden dzień dłużej :-).

Fajny pomysł? Super! Bo kto nie lubi książek :-)? Ja szczególnie kocham te „z przeszłością”. Nie przeszkadza mi odcisk tłustego palca, krążek od kubka z kawą, czy zdanie podkreślone długopisem. Lubię to wszystko, bo kiedy czytam książkę wyobrażam sobie tych wszystkich ludzi, którzy czytali ją przede mną. Pewnie dlatego, tak cenię biblioteki :-). 


Więc kochani! Kto chciałby pobawić się z nami w „Books give away”, niech zostawi pod tym postem komentarz, a na swoim blogu/stronie/fanpage'u umieści banerek z linkiem do naszej zabawy (do pobrania tutaj). Spośród osób, które zgłoszą chęć udziału w zabawie, wylosuję dwie, które obdaruję książeczkami. Jakimi? Zgodnie z prośbą mamy-grandy, będą to książeczki dla najmłodszych, ale w grę wchodzą również książki dla mamy, taty, babci lub dziadka. Nowe, stare, kolorowe, czarno-białe, wiersze, bajki, do wyboru, do koloru. Najważniejsze, by były dane od serca :-).

Zgłoszenia przyjmuję do 19 grudnia! Następnego dnia wylosuję dwóch szczęśliwców i jak Bóg da i partia pozwoli, pod choinką znajdą się u nich książeczki prosto z Hubisiowa :-). A potem to w ich rękach będzie leżała organizacja zabawy u siebie :-).

Serdecznie zapraszam i ciepło Was wszystkich pozdrawiam!

Hubisiowa mama

niedziela, 1 grudnia 2013

Etap kleszcza, czyli lęk separacyjny

Dwa miesiące temu do mojej nogi przyssał się kleszcz. Mały, słodki kleszcz o wiecznie lepkich łapkach. Kleszcz, który nie odpuszczał nawet na chwilkę i swoim dziewięciokilogramowym ciałkiem wciąż mi przypominał: „Jesteś mamą, twoje dziecko cię potrzebuje, nie powinnaś go zostawiać nawet na sekundę”.

Kleszcz trzymał się mojej nogi kurczowo, często usiłował się wspiąć na ręce, a gdy próbowałam go posadzić, zaczynał histerycznie płakać. Miał wielkie, błękitne oczka, którymi patrzył na mnie wystraszony i zdawał się mówić: „Nie zostawiaj mnie, nie porzucaj, boję się...”. I nie ważne, czy wychodziłam do kuchni zalać kawę, czy do przedpokoju otworzyć komuś drzwi. Efekt był zawsze taki sam - łzy wielkości grochu. Nawet wyjście do toalety stało się problematyczne, bo kleszcz siedział za drzwiami, uderzając w nie rączką i krzycząc w niebogłosy. A gdy wychodziłam do sklepu, lepka rączka uderzała w drzwi wyjściowe...

Tym kleszczem był oczywiście Hubiś. Syn mój małoletni, który zawładnął moim życiem całkowicie i po kres mych dni. Dziecko, które w trzy sekundy potrafi przejść ze stanu absolutnej euforii do totalnej paniki, gdy tylko znikam mu z oczu... Mały człowiek, którego kocham nad życie.

Ktoś mógłby powiedzieć, masz co chciałaś. Nosiłaś go wiecznie na rękach, przytulałaś, non stop się z nim bawiłaś. Nic dziwnego, że chce cię mieć teraz na wyłączność. Sterroryzował cię, owinął dookoła małego paluszka. Rozpieściłaś go... Mówiłam/em, że tak będzie! Zostaw go, nie noś, niech płacze, musi się przyzwyczajać, że nie będzie cię miał na wyłączność, niech się sam bawi, nie reaguj...

Może tak, może nie... Ja wiem jedno. Moje dziecko nie jest podłą istotą, czyhającą tylko na to, by wyssać ze mnie cały czas i energię. Nie jest złośliwe, ani rozpieszczone. Moje dziecko po prostu prawidłowo rozwija się intelektualnie i dotarło w swoim życiu do etapu, zwanego lękiem separacyjnym.

Za każdym razem, gdy miałam ochotę uciec z domu z krzykiem, gdy wśród moich marzeń, wcale nie była wygrana w totka, tylko spokojne pomalowanie paznokci, albo wypicie ciepłej kawy, zawsze przypominałam sobie wtedy tych kilka zdań, które przeczytałam kiedyś u Niny z bloga Nina się nie nudzi:

„Około 8 miesiąca życia dziecko odkrywa, że mama jest oddzielną istotą, że może odejść i zaczyna się tego przeraźliwie bać. Twój maluszek, który do tej pory jako tak dawał Ci żyć, teraz będzie dostawał histerii, jeśli w pobliżu nie będzie mamuni. Nie jest to bynajmniej Twój błąd wychowawczy, nie jest to też próba zmanipulowania Cię przez dziecko, które chce, abyś była na skinienie jego małego, władczego paluszka. Jest to naturalny i dla wszystkich ludzi na tej planecie i nawet dla niektórych gatunków zwierząt etap, przejściowa faza rozwoju”.

Lęk separacyjny jest trudny. I dla dziecka i dla jego mamy. Ja osobiście miałam wrażenie, że jestem na emocjonalnej huśtawce. Z jednej strony marzyłam o chwili dla siebie, z drugiej myślałam o tym, jak bardzo się moje dziecko boi. I natychmiast łapały mnie wyrzuty sumienia. Gdy Hubi był nie do zniesienia, gdy zaczynałam być zniecierpliwiona, przywoływałam się do porządku i tłumaczyłam sama sobie: to nie Hubisiowy terroryzm, to objaw Hubisiowej inteligencji.

Najgorsze już za nami... Hubiś już nie trzyma się kurczowo mojej nogawki, nie wpada w histerię. Owszem, zwykle drepta za mną krok w krok po całym mieszkaniu, ale coraz częściej potrafi też wypuścić się na zwiedzanie domu zupełnie sam. Zdarza mu się też tak zaaferować zabawą, że nawet nie zauważa, gdy wychodzę na chwilę do kuchni. Jest spokojniejszy, bardziej ufny. Mam wrażenie, że więcej rozumie... Wczoraj został na noc u Hubisiowych dziadków, byśmy mogli z mężem spędzić Andrzejki razem. Chcę wierzyć, że tak szybko uporał się z lękiem, dzięki naszej cierpliwości i miłości...

Wiem, że wiele z Was zmaga się z podobnym problemem. Albo niedługo będzie się zmagać. Dziewczyny, nie dajcie sobie wmówić, że to wynik rozpieszczenia dziecka. Wasza mała istotka po prostu się boi i bardzo Was potrzebuje. I to jest zupełnie normalne. 

A najważniejsze – to mija :-).

A tak zupełnie poza tematem, musimy się pochwalić dzisiejszym, trzecim w kolekcji zębem :-)!

Pozdrawiamy ciepło,

Hubisiowa mama

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.