AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

wtorek, 30 grudnia 2014

Hubisiowa wieża z książek # 2

W ubiegłym roku Olga, autorka bloga „O tym, że zorganizowała akcję, która z miejsca stała się hitem i podbiła nie tylko Hubisiowe serducho. Polegała na wybudowaniu z dziecięcych książeczek wieży i sprawdzeniu, ile centymetrów dziecięcej literatury mieszka pod naszym dachem. Do akcji przyłączyło się wiele osób, a galeria książkowych wieżowców liczyła ponad 200 zdjęć. Wśród nich znalazła się również nasza wieża, wtedy jeszcze niewielka, ale bardzo ważna, bo rozpoczynająca Hubisiową przygodę z literaturą. Pokazywałam ją Wam tutaj.

Sukces ubiegłorocznej akcji spowodował, że po prostu nie można było nie zrobić drugiej edycji. Na prośbę Olgi ponownie zbudowaliśmy więc Hubisiową wieżę. I dumna jestem z niej bardzo, bo porównując z poprzednią, pięknie urosła.


Hubisiowa biblioteczka powoli, ale systematycznie powiększała bowiem swoje zbiory. A ja starannie wybierałam każdą nową pozycję. Dzieliłam się też z Wami moimi wrażeniami. Na blogu pokazałam Wam m.in. nasze łupy z sh, w tym cudowne "Guess How Much I Love You" Sama MacBratney'a (klik), mogliście poznać Hubisiowych ulubieńców (klik), wyjątkowe książeczki Davide Cali, takie jak "Tata na miarę" (klik), "A ja czekam" (klik) i "Wróg" (klik). Widzieliście nasze książkowe zakupy (klik) i moje zachwyty nad wydawniczymi nowościami (klik).

Książeczki dla dzieci stały się niezwykle ważnym elementem naszej codzienności i nie wyobrażam już sobie bez nich Hubisiowego bloga. Cieszę się, że Wy też lubicie te książeczkowe wpisy :-). Święty Mikołaj hojnie nas w tym roku obdarował, więc będzie ich trochę w najbliższym czasie. A na razie serdecznie zapraszam do zerknięcia na nasze zbiory :-):























































































































































A Wy budowaliście wieżę razem z Olgą :-)? Może polecicie mi kolejne "cegiełki" do naszej, by w trzeciej edycji sięgała już sufitu :-)?

Serdecznie pozdrawiam!!!!

Hubisiowa mama

-♥-

sobota, 20 grudnia 2014

Myśli potargane # 6

22 listopada 2014 (sobota)
Wszelkie pieprzyki, krostki i siniaki na ciele Hubisiowej mamy są ostatnio przez Huberta dokładnie odnotowywane. Dotyka je paluszkiem, próbuje zetrzeć, a jak mu się nie uda, dopytuje: „a co to?”. Dzisiaj zafascynowała go krostka, której dorobiłam się na skroni. „A co to mama?”, spytał. „Pryszcz” odpowiedziałam. „Taaa”, przytaknął i po około dziesięciu identycznych pytaniach i odpowiedziach, dał w końcu kroście spokój. Jak się okazało, nie na długo. Gdy staliśmy w kolejce do kasy w naszym osiedlowym sklepie spożywczym, wyciągnął paluszek przed siebie i pokazując na krostkę, głośno spytał: „A co to?”. „Krostka” odpowiedziałam. „Nieee!” odpowiedział i dalej dopytując, uparcie ją wskazywał. „Krostka Hubisiu” powiedziałam znowu, czym widocznie go zdenerwowałam, bo na pół sklepu krzyknął „Nieee!”. Dźgając mnie w skroń, pytał wciąż „a co to? a co to?” aż się ludzie w kolejce uśmiechali. W końcu musiałam dać za wygraną i powiedziałam: „Pryszcz Huberciku, to jest pryszcz”. „Taaaaa”, odpowiedział z uśmiechem satysfakcji Hubiś :-). A facet w kolejce wybuchnął śmiechem :-).


25 listopada 2014 (wtorek)
Gdy rozmawiam przez telefon z Hubisiową Babcią, najczęściej włączam głośnik. Dzięki temu mogę swobodnie się poruszać, a Hubiś aktywnie uczestniczy w dyskusji. Zwykle opowiada Babci, że jechał „brum brum” i robił „mniam mniam, a na spacerze widział „mniau mniau”. Często przykłada też do telefonu nowe zabawki i pokazuje je Babci. Dzisiaj przeszedł jednak samego siebie i rozbawił mnie do łez. Gdy Babcia kichnęła w trakcie rozmowy, mój słodki Hubiś pobiegł do pudełka z chusteczkami, wyjął jedną, po czym dokładnie wytarł telefon :-). 


28 listopada 2014 (sobota)
Druga w nocy. Miejsce akcji: małżeńskie łoże Hubisiowych rodziców z tradycyjną zawartością i jednym małym dzikim lokatorem. Błogą ciszę przerywa nagle krzyk Hubisiowego Taty, który jak oparzony zrywa się z łóżka. Wystraszona budzę się i pytam, co się stało. W odpowiedzi widzę wyciągnięty mężowski palec i czerwone, głęboko wryte w skórę ślady zębów. „Ugryzł mnie” powiedział i pokazał na śpiącego, jak gdyby nigdy nic, Hubisia :-).


2 grudnia 2014 (wtorek)
Wciąż na nowo zaskakuje mnie, jak świetną pamięć ma Hubert i jak wiele już kojarzy. Jakieś pół miesiąca temu byłam z nim na stacji benzynowej. Tankując, tłumaczyłam mu, że jesteśmy w miejscu, w którym samochodzik je, by nie był głodny. Że tak, jak on pije mleczko, tak autko wypija benzynę. Gdy dzisiaj wracaliśmy ze żłobka, zatrzymałam się samochodem na światłach, dokładnie obok stacji benzynowej. Hubiś spojrzał przez okno, po czym pokazując ją paluszkiem stwierdził: „Mama, tam! Brrrum brumm mniam!”.


5 grudnia 2014 (piątek)
Był już parowar, był blender, figurka świnki Peppy i podkładka pod talerz. Teraz przyszła pora na futrzaną czapkę. Hubiś ma nową fazę. Nie rozstaje się z czapą, czule ją głaszcze i nazywa swoim kotkiem. Chce jeść mając ją na głowie, chce z nią spać, w żłobku trzyma ją w rączce, jak ulubioną maskotkę. Gdy wychodzimy na dwór, nie pozwoli sobie założyć żadnej innej czapki, chociaż jeszcze niedawno w grę wchodziła tylko żółta czapa w żyrafki. Dzisiaj uparł się, że będzie się w niej kąpał i przekonał go dopiero argument, że przecież kotki nie lubią wody.


8 grudnia 2014 (poniedziałek)
Chcąc mi chyba wynagrodzić worki pod oczami, dziecię moje najukochańsze postanowiło zadbać o skórę moich kończyn dolnych. Za każdym razem, gdy widzi mnie z, że się tak wyrażę, gołymi nogami, co sił w nogach pędzi do łazienki po balsam do ciała. Bo to przecież oczywiste, że jak są gołe nogi, to trzeba je posmarować. Mama przecież zawsze tak robi, Hubiś widział, Hubiś wie :-). I nie mam wyjścia, smaruję, chcąc uniknąć widoku jego rozczarowanej buźki.


10 grudnia 2014 (środa)
Wiedziałam, że odpowiednio silna motywacja przekona w końcu Hubisia do rozwinięcia językowych skrzydeł :-). Moje niewiele mówiące dziecko, które do perfekcji opanowało komunikację za pomocą gestów i słów w stylu „tak”, „nie”, „to” i „tam”, tak bardzo chciało dostać dziś herbatnika, że w końcu powiedziało „proszę”! A potem, wołając „mama plosie!” dopominało się o drugiego. Kuję więc żelazo, póki gorące i ćwiczę z nim dzisiaj te „plosie” na wszystkie możliwe sposoby. I dumna jestem z niego bardzo :-)!


11 grudnia 2014 (czwartek)
Wczoraj w Hubisiowym słowniku pojawiło się słowo „proszę”, dzisiaj mamy kolejną nowość. Młody układał z Hubisiowym Tatą klocki lego i dumny ze zbudowanej wspólnie konstrukcji, przyniósł mi ją do kuchni. Podziwiając i chwaląc oczywiście, spytałam go, zupełnie nie oczekując odpowiedzi, „Co zbudowaliście?". A Hubiś, jak gdyby nigdy nic, odpowiedział mi głośno i bardzo wyraźnie „dom”!


15 grudnia 2014  (poniedziałek)
Dostałam dzisiaj pierwsze w Hubisia życiu zdjęcie grupowe. I chociaż nie przepadam za tego typu fotkami, ta jest rewelacyjna. Cała żłobkowa grupa „Słoneczka” jest na nim pięknie roześmiana, a w centralnym miejscu najjaśniej świeci moja mała gwiazda. Uśmiechnięty od ucha do ucha Hubiś, z błyszczącymi oczkami i spodniami w rakiety kosmiczne jest po prostu uroczy. Uwielbiam go!


17 grudnia 2014 (środa)
Wszyscy szykują się do świąt, a moje myśli zaprzątają nadchodzące urodziny Hubisia. Za dwa tygodnie, dokładnie 4 stycznia skończy dwa latka. Przygotowania do imprezy idą już pełną parą. Kurierzy zwożą kolorowe rozety, papilotki na muffinki, wstążeczki i pasujące do wszystkiego serwetki. Kończę obmyślać menu, a po weekendzie zamawiam tort. Zostanie nam już tylko rozdać zaproszenia. Nie mogę się doczekać :-). 


19 grudnia 2014 (piątek)
W żłobkowej szatni pojawiła się ostatnio choinka. Totalnie zauroczony nią Hubiś jakieś dwadzieścia razy rano i kolejne dwadzieścia po południu pyta mnie „a co to?”, pokazując paluszkiem kolejne choinkowe ozdoby. Dzisiaj rozczulił mnie kompletnie, gdy na moją odpowiedź „to są świeczki choinkowe”, stanął i ile sił w płucach próbował jedną ze świeczek zdmuchnąć :-). W końcu świeczka, to świeczka, prawda?

-♥- 

Hubisiowa mama

niedziela, 14 grudnia 2014

22 i 23 miesiąc Hubisia

Przegapiłam upamiętnienie 22 miesiąca Hubisia, a jak dalej będę tak zwlekać, przegapię i 23 miesiąc. Nie tracąc więc czasu na zbędne wstępy, przedstawiam Wam podsumowanie ostatnich dwóch miesięcy Hubisiowego życia.

Gdy myślę o minionych tygodniach, ciśnie mi się na język jedno słowo: „nie”, a dokładniej: „neeee”. Słyszałam je jakieś milion razy, chociaż jeśli dokładniej przeliczę, może wyjdzie i dwa miliony razy :-).

Hubiś mój słodki, dziecię generalnie pogodne i ugodowe, zmienił się ostatnimi czasy w prawdziwego „Pana neeee”. Nie, nie będzie wstawał z łóżka. Nie, nie pozwoli zmienić sobie po nocy pieluszki. Nie zje śniadanka. Nie umyje ząbków. Nie pozwoli się ubrać, ani nie daj Boże uczesać. Nie założy bucików. Nie chce tej czapki, tych rękawiczek też nie. Nie pozwoli zapiąć się w foteliku. Nie chce iść do żłobka. Nie chce wracać ze żłobka. Nie założy kurteczki. Nie chce wsiąść do samochodu. Nie chce wejść do domu. Nie da sobie założyć kapci. Nie usiądzie w foteliku do karmienia. Nie chce jeść obiadu. Nie chce się bawić. Nikomu nie wolno usiąść na fotelu, bo tam siedzi miś. Nie chce, by ścielono łóżko. Nie chce się kąpać. Nie chce wyjść z wanny. Nie chce założyć piżamki. Nie chce iść spać, itp. itd. :-).

Natężenie Hubisiowego „nie” jest różne, od słodkiego przekomarzania po histerię z rzucaniem się na podłogę włącznie. Pewnie, gdyby nie to, że upór odziedziczył po mnie, a ja z kolei uparłam się, że przetrwam etap „pana nie”, uciekłabym z domu z krzykiem i tyle by mnie widzieli :-). Tak, czy inaczej, ostatnie dwa miesiące były dla nas prawdziwą lekcją cierpliwości.




środa, 10 grudnia 2014

Mazurskie Spotkanie Blogerek

Lubię moje Hubisiowo. Mnóstwo fajnych rzeczy dzięki niemu mnie spotkało. Uśmiech, radość, Wasze wsparcie... Miłe to niezwykle. Przez te dwa lata poznałam też naprawdę wiele niesamowitych osób. Ludzi z pasją i pozytywną energią. Pewnie gdyby nie ten mój skrawek internetu, nigdy nie miałabym okazji ich spotkać.

Blogerskie spotkania to mój sposób na podładowanie baterii. Ludzie podzielający moją pasję zawsze wyzwalali we mnie wielkie pokłady energii i motywacji. Rozmowy, wymiana doświadczeń, wspólna kawa. Znajomości, które z wirtualnego świata przenoszą się do reala. Miłe zaskoczenia, nowe odkrycia. Jak tego nie lubić?

Dlatego tak się cieszę, że w drugiej połowie listopada mogłam uczestniczyć w Mazurskim Spotkaniu Blogerów. Roksana (Dzwoneczkowy Raj Mamy), Ania (AniBarPioMar) i Natalia (Mama Diabełka) zorganizowały zlot 25 blogerek z całej Polski i na weekend oddały nam do dyspozycji Bajkowy Zakątek w miejscowości Guzowy Piec. Bajkowy Zakątek okazał się klimatycznym, przepełnionym folklorem miejscem, z nastawieniem na odpoczynek i odwyk od internetu, bo praktycznie nie było tam jakiegokolwiek zasięgu. Spotkanie było nietypowe nie tylko ze względu na jego długość, ale również na to, że mogłyśmy zabrać ze sobą nasze rodziny.

































Hubisiowo dostało domek razem z Sylwią, Julką i Mariuszem, czyli rodzinką z bloga Jej cały świat. I wiecie co? Nie mogłam sobie wymarzyć lepszych współlokatorów. Bo to, że z Sylwią mogę rozmawiać godzinami, to jedno, ale że nasi mężowie będą mieli tyle wspólnych tematów, to nawet nie przypuszczałam :-). Również Julka dzielnie zniosła trudy bycia „starszą siostrą”, gdy Hubiś chodził za nią krok w krok i chciał we wszystkim naśladować. Do tej pory mam przed oczami obraz tych dwóch małych smyków, bawiących się w piżamkach przed kominkiem.


Przyznaję, że trochę obawiałam się listopadowej temperatury w letniskowym, jakby nie było, domku ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo grzejniki pracowały na najwyższych obrotach i ciepło było bardzo. I jedzenie było pyszne. Tak nam smakowało, że między śniadaniem a obiadokolacją wybraliśmy się po jeszcze do bajkowozakątkowej restauracji. Gdyby nie zielony gil Hubisia i moje zapomniane klapki, skorzystalibyśmy też zapewnie z basenu i sauny, ale ostatecznie nie zaryzykowaliśmy. Dużo za to spacerowaliśmy.


































































Skorzystałam też z pokazu kosmetyków Herbalife. Testowałam kosmetyki, dowiedziałam się kilku ciekawostek o prawidłowym demakijażu i poprawiłam sobie humor na machinie do wyliczania biologicznego wieku naszego ciała :-).

Wykład Ani Pytkowskiej z serwisu Zblogowani niestety przegapiłam, bo moje największe szczęście akurat wtedy potrzebowało utulenia do snu. Udało mi się jednak wrócić na wystąpienie Wioli z bardzo lubianego przeze mnie bloga Mama Bloguje. Jej profesjonalne podejście do tematu blogowych współprac naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Podobny temat podjęła też następnego dnia Kasia z bloga Ile d’Amour. Było dużo dyskusji, pytań i wymiany doświadczeń.

Była też akcja charytatywna na rzecz jednego z olsztyńskich Domów Dziecka. Wspólnymi siłami udało nam się zebrać ponad 1300 zł. Cieszę się, że mogłyśmy chociaż w taki sposób pomóc dzieciakom.
































































Dziękuję Dziewczyny za to spotkanie. Wspaniale było się z Wami zobaczyć, wypić kawę, porozmawiać. Wniosłyście dużo uśmiechu w ten listopadowy, szary weekend.

Wiolu, Kasiu i Kasiu - Wam szczególnie dziękuję za prezentacje i wykłady.

Dziękuję całej naszej wesołej ekipie: Sylwii z Jej cały świat, Ani z Dziecięcych Klimatów, Ilonie z Pani Rolnik, Darii z Mama Loli Poli, Klaudynie z Tulanek, Roksanie z Dzwoneczkowy Raj Mamy, Ani z AniBarPioMar, Natalii z Mama Diabełka, Magdzie z Mamine Skarby, Kasi z Ile d’Amour, Wioli z Mama Bloguje, Marcie z Tosinkowych Opowieści, Anetce ze Świata Karinki, Izie z Nianio born to be wild, Karoline ze Świata Leny, Oli z Panienka Anna, Marcie z Tomi Tobi, Beacie z Tam Jedziemy, Kasi z Black Smokey, Ani z Mafille, Sylwii z Oczami Mamy, Ewie z efcia.com, Ani z 4-us-only i Bożenie z Mama Trójki.









































Oczywiście nasze spotkanie nie mogłoby się odbyć, gdyby nie sponsorzy, w których stronę kieruję moje podziękowania:




Bajkowy Zakątek http://www.bajkowyzakatek.pl/ 



 * za zdjęcia dziękuję Wioli, Natalii i Kasi


Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu,

Hubisiowa mama
 - -

piątek, 5 grudnia 2014

Insta-listopad

Przed urodzeniem Hubisia listopad kojarzył mi się z błogim jesiennym lenistwem. Z kubkiem grzanego wina z pomarańczą, ciepłym kocem i wygodnym fotelem, w którym pochłaniałam książki lub oglądałam z mężem ulubione seriale. Lubiłam słuchać dudniącego o parapet deszczu, nosić kalosze i planować święta. Czas płynął wolno, a ja delektowałam się każdym długim listopadowym wieczorem.

Listopad 2014 roku stał się zaprzeczeniem wszystkiego, co opisałam powyżej. Był szalony, wyjazdowy i bardzo zapracowany. Hubisiowy Tata przepakowywał tylko walizkę. Ja zmęczona po pracy usypiałam najczęściej razem z Hubertem. Gdyby nie pomoc moich rodziców, pewnie zakopałabym się w stercie zaległego prasowania :-). Czas płynął tak szybko, że nawet nie zorientowałam się kiedy w kalendarzu pojawił się grudzień. Gdy wychodziłam do pracy było jeszcze ciemno, gdy z niej wracałam, już było ciemno. Deszcz i mrok do minimum ukróciły nam wspólne spacery. A energia roznosząca niewybieganego Hubisia spowodowała, że o naszych wieczorach można było powiedzieć wszystko, tylko nie to, że są spokojne :-). 

Ale był to też bardzo dobry czas. Po raz pierwszy odkąd Hubiś poszedł w marcu do żłobka, nie chorował przez calutki miesiąc (proszę teraz wszystkich czytających o odpukanie w niemalowane)! Udało mi się też uczestniczyć aż w dwóch blogowych spotkaniach, gdzie poznałam wiele, bardzo sympatycznych osób. I chociaż nasz instagram nie był w listopadzie zbyt obszerny, serdecznie zapraszam na szybki przegląd Hubisiowych fotek:

1/ 2/ 3/ 4/ wszystkie zdjęcia pochodzą z Bajkowego Zakątka, gdzie gościliśmy na Mazurskim Spotkaniu Blogerek :-)

1/ jaki ojciec, taki syn. Hubisowy Tata próbuje w każdej knajpce żurku, Hubiś - kopytka; 2/ moje wspaniałe blogowe wariatki, czyli Sylwia z Jej cały świat i Ilona z Pani Rolnik; 3/ cały mój świat dźwigam na barkach :-); 4/ ciesze się, że mogłam się z Wami spotkać dziewczyny!

1/ często pytacie, czy Hubiś ma jakieś zdjęcie, na którym się nie uśmiecha. Oto i one :-); 2/ a tu śmieje się identycznie, jak jego Tata; 3/ moje roladki z grillowanej cukinii z serkiem pleśniowym i papryką - nieskromnie powiem: niebo w gębie; 4/ Be Beauty, czyli kolejne wspaniałe spotkanie organizowane przez Olsztyńskie Blogerki

1/ Światowy Dzień Pluszowego Misia i Hubi ze swoim najlepszym przyjacielem; 2/ kwiaty bez okazji - uwielbiam takie niespodzianki;
3/ pamiątka mojego pierwszego dnia w przedszkolu - znalezione u Hubisiowych Dziadków; 4/ mój kochany łobuz

1/ czysta radość; 2/ udało mi się spełnić noworoczne postanowienie i nareszcie dołączyłam do bazy potencjalnych dawców szpiku kostnego;
3/ jedno z Hubisiowych "dzieł" na żłobkowej tablicy; 4/ Hubiś i Maks - czyli fajnie być starszym kuzynem





A Wam jak minął listopad?

Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia w insta-grudniu,

Hubisiowa mama

 -♥-

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Wróg

Znacie moją miłość do Davide Cali. Książeczki jego autorstwa to jedne z najcenniejszych pozycji w naszej biblioteczce. Są mądre i wzruszające. Piękne w swojej prostocie. Zawsze z łapiącym za serce przesłaniem. I chociaż Hubiś jest na nie jeszcze za mały, cieszę się, że je posiadam i kiedyś mu je pokażę. 

Widzieliście już „Tatę na miarę” (klik) oraz „A ja czekam” (klik), teraz przyszła pora na wydanego miesiąc temu „Wroga”.

„Wróg” to książka bardzo nietypowa. Nie znajdziecie w niej księżniczek, ani miłych rymowanek. Jest tylko pustkowie, na pustkowiu dwie dziury, a w dziurach dwaj żołnierze. Nie wiemy jak się nazywają, ani z jakiego kraju pochodzą. Wiemy tylko tyle, że trwa wojna, a oni są wrogami.

„Wróg” to historia opowiedziana z perspektywy jednego z tych żołnierzy. Którego konkretnie, właściwie nie wiemy. Widzimy za to, jak co ranek budzi się i oddaje jeden strzał, jak obserwuje nocą gwiazdy, moknie w deszczu i wyciąga wodę ze studni. Czytamy o strachu, głodzie i marzeniach o zakończeniu wojny. Towarzyszymy mu też w rozmyślaniach o okrutnym wrogu z drugiego okopu.


W wyobrażeniach bohatera „wróg” nie jest bowiem człowiekiem, a bestią. Jest okrutny i bezlitosny. Morduje rodziny, zabija psy, podpala lasy i zatruwa wodę. „Trzeba go zabić, zanim on zabije nas”. Tak przecież mówi instrukcja, którą dostał idąc na wojnę dawno, dawno temu.

Pewnej nocy decyduje się w końcu podkraść do wroga, by go zabić i zakończyć wojnę. Gdy dociera do jego dziury z zaskoczeniem odkrywa, że wróg jest takim samym człowiekiem, jak on. Że marzy o pokoju, jest zmęczony i że ma rodzinę, która na niego czeka. Po chwili odkrywa też instrukcję, w której wróg-bestia ma jego własną twarz. A przecież on nie zabija kobiet i dzieci, nie zatruwa wody, nie podpala lasów. Nie jest bestią!





Gdy orientuje się, że wróg dokonuje właśnie podobnego odkrycia w jego własnej dziurze, postanawia wysłać mu wiadomość. Na chusteczce do nosa pisze propozycję pokoju, wkłada ją do plastikowej butelki i starannie celuje...


Ta książka nie jest miła, łatwa i przyjemna. Dla wielu Polaków będzie też zapewne trochę problematyczna. Bo przecież ciężko znaleźć inny naród tak bardzo dumny ze swojej waleczności. Opowiadamy naszym dzieciom o bohaterskich żołnierzach, partyzantach i powstańcach, gdy tymczasem David Cali nazywa ich wprost „mięsem armatnim”.

Ta książka to apel o pokój. W przemyślany sposób pokazuje bezsens wojny, jej absurd i śmieszność. Nic dziwnego, że otrzymała rekomendację Amnesty International.

„Wróg” to książka, która wbiła mnie w fotel. Dla starszych dzieci i dla dorosłych. Gorąco polecam.

Wyd. Zakamarki.
 
-♥-

Hubisiowa mama

piątek, 28 listopada 2014

2 urodziny Hubisia - inspiracje

Wielkimi krokami zbliżają się urodziny Hubisia. Dokładnie 4 stycznia skończy dwa latka i nie byłabym sobą, gdybym nie urządziła z tej okazji rodzinnego przyjęcia. Będzie kolorowo i optymistycznie. Troszkę na przekór wszechpanującym pastelom, które chociaż piękne, jakoś nie pasują do usposobienia Huberta. 

Motywem przewodnim postanowiłam uczynić kolorowe kropki :-). Rozważałam traktory, auta i świnkę Peppę, ale ostatecznie wygrały kropy. Bo przyciągają Hubisia wzrok, bo bardzo lubi pokazywać je paluszkiem, bo są wesołe i kojarzą mi się z dziecięcą radością. I co równie ważne, dają mi ogromne pole do popisu :-).

Mam już obmyślony tort, słodkości i przekąski. Będą duże tęczowe lizaki i ciasteczka z kolorowymi M&M’sami. Kropowe papilotki na muffinki i ozdoby na buteleczki. Oczami wyobraźni widzę też dekorację pokoju. Planuję kolorowe pompony i okrągłe girlandy z filcu. Moją „bazą” będzie biel. Biała zastawa, obrus, polewa na torcie... A na tym kropki :-). Już nie mogę się doczekać, jak to wszystko będzie wyglądać "na żywo". 

Teraz pracuję nad zaproszeniem. Bardzo chciałabym, by podobnie jak w zeszłym roku, było w 100% Hubisiowe (klik). By nasz maluszek był na nim najważniejszą postacią. Mam już pomysł, zobaczymy, co z tego wyjdzie :-).

Poniżej wrzucam Wam garść inspiracji. Wszystkie oczywiście z uwielbianej przeze mnie strony Pinterest.



























I jak Wam się podoba kropkowa koncepcja Hubisiowych urodzin :-)? Może podrzucicie mi jeszcze jakieś pomysły :-)?

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama

-♥-

czwartek, 27 listopada 2014

Be Beauty - spotkanie Olsztyńskich Blogerek

Są ludzie, z którymi zawsze czujemy się swobodnie. I nie ma tu znaczenia, czy znamy się dziesięć lat czy godzinę. Mam to ogromne szczęście, że mój olsztyński kawałek blogosfery wypełniony jest takimi właśnie osobami. Ciepłymi, radosnymi i niezwykle życzliwymi. 

Dlatego z tak dużą niecierpliwością czekam na spotkania organizowane przez Olsztyńskie Blogerki, czyli Sylwię i Olę. Bo wiem, że nie będę żałować tych kilku godzin wykradzionych z rodzinnego weekendu. Że spotkam tam dziewczyny, z którymi od miesięcy umawiam się na kawę i wciąż nie mogę na nią dotrzeć, chociaż mieszkamy przez przysłowiową ulicę. Że poznam kolejne osoby z tą samą pasją, co moja i znowu będę pozytywnie kimś zaskoczona. A przede wszystkim, że będzie to spotkanie, na wspomnienie którego uśmiechnę się później do siebie.

Be Beauty, pod tym hasłem Olsztyńskie Blogerki zebrały nas w zimny, listopadowy dzień w położonej nad samym jeziorem Hangloose Caffe. Przy kawce i ciachu miałyśmy okazję pośmiać się, porozmawiać, ale też posłuchać troszkę mądrości. 

Kasia Ludwiszewska, nasza olsztyńska brafiterka, nie tylko uświadomiła nam wagę cyckowej sfery życia, ale także udowodniła, że większość z nas miała źle dobrane rozmiary biustonoszy (w tym ja). Natomiast trener osobisty Bartosz Kroplewski (ten sam, który pracuje nad kształtami Kolorowanki Fit) opowiadał, jak ważny jest zdrowy styl życia i co zrobić, by być w formie. Bartek obdarował nas wejściówkami na siłownię, znajdującą się w dodatku pod moim domem, więc koniec z wymówkami, czas wziąć się do roboty. Sylwia, niedługo będę Ci machać z sąsiedniej bieżni :-).








Organizatorki zadbały też o upominki. Wszystkie miłe, wszystkie doceniane, bo przecież nikt ich nam dawać nie musiał. Naszych świętych Mikołajów znajdziecie na koniec wpisu. Mnie za serce szczególnie złapała torba z nadrukiem zdjęcia mojego Hubisia, wykonana przez firmę Szata. Do głowy by mi oczywiście nie przyszło chodzić z nią na zakupy, ale cieszę się, bo nareszcie będę miała miejsce do przechowywania pierwszych Hubisiowych śpioszków i innych skarbów, z którymi nie mogę się rozstać.

Dziewczyny podopinały wszystko na ostatni guzik. Było miło, swobodnie i tak naturalnie, że wręcz można było przeoczyć ogromny wysiłek jaki niewątpliwie włożyły w organizację spotkania. Serdecznie Wam dziękuję i liczę, że nie przestaniecie, bo naprawdę świetnie Wam to wychodzi :-).

Na spotkaniu listę obecności podpisały:

- Sylwia z bloga Jej cały świat (umawiamy się na siłownię!)
- Ola z bloga Rodzinka z innego świata (kino w  przyszłym tygodniu aktualne?)
- Ania z bloga Dziecięce Klimaty (już nie mogę doczekać się 13 grudnia!)
- Magda z bloga Magdalena Sulwińska Fotografia (Madzia pamiętaj, zaklepujemy sesję zimową w styczniu)
- Monika z bloga Żurmalistka (jak miło odkryć taką fajną sąsiadkę!)
- Karolina z bloga Karolibu (Karola, mam coś dla Ciebie!)
- Ilona z bloga Pani Rolnik (na sesję zimową przyjeżdżamy z całym Hubisiowem do Ciebie :-))
- Ania z bloga Anibarpiomar (nareszcie mogłam Cię poznać osobiście!)
- Agnieszka z bloga Z motylem na dłoni (nie zdążyłyśmy porozmawiać, ale mam nadzieję, że nadrobimy w grudniu)
- Kasia z bloga Katiuszka (bardzo miło było Cię poznać)
- Edyta z bloga Weekendowa kuchenka (mam w planach Twoją sałatkę ze szpinakiem!)


Pozdrawiam serdecznie,

Hubisiowa mama

-♥-
Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.