AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 31 stycznia 2014

Pamiątkowa koszulka ciążowa - DIY

Gdy dowiedziałam się, że na świat przyjdzie Hubiś, postanowiłam co tydzień mierzyć swój brzuszek i robić mu zdjęcie, tak by powstała piękna historia naszej ciąży. Niestety, nie bardzo mi się ten plan udał. Wprawdzie dokładne wymiary mam spisane w moim ciążowym albumie, ale zdjęcia... Robione w różnych ubraniach i w różnych sceneriach nie pokazują naszej ciąży, tak jakbym tego chciała.

Dlatego, gdy już po urodzeniu Hubisia, zobaczyłam gdzieś w necie pomysł na ciążową koszulkę „tygodniówkę” (niestety nie jestem już w stanie odnaleźć źródła), wiedziałam, że po prostu muszę zrobić coś podobnego, gdy zdecydujemy się na kolejnego maluszka :-).

Na szczęście okazało się, że z realizacją pomysłu nie muszę czekać tak długo, bo latem mamą zostanie moja młodsza siostra i koszulka tygodniówka na pewno jej się przyda.

Zakupiłam więc klasyczną białą koszulkę (na razie w rozmiarze S, by ładnie podkreślała mały brzuszek, na późniejsze tygodnie mamy przygotowane koszulki w większych rozmiarach), mazaki do tkanin, wycięłam z gazety kwadraciki, by dobrze rozplanować na koszulce numery tygodni i zabrałam się do roboty :-).



środa, 29 stycznia 2014

Kubeczek Niekapek MAM

Pamiętacie, jak jesienią chwaliłam butelkę firmy MAM z pierwszym silikonowym smoczkiem, zaakceptowanym przez Hubisia (klik)? Byłam z niej tak zadowolona, że dokupiłam drugą i z przyjemnością używam do tej pory.

Razem z butelką do Hubisiowa trafił wtedy kubek niekapek Learn To Drink CUP (190 ml). Przeznaczony dla dzieciaczków po 6 miesiącu życia ma za zadanie ułatwić naukę samodzielnego picia. A że Hubiś miał wtedy już dziesięć miesięcy i wciąż nie bardzo szło mu picie z kubeczka, pomyślałam, że warto spróbować. 

 
Niekapek MAM był szóstym w Hubisiowej kolekcji i niestety, jak pięć pozostałych zupełnie się u nas nie sprawdził. Wiele tygodni minęło, nim zdecydowałam się na ostateczną recenzję, setki razy próbowałam przekonać do niego Hubisia. Niestety, mój synek nie potrafi z niego samodzielnie pić. A właściwie to nie tyle pić, co go trzymać. Brak uchwytów daje się nam w tym przypadku we znaki. Wprawdzie do ustnika (który jednak nie jest wcale tak miękki, jak zapewnia producent), w końcu się przyzwyczaił, ale sam kubeczek nieodmiennie wyślizguje mu się z rączek. 

Kombinuje więc ten mój szkrab, jak potrafi, by dobrać się do wody. Opiera sobie kubeczek o meble lub kosz na pościel, przynosi do nas i prosi o podanie albo próbuje ssać głową w dół. Zresztą sami zobaczcie:

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Krem brokułowy dla bobasa

Jest tylko jedna potrawa, którą nasz Hubiś wielbi bardziej, niż zupkę buraczkową (klik). Danie, którego ile bym nie zrobiła, zawsze zjedzone jest do ostatniego kęsa. Przy którym zawsze mam awanturkę o dokładkę i boję się, że mi dziecko z przejedzenia pęknie :-). Delikatne w smaku i banalnie proste w wykonaniu.

Przedstawiam Wam najprostszy na świecie krem brokułowy (dla maluchów po szóstym miesiącu życia) :-).

Składniki:

- 1 ziemniak
- 5 różyczek brokułów
- 1 żółtko jaja
- 1 łyżeczka masła


piątek, 24 stycznia 2014

Nowości w Hubisiowej biblioteczce

Hubisiowa biblioteczka wzbogaciła się ostatnio dość znacząco, a to za sprawą mojej firmy, która postanowiła sprawić dzieciakom pracowników paczki świąteczne :-). Co więcej, wyboru prezentów dokonać mogli rodzice, przedstawiając tylko szefostwu fakturę na ustaloną wcześniej, całkiem przyjemną dla oka, kwotę. 

W grę wchodziły zabawki, słodycze, sprzęt sportowy, płyty i książeczki. Hubisiowa mama nie wahała się więc nawet chwili i po małych z Wami konsultacjach (dziękuję!), postanowiła nabyć te oto książeczki:


Widząc, jak bardzo podoba się Hubisiowi książeczka szwedzkiej autorki Anny-Clary Tidholm Jest tam kto? (klik), postanowiłam dokupić pozostałe części z serii, czyli Wymyśl coś!, A dlaczego? i Gdzie idziemy?. I sama nie mogę w to uwierzyć, ale jestem nimi zachwycona. A właściwie nie tyle nimi samymi, co tym, jak Hubi na te książeczki reaguje! Śmieje się, przewraca strony, pokazuje paluszkiem, tłumaczy mi coś po swojemu. I chociaż osobie dorosłej mogą wydawać się one tak proste, że aż brzydkie, to w tych kontrastowych kolorach i bardzo prostych kształtach jest coś, co mój Hubi pokochał. To pierwsze książeczki, które potrafią skupić jego uwagę na dłużej niż mrugnięcie okiem. Potrafi już nawet pokazać w nich lalę, piłkę i małpkę :-).



Kolejne trzy pozycje również wyszły spod pióra autorki rodem ze Szwecji i gościły już w Hubisiowych progach. Całkiem niedawno rozdawaliśmy je Wam na naszym facebookowym profilu i przy tej okazji kompletnie się w nich zakochaliśmy (ja w ilustracjach, a Hubi w czytanych przeze mnie słowach). Miłość była tak wielka, że musieliśmy nabyć je również dla siebie :-). I chociaż mają miękkie strony i muszę bardzo pilnować, by Hubiś ich nie zniszczył, to są to jedne z tych książeczek, które będziemy w Hubisiowie czytać bardzo często :-).



czwartek, 23 stycznia 2014

Znacie Żunia :-)?

Uwielbiam Olsztyn. Za cudną naturę, kilkanaście jezior i potężne lasy dookoła. Uwielbiam go za to, że do morza blisko :-). Za to, że czas płynie tu dużo wolniej, niż w wielkich miastach. Że wszędzie w miarę blisko i jeszcze nie przesadnie drogo.

Kocham moje miasto również za ludzi, których w nim spotykam. Ciepli, mądrzy, roześmiani, pełni pasji i bardzo inspirujący. Nie ma miesiąca, bym nie poznała nowej, interesującej osoby. Nie ma tygodnia, bym nie odkryła kolejnego utalentowanego Olsztyniaka.

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić jednego z nich, Hubisiowego kolegę - Żunia. Ma półtora roku i pisze jednego z najwspanialszych blogów, jakie kiedykolwiek czytałam - Achondroplazjak.pl. Blog tak błyskotliwy, przesycony poczuciem humoru i pisany świetnym piórem, że w Hubisiowej mamie zazdrosne nuty się odzywają :-). Po Olsztynie krążą plotki, że odrobinkę pomaga mu w pisaniu piękna Rodzicielka, ale gdy spytałam go o to na zajęciach „Aktywna Mama”, zrobił tak niewinną i zdziwioną minkę, że nie mogę dać wiary tym pogłoskom :-).

Jeśli więc nie znacie Żunia, koniecznie do niego zajrzyjcie (klik). A jeśli nie zdecydowaliście jeszcze, co zrobić ze swoim 1%, to może rozważycie cel w postaci rehabilitacji Żunia? Żeby piórem dobrze machał i dalej takie cudne posty tworzył :-)?


http://dzieciom.pl/podopieczni/21599


Pozdrawiamy gorąco z mroźnego Olsztyna,

Hubisiowa mama

wtorek, 21 stycznia 2014

Sesja roczkowa - pierwsze fotki

Sesję roczkową Huberta dostaliśmy w prezencie od mojej siostry i jej męża. Właściwie był to prezent na Hubisiowe chrzciny, ale nie udało nam się latem zgrać z Magdą Sulwińską terminów i doszliśmy do wniosku, że pamiątka pierwszych urodzin będzie jeszcze lepszym pomysłem.

Do Magdy pojechaliśmy dokładnie tydzień po Hubisiowych urodzinach. Wyposażeni w stosy ciuszków, tort ze świeczką i ciasteczkowego potwora. W głowie miałam pełno ujęć, stylizacji i pomysłów, ale Hubiś już w pierwszych minutach „na planie” pokazał, że ani myśli się im podporządkowywać :-). 

Przez całą sesję nie usiadł sam nawet na sekundę. Posadzony wytrzymywał jakieś dwie sekundy, w trakcie których Magda próbowała zrobić mu zdjęcie. Biegał po mieszkaniu, notorycznie uciekał z tła, odkręcał się do aparatu pupą, zaczepiał synków Magdy, próbował dotknąć aparatu, albo się do Magdy poprzytulać, tarmosił choinkę, wywracał przygotowane kosze... No po prostu dziecko demolka :-). 

A gdy po kilku godzinach takiej zabawy, stanął przed nim tort, który według naszego pomysłu miał z wielką uciechą rozpruć rączkami, nagle zmienił się w aniołka. Spojrzał na ciacho i jak na prawdziwego gentelmana przystało, odmówił jedzenia rączkami. „Ne ne ne, mama” stwierdził, machając paluszkiem i nie pomogły nawet wtykane od drugiej strony tortu ulubione biszkopty. Dopiero, gdy mąż Magdy zasugerował, by dać mu łyżeczkę, łaskawie postanowił go skosztować :-).

Naprawdę podziwiam Magdę, że potrafiła opanować ten mój mały, słodki huragan i jeszcze zrobić mu zdjęcia. Na wszystkie fotki będę musiała troszkę poczekać, ale dostałam już kilka, które zapowiadają naprawdę fajną całość. Zresztą, zobaczcie sami:





niedziela, 19 stycznia 2014

Bobas tańczy

W weekend ten karnawałowy, syn nasz (lat jeden i dni kilka), odkrył w sobie talent nowy. Talent niezwykły i wielką uciechę Hubisiowym rodzicom sprawiający. Talent sprawiający, że głowa, ręce i nóżki jakoś same bezwiednie na boczki się kołyszą, a Hubisiowe serce się raduje.

Tak, tak, Panie i Panowie! Nadchodzi nowa era! Hubiś tańczy :-)!!! 

A żeby nie być gołosłownym, przedstawiam Wam oto dowód rzeczowy. Krótki filmik wieczorem nagrany, ukrytą kamerą, tak by nie speszyć następcę Maseraka w trakcie swoich pierwszych w życiu tanecznych prób :-). 

Oglądajcie koniecznie z włączonym dźwiękiem.


video


I jak myślicie? Będzie wymiatał na żłobkowych imprezach :-)???

Buziaki taneczne,

Hubisiowa mama

sobota, 18 stycznia 2014

Hubisiowe hity 2013 roku

Chciałabym pokazać Wam dzisiaj, co w 2013 roku skradło serducho Hubisiowej rodzinie. Rzeczy, które sprawdziły się u nas w stu procentach i które z ręką na sercu mogę Wam polecić. Bo były piękne, albo niezwykle przydatne, bo ułatwiały nam życie albo pozwalały zaoszczędzić czas :-). 

Oto przed Wami Hubisiowe hity 2013 roku: 

Nosidełko ergonomiczne Tula

Tula to absolutna królowa dzisiejszego rankingu :-). Prezent od Hubisiowych Dziadków, którego zalety mogłabym wymieniać do rana. Oprócz spełnienia wszelkich wymogów bezpieczeństwa i posiadania na to ogromu certyfikatów, jest po prostu nieziemsko wygodna i zwyczajnie ładna. Hubiś uwielbia być w niej noszony, a ja uwielbiam go w niej nosić. Tulą się Hubisiowi rodzice, tulą się Hubisiowi Dziadkowie. Tulimy się na spacerach i podczas odkurzania, tulimy się usypiając i szalejąc na weselu :-). Tuliliśmy się też na wakacjach. Nie wyobrażam sobie naszego urlopu w Chorwacji bez tego nosidełka. Żaden wózek nie wytrzymałby tych kilometrów skał i wertepów, jakie codziennie pokonywaliśmy. 

Tula na pewno znajdzie się też w Hubisiowych hitach 2014, bo do końca przyszłego roku Hubiś raczej nie osiągnie maksymalnych 20 kilogramów "udźwigu" :-).


     Bambusowy otulacz mgiełka La Millou by Anna Mucha

Bambusową mgiełkę kupiłam pod wpływem pochlebnych recenzji i troszkę dla kaprysu posiadania pięknej rzeczy :-). W tajemnicy przed mężem, który do tej pory nie wie, ile mnie ona naprawdę kosztowała :-). Ale gdybym znowu miała na nią oszczędzać, zrobiłabym to bez wahania. Wykorzystywana praktycznie codziennie. Na pogodę i nie pogodę. By cień w wózku zrobić i nóżki od słońca okryć. Od wiatru Hubisia osłonić i podczas snu przykryć. Służyła nam jako kocyk do rozłożenia na trawie i jako prześcieradełko. Podczas urlopu niezastąpiona. No i zacnych rozmiarów 120 x 100 cm. Prana setki razy, nawet odrobinę nie straciła na swojej jakości. Cudo po prostu :-).


piątek, 17 stycznia 2014

Czytanie dziecku - wzloty i upadki

Kocham książki, zawsze kochałam... I zrobię naprawdę wiele, by mój syn też książki pokochał. Już w ciąży dużo mu czytałam. Gdy się urodził i nie mógł jeszcze książeczek oglądać, wybierałam mu bajki z najpiękniejszą linią melodyczną, jaką potrafiłam znaleźć. Później stawiałam na kontrastowe obrazki, teraz uważnie śledzę wydawnicze nowości i „bobasowe” bestsellery. Książki czytam Hubisiowi kilka razy dziennie. Oglądamy ilustracje, śmiejemy się z wierszyków, leżąc sobie wspólnie na dywanie i dając całusa od czasu do czasu...

No dobra, a teraz przyznam się jaka jest prawda :-). Książeczki czytam Hubisiowi kilka razy dziennie, to fakt. W tym czasie, syn mój, nie bez przyczyny nazywany przez nas Hubisławem Wiercidupką, biega dookoła fotela, robiąc przerwy tylko po to, by wyrwać mi książeczkę z ręki i albo nią rzucić, albo ewentualnie spróbować ją skonsumować. Gdy pytam, gdzie kotek lub konik, spojrzy od niechcenia, czasami pokaże coś paluszkiem i pędzi dalej (początkowo na kolankach, teraz na stópkach swoich tłuściutkich). Zupełnie jakbym mu głowę głupotami zawracała, podczas, gdy on ma do zrobienia rzeczy wagi państwowej :-).

Uparty ze mnie osioł, więc męczyłam syna mego zawzięcie, lecz niestety poprawy żadnej widać nie było. Śmiałam się nawet do Hubisiowego Taty, że chyba będziemy mieć syna mięśniaka, a nie bystrzaka. Że ja tu chcę go uczyć, pokazywać świat, a on książeczki kocha, ale na kilkanaście sekund... A potem ćwiczy mięśnie rzucając nimi byle dalej. Owszem, widzę jakie książki preferuje, bo czas oglądania wydłuża się wówczas do jakiś 30 sekund, ale żeby jakiś efekt „edukacyjny”...  uuuu... ciężka sprawa...

Wstyd się przyznać, ale zaczynałam już tracić nadzieję... Aż tu nagle, wczoraj w wannie, Hubiś wyciągnął przed siebie paluszek i stwierdził poważnie: „yyyyyyy”. Patrzę więc na ten paluszek, na to, co wskazuje i pytam: „Drzwi, kochanie?”. Syn mój jednak, wyraźnie niezadowolony, pokazuje dalej i uparcie tłumaczy matce swojej: „yyyyyyyyy”, „yyyyyyyyy”. „Szybka?”, „ręcznik?”, ściana?” zgaduję, dotykając jednocześnie rzeczy, które wymieniałam, a na twarzy syna widzę autentyczne zniecierpliwienie. „Kafelki”, „lampka”, „klamka”? Taaaaaaaaaaaakkkkk!!!!!! Klamka!!!! Uśmiech na twarzy dziecka, gdy niezbyt bystra matka, w końcu zrozumiała, co oczywiste, bezcenny :-)!

Klamka!!! Serio??? Klamka!!! Hurrra!!! Moja radość osiągnęła poziom co najmniej piątki w totka :-)! A dlaczego? A dlatego, że wczoraj z uporem maniaka czytałam Hubisiowi książeczkę „Jest tam kto?” Anny-Clary Tidholm. A tam klamek mamy Ci pod dostatkiem!


czwartek, 16 stycznia 2014

Darmowe szablony na roczek

Planując Hubisiowy roczek spędziłam mnóstwo czasu, szukając ciekawych inspiracji i pomysłowych rozwiązań na imprezę. Już w październiku założyłam na pulpicie folder „I urodziny” i zapełniałam go setkami zdjęć, linków i przepisów kulinarnych :-).

Marzyło mi się, by ten dzień był wyjątkowy. Kolorowy, wesoły i gustowny. By za kilkanaście lat, mój pryszczaty syn, oglądając zdjęcia ze swoich pierwszych urodzin, powiedział do mnie: „No może być mamo, aż takiej wielkiej siary nie było..." :-). I nie wstydził się pokazać albumu swojej pierwszej (pryszczatej jak on) dziewczynie :-).

Wiem, że bardzo wiele z Was ma jeszcze przed sobą to wyjątkowe wydarzenie. Czytam na Waszych blogach i w komentarzach na FB, że szukacie pomysłów, inspiracji, że bardzo Wam zależy. Dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami kilkoma ciekawymi, a co najważniejsze, darmowymi (!) szablonami urodzinowych gadżetów, na które natknęłam się tutaj (klik). Pod tym adresem można bezpłatnie pobrać prześliczne zaproszenia, girlandy, winietki, szablony papilotek do muffinek i etykietki na butelki w kilku różnych motywach przewodnich. Jeden malutki minus tych szablonów, to występujące czasami napisy w języku angielskim, ale w dzisiejszych czasach, to już chyba nie stanowi większego problemu, prawda :-)?

Wszystkie szablony przygotowane w formatach pdf lub jpg. Wystarczy wypełnić (chociażby w Paint’cie), wydrukować i użyć według uznania.

Zaczynamy od prześlicznych sówek :-):

Szablon zaproszenia do pobrania tu.



Girlanda "Happy Birthday" do pobrania tu i szablon kółka "czystego" (bez żadnej literki), do pobrania tu.

Etykietki na małe butelki (na przykład wody mineralnej) do pobrania tu.

Winietki na stół do pobrania tu.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Zupka buraczkowa dla maluszków

Podczas Świąt Bożego Narodzenia okazało się, że syn nasz Hubisław Wiercidupka, miłością wielką zapałał do buraków. Wcinał barszczyk przygotowany przez moją Mamę, aż mu się słodkie uszka trzęsły. Wstyd mi się wtedy trochę zrobiło, bo sama nie lubiąc buraków, samolubnie wyłączyłam je z Hubisiowego menu. Szczerze mówiąc nie wiedziałam nawet, jak podawać te czerwone brzydale takim małym dzieciom jak Hubi :-).

Dzisiaj postanowiłam to nadrobić, podszkoliłam się trochę, poszperałam i przygotowałam Hubisiowi zupkę buraczkową, przeznaczoną dla dzieci po 6 miesiącu życia. Zupka jest banalnie prosta, ale najwyraźniej smaczna, bo Hubiś zjadł porcję przeznaczoną na dwa dni :-).

niedziela, 12 stycznia 2014

Wspomnienia - prezent dla Dziadków

To, że mam zapędy kronikarskie, wiecie nie od dzisiaj :-). Uwielbiam wszelkiego rodzaju pamiętniki, albumy, stare fotografie i rodzinne opowieści o przeszłości. Gromadzę masę pamiątek i wciąż marzy mi się kontynuacja pracy nad drzewem genealogicznym naszej rodziny (dotarłam na razie do czasów Powstania Styczniowego). Chciałabym dowiedzieć się jak najwięcej o ludziach, którzy zasługują na wdzięczność, pamięć i szacunek za to, że po prostu byli. Bez nich nie byłoby mnie przecież na świecie, nie byłoby Hubisia.

Moi Dziadkowie już nie żyją, a wspomnienia jakie o nich mam, staram się pielęgnować i spisywać. Żałuję bardzo, że nie zdążyłam spytać ich o tyle rzeczy, mniej i bardziej istotnych. Ich wspomnienia lub pamiętniki byłyby dla mnie najwspanialszym prezentem. A ja z kolei mogłabym sprawić „prezent” im, przekazując ich wspomnienia moim wnukom, by pamięć o nich się nie zatarła.

Bo wspomnienia mogą być przecież wspaniałym prezentem! Może niektórzy z Was pamiętają mój post z marca ubiegłego roku, w którym pisałam o wieczorze wspomnień, jaki urządziłam sobie z rodzicami. Jeśli nie czytaliście, serdecznie zapraszam (klik). Pokazałam Wam wówczas niezwykły album, który kompletnie mnie zauroczył i który (moim skromnym, kronikarskim zdaniem), powinien znaleźć się w każdym domu.

Jeśli szukacie niedrogiego i oryginalnego prezentu na Dzień Babci i Dzień Dziadka serdecznie polecam Wam „Historię naszej rodziny. Wspomnienia dziadków”, wydawnictwa Arkady. Od razu zastrzegam też, że zwykłym zbiegiem okoliczności jest, że to samo wydawnictwo wydało również mój ukochany album dziecięcy i nie stoi za tym wpisem żadna reklama, czy post sponsorowany :-).


piątek, 10 stycznia 2014

Prezent na Dzień Babci i Dzień Dziadka

Na początku tego wpisu muszę, po prostu muszę, urządzić małą prywatę i mam nadzieję, że mi wybaczycie. Jeśli tego nie zrobię, to zepsuję niespodziankę, jaką szykujemy z Hubisiem na nadchodzący Dzień Babci i Dzień Dziadka :-). Dlatego, Hubisiowa Babciu, jeśli czytasz tego posta, bardzo Cię proszę, przerwij :-)! Przeczytasz za miesiąc niecały i nie gniewaj się, bo o prezencie dla Ciebie i Hubisiowego Dziadka będzie mowa :-). A chcesz mieć niespodziankę, prawda :-)?

Ok, skoro tę kwestię mamy załatwioną i Hubisiowa Babcia już nie czyta (nie czytasz, prawda?), to chciałabym Was Kochani podpytać, czy jest na tym świecie ktoś, kto kocha Wasze dzieciaczki bardziej od Was? Kto daje im bezwarunkową miłość, oparcie i coraz to nowe prezenty bez okazji? Kto w ogień by skoczył i od ust ostatni kęs sobie odjął, pomimo tego, że nie jest rodzicem? Tak, oczywiście, że jest! To Babcia i Dziadek :-)! Najwspanialsze istoty pod słońcem, w których ciepłych objęciach wnuki zawsze znajdą oparcie i zrozumienie...

A że wielkimi krokami zbliża się Ich święto, postanowiłam przygotować dla Hubisiowych Dziadków prezent wyjątkowy. Taki, z którego będą mogli cieszyć się przez okrągły rok i który na dokładkę im się przyda :-). Prezent, do którego zainspirowaliście mnie Wy, wpisując na jego temat komentarze pod postem o fotoksiążce (klik) i na Hubisiowym FB. 

Zamówiłam fotokalendarz! I chociaż już od lat zajmuje on miejsce pośród najpopularniejszych prezentów, jakoś nigdy wcześniej nie miałam okazji tego zrobić. Błąd, błąd, błąd! Teraz już wiem, że będzie to nasza kolejna Hubisiowa tradycja (chyba muszę zacząć spisywać te nasze wszystkie tradycje :-)).

Śledzący Hubisiowy FB wiedzą zapewne, że jestem wielką fanką bloga Prezentuję prezenty i całkowicie ufam zdaniu Asi, dlatego fotokalendarz mam z tej samej firmy, co ona, czyli z Pixbook.pl. I po raz kolejny nie zawiodłam się na jej wyborze. Wiele szablonów do wyboru, układy z kilkoma zdjęciami, możliwość zaznaczenia własnych świąt, wstawianie pół tekstowych, baaaardzo przystępna cena i błyskawiczna przesyłka... czego chcieć więcej :-). I ogromny plus za to, że można wgrywać zdjęcia o rozmiarze aż do 15 MB, podczas gdy wiele firm oferuje tylko do 10 MB. Dla mnie było to ważne, bo miałam trochę fotek o tak dużej wielkości. 

Zrobienie kalendarza Hubisiowych Dziadków zajęło mi pół godziny. Wybrałam fotki, zaznaczyłam święta, zrobiłam stronę tytułową i już :-). Kalendarz jest bardzo klasyczny, ktoś może nawet powiedzieć, że nudny, ale ja zawsze byłam zdania, że to w prostocie tkwi siła i ponadczasowa elegancja. Białe tło, czarne cyferki, bardzo ładnie zaznaczone święta Hubisiowej rodziny, duże pojedyncze zdjęcia (z jednym wyjątkiem – marca, tam zaszalałam aż z sześcioma). Jestem naprawdę zadowolona z efektu końcowego. 


 





Jak myślicie, spodoba się Hubisiowym Dziadkom?

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama

Ps. Zapomniałabym Wam napisać, że na FB Pixbooka (klik) trwa aktualnie konkurs, w którym można wygrać jeden z pięciu fotokalendarzy. Może komuś z Was się uda? Całym Hubisiowem trzymamy kciuki za cztery osoby, bo na piąty kalendarz z puli nagród szykujemy się my :-)!


* post powstał przy współpracy z firmą Pixbook

 

środa, 8 stycznia 2014

Mój pierwszy album

Pierwszy rok Hubisiowego życia już za nami, dlatego chciałabym się podzielić z Wami pamiątką, którą przez ostatnie 12 miesięcy systematycznie tworzyłam. Pokazać Wam miejsce, gdzie przechowuję wszystkie skarby i które wypełniam najpiękniejszymi wspomnieniami. To miejsce, to album mojego Hubisia :-).

Będąc w ciąży długo szukałam albumu idealnego. Bo, że będę taki prowadzić, było dla mnie oczywiste :-). Po przejrzeniu chyba wszystkich dostępnych na polskim rynku, zdecydowałam się ostatecznie na „Mój pierwszy album. Chłopiec” wydawnictwa Arkady, obejmujący pierwsze trzy lata życia dziecka. Napisałam list do świętego Mikołaja i tak ta piękna pozycja trafiła w moje ręce. I wiem już, że wybór był dobry, bo przez ostatni rok nasza "współpraca" układała się świetnie :-).


Album jest solidnie i bardzo, bardzo, bardzo ładnie wykonany :-). Podzielony jest na 6 tematów : "Pojawiłem się!", "Album rodzinny", "Nareszcie w domu", "Mam już rok", "Mam dwa lata" i "Mam trzy lata". W środku znajdują się między innymi koperty na zdjęcia i filmy, kieszonki na dokumenty, pukiel włosów (wciąż pusty) i mnóstwo miejsca na notowanie ciekawostek z życia naszego maluszka. Są nawet bajki, a na końcu albumu dołączono miarkę wzrostu :-). 



Oprócz ślicznych ilustracji i pastelowej kolorystyki, bardzo podoba mi się w nim to, że pytania nie ograniczają się do sztampowych w stylu: „O której godzinie się urodziłem”, czy „Kiedy pokazał się mój pierwszy ząbek”. Nasz szkrab będzie mógł po latach przeczytać również, jaka była jego ulubiona kołysanka, kiedy pierwszy raz zobaczył morze, czym się lubił bawić w kąpieli i jak ozdobiony był jego kącik do spania. Sprawdzi, jakie były nagłówki gazet z dnia jego narodzin; co się działo na świecie, jakie piosenki i filmy były wtedy przebojami, i które książki bestsellerami. Tych pomysłowych pytań jest po prostu mnóstwo! 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Co potrafi roczny Hubiś?

W naszym Hubisiowie nie ma już niemowlaka :-). Po domu biega maluszek, w pełnym tego słowa znaczeniu. Mały chłopczyk, który jak na wcześniaczka naprawdę dużo w ten miniony rok osiągnął. Kto nie lubi chwalenia się, niech nie czyta tego wpisu, bo Hubisiowa mama będzie się teraz chwalić na potęgę :-). Bo syna zdolnego mam nieprzeciętnie! I mądrego, i sprytnego i na dokładkę przystojnego :-).

Co potrafi roczny Hubiś?

Chodzenie
Hubiś zaczął chodzić, mając 9,5 miesiąca. Szybko bardzo, aż się niepokoiłam, czy nie za szybko. Ale Hubiś nic sobie z tych moich lęków nie robił i każdego dnia doskonalił technikę. Do pierwszych urodzin sztukę chodzenia opanował do tego stopnia, że zaczął biegać po domu :-). Nauczył się nawet bawić w „berka” i ucieka z głośnym śmiechem przed goniącym go Hubisiowym tatą.


Mówienie
Młody oszczędny jest w słowach, aczkolwiek kilka już opanował i potrafi je w odpowiednim momencie zastosować. Mówi „mama”, wyciągając rączki do góry, prosząc bym wzięła go na ręce. Mówi „bam”, gdy się przewróci lub rzuci zabawką o podłogę. Ostatnio pojawiło się „mniammm” i „am”, gdy chce konkretnego jedzenia. Kilka razy powiedział też „daaa”, gdy chciał coś dostać. Tylko słowa „tata”, które jeszcze dwa miesiące temu mówił, teraz jakoś się nie wymawia. Oczywiście w jego repertuarze jest jeszcze wiele innych słów, ale Hubisiowi rodzice jeszcze ich nie rozszyfrowali :-). 

sobota, 4 stycznia 2014

Pierwsze urodziny Hubisia

Nie mogę uwierzyć, że minął już rok! Pełne dwanaście miesięcy od chwili, gdy pierwszy raz przytuliłam mojego synka. Zrobił nam swoimi narodzinami wielką niespodziankę. Na świat wybrał się miesiąc za wcześnie, ekspresowo, bo w dwie godziny, dokładnie w dniu, w którym jego tata miał operację. Dwa dni później „zamknięto” oddział z wcześniakami, z uwagi na występujące w Olsztynie przypadki świńskiej grypy i minęło dużo czasu zanim Hubisiowemu Tacie udało się w ogóle zobaczyć syna.

Dzisiaj Hubiś obchodził swoje pierwsze urodzinki. Imprezę z tej okazji urządziliśmy w domku Hubisiowych Dziadków. Było rodzinnie, ciepło i bardzo wesoło. Był tort ze słonikiem, który wymarzyłam sobie już dawno, a który wykonała dla nas zaprzyjaźniona cukiernia z Lubawy (klik). Nie dość, że piękny, to jeszcze przepyszny!!! I chociaż na próbach generalnych Hubisiowi udawało się czasami zdmuchnąć świeczkę, to w kulminacyjnym momencie usiłował chwycić ją paluszkami i musieliśmy zrobić to za niego :-).



środa, 1 stycznia 2014

Podsumowanie 2013 roku

To był rok niezwykły. Pełen magicznych, wyjątkowych chwil, które zapamiętam do końca życia. Przede wszystkim ze względu narodziny naszego synka Huberta, najcudowniejszej istotki na świecie, która zmieniła na zawsze nasze życie i nas samych. Nie ma słów, które byłyby w stanie opisać miłość, jaką czuję do tego maluszka i jego taty. Stworzyliśmy rodzinę, nasze małe Hubisiowo i jestem za to ogromnie wdzięczna losowi.

Hubisiowe stópki

W 2013 roku rodzinę założyła też moja siostra. Opisywałam Wam jej ślub, a niedawno z dumą się pochwaliłam, że zostanę ciocią :-).


Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.