AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 17 stycznia 2014

Czytanie dziecku - wzloty i upadki

Kocham książki, zawsze kochałam... I zrobię naprawdę wiele, by mój syn też książki pokochał. Już w ciąży dużo mu czytałam. Gdy się urodził i nie mógł jeszcze książeczek oglądać, wybierałam mu bajki z najpiękniejszą linią melodyczną, jaką potrafiłam znaleźć. Później stawiałam na kontrastowe obrazki, teraz uważnie śledzę wydawnicze nowości i „bobasowe” bestsellery. Książki czytam Hubisiowi kilka razy dziennie. Oglądamy ilustracje, śmiejemy się z wierszyków, leżąc sobie wspólnie na dywanie i dając całusa od czasu do czasu...

No dobra, a teraz przyznam się jaka jest prawda :-). Książeczki czytam Hubisiowi kilka razy dziennie, to fakt. W tym czasie, syn mój, nie bez przyczyny nazywany przez nas Hubisławem Wiercidupką, biega dookoła fotela, robiąc przerwy tylko po to, by wyrwać mi książeczkę z ręki i albo nią rzucić, albo ewentualnie spróbować ją skonsumować. Gdy pytam, gdzie kotek lub konik, spojrzy od niechcenia, czasami pokaże coś paluszkiem i pędzi dalej (początkowo na kolankach, teraz na stópkach swoich tłuściutkich). Zupełnie jakbym mu głowę głupotami zawracała, podczas, gdy on ma do zrobienia rzeczy wagi państwowej :-).

Uparty ze mnie osioł, więc męczyłam syna mego zawzięcie, lecz niestety poprawy żadnej widać nie było. Śmiałam się nawet do Hubisiowego Taty, że chyba będziemy mieć syna mięśniaka, a nie bystrzaka. Że ja tu chcę go uczyć, pokazywać świat, a on książeczki kocha, ale na kilkanaście sekund... A potem ćwiczy mięśnie rzucając nimi byle dalej. Owszem, widzę jakie książki preferuje, bo czas oglądania wydłuża się wówczas do jakiś 30 sekund, ale żeby jakiś efekt „edukacyjny”...  uuuu... ciężka sprawa...

Wstyd się przyznać, ale zaczynałam już tracić nadzieję... Aż tu nagle, wczoraj w wannie, Hubiś wyciągnął przed siebie paluszek i stwierdził poważnie: „yyyyyyy”. Patrzę więc na ten paluszek, na to, co wskazuje i pytam: „Drzwi, kochanie?”. Syn mój jednak, wyraźnie niezadowolony, pokazuje dalej i uparcie tłumaczy matce swojej: „yyyyyyyyy”, „yyyyyyyyy”. „Szybka?”, „ręcznik?”, ściana?” zgaduję, dotykając jednocześnie rzeczy, które wymieniałam, a na twarzy syna widzę autentyczne zniecierpliwienie. „Kafelki”, „lampka”, „klamka”? Taaaaaaaaaaaakkkkk!!!!!! Klamka!!!! Uśmiech na twarzy dziecka, gdy niezbyt bystra matka, w końcu zrozumiała, co oczywiste, bezcenny :-)!

Klamka!!! Serio??? Klamka!!! Hurrra!!! Moja radość osiągnęła poziom co najmniej piątki w totka :-)! A dlaczego? A dlatego, że wczoraj z uporem maniaka czytałam Hubisiowi książeczkę „Jest tam kto?” Anny-Clary Tidholm. A tam klamek mamy Ci pod dostatkiem!








Po raz pierwszy w całym Hubisiowym życiu zaobserwowałam wyraźny efekt książeczkowej edukacji! Kotki, pieski i inne zwierzątka Hubiś widuje na żywo; trenują je z nim babcie, ciocie i nieznajome na spacerach, więc żadna to rewelacja, że w książeczce prawidłowo je pokazuje. Ale klamka to już jest coś! Klamka to wyraz, którego Hubisia nigdy wcześniej nie uczyłam. To, że tak powiem, wyższa szkoła jazdy :-)!!!

Co więcej, dziecię moje ukochane, pierwsze co dzisiaj rano zrobiło, to pobiegło po książeczkę "Jest tam kto?". Rozłożyło ją na podłodze i dźgając słodkim paluszkiem jedną z klamek, stwierdziło "yyyyyyyy", by chwilę później podbiec do drzwi i powtórzyć swoją wypowiedź, patrząc prosto na cud techniki zwany klamką :-).

Ja wiem, że to może żaden sukces, że to tylko jeden wyraz i jeden przedmiot, skojarzony z książeczką, ale tylko tyle mi było trzeba. Tej wiary, że czytanie dziecku w tym wieku ma jednak sens i że jest nadzieja na spełnienie marzenia Hubisiowej mamy :-).

Czytamy więc dalej, a o postępach będziemy Was na bieżąco informować :-).

Buziaki wielkie dla Was. A jeśli jest tam kto?, to byłoby suuuuuuper, gdyby przywitał się w komentarzu, by Hubisiowo mogło oficjalnie Go przywitać :-).

Hubisiowa mama

34 komentarze:

  1. Haha, znam i ja te upadki i wzloty ;) a jeśli potrzebujesz uprawnienia się, że warto czytać to polecam 'Pierwszą książkę mojego dziecka' wydaną w ramach akcji cała Polska czyta dzieciom

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest wielki sukces! I właśnie tak się to zaczyna :)) A ta książeczka swoją drogą jest świetna, mój synek dalej ją kocha, mimo, że już wyoglądana na wszystkie strony.. od ponad roku! Ostatnio rozwieszaliśmy razem pranie i chwilę potem przyniósł właśnie tą lekturę, by pokazać mi pranie suszące się u królików w pokoju:) Często porozumiewa się z nami właśnie w ten sposób - pokazując nam jakieś zjawisko "w realu", a potem w książecze, by zweryfikować, że dobrze zrozumiał. I za każdym razem przepełnia mnie wtedy duma i rozczulenie.. że takie małe stworzonko non stop przetwarza informacje w tym swoim procesorku, non stop kombinuje, myśli i dopasowuje te trudne puzzle do siebie, by wreszcie uzyskać jakąś sensowną całość :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, książeczka jest świetna i jak myślisz u kogo pierwszy raz ją zobaczyłam :-) ?

      Usuń
  3. o widzisz, no to jest motywacja do dalszej edukacji literackiej :) moje za to uwielbiają czytanie bajek - oboje od małego a Soniak też już coś tam zaczyna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, mam nadzieję, że u nas też tak będzie :-) .

      Usuń
  4. Gratki dla Was! :) Piękne słowo!!!! :D yyyyyy

    OdpowiedzUsuń
  5. My jesteśmy na podobnym etapie. Chociaż ostatnio zauważyłam, że Tosia wodzi już paluszkiem po obrazkach. Uwielbiam Was czytać. Pozdrawiam gorąco. Justyna, mama ośmiomiesięcznej Tosi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nam miło, że się odezwałaś i że do nas zaglądasz :-)! Oficjalnie witamy i pozdrawiamy gorąco z Hubisiowa. Ciepłe buziaki ślemy i dla Tosi i dla Ciebie!!!

      Usuń
  6. Kuba też zapamiętuje różne rzeczy i potem lata do domu i się pręży i muszę zgadywać ,co ma na myśli ,hehe ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super...dajesz mi nadzieję....Wikusia książki uwielbiała od małego ale nie słuchać tylko wertować, oglądać, pokazywać...nigdy nie myślała żeby jakąś zjeść, podrzeć...za to Franulek czasem poprzegląda, pokarze coś paluszkiem i zaczyna gryźć...książki z miękkimi stronami są wysoko żeby ich nie dosięgnął...zakłdam się że gdyby je dopadł to mało co by z nich zostało:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pilnuję bardzo, by Hubi nie zniszczył książeczek. Korniki nasze małe :-).

      Usuń
  8. My też dużo czytamy, ale tak, jak jest to u Was - ja czytam, a Leo rozrabia w pokoju. Czasem się skupi na jakimś obrazku, czasem coś pokaże paluszkiem... Aczkolwiek sądzę, że nie ważne, kiedy przełom nastąpi i dziecko zacznie interesować się książkami (oczywiście w granicach rozsądku). Ważne jest to, że uwielbienie do książek wpajane jest od maleńkości. I my się tego trzymamy, na siłę nic nie robimy. Chcemy zapoznać dziecko z naszym otoczeniem, które wkrótce stanie się jego otoczeniem z którym się będzie utożsamiał... mam nadzieję :-) ! Nie mniej jednak gratuluję Wam sukcesu ! To bardzo dużo i i możecie być dumni z Hubisia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy kochana i wielkie buziaki dla Ciebie i Leosia przesyłamy :-).

      Usuń
  9. U nas też ciężko z czytaniem. Póki co sprawdza się tylko książeczka Koparka Darka ;) Przy innych zdecydowanie się nudzi :P Ale fajnie, że napisałaś o tym wszystkim! Może dla mojego Gabrysia jest nadzieja na polubienie innych książeczek i 'rozumienie' ich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już teraz na nowo wierzę, że się uda :-). I Wam i nam :-). Pozdrawiamy!

      Usuń
  10. O widzisz to naprawdę niezwykłe. Niby taka zwykła klamka :) zmotywowalas mnie również do dalszej edukacji książkowej, bo u nas było podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. O widzisz to naprawdę niezwykłe. Niby taka zwykła klamka :) zmotywowalas mnie również do dalszej edukacji książkowej, bo u nas było podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzeba trafić z książką. ;) U nas L. szaleje na punkcie książek, a raczej co jakiś czas wybiera sobie jedną i karze ją czytać. Non stop, przez co najmniej dwa tygodnie... Pierwszą jej ulubioną książeczkę znam na pamięć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, mam nadzieję ogromną, że u nas też tak będzie :-). Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  13. Spokojnie Hubisiowa mamo mój maluch też w tym wieku konsumował kartonowe kartki zamiast oglądać i się uczyć:) Ale z biegiem kolejnych miesięcy zauważyłam tak wielki postęp, że teraz sam w ciągu dnia przynosi mi książki do czytania siada na kolanach i czytamy tak jak w moich ciążowych marzeniach. A wieczorem bez książki ani rusz więc trzymaj się dzielnie bo jeszcze Twój mięśniak nie raz Cie zaskoczy nie jedną klamką:) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te słowa otuchy!!! I wierzę, że będzie dokładnie tak, jak mówisz :-). Pozdrawiam gorąco

      Usuń
  14. Ja też uwielbiam czytać i staram się tym zarazić Jagodzinę, na razie efekty są satysfakcjonujące. Jaga potrafi usiąść i "czytać" obrazki nawet kilka minut. Czasami siadamy tak sobie razem i ona pokazuje paluszkiem na rysunek a ja opowiadam co tam ejst. Najbardziej rozczulające jest kiedy zarządzi "baja!" i to jest znak dla mnie, żeby usiąć ona wtedy ładuje mi się na kolana i razem czytamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, wyobraziłam Was sobie... :-). Sama słodycz :-).

      Usuń
  15. Cudownie że Hubiś tak fajnie kojarzy fakty. U nas efektów edukacji książeczkowej brak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie Olu, na razie :-)! Twoja Ala to bystra dziewczynka :-).

      Usuń
  16. U nas tez brak efektów jak na razie. Ala jak widzi że biorę książeczkę to podchodzi do mnie wyrywa mi ją albo to ona chce przekładać kartki po czym następuje konsumpcja:) Jednak nie można mówić o jakimś skupieniu i fascynacji. Mam nadzieję że to się zmieni bo ja książki kocham. Pozdrawiamy Magda i mała Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To macie sytuację identyczną jak u nas!!! Może te nasze dzieciaczki w końcu zaczną pożerać książki, nie tylko organoleptycznie :-)? Pozdrawiamy ciepło!!!

      Usuń
  17. Gratulacje! Nauka nie poszła w las :D I od razu zapisuję tą pozycję do listy zakupów, bo kochamy książki i kochamy wyd. Zakamarki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ręką na sercu polecam! I pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  18. Hej Asiu :) U mnie przy dwójce czytanie to mega trudna i mega skomplikowana sprawa. Ale walczę :) glądam pozycje książkowe które polecasz na blogu i staram się wybrać coś dla moich dzieci. Polecaj dalej, bo dla mnie to zupełny chaos panuje w tej literaturze wczesnodziecięcej i Twoje propozycje są dobrze widziane :) Po prostu boję się źle ulokować pieniądze :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.