AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

czwartek, 27 lutego 2014

Bo w nas jest moc!

Kochani, dzisiaj będzie o karmieniu piersią :-)! Tak, u mnie też :-)! Wiem, że przez blogosferę przelała się ostatnio fala postów na ten temat, ale pretensję możecie mieć tylko i wyłącznie do wspaniałych, pełnych pasji i zaangażowania ludzi z Medela Polska, Fundacji Siostra Ania i Fundacji MlekoMamy. Nie dość, że zorganizowali niezwykłe spotkanie blogerek w Warszawie, to jeszcze otworzyli mi oczy na tyle spraw, że do tej pory trawię je w swoim serduchu... 

Po sobotnim spotkaniu pojawiło się wiele bardzo mądrych i bardzo przejmujących wpisów, których lekturę gorąco Wam polecam. O naturalnym karmieniu, problemach i wyzwaniach pisały m.in. Żanetka z Tere fere kuku (klik), kobieta-instytucja czyli Hafija (klik), Koralowa mama (klik), Kasia z Kantorka Katjuszki (klik), Ania z Dziecięcych Klimatów (klik), Ania z Apartamentu 44 (klik)... i kilka innych cudownych mam. Z góry przepraszam, że nie wymienię tu ich wszystkich.

I chociaż karmienie piersią to temat bardzo wrażliwy (i drażliwy), to wierzę, że ten post da siłę chociaż jednej z Was. A to już będzie bardzo dużo! I dla mnie największa nagroda.

wtorek, 25 lutego 2014

Cottonove Love i konkurs

Już dawno nikt nie narobił tyle facebookowego zamieszania, co ona :-). Dawno też nie było tak wielkiego zbiorowego zachwytu na blogach. W niecałe dwa miesiące jedna kobieta rozsiała po sieci tyle ciepła, światła i pięknych przedmiotów, że szturmem zdobyła setki Waszych (w tym i Hubisiowych) serc. Chociaż patrząc na licznik „lubisiów”, powinnam pisać już o tysiącach, nie setkach :-). 

Wiecie o kim mówię, prawda? Oczywiście o Agnieszce - właścicielce Cottonove Love! O mamie dwójki szkrabów, pasjonatce pięknych rzeczy i zapachów. Osobie, która swoją pozytywną energią zaraziła mnie w ciągu jednej rozmowy i która pokazała mi, że można kochać swoją pracę :-).

 
Cottonove Love, które stworzyła, to miejsce, w którym znajdziecie lampki cotton ball lights, aromatyczne naturalne świeczki i woski, delikatne tiulowe pompony i wiele innych cudownych drobiazgów. Czyli wszystko to, czego każdy z nas potrzebuje do relaksu, radości i odpoczynku. 

Do współpracy zaprosiła pełne pasji i talentu młode mamy i wciąż otwarta jest na nowe pomysły. Dlatego, jeśli tworzysz coś pięknego i chciałabyś pokazać to światu, odezwij się do niej :-)! 

poniedziałek, 24 lutego 2014

Zaklęcie...

Mamy z Hubisiem nasze zaklęcie. Magiczne i wyjątkowe... Zaklęcie, które po raz pierwszy wypowiedziałam do szybki inkubatora w chwilę po jego urodzeniu. Które od tamtej pory Hubiś słyszy każdego dnia, szeptane wprost do malutkiego uszka. Słowa na które czeka, gdy tulę go przed zaśnięciem... Wiem, że czeka, bo gdy je słyszy uśmiecha się delikatnie i zamyka oczy. Jakby dopiero po ich wypowiedzeniu, dopełnił się wieczorny rytuał... 

Nawet gdy nie mogę przy nim być, przesyłam mu je myślami... Wiem, że je czuje... Kilka najzwyklejszych słów, które dla nas znaczą wiele... Nasze zaklęcie..

Gdybym jeszcze raz mogła wybrać jednego dzidziusia z wszystkich dzidziusiów na całym świecie, to i tak wybrałabym Ciebie...


I chociaż pewnie będę je musiała za jakiś czas lekko zmodyfikować, sens pozostanie ten sam.

Kocham Cię Maluszku!

Hubisiowa mama

czwartek, 20 lutego 2014

Żłobek czy niania?

Niedługo wracam do pracy. Konkretnie 25 marca. Wracam, bo muszę wrócić. Od samego początku wiedziałam, że ta chwila nadejdzie, dlatego staram się do sprawy podejść dojrzale i bez skrajnych emocji (na razie średnio mi się to udaje, ale pracuję nad sobą :-)). I tak, będąc matką pierwszego kwartału, mając dziecko urodzone 4 stycznia, dostałam od losu wspaniały prezent w postaci dodatkowego pół roku. Normalnie, od czerwca byłabym już w pracy. Niejedna mama dziecka 5 dni starszego od Hubisia, bardzo mi pewnie zazdrości.

Te kilkanaście miesięcy z Hubisiem były najszczęśliwszym okresem w moim życiu. Najszczęśliwszym, nie najłatwiejszym :-). Nigdy nie doświadczyłam takiego ogromu miłości, czułości i niewyspania :-). Nie żałuję nawet sekundy. Ale takie teraz mamy czasy, że o pracę trzeba dbać, szczególnie w naszym województwie. Dlatego wracam...

Oczywiście, boli mnie serce, gdy pomyślę, jak wiele godzin z Hubisiowego dnia mi umknie. Ściska za gardło, gdy sobie wyobrażę, że to nie ja będę pierwsza widziała czynione przez niego postępy. Ale pocieszam się, że wszystkie jego „wielkie” pierwsze razy już były. Pierwsze „mama”, pierwszy ząb, pierwszy krok, pierwszy spontaniczny buziak... Jeszcze tylko pozostało pierwsze „kocham cię”, ale mam nadzieję, że mimo wszystko uda mi się to usłyszeć jako pierwszej :-).


wtorek, 18 lutego 2014

Ciasteczkowy potwór

Gdy zamawiałam tort na Hubisiową sesję roczkową, zauważyłam w cukierni niebieską muffinkę o kształcie Ciasteczkowego potwora. Natychmiast przypomniał mi się mój niedawny łup z sh - koszulka z Ciasteczkowym potworem i napisem "Feed Me!", a w głowie zrodził się pomysł na zdjęcie :-).

I chociaż na sesję zabierałam Hubisiowi ubranka w jednolitych, w większości spokojnych kolorach, jaskrawozielona koszulka również wylądowała w torbie.

Podczas zdjęć Hubiś długo i niepewnie przyglądał się muffince, zerkając na nas zdziwiony, jakby pytając, co ma z nią zrobić :-). Ale ciekawość zwyciężyła :-). Ciasteczkowy potwór został rozpracowany :-).


poniedziałek, 17 lutego 2014

Jak przygotować dziecko do sesji fotograficznej?

Pod postem, w którym pokazałam Wam pierwsze zdjęcia z sesji roczkowej Hubisia (klik), Asia z Prezentuje prezenty poprosiła o rady, jak przygotować dziecko do sesji fotograficznej. Co zrobić, by zapewnić dziecku komfort, zapobiec stresowi i cieszyć się w efekcie pięknymi, jedynymi w swoim rodzaju zdjęciami :-)?

Okazało się, że propozycja Asi bardzo przypadła Wam do gustu, dlatego poprosiłam o pomoc profesjonalistkę Magdalenę Sulwińską i oto przed Wami kilka złotych rad dotyczących dziecięcych sesji fotograficznych.
 
Posta podzieliłam na cztery części, w zależności od wieku naszych małych modeli. Na początku znajdziecie porady dotyczące sesji noworodkowych, następnie niemowlęcych, a na koniec - sesji maluszków od roczku wzwyż. Są też porady dla Was, rodziców. Nasz Hubiś uczestniczył we wszystkich trzech sesjach, dlatego oprócz porad fotografa, podzielę się z Wami moimi doświadczeniami.

Noworodki

Noworodkowe sesje fotograficzne stają się coraz popularniejsze i bardzo dobrze, bo stanowią magiczną i niepowtarzalną pamiątkę pierwszych dni życia naszych szkrabów. Ze względów bezpieczeństwa radziłabym Wam jednak, by sesję taką wykonywał doświadczony, profesjonalny fotograf, który nie zrobi krzywdy naszym skarbom. Który dziecka nie przeziębi i będzie wiedział, jak prawidłowo i delikatnie je „układać”. Dla spokoju sumienia sprawdźcie, czy wykonywał takie sesje w przeszłości i czy jest do nich odpowiednio przygotowany. Porozmawiajcie z nim i zobaczcie, czy wzbudza Wasze zaufanie.

 

czwartek, 13 lutego 2014

Przedłużacze do body

Czy Wasze dzieci też rosną jak na drożdżach? Paluszkami sięgają coraz wyższych półek, a stópkami końca śpiworka w wózku?

Ja ostatnio mam wrażenie, że Hubiś sterydy w mleczku przemyca :-). Ledwo zdążę go ubrać pierwszy raz w jakiś ciuszek, a za tydzień nie mogę go już w niego wcisnąć. Ma 13 miesięcy, jeszcze niedawno nosił ubranka w rozmiarze 74, a tu już 80tki się nie dopinają. Kiedy??? Jak??? Dlaczego???

Wprawdzie lubię kupować mu nowe ubrania, ale domowy budżet i nasze remontowe plany nie pozwalają mi za mocno szaleć. Mam swój tajemny sh, gdzie często udaje mi się upolować prawdziwe cudeńka za naprawdę przyzwoitą cenę i staram się też o Hubisiową szafę dbać. Coraz częściej jednak zdarza mi się zwyczajnie nie zdążyć go w coś ubrać. Szkoda mi bardzo tych ubranek, tym bardziej, że często są naprawdę świetne gatunkowo.

Dlatego, gdy zauważyłam gdzieś w necie przedłużacze do body, wiedziałam, że będą moje :-)! Prosty, niby oczywisty, a jakże odkrywczy patent na przedłużenie życia ulubionym bodziakom. W Hubisiowie przydał się nam tym bardziej, że syn nasz długi jest, a szczupły :-).


środa, 12 lutego 2014

Podziękowania i losowanie książki "Położna"

Kochani, na początku chciałabym Wam bardzo serdecznie podziękować za niezwykły odzew pod postem „Położna. 3550 cudów narodzin”. 

Dziękuję za te wszystkie komentarze i prywatne wiadomości, które od Was otrzymałam. Za to, że podzieliłyście się ze mną swoimi przeżyciami i marzeniami. Za to, że postanowiłyście napisać, chociaż nie macie w zwyczaju zostawiać komentarzy na blogach. A także za to, że jesteście z nami nawet w najdalszych zakątkach świata :-)). Nie wiedziałam, że tak Was dużo za morzami i oceanami :-)!!!!

Dziękuję Wam za ciepłe słowa, kierowane w naszą stronę. Nawet nie wiecie, jak wiele dla nas znaczą. Dają nam siłę i niezwykłą motywację, by pomimo zmęczenia i wiecznej gonitwy, zasiąść wieczorem przed komputerem i przelać „na papier” nasze wspomnienia i przemyślenia.

Dziękuję Wam za to wszystko całym naszym Hubisiowym serduchem :-).

Żałuję bardzo, że miałam dla Was tylko jedną książeczkę, bo najchętniej obdarowałabym wszystkie osoby, które do nas napisały. Obiecuję jednak, że takie małe, blogowe rozdawajki będą zdarzać się częściej.

A tymczasem, zapraszam Was na filmik z konkursowego losowania. Hubiś wiedział już, co i jak, więc poszło szybko i sprawnie :-).



Gratulujemy serdecznie Megi W. i prosimy o kontakt :-).

Pozdrawiam serdecznie,

Hubisiowa mama


Aktualizacja 24.02.2014: Z racji tego, że Megi W. nie zgłosiła się po wygraną "Położną", książka leci do Agaty Kasztelan :-)! Gratuluje Kochana!

poniedziałek, 10 lutego 2014

Hubisław Wiercidupka

Robiąc dzisiaj porządki na komputerze, znalazłam króciutki filmik, który nagrałam telefonem, będąc w ósmym miesiącu ciąży. Obejrzałam go z dziesięć razy, za każdym razem uśmiechając się do wspomnień :-).

Oto przed Wami koronny dowód na to, że syn nasz, jeszcze będąc pod moim serduchem, dzielnie pracował na miano Hubisława Wiercidupki :-):




Wasze dzieciaczki też tak szalały :-)???

Pozdrawiam ciepło, 

Hubisiowa mama





sobota, 8 lutego 2014

Zakochana

Wiem, że do Walentynek jeszcze trochę czasu, ale chciałabym Wam coś wyznać... Kocham Hubisiowego Tatę... Bardzo... Jest moim mężem, ojcem mojego dziecka, moim przyjacielem, kochankiem i najwspanialszym rozmówcą. Z nikim mi się tak dobrze nie tańczy, nikt nie potrafi mnie tak rozśmieszyć. Nikt mnie nie zna, ani tak nie rozumie, jak on. Imponuje mi swoją inteligencją, pracowitością i wytrwałością. 

Na co dzień dogadujemy się świetnie i na palcach jednej ręki mogę policzyć nasze poważniejsze kłótnie, a jesteśmy razem już siedem lat (znamy się od ponad trzynastu). Lubię go po prostu jako człowieka (a nie każda żona może to powiedzieć o swoim mężu :-)). Może jest to wynik przyjaźni, która połączyła nas na początku, może dopasowania, nie wiem...:-).

A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że nie tylko kocham Hubisiowego Tatę, ale wciąż jestem w nim zakochana. I chciałabym móc poświęcić mu jak najwięcej czasu. By wiedział, jaki jest dla mnie ważny, jak mi zależy.



Odkąd na świecie pojawił się Hubiś, siłą rzeczy mam jednak czasu dla męża dużo mniej. Dużo, dużo, dużo mniej, bo pamiętajcie, że trafił nam się egzemplarz w postaci Hubisława Wiercidupki, który trzech sekund nie usiedzi w spokoju :-). I chociaż oboje kochamy naszego szkraba nad życie, czasami potrzebujemy czasu tylko dla siebie. By po prostu ze sobą pobyć, wsłuchać się w siebie, porozmawiać, odpocząć.

piątek, 7 lutego 2014

Położna. 3550 cudów narodzin

O książce „Położna. 3550 cudów narodzin” dowiedziałam się od Was. Na fali tej właśnie pozycji, wiele blogujących mam zdecydowało się po raz pierwszy otwarcie opowiedzieć o swoich przeżyciach z dnia porodu. Dobrych i złych, wciąż budzących wzruszenie, ale również i gniew... Posypały się komentarze, zwierzenia, rozpętała dyskusja... Czytałam je wszystkie, wspominałam i miałam coraz większą ochotę sprawdzić, co takiego napisała Jeannette Kalyta, że zdołała wywołać tyle emocji. 

Gdy zobaczyłam „Położną” u mojej siostry na półce, wyprosiłam, by pożyczyła mi ją jeszcze zanim sama przeczyta i każdą wolną chwilę poświęciłam na lekturę :-). I chociaż nie jest to może arcydzieło pisane wyrafinowanym językiem, to książkę czyta się szybko i przyjemnie. Miałam wrażenie, że autorka opowiada mi historię swojego zawodowego życia przy kawce i cieście, siedząc wygodnie w Hubisiowym fotelu :-). Nie z poziomu „polskiej położnej gwiazd”, ale jak przyjaciółka przyjaciółce.


Położna” to książka, która za rękę przeprowadza nas przez długą drogę, jaką przeszło polskie położnictwo od lat osiemdziesiątych po dzień dzisiejszy. Pokazuje, jaką walkę trzeba było stoczyć, by wykorzenić stare nawyki i pozwolić kobietom zachować godność podczas tego wyjątkowego momentu. Jak ogromna przepaść dzieli obecne lata od czasów, gdy ja przychodziłam na świat. 

Czytając rozdziały, opisujące lata osiemdziesiąte, zadzwoniłam do mojej ciężarnej siostry i powiedziałam, żeby nie czytała tej książki :-). Nie chciałam zwyczajnie, by się wystraszyła. I chociaż czytając kolejne strony, zdanie zmieniłam, to właśnie ta pierwsza część wywarła na mnie największe wrażenie. Nie zdawałam sobie po prostu sprawy, jak wyglądały porody trzydzieści lat temu... Zero intymności, zero poszanowania godności, tylko jedna pozycja, nie wolno było jeść, ani pić... Matce nie wolno było w sekundę po porodzie przytulić dziecka, później przynoszono jej malucha tylko do karmienia, itp. itd... 

środa, 5 lutego 2014

Moje pierwsze baśnie

Gdy byłam w weekend u rodziców, wyskoczyłam z Hubisiowym Dziadkiem na małe zakupy spożywcze do pobliskiego marketu. Konkretnie do Carrefour’a. Nie bardzo chcę, ale chyba powinnam podać Wam nazwę, bo może będziecie chciały rozejrzeć się za cudeńkami, jakie tam znalazłam. Cudeńkami za dokładnie 2,49 zł / sztuka :-)!

Przepięknie ilustrowane, na lśniącym usztywnianym papierze „Moje pierwsze baśnie”, Wydawnictwa Olesiejuk. Leżały sobie cichutko w wielkim koszu z setką innych przecenionych książek. Gdyby nie przypadek, pewnie nawet bym ich nie zauważyła. A szkoda by było, bo zachwyciłam się nimi z mety :-).

Pierwszą znalazłam „Królewnę Śnieżkę” Luccie Brunellière, później „Czerwonego Kapturka” Rosalinde Bonnet, a potem to już nie można mnie było od tych koszy odciągnąć, póki nie odszukałam reszty książeczek z serii :-).

I tym sposobem Hubiś już niedługo pozna historię „Złotowłosej i trzech misi”, „Trzech małych świnek”, „Kota w butach” i „Tomcia Paluszka”. Klasyka górą :-)!!! Tym bardziej, że również treść dostosowana jest tu do najmłodszych czytelników.

Cieszę się tymi książeczkami, jak małe dziecko, ale zobaczcie sami, czyż nie są słodkie :-)?




wtorek, 4 lutego 2014

Szczęśliwa trzynastka

Hubisław Wiercidupka skończył dzisiaj 13 miesięcy :-). Zaledwie miesiąc minął od jego pierwszych urodzin, a ja mam wrażenie, że to zupełnie inny chłopiec. Mądrzejszy, doroślejszy, sprytniejszy. Ze zdziwieniem wielkim obserwujemy, jak rozwija się w tempie błyskawicy. Praktycznie każdego dnia zaskakuje nas nową umiejętnością. 

 
Kilka dni po swoich urodzinach nauczył się mowić „no no”, machając przy tym paluszkiem na boki. Podchodząc do przedmiotu, którego nie wolno mu dotykać, od razu puszcza paluszek w ruch i patrzy na nas wyczekująco :-). Cieszyło nas to i śmieszyło, dopóki na sesji roczkowej nie stanął nad tortem, którego w naszym zamyśle miał spałaszować rączkami i nie zaczął mówić „no no no”. Torta spróbował dopiero, gdy dostał do rączki łyżeczkę, później krem zgarniał biszkoptem (klik) :-)!

W tym miesiącu nauczył się też tańczyć. Początkowo bujał się tylko na boki (pamiętacie filmik?), a niedawno doszła nowa figura taneczna – sprężynowanie na nóżkach :-). Hubiś tańczy przynajmniej raz na godzinę. Najchętniej do melodii wydawanej przez żabkę do zabawy w wodzie, ale muzyką z reklamy etopiryny również nie pogardzi :-).

 
Hubi stał się też małym pedantem :-). Bardzo podoba mu się, jak sprzątam w domu i naśladuje prawie każdy mój ruch. Pokochał odkurzanie. Każdego ranka otwiera szafę, gdzie trzymamy odkurzacz i tak długo woła, aż go włączę. Pada wtedy na kolanka i udaje, że odkurza razem ze mną. Czasami goni mnie do odkurzania również wieczorem, żadnej litości zmęczonej matce nie okazując :-).

Na kolankach myje też podłogę. Serio! Gdy daję mu do rączki kawałek ręcznika papierowego i mówię „zobacz Hubisiu, jaka brudna podłoga”, natychmiast zabiera się za jej pucowanie. Ostatnio zabrał się także za podłogę Hubisiowej Babci, jeżdżąc mopem po całym korytarzu :-). A wyrywanie mi z ręki szmatki, by samemu wyczyścić kuchenną szafkę lub stół to już norma :-).

Musimy też bardzo pilnować, by nie zostawić otwartych drzwi do łazienki, bo natychmiast biegnie podnieść klapę sedesu, bierze z pojemnika szczotkę do WC i pucuje kibelek, chlapiąc przy tym niemiłosiernie :-). Co więcej, gdy proszę go, by odłożył szczotkę na miejsce, bo wszystko jest już czyste, precyzyjnie odkłada szczotkę do pojemnika, zamyka klapę i grzecznie wychodzi z miną wielkiej satysfakcji z dobrze wykonanej pracy :-).

niedziela, 2 lutego 2014

Odcisk stopy bobasa

Kilka miesięcy temu, na organizowanej w Olsztynie Akademii Bezpiecznego Malucha, dostałam w prezencie mini zestaw do wykonania odcisku rączki, bądź stópki maluszka (chwaliłam się tu). I chociaż miałam zrobić to od razu, to ostatecznie odcisk Hubisiowej nóżki powstał dopiero w jego pierwsze urodziny.

 
Wykonanie odcisku okazało się banalnie proste. W zestawie znajdowała się mięciutka, ale bardzo delikatna masa plastyczna, którą wystarczyło ugnieść w dłoniach jak plastelinę. Żadnego podgrzewania, czy mieszania z wodą. Wyrobioną masę należało potraktować załączonym do zestawu wałeczkiem i złapać biegającego po mieszkaniu łobuza z interesującą nas stopą :-).

 
Wystarczyło 10 sekund, by powstała słodka pamiątka jeszcze słodszej kończyny. A że ja sentymentalna jestem bardzo i nałogowo gromadzę pamiątki, odcisk Hubisiowej stópki wylądował dzisiaj w ramce (chociaż przyznaję, łatwo nie było go upchnąć i musiałam poszukać ramki z plastikową, a nie szklaną szybką).

Gotowa pamiątkowa "stopa" wygląda tak:

A Wy robiłyście swoim Maluszkom takie pamiątkowe odciski?  Jak je przechowujecie?

Pozdrawiam serdecznie,

Hubisiowa mama


Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.