AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Konsultacje psychologiczne

Kilka dni po tym, jak zapisałam Hubisia na konsultacje logopedyczne w ramach akcji „Dwa słowa na dwa lata to o 270 słów za mało” do olsztyńskiego Centrum Harmonijnego Rozwoju Dziecka Harmonijka, otrzymałam od nich e-maila z pytaniem, czy byłabym również zainteresowana bezpłatną konsultacją psychologiczną? Zainteresowana oczywiście byłam, więc po wyjściu od logopedy, udaliśmy się z Hubisiem do drugiego pokoju, gdzie czekała na nas pani psycholog.

Oczywiście podczas krótkiej, półgodzinnej wizyty nie było mowy o żadnej konkretnej obserwacji dziecka, miałam jednak okazję podpytać fachowca o kilka nurtujących mnie kwestii. Chodziło mi głównie o zdarzające się ostatnio sytuacje, w których Hubiś zły, że czegoś nie chcemy mu dać, próbuje bić nas rączką. Ba, jak się porządnie wścieknie, próbuje nas nawet ugryźć!

Chciałam się upewnić, że właściwie w tych sytuacjach reagujemy, łapiąc go delikatnie za rączkę i spokojnie, ale stanowczo tłumacząc, że bić nie można, że to mamę/tatę boli, że trzeba przeprosić i przytulić. Konsekwentnie też nie dawaliśmy mu tego, o co był tak zły. Moje wątpliwości wzięły się stąd, że nasze tłumaczenie nie przynosiło za dużych efektów. W sekundę po machnięciu rączką, Hubiś przytulał nas mocno, a w chwilę później robił to samo. Zastanawiałam się też, czy te wyskoki nie są spowodowane żłobkiem i prawem dżungli, jakie tam wśród dzieci panuje :-). 

Fot. Magdalena Sulwińska

sobota, 26 kwietnia 2014

Konsultacje logopedyczne

O akcji „Dwa słowa na dwa lata to o 270 słów za mało” i planowanych na dzisiejszy dzień, bezpłatnych konsultacjach logopedycznych, pisałam Wam już tutaj. Akcja skierowana była do dzieci w wieku od 0 do 3 lat i miała na celu wczesne zdiagnozowanie potencjalnych problemów z rozwojem mowy, związanych m.in. z anatomicznymi wadami narządów mowy. 

W całej Polsce przyłączyło się do niej ponad 200 gabinetów logopedycznych, w tym Centrum Harmonijnego Rozwoju Dziecka Harmonijka z Olsztyna. Nie mogłam więc nie skorzystać z takiej okazji i umówiłam Hubisia na konsultację. 

Harmonijka okazała się położona tak blisko naszego domku, że na wizytę wybraliśmy się spacerkiem. Na miejscu czekała na nas „poczekalnia” w postaci małego, fajnie wyposażonego pokoiku z zabawkami, więc te 10 minut, które czekaliśmy, minęło ekspresowo. Hubisiowi tak się podobało, że ciężko mi go było z niego zabrać, gdy Pani Joasia Macinkiewicz po nas przyszła. Przy okazji odkryłam absolutną fascynację mojego synka młotkiem i przebijakiem. Chyba będę musiała nabyć takie cudo :-).


niedziela, 20 kwietnia 2014

Wesołych Świąt




Wesołych Świąt życzy Hubisiowo!


sobota, 19 kwietnia 2014

Nad morzem

Zarówno Hubisiowy Tata, jak i ja kochamy morze. Każdą górę oddamy za kawałek plaży :-). Zanim na świecie pojawił się Hubiś, często robiliśmy sobie spontaniczne wypady, by chociaż przez chwilę powdychać nadmorskie powietrze i posłuchać szumu fal.

Dzisiaj rano doszliśmy do wniosku, że czas powrócić do naszej tradycji. Bo przecież nie może tak być, by syn nasz miał już za sobą kąpiel w Adriatyku (klik), a nad Bałtykiem nie postawił jeszcze stópki :-). Zmobilizowało nas piękne słońce za oknem, prawie 20 stopni ciepła i zbliżająca się pora przedobiedniej drzemki Hubisia :-). To nic, że święta, że przygotowania. Jedziemy nad morze :-)!!!

W półtorej godziny byliśmy na miejscu i było cuuuudownie! A że pani doktor radziła nam ostatnio, by nie unikać spacerów i świeżego powietrza przy aktualnym choróbsku Hubisia, dostarczyliśmy mu tyle tlenu i jodu, ile tylko się dało :-).





piątek, 18 kwietnia 2014

Agnieszka Kaluga "Zorkownia"

„Zorkownia” Agnieszki Kalugi to jedna z książek, których po prostu nie da się przeczytać w zatłoczonym autobusie, na szybko, bez skupienia. Potrzebuje ciszy i zamknięcia się tylko na nią. Przeżycia, przepłakania, przemyślenia... Wtedy wnika w duszę...



Każde zdanie, każde słowo, zostawia po sobie ślad. Milion myśli, refleksji nad tym, co się ma i jak bardzo tego niedocenia. Uświadamia, że choroba nie wybiera, może dotknąć każdego z nas. Wobec niej wszyscy jesteśmy równi. Niby każdy to wie, ale w codziennej gonitwie łatwo zapomnieć. 

W hospicjum, w którym wolontariuszką jest autorka, umierają maleńkie dzieci, profesorowie, bogaci i biedni, młodzi i starzy... Na każdej stronie jesteśmy świadkami śmierci, cierpienia, ale i wielkiej siły, nadziei i radości z każdej chwili „bycia”. Prawdziwi ludzie, prawdziwe historie. Wszystko tak pięknie ubrane w słowa, że bardziej przypomina poezję, niż pamiętnik z pracy w hospicjum... 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Dwa słowa na dwa lata to o 270 słów za mało

Jeśli jesteś mamą dziecka w wieku od 0 do 3 lat, może zainteresuje Cię informacja, że 26 kwietnia w całej Polsce odbędą się bezpłatne konsultacje logopedyczne właśnie dla takich maluszków.
 
Na pomysł akcji pt. Dwa słowa na dwa lata to o 270 słów za mało wpadła grupa logopedów z forum "Logopedia- terapia zaburzeń mowy". Jest to grupa specjalistów, którym zależy na szerzeniu wiedzy o profilaktyce logopedycznej oraz na wykorzenieniu z polskiego społeczeństwa błędnego przekonania, że o problemach z mową można mówić dopiero w wieku przedszkolnym. 

Niewiele osób bowiem wie, że logopeda to nie tylko osoba, do której trafia sepleniące dziecko. To specjalista, który jest w stanie wychwycić symptomy przyszłych potencjalnych problemów z mową już u dziecka w wieku niemowlęcym. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Pięć ulubionych blogów kulinarnych

Dzisiaj mam dla Was kolejny wpis z cyklu Hubisiowej piątki. A będzie to post niezwykle smakowity, bo opowiadający o pięciu ukochanych przeze mnie blogach kulinarnych.

Na wstępnie przyznam się od razu, że blogi kulinarne to moje uzależnienie :-). Gdybym tylko miała możliwość, cały boży dzień oglądałabym propozycje potraw na dobrych blogach kulinarnych. W miejscach, gdzie można znaleźć nie tylko wypróbowane, oryginalne przepisy, ale także zdjęcia, na widok których ślinka napływa do ust. Nie ma tu bowiem, co ukrywać, by kulinarny blog miał szansę zaistnieć, po prostu musi mieć świetną oprawę fotograficzną. I liczy się wszystko, wygląd potrawy, kompozycja, światło, gra kolorów i piękna zastawa.

Na szczęście takich smakowitych blogów z rewelacyjnymi przepisami i profesjonalnymi zdjęciami jest w polskiej blogosferze coraz więcej. I chociaż mój folder z kulinarnymi zakładkami pęka w szwach, tylko do kilku zaglądam naprawdę regularnie i z czystym sumieniem mogę Wam je polecić.




Mój absolutny ulubieniec! To właśnie ze strony Gosi pochodzą nasze popisowe dania. 

Blog ma dwie odsłony (wersję bez cukru i na słodko), bardzo ładne zdjęcia i przede wszystkim bardzo dokładnie opracowane przepisy. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, by coś mi się z Feerii Smaków nie udało. Ich potrawy z makaronów to mistrzostwo świata. Na stałe do naszego Hubisiowego menu weszły na przykład: 


Nigdzie nie znalazłam też lepszego przepisu na tatar z łososia. Idealnie trafił w nasze kulinarne gusta. I sałatki!!! Niebo w gębie :-)! My uwielbiamy na przykład sałatkę z serem pleśniowym, czy sałatkę z szynką parmeńską i brokułami. No i nie mogę zapomnieć o wiosennej sałatce z kawiorem! Boska!

W kolejce do wypróbowania mam jeszcze kilkadziesiąt potraw nęcących recepturą i pięknymi zdjęciami i jestem w stu procentach przekonana, że nie zawiodę się na żadnej :-).


Nie znam kulinarnego bloga, który byłby bardziej przyjazny dla użytkowników. Czytelny podział na kategorie potraw, pory roku i czas przygotowania potraw. Apetyczne zdjęcia, lokalne produkty, bardzo interesujące przepisy. Monika jest zawsze na czasie. Jeśli zastanawiacie się, co zrobić z jakimś sezonowym warzywem lub owocem, u niej na sto procent akurat coś będzie. 


czwartek, 10 kwietnia 2014

Herve Tullet, Kolory i konkurs

Już dawno nie czekałam tak bardzo na żadną książeczkową nowość. Gdy dowiedziałam się, że Wydawnictwo Babaryba, będzie miało w ofercie kolejną książkę Herve Tulleta, nie było dnia, bym nie sprawdzała, czy już jest. Czekałam na „Kolory” chyba bardziej niż na wiosnę :-). Bo Herve Tulleta po prostu uwielbiam! 

Jego książki bawią, uczą i czarują. Są graficznie doskonałe i bardzo, bardzo pomysłowe. „Książka z dziurą”, czy „Naciśnij mnie” to mistrzostwo samo w sobie. Podobnie jak najnowsze „Kolory”. Pomimo niewielkiej ilości tekstu, potrafią zająć dziecko na długie godziny. Rodzica zresztą też :-). 

Kreatywność, poczucie humoru, oryginalność, wspólna zabawa. W tych książkach jest coś, co przyciąga zarówno dużych, jak i małych. Ich się nie czyta tak po prostu. Tulleta się obraca, potrząsa, naciska, dmucha, śpiewa się z nim i czaruje. I chociaż mój Hubiś jest jeszcze troszkę za mały, by je zrozumieć i docenić, to moja prywatna Tullet’owa kolekcja już na niego czeka :-). 





wtorek, 8 kwietnia 2014

Mama wraca do pracy

W ubiegły poniedziałek wróciłam do pracy. Na pełen etat, na pełne obroty. Pięć kaw, adrenalina, pośpiech i wysokie obcasy. W szafie na nowo wiszą żakiety i biurowe sukienki. Życie płynie z kalendarzem w ręku i jeszcze bardziej wypchaną torebką. Obiady na dwa dni, budzik dzwoniący o 5.30 i wieczorne szykowanie ubrań na następny dzień. Korki i nerwowe zerkanie na zegarek. Czy zdążę? Do pracy ze żłobka... Do żłobka z pracy... Powrócił stary nawyk notowania każdego drobiazgu, bo w ferworze dnia może przecież z głowy wylecieć. A lepiej skarbówki nie przegapić. Wszędzie żółte karteczki. Przypomnienia w telefonie. Doba krótsza o dziewięć godzin, ale paradoksalnie dzień zdecydowanie dłuższy.

Mama wróciła do pracy.

Bałam się bardzo tego powrotu. Bałam się rozstania z synkiem, tęsknoty, niepokoju, zerkania na telefon, czy przypadkiem nie dzwonią ze żłobka, tego że Hubiś się ode mnie oddali. Bałam się, że widząc mnie w drzwiach żłobkowej sali, nie wpadnie mi z radością w ramiona, tylko odwróci się i dalej będzie się bawił... Bo więcej czasu spędza z „ciociami” niż z mamą. W gardle ściskało na myśl, że już nigdy nie będę miała tyle wolnego czasu tylko i wyłącznie dla mojego dziecka. Że kończy się pewna era. Bezpowrotnie. Że wszystko się zmieni...

Źródło

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wiosna

Chociaż wciąż skrobię rano szyby samochodu, na drzewach nie ma jeszcze młodych listków, a wieczorami włączamy kaloryfery, to coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że na Warmię i Mazury dotarła nareszcie wiosna :-). 

Z dnia na dzień robi się cieplej i bardziej kolorowo. Pojawiły się bociany, przez drogę skaczą żaby, a z trawników nieśmiało wyglądają stokrotki. Dni coraz dłuższe i ludzie jakby bardziej uśmiechnięci :-).

Wiosna... moja ukochana wiosna! Jak zwykle spóźniona o dobre trzy tygodnie w stosunku do południowej Polski, rozgaszcza się powoli nie tylko za Hubisiowym oknem, ale i w Hubisiowych serduchach. Przynosi ochotę na zmiany, ulepszenia i wielkie porządki. Daje energię, nadzieję i ogromną dawkę uśmiechu. 

Jak dla mnie, to najwspanialsza pora roku :-). 

Zobaczcie, jak kolorowo zrobiło się w ogródku Hubisiowej Babci:


sobota, 5 kwietnia 2014

15 miesięcy Hubisia

Biega, wspina się i tańczy.
Od miesiąca jest dumnym żłobkowiczem.
Zaliczył pierwszego poważnego guza i pobyt w szpitalu.
Wie, czego chce. I wie, jak nam to pokazać :-).
Nie pozwoli się nakarmić, jeśli na szyi nie wisi śliniaczek.
Kopie piłkę z precyzją godną kilkulatka.
W totalny zachwyt wprawia go każdy napotkany na spacerze pies.
Próbuje sam nakładać sobie skarpetki i zdejmować buciki.
Nagle zapałał awersją do kąpieli.
Od dwóch tygodni zasypia „na leżąco”, a nie przy noszeniu. Mój kręgosłup zaczyna więc odżywać.
Układa wieżę z czterech klocków.
Waży wciąż 10,5 kilograma i mierzy 84 cm.
Nie lubi oglądać bajek. Ani w telewizji, ani na komputerze.
Aktualnie najwspanialszą zabawą jest dla niego wkładanie kluczy do dziurki na klucze. Może to robić godzinami.
Urosły mu troszkę włosy, chociaż wciąż nie na tyle, by móc uzupełnić w naszym albumie kopertkę na jego kosmyk włosów.
Na placu zabaw najbardziej lubi zjeżdżalnię.
W tym miesiącu zaczął rysować!
Gdy go poprosimy podaje nam pilota, wynosi do kosza na śmieci pieluszkę i nakłada nam na stopy kapcie.
Zbiera z podłogi ubrania i wrzuca je do pralki.
Pokazuje na siebie, gdy go pytamy „Gdzie jest prezes? :-)”
W tym miesiącu nie nauczył się mówić żadnego nowego słowa.
Fascynują go krawężniki, wchodzi na nie i schodzi pasjami.
Uwielbia mieszać łyżką w garnkach, miskach i talerzach.
Ostatnio budzi się w nocy tylko raz.
Potrafi zjeść na raz dwa banany.
Nauczył się tupać nóżką.


wtorek, 1 kwietnia 2014

"Tata na miarę" Davide Cali

Zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia. Z całej półki fantastycznych książeczek dla dzieci, jakie ma u siebie Karolibu, to właśnie ona przyciągnęła moją uwagę. Początkowo okładką z tak brzydką, że aż rozczulającą, główną bohaterką, wczepioną w płaszcz taty. Chwilę później fantastycznymi, mocno nasyconymi czerwienią ilustracjami Anny Cantone, niebanalnym podejściem do poruszanego tematu i ciepłą, wzruszającą puentą.


Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.