AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

sobota, 31 maja 2014

Insta-maj

 
Przed Instagramem broniłam się bardzo długo i zupełnie nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. Miałam chyba wyobrażenie, że jest to portal pełen sweet foci w windach i na leżakach, służący głównie do lansowania się. Trochę z ciekawości, a może trochę z przekory, założyłam jednak konto i postanowiłam sama sprawdzić, o co jest tyle hałasu. 

Teraz, z perspektywy prawie trzech miesięcy bytności na tym portalu społecznościowym, muszę przyznać, że Instagram to moje bardzo miłe rozczarowanie :-). Obserwuję profile moich ulubionych blogerek i zamiast sztucznego zadęcia, widzę codzienne, zwyczajne życie. Bez obrabianych zdjęć i wymyślnych stylizacji. To dzięki niemu przekonałam się, że blogerki, które miałam za chodzące ideały, są zwyczajnymi, sympatycznymi dziewczynami, którym też zdarza się mieć potargane włosy i czerwony od kataru nos :-).

Na Instagramie znajdziecie też Hubisiowy profil i naszą codzienność, której na blogu zwykle nie pokazuję. Tych, którzy mają konto na instagramie odsyłam tu (klik), a tych, którzy konta nie mają, zapraszam do małego podsumowania miesiąca z wybranymi zdjęciami. 

piątek, 30 maja 2014

Wspomnienia i komplement

Dowiedziałam się właśnie, że po krótkiej, ale ciężkiej chorobie odeszła zaprzyjaźniona z Hubisiowem wizażystka. Pani Lilianna przez lata towarzyszyła mi w ważnych momentach życia – robiła mój ślubny makijaż, malowała mnie, gdy wybieraliśmy się na śluby naszych przyjaciół, na chrzciny, bale i wszystkie ważniejsze okazje. 

Zawsze byłam bardzo zadowolona z efektów jej pracy. Zawsze wracałam, chociaż na olsztyńskim rynku pojawiały się młode, bardzo zdolne wizażystki. Pomimo dzielącej nas różnicy wieku, lubiłam z nią porozmawiać, o rzeczach ważnych i o pierdołach, o mydle i o powidle. Sympatyczna była po prostu.

środa, 28 maja 2014

Naturalny czy cesarka?

„Tygodnika Powszechnego” nie czytuję. Do tej pory miałam go w dłoniach może trzy razy. I pewnie nie sięgnęłabym również po ostatni numer, gdyby nie okładka, a na nim płaczący, sekundę wcześniej urodzony bobas. Mój wzrok padł również na tematu numeru i pytanie: „Naturalny czy cesarka. Zostawmy wybór matce”. 

Zainteresowałam się, bo temat jest ważny i wciąż mi bliski. Zaledwie kilkanaście miesięcy temu ja też zadawałam sobie to pytanie. I pewnie jest wiele kobiet, które zastanawiają się nad tym nawet w tym momencie...


poniedziałek, 26 maja 2014

Wyniki konkursu z firmą Belmam

Kochani! Nadszedł czas na ogłoszenie wyników losowania drewnianych literek, ufundowanych przez firmę Belmam. Przypominam, że zwycięzca otrzyma od naszego sponsora literki, składające się na imię podane w konkursowym komentarzu. Wygrany będzie mógł dowolnie wybrać kolor drewna, a także wzór wstążeczki, oczywiście w ramach aktualnej oferty.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi posłużenie się generatorem losowania zamiast łapką Hubisia, ale pomimo moich usilnych popołudniowych starań, plac zabaw wygrał z konkursem.

Komentarze liczyłam klasycznie od góry, pomijając podwójne, nie dotyczące konkursu, bądź anonimowe bez żadnych namiarów. 

sobota, 24 maja 2014

Gender w przedszkolu

Jakim człowiekiem będzie mój Hubiś? Jakimi zasadami będzie kierował się w życiu? Czy będzie miał możliwość realizowania swoich pasji? Czy będzie szanował ludzi, bez względu na ich wiek, płeć, pochodzenie i kolor skóry? Jakim będzie ojcem, mężem? 

Te i jeszcze milion podobnych pytań krążą mi po głowie, gdy patrzę na moje śpiące maleństwo. Codziennie na nowo dziwię się też, jak szybko rośnie i uczy się nowych rzeczy… Niedawno chwycił za dłonie babcię i dziadka, pokazał im, że mają stworzyć kółeczko i zarządził tańce ! A ma zaledwie 16 miesięcy! I chociaż mogę tłumaczyć sobie, że wciąż jest moim małym dzidziusiem, to nie ucieknę przed faktem, że nieuchronny proces „wychowania” już się rozpoczął. 

Przeraża mnie to trochę, ale również motywuje. Doskonale wiem, że wartości, jakie Hubi wyniesie z domu; zasady, jakie mu wpoimy i przykład, jaki mu damy swoim zachowaniem, w dużej mierze ukształtują jego przyszłe życie. I nie ma co ukrywać - wychowanie dziecka to największa odpowiedzialność, jaką na siebie może wziąć człowiek. 

Wczoraj wieczorem obejrzałam dokumentalny film „Równość płci po szwedzku” w reżyserii Philippe Lagnier i Chantal Simon. Dokument opowiadał o szwedzkim przedszkolu, które wprowadziło pionierski program nauczania bez podziału na płeć. Tak na marginesie dodam, że to właśnie Szwecja jest powszechnie uważana za kraj o największej równości płciowej na świecie.

Według słów założycielki placówki Lotty Rajalin, przedszkole „Egalia” to miejsce, w którym dba się o zapewnienie chłopcom i dziewczynkom takich samych możliwości, praw i obowiązków. Miejsce, gdzie kwestia płci nie ma zupełnie znaczenia. „Dzieci to dzieci. Są chłopcy i są dziewczynki, ale obie grupy mogą korzystać z całej przestrzeni życiowej”. Nie ma tu stereotypowego podziału na to, co wypada chłopcom, a co  nie, jakie powinny być ich zainteresowania, zabawy, czy ulubione kolory.

Oglądałam, jak dzieci tańczyły w specjalnych, błyszczących spódniczkach i szczęśliwe patrzyły na fruwający materiał. Wśród nich byli także chłopcy, bo niby dlaczego ubranie miałoby rodzić podziały w tej zabawie? Chwilę później chłopiec przytulał mięciutką lalkę (nota bene o ciemnym kolorze skóry), dziewczynki kopały piłkę, piszcząc z radości, a wszystkie dzieci wspólnie piekły ciasta. Usłyszałam też, że w Szwecji występuje powszechne przekonanie, że zabawki nie są dla chłopców czy dziewczynek. Zabawki są po prostu dla dzieci. Ważne, by to do nich należał wybór. Bez granic i stawiania przez dorosłych sztucznych barier.

źródło

wtorek, 20 maja 2014

Literki Belmam i konkurs

Lubię otaczać się pięknymi przedmiotami... Bardzo... Uważam, że to właśnie małe rzeczy tworzą klimat wnętrza. Szczególnie podobają mi się te ręcznie robione i spersonalizowane. I chociaż nasza Hubisiowa kwatera główna ma niewielki metraż, wciąż udaje mi się znaleźć kolejny skrawek ściany na jakąś nowość.

Tak było również w przypadku prześlicznych drewnianych literek, składających się na imię naszego Hubiego. Literki przywędrowały do nas z firmy Belmam i od razu zachwyciły mnie swoim wyglądem. Fantazyjne zawijasy, ukochany przeze mnie kolor mięty i elegancka, szara tasiemka z białą lamówką to to, co Hubisie lubią najbardziej. 








niedziela, 18 maja 2014

Kwitnące jabłonie cz. 2

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, mam dla Was drugą porcję zdjęć z naszej wiosenno-pastelowej sesji rodzinnej. W dodatku z małym bonusem w postaci... Hubisiowego Taty :-). 

Bardziej uważni czytelnicy widzieli go już, chociażby na zdjęciach z wpisu o pierwszej kąpieli młodego w Adriatyku. Pojawia się też kilkukrotnie na linkowanym przeze mnie blogu Magdy Sulwińskiej, która zrobiła nam wiele, cudownych zdjęć, od sesji ciążowej, po tę którą pokazuję Wam teraz. Generalnie jednak Hubisiowy Tata nie pojawia się na tym blogu za często i dlatego dzisiejszy post jest dla mnie wyjątkowy i bardzo osobisty.

Niekwestionowanym królem całej sesji był jednak nie senior, a junior naszego niewielkiego Hubisiowego klanu :-). Szeroki uśmiech, błyszczące oczka i radość bijąca z każdej fotki. Jednym słowem - model pierwsza klasa. Magda Sulwińska napisała o nim na swoim blogu:

"Hubiś to Hubiś. Jego uśmiech mnie zawsze rozbraja i sprawia, że gdy pracuję nad jego zdjęciami, śmieję się do monitora (na głos). Jest w nim tyle radości i pozytywnej energii, że aż trudno mi to w słowa ubrać. Więc nic już pisać nie będę, tylko zapraszam Was do obejrzenia kilku ujęć z naszej kolejnej sesji :) ".

Zapraszam więc i ja:








sobota, 17 maja 2014

Kwitnące jabłonie cz. 1

Hubisiowe zdjęcia wśród kwitnących jabłonek marzyły mi się od dawna :-). Pastelowe, ciepłe, wiosenne. Nasze wspólne, rodzinne. Bo chociaż na co dzień zdjęć robimy dużo, to okazji do tego, by w trójkę stanąć przed obiektywem nie mamy za wiele. 

Zdjęcia zrobiła nam, doskonale Wam już z Hubisiowa znana, Magdalena Sulwińska. I jak zawsze spotkanie z nią było nie tylko owocne w piękne fotki, ale również bardzo radosne i spontaniczne. 

Fajnie było po prostu :-). Żeby znaleźć idealne miejsce, musieliśmy przejść do sadu przez dziurę w płocie :-). Z wszystkimi tobołami oczywiście. Gdy wybraliśmy idealne drzewo, trzeba było udeptać rosnące tam na potęgę pokrzywy. A gdy Hubi dorwał się do kory jabłonki, nagle pojawiło się miliard mrówek. Ile śmiechu przy tym było, to tylko my wiemy :-).

Dostaliśmy od Magdy ponad pięćdziesiąt zdjęć. Dzisiaj pokażę Wam kilka fotek moich i Hubisia, a jutro całą naszą Hubisiową rodzinkę. Przekonacie się po kim Hubiś ma taki rewelacyjny uśmiech :-). Miłego oglądania!


środa, 14 maja 2014

Policzmy się z rakiem

To było dawno, bardzo dawno, prawie pół życia temu, a jednak wciąż pamiętam tamte uczucia. Miałam 18 lat, a w perspektywie maturę, studia i dorosłe życie. Przyszłość była tak ekscytująca, plany takie ambitne, świat tak wielki i ciekawy. 

Któregoś dnia, zupełnie przypadkiem wyczułam na piersi guzek. W dotyku był twardy, okrągły i przypominał naprawdę duże ziarno grochu. Wystraszona powiedziałam o nim mamie, a ona już następnego dnia umówiła mnie do ginekologa. Pamiętam, że lekarz skierował mnie badanie USG z adnotacją „pilne”. Był 1999 rok, w moim rodzinnym mieście nie było jeszcze gabinetów USG. Najbliższy w Olsztynie. Pierwszy wolny termin – za miesiąc.     

Dłużył mi się ten miesiąc bardzo. Bałam się, zastanawiałam, ale optymizm przeważał. Gdy nadszedł dzień badania, okazało się, że na diagnozę będę musiała jeszcze poczekać. Lekarz nie był pewny, czy zmiana nie jest złośliwa. Ba, w swojej totalnej beztrosce stwierdził, że „chyba jest złośliwa, ale w sumie to bez specjalistycznych badań nie da się stwierdzić”. Jakby nie mógł w ludzkim odruchu powiedzieć, że „chyba jest niezłośliwa, ale lepiej się upewnijmy”. Wysłał mnie na biopsję. Czas oczekiwania – kolejny miesiąc. Pamiętam, jak bardzo płakałam po wyjściu z gabinetu.

To był jeden z najdłuższych miesięcy w moim życiu. Pełen rozmyślań, strachu, modlitw i obietnic składanych samej sobie. Na nowo układałam sobie w głowie priorytety. Wyrzucałam w myślach, jaka byłam głupia, przejmując się zupełnie nieistotnymi rzeczami. Myślę, że to właśnie wtedy dorosłam.  

wtorek, 13 maja 2014

"A ja czekam..." Davide Cali

Totalnie zachwycona „Tatą na miarę” Davide Cali (klik), postanowiłam zamówić inną książeczkę tego autora. Mój wybór padł na „A ja czekam...” z ilustracjami Serge Bloch. Miałam nadzieję na kolejną, wartościową pozycję w Hubisiowej biblioteczce i już mogę Wam napisać, że się nie zawiodłam.

„A ja czekam...” różni od „Taty na miarę” naprawdę wiele. Mają inny format, kolorystykę i stylistykę. Łączy je za to wzruszający, mądry przekaz. 

Książeczka ma format podłużnej koperty. Z okienka, w którym zwykle widnieje adres, wygląda mały chłopiec, trzymający w rączkach czerwoną mulinę. To właśnie ta mulina, symbolizująca nić życia, będzie obok chłopca, głównym bohaterem opowieści. 

 
Na kolejnych stronach książeczki oglądamy czarno-białe rysunki, przerywane czerwienią nici. Ilustracje opowiadają minihistorie z upływającego życia chłopca. Smutne i wesołe, piękne i wzruszające. Najróżniejsze, ale w przeważającej większości doskonale nam znane...

piątek, 9 maja 2014

16 miesięcy Hubisia

Z prędkością światła. Tak ostatnio pędzi moje życie. Dni umykają jeden za drugim, a ja staram się łapać każdy moment, każdą chwilę spędzoną z Hubisiem. Wciąż kołacze mi w głowie myśl, że już nigdy nie będzie taki „malutki”, że zmienia się i rozwija jak błyskawica i po prostu nie mogę tego przegapić.

Kilka dni temu Hubiś skończył kolejny miesiąc swojego życia. Szesnasty dokładnie. Był to miesiąc, który upłynął nam pod znakiem chorób wszelakiej maści, które dopadały znienacka, ale na szczęście równie szybko przechodziły. Czy winny był żłobek, czy wyżynające się czwórki (pierwsza już się wykluła), czy wyjątkowo wredne wirusy, nie wiem... Mam tylko nadzieję, że moje dziecko nabiera właśnie odporności i w przyszłości będą omijać go już infekcje.

Szesnasty miesiąc okazał się dla nas przełomowym pod kątem komunikowania się. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Hubi zaczął bardzo sensownie i konsekwentnie odpowiadać na zadawane przez nas pytania, machając głową na „tak” lub „nie”. Ze zdziwieniem zauważyliśmy też, że rozumie praktycznie wszystko, co do niego mówimy. Zapytany wskazuje paluszkiem na okno, parapet, kaloryfer, telewizor, łóżeczko, poduszkę, książki i dziesiątki innych przedmiotów. Poproszony przynosi konkretne zabawki, przesyła ręką buziaka, wzrusza ramionami na znak, że czegoś „nie wie” lub „nie ma” i sygnalizuje, że chce już wyjść z wanny. 


wtorek, 6 maja 2014

Czy to wysysa mózg???

Aspirator do nosa podłączany do odkurzacza. Jeszcze niedawno przebiegały mnie dreszcze na sam zlepek tych słów. W głowie mi się nie mieściło, jak można własne dziecko do odkurzacza podłączyć?! Jaki chory umysł spłodził takie narzędzie tortur? Czy jakikolwiek trzeźwy (!) dorosły wsadziłby sobie rurę od odkurzacza do nosa, nawet w przypadku gili po pas? Szczerze wątpię.

Gdy pediatra doradzała mi to rozwiązanie, nawet nie chciałam słuchać. Gdy dostawałam oferty współpracy, odmawiałam. Nie chciałam nawet oglądać tego ustrojstwa. Notorycznie miałam infekcje gardła po odciąganiu Hubisiowych gili fridą, ale i to mnie nie przekonywało. 

Gdy w lutym byłam w Warszawie na konferencji Medeli, pośród licznych wspaniałych prezentów (jeszcze raz dziękuję!) dostałam również aspirator do nosa Abakus Baby. Podłączany do odkurzacza właśnie. Spojrzałam, uśmiechnęłam się pod nosem i odłożyłam do szafki na wieczne nieużycie.



niedziela, 4 maja 2014

Ebooki w życiu matki

Kocham książki. Są w moim życiu od zawsze. Większość ciąży spędziłam czytając. Byłam wtedy święcie przekonana, że narodziny Hubisia niewiele w tej kwestii zmienią. Bo przecież można czytać na ławce w parku, gdy maluszek słodko śpi na świeżym powietrzu... Bo coś trzeba robić z rękoma, gdy młody będzie leżał przy cycu... bo nie będę musiała na razie chodzić do pracy...

Gdy Hubiś przyszedł na świat, szybko okazało się jednak, jak płonne to były nadzieje. Każdy przystanek podczas spaceru powodował natychmiastową pobudkę i krzyk w niebogłosy. I nie pomagało bujanie wózka nogą, musiało zmieniać się niebo :-). Przy karmieniu było mi bardzo niewygodnie, wolałam obejrzeć film, a w trakcie Hubisiowych drzemek albo usypiałam zmęczona razem z nim, albo miałam do zrobienia milion innych rzeczy. Niestety audiobooki zupełnie się w moim przypadku nie sprawdziły i chociaż próbowałam kilkukrotnie, do tej pory jakoś nie mogę się do nich przekonać.

Do książek zaczęłam powolutku wracać jesienią, gdy Hubiś skończył dziewięć miesięcy (pisałam o tym tutaj). Ale szczerze powiedziawszy, nie szło mi za dobrze :-). Widząc książkę w moim ręku Hubiś natychmiast próbował ją wyrwać, albo płakał zły, że zajmuję się czymś innym, niż zabawa z nim. Wieczorami udawało mi się przeczytać co najwyżej kilka stron i tak w kilka miesięcy przeczytałam zaledwie cztery książki.

Wszystko zmieniło się, gdy zostałam posiadaczką telefonu z solidnym dużym wyświetlaczem i postanowiłam sprawdzić, jak czytałoby mi się na nim ebooki. Bo chociaż czytnik posiadam, to właśnie telefon miałam zawsze pod ręką. I to był strzał w dziesiątkę. Hubiś, przyzwyczajony, że grzebię w telefonie, bawi się grzecznie, ja każdą wolną chwilę wykorzystuję na przeczytanie kolejnych stron, a katalog przeczytanych książek powiększa się błyskawicznie.

sobota, 3 maja 2014

100 happy days

Uśmiech mojego synka, kochające oczy męża, malutkie serduszko bijące pod sercem mojej siostry, zapach kwitnącego bzu, tęcza na niebie, świetna książka, najwspanialsze na świecie pierogi mojej mamy, ulubiona piosenka w radiu, telefon od przyjaciela... Małe rzeczy, tworzące naszą codzienność Małe szczęścia, składające się na dużą całość... 

Szczęście to nie tylko oszałamiająca ilość zer na koncie. To rodzina, przyjaciele, zdrowie... Ulotne chwile, miłe momenty, drobne przyjemności. Wystarczy tylko dostrzec je, docenić. 

To my decydujemy o tym, jak bardzo chcemy być szczęśliwi. Wstajemy rano i mamy dwa wyjścia. Albo zaczniemy narzekać i szukać powodów do bycia przygnębionym, albo uśmiechniemy się i będziemy cieszyć z każdej danej nam chwili.

Potem działa już prawo przyciągania :-). Szczęśliwi ludzie przyciągają szczęście :-). 

Dzięki Kasi z Ile d’Amour trafiłam na akcję/wyzwanie „100 happy days”, w którą włączyły się już tysiące ludzi na całym świecie. Chodzi w niej o to, by każdego dnia dodać zdjęcie tego, co sprawiło Ci radość. To może być cokolwiek, od spotkania z przyjacielem po pyszne ciasto w pobliskiej kawiarence. Nie chodzi tu o konkurowanie w byciu szczęśliwym, tylko o umiejętność cieszenia się życiem i chwilą, która właśnie trwa. 

http://www.100happydays.com/

czwartek, 1 maja 2014

Pastelowo

Pastelowe, delikatne, po prostu śliczne... Dopracowane w każdym szczególe. Eleganckie i idealnie do siebie pasujące. Torebka, album i płyta. Niby niepotrzebne, ale jednak tak istotne.

Gdy w niedzielę, zaprzyjaźniona z Hubisiowem fotograf Magda Sulwińska, porwała nas na sesję wśród kwitnących jabłonek, w końcu miałam okazję, by odebrać pakiet zdjęć z Hubisiowego roczku. 

W białej, papierowej torbie z błękitnym logo Magdy i prześliczną zawieszką na błękitnym sznurku, znalazłam otwierany jak harmonijka album z dziesięcioma wybranymi zdjęciami oraz płytę z eleganckim beżowo-błękitnym nadrukiem z wszystkimi fotkami z sesji. 

I chociaż to o zawartość płyty z rewelacyjną jakością zdjęć chodziło mi głównie, to jednak oprawa zdjęć tak mnie zachwyciła, że nie mogłam Wam jej nie pokazać :-). 

















Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.