AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

wtorek, 29 lipca 2014

Projekt Rodzina

Amerykańską fotografię rodzinną pokazała mi dobrze Wam znana z Hubisiowego bloga fotografka Magda Sulwińska. Te pomysłowe, naturalne i pełne pozytywnych emocji zdjęcia dużych rodzin natychmiast skradły moje serce. I to nawet nie dlatego, że są piękne (chociaż są!), ale z powodu bijącej z każdego ujęcia dumy z faktu posiadania licznej rodziny. 

Zawsze dziwiło mnie, dlaczego w Polsce rodziny wielodzietne uważane są za coś egzotycznego, żeby nie rzec wprost - patologicznego. Przyjęło się przecież uważać, że wielodzietność to „problem”. Problem często związany z ubóstwem, alkoholizmem, marginesem... 

A przecież to bardzo krzywdząca opinia. Jest tyle par, które w pełni świadomie decydują się na czwórkę, piątkę, czy szóstkę dzieci. Są wykształceni, zadbani, robią kariery, mają szczęśliwe i zdolne dzieci. Może rzeczywiście trochę krócej śpią i nie mają w domu wypolerowanych klamek, ale są za to otoczeni miłością, której niejeden z nas mógłby im pozazdrościć. Ja zazdroszczę :-).

Bo przecież miłość do dziecka to najpiękniejsze, najmocniejsze i najprawdziwsze z uczuć, jakie dane nam jest w życiu doświadczać. Uczucie wyjątkowe, bo z każdym pojawiającym się na świecie maleństwem, nasze serce w tajemniczy sposób powiększa swoją objętość. I chociaż kochaliśmy do granic możliwości i wydawało nam się, że mocniej już nie można, kolejne dziecko udowadnia nam tylko, że miłość rodzicielska mnoży się, nie dzieli.

Dlatego tak bardzo podoba mi się realizowany przez Magdę fotograficzny "Projekt Rodzina”. Od paru miesięcy zaprasza do współpracy rodziny z dużą gromadką dzieci (co najmniej trójką) i swoimi zdjęciami udowodnia Polakom, że rodziny wielodzietne są po prostu fajne :-)! A efekty tej współpracy są naprawdę niesamowite... Uchwycone na zdjęciach te same oczy u wszystkich szkrabów, albo te same uśmiechy. Przepełnione radosną dumą oczy rodziców...

Zresztą, zobaczcie sami kilka zdjęć Magdy z "Projektu Rodzina":


niedziela, 27 lipca 2014

Hubisiowa sobota

Jest taki szczęśliwy, gdy biega boso po trawie. Śmieje się wtedy radośnie i piszczy z zachwytu. Cierpliwie podlewa każdy kwiatek i każde drzewko. Pokazuje paluszkiem mrówki i zrywa poziomki prosto z krzaczka. Ogródek Hubisiowych Dziadków to dla niego najwspanialszy plac zabaw :-).

Żałuję, że nie możemy zapewnić mu tego codziennie. Mieszkamy w mieście, nie mamy własnego kawałka trawy, oboje z Hubisiowym Tatą pracujemy zawodowo, czasu brakuje na tyle rzeczy...

Dlatego, gdy przychodzi weekend i pogoda jest dla nas łaskawa, pakujemy się i jedziemy do Hubisiowych Dziadków. Dla tych błękitnych, uszczęśliwionych oczek... Dla takich chwil, jak wczoraj:













A Wy co wczoraj robiliście :-)?

Pozdrawiam gorąco, 

Hubisiowa mama
 

czwartek, 24 lipca 2014

Dotknąć wspomnień

Zauważyliście, że coraz mniej osób wywołuje zdjęcia? Że powoli ginie tradycja wspólnego przeglądania rodzinnych albumów? Wprawdzie na komputerze i w telefonie zapisanych mamy tysiące zdjęć, lecz niewiele z nich trzymamy później w dłoni. A szkoda, bo zdjęcia na papierze mają w sobie magię. Uchwycony mijający czas. Wspomnienia, których można dotknąć.

Znacie dobrze moją miłość do tradycyjnych fotografii. Pisałam Wam o niej nie raz. Regularnie wywołuję zdjęcia. Owszem, czasami rzeczywiście ciężko jest mi wybrać tych kilkadziesiąt, no dobra, kilkaset wyjątkowych, ale obym tylko takie problemy w życiu miała :-).



wtorek, 22 lipca 2014

Chorągiewki do wypieków - DIY

Małe, kolorowe chorągiewki do ozdoby słodkości to ostatnio obowiązkowy element dekoracyjny każdego przyjęcia. Szczególnie fajnie prezentują się w muffinkach, ale innym słodkościom również dodają uroku. Pytałyście o nie po baby shower mojej siostry (klik), postanowiłam więc pokazać Wam, jak w prosty i tani sposób wykonać je samemu. 

Będziemy potrzebowali kolorowego papieru, wykałczek, nożyczek i kleju.






























Ja wybrałam niebieski papier w białe groszki oraz czarno-białe paseczki. Chciałam nawiązać do pozostałych dekoracji, użytych na przyjęciu. Ten pierwszy papier znalazłam do pobrania w sieci, paseczki zrobiłam natomiast sama w wordzie. 

 Pierwszym naszym krokiem będzie wycięcie z papieru prostokątów. Moje miały wymiary 2 cm x 6 cm.
Niezadrukowaną stronę papierowego paseczka smarujemy klejem i dokładnie po środku kładziemy wykałaczkę (szpikulcem w dół).

Sklejamy ze sobą oba końce, kładąc szczególny nacisk na dociśnięcie papieru do wykałaczki.

Teraz w ruch idą nożyczki. Przycinamy rogi, nadając naszej ozdobie kształt chorągiewki.



I gotowe :-)! Dosłownie w kilka minut mamy gotowe urocze, papierowe chorągiewki, którymi możemy ozdobić dowolne wypieki. Przygotowanie całości potrwa jeszcze szybciej, jeśli użyjemy papieru samoprzylepnego do drukarek. 



Mam nadzieję, że przyda Wam się ta mała instrukcja i na najbliższym przyjęciu ozdobicie pięknie przygotowane słodkości.

Pozdrawiam serdecznie,

Hubisiowa mama

piątek, 18 lipca 2014

3160 g szczęścia

Chciałabym przedstawić Wam kogoś wyjątkowego... Kogoś niezwykle ważnego i bardzo przez nas kochanego. Małego chłopca o ciemnych włoskach, który w środę wieczorem dołączył do Hubisiowej rodziny.

Oto Maksymilian, mój siostrzeniec :-):



Pozdrawia dumna ciocia,

Hubisiowa mama

środa, 16 lipca 2014

18 miesięcy Hubisia

Minęło już prawie dwa tygodnie od 4 lipca, a ja jeszcze nie zrobiłam tradycyjnego, comiesięcznego podsumowania Hubisiowych postępów. Czas to nadrobić, tym bardziej, że i miesiąc życia był nie byle jaki, bo osiemnasty! Aż trudno mi uwierzyć, że już od 1,5 roku wpatruję się w najpiękniejsze, najukochańsze oczka świata i zastanawiam, czy można kochać bardziej? Półtora roku!

Hubert, jakby mając świadomość „powagi” swojego wieku, rozwija się w niesamowitym tempie. Szczególnie pod kątem mowy. Rozgadał nam się maluszek w tym miesiącu bardzo. Praktycznie non stop mówi coś po swojemu i coraz częściej udaje mu się zlepić zrozumiałe dla nas wyrazy. Pokazując paluszkiem na jakiś przedmiot pyta: „tio to?” i kiwa głową potakująco, gdy usłyszy odpowiedź. Nauczył się wypowiadać kolejne słowa, takie jak „miś”, „cześć”, „jeść” i „dziadzia” (dziadek). Coraz częściej zdarza mu się powiedzieć „ciocia” i „pa” (przy pożegnalnym machaniu). Jeżdżąc samochodzikiem po dywanie pomrukuje „wrrrrrr”. Złożył nawet swoje pierwsze w życiu zdanie, prowadząc Hubisiowego Tatę do lodówki i stwierdzając, że „dać jeść”. Zauważyłam, że wszystkie krótkie słowa, kończące się na „-ć” lub „-ść” wypowiada z niezwykłą łatwością. Tylko „tata” wciąż nie mówi, wołając „djada” :-). 































poniedziałek, 14 lipca 2014

Dziura w tłumiku i książki

Moje autko odmówiło ostatnio współpracy i wylądowało w warsztacie. Na parę dni Hubisiowy Tata przejął ode mnie obowiązki szofera Hubisia, a ja przesiadłam się do autobusu miejskiego, zupełnie zapominając o korkach i szukaniu odpowiedniego miejsca do zaparkowania.

Ku mojemu zaskoczeniu dziura w tłumiku i kolejka w warsztacie stały się źródłem jednej z moich ulubionych życiowych przyjemności. Jadąc do pracy i z niej wracając spędzałam w autobusie prawie godzinę dziennie i czytałam, czytałam i jeszcze raz czytałam... Nie e-booki, przeglądane w pośpiechu na komórce, a prawdziwe, pachnące książki. Zanim autko do mnie wróciło, przeczytałam te trzy książki:

 

czwartek, 10 lipca 2014

Szablony girland do pobrania

Gdy organizowałam pierwsze urodziny Hubisia, a potem babyshower dla mojej siostry, przeczesywałam internet w poszukiwaniu darmowych szablonów girland do pobrania. Zależało mi na nich, bo bardzo podobają mi się rozwieszane na przyjęciach papierowe chorągiewki. Uważam, że pięknie podkreślają odświętny charakter dnia i stanowią naprawdę ładną dekorację.

Szukałam girlandy uniwersalnej, o prostym motywie, najlepiej w jednolitym kolorze przełamanym dużymi, białymi grochami. Bez napisów i zbędnych ozdobników. Szukałam w wolnych chwilach przez kilka dni i niestety nie znalazłam, dlatego postanowiłam zrobić ją sama. A że grafik ze mnie żaden, z programów komputerowych obsługujący co najwyżej Paint’a, do pomocy zaprzęgłam kolegę z pracy. Na kartce papieru wymalowałam o co mi chodzi, pomarudziłam przy wyborze kolorów, a on w kilka chwil wyczarował dokładnie to, co sobie wymarzyłam. 

Potem wystarczyło je tylko dwustronnie wydrukować na grubszym, kredowym papierze w formacie A-4, wyciąć, zrobić dziurki i nawlec na ozdobny sznurek lub wstążkę. Końcowy efekt mogliście zobaczyć w fotograficznej relacji z niedawnego babyshower (klik). I chociaż połączenie kropek z paskami może kogoś zaskakiwać, to girlanda idealnie pasowała do papilotek na muffinkach, chorągiewek w słodkościach i innych dekoracji. Dumna byłam i zadowolona bardzo.

Gdy opublikowałam zdjęcia z imprezy, najpierw na Instagramie, a potem na blogu, zaczęłam dostawać od Was pytania w sprawie girlandy. Okazało się, że nie tylko ja szukałam i znaleźć odpowiedniej nie mogłam :-). Rozesłałam w świat tak wiele e-maili z szablonami chorągiewek, że stwierdziłam, że może warto podzielić się nimi z Wami tu, na Hubisiowym blogu.

Są przygotowane w formacie pdf, w rozmiarze A-4. Warto pamiętać, że końcowy efekt będzie zależał od koloru i jakości użytego papieru oraz indywidualnych ustawień drukarki.

Także kochani, bierzcie i korzystajcie do woli :-)! Może akurat któryś z szablonów będzie pasował do koncepcji Waszego przyjęcia?


do pobrania TUTAJ



do pobrania TUTAJ


wtorek, 8 lipca 2014

Czytajmy dzieciom

Hubiś ma dwie zwariowane, blogowe ciotki. Babeczki mądre, przedsiębiorcze, z wielką pasją i jeszcze większym sercem. Ciotki wiercidupki, które nie usiedzą w miejscu, jeśli nie zmalują czegoś fajnego. A że mieszkamy wszystkie blisko siebie, spotykamy się i lubimy, Hubisiowa mama dostaje zwykle rykoszetem i w organizowanych przez nie akcjach aktywnie uczestniczy, z czego naturalnie jest niezmiernie szczęśliwa.

Sylwia i Ola, bo o nich mówię, wielkie wielbicielki książek i orędowniczki czytania dzieciom, zorganizowały w ostatnią czerwcową niedzielę wyjątkowe spotkanie dla blogujących mam. Na kilka godzin Cudne manowce - mała, klimatyczna restauracja na olsztyńskiej starówce, zamieniła się w prawdziwe książeczkowe centrum dowodzenia. 

Tematów do omówienia miałyśmy naprawdę wiele. Na przykład to, jak się książki dla dzieci pisze (Agnieszka Kacprzyk) i to, w jaki sposób przenosi się je do nowoczesnych nośników (Pani Jolanta Karwowska z Fundacji Festina Lente i portalu iczytam.pl). Zastanawiałyśmy się, jak za pomocą książek rozmawiać z dziećmi o trudnych tematach i jaki mogą mieć one wpływ na dziecięcą wrażliwość. Każda z nas podzieliła się swoimi książkowymi ulubieńcami oraz wzięła udział w zbiórce książek dla biblioteki Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

A jakby tego wszystkiego było mało, organizatorki obsypały nas na koniec deszczem prezentów od szanownych sponsorów – dostałyśmy kosmetyki i książki, książki i jeszcze raz książki :-). Kto zagląda na Hubisiowego Instagrama widział już tę pokaźnych rozmiarów wieżę, która ze zdobycznych książek powstała :-).

Podczas, gdy mamy rozmawiały, śmiały się i maluszki bawiły się pod czujnym okiem animatorki z Happy Moments.

Do fajnej organizacji doszła radosna, ciepła atmosfera, jaką stworzyły biorące udział w spotkaniu dziewczyny. To był naprawdę przemiły dzień i mam gorącą nadzieję, że wkrótce uda się zorganizować powtórkę.

Serdecznie pozdrawiam wszystkie blogerki, które wzięły udział w spotkaniu, fajnie było się z Wami zobaczyć! A Was zapraszam na moją małą fotorelację:

Organizatorki - Ola z Rodzinki z innego świata i Sylwia, autorka bloga Jej cały świat

piątek, 4 lipca 2014

Nie podawaj dziecku Aspiryny!

Czy Wy też macie w swoich torebkach Aspirynę? Tak na wszelki wypadek, gdyby przeziębienie łapało, albo migrena zaczęła dokuczać? Łatwo dostępna, przeciwbólowa, przeciwgorączkowa, przeciwzapalna, po prostu tabletka cud. Ja od wielu lat mam ją zawsze przy sobie, ale dopiero niedawno dowiedziałam się, jak groźna może być dla naszych dzieci. 

Niby wiedziałam, że maluchom nie powinno się podawać Aspiryny, ale dopiero moja siostra, farmaceutka z zawodu, uświadomiła mi dlaczego. Jak poważną chorobę może ona wywołać u dzieci i jak wielką ostrożność należy zachować przy jej zażywaniu. 

Słyszeliście kiedyś o chorobie Reye’a? Ja do ubiegłego tygodnia nie słyszałam. I pluję sobie w brodę, bo jako matka, powinnam była o niej słyszeć. 

Choroba Reye’a to, najogólniej mówiąc, zespół zmian zachodzących w mózgu i w wątrobie. Jeśli kogoś interesuje bardziej medyczna definicja to jest to grupa objawów wynikających z trwającego w organizmie zachwiania funkcjonowania wątroby, układu nerwowego i innych narządów, spowodowanych uszkodzeniem mitochondriów.

Choroba pojawia się najczęściej jako powikłanie infekcji wirusowej leczonej kwasem acetylosalicylowym, zawartym m.in. właśnie w Aspirynie.

wtorek, 1 lipca 2014

Insta - czerwiec

Od kilku miesięcy uzupełnieniem Hubisiowego bloga stało się nasze konto na Instagramie. Ta prosta jak drut aplikacja do robienia zdjęć z całą gamą filtrów do ich obróbki wciągnęła mnie na amen :-). Doszedł mi więc do kolekcji kolejny pochłaniacz czasu, ale co zrobić, jak to takie fajne :-)? Pocieszam się jednak, że Instagram pochłonął nie tylko mnie. Podobno na świecie ma już prawie sto milionów użytkowników. 

Dziś pokażę Wam troszkę zdjęć, które znalazły się na Hubisiowym Instagramie w czerwcu. Wszystkich, którzy jeszcze tam do nas nie zaglądają, zapraszam do oglądania i zaobserwowania :-).


Pozdrawiam ciepło i spokojnej nocki Wam życzę,

Hubisiowa mama
 
Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.