AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

sobota, 30 sierpnia 2014

Finał 100 happy days

Na blogu Love to work, który cenię i regularnie odwiedzam, prowadzona była ostatnio bardzo fajna akcja pod hasłem „Jestem najlepsza!”. Chodziło w niej o to, by zastanowić się nad swoimi mocnymi stronami i z dumą pochwalić się nimi reszcie świata. By wbrew naszej narodowej skłonności do zaniżania własnej wartości, poszukać w sobie czegoś wyjątkowego. Docenić samego siebie... I chociaż oficjalnie nie wzięłam w niej udziału, niemniej skłoniła mnie ona do zastanowienia się, w czym ja jestem najlepsza.

Pierwsze co przyszło mi na myśl to moja spostrzegawczość. Znalazłam już setki czterolistnych koniczynek, specjalnie nawet ich nie szukając. Tak po prostu rzucały mi się w oczy, gdy przechodziłam obok. Literówkę w gazecie lub książce wyłapię od razu. Grosika na chodniku widzę już z daleka. Kota przemykającego w zbożu, nierówny wzór na filiżance...  I mogłabym tak długo jeszcze wymieniać. Owszem, czasami nie zauważę stojącego przede mną słonia, ale to, że w cieniu przez niego rzucanym leży zgubiony przez kogoś guzik – już tak :-). Dziwna to cecha, jak na takiego krótkowidza jak ja, ale rzeczywiście jest moją mocną stroną.

Jest jednak coś, w czym jestem jeszcze lepsza i co po części wiąże się z moją filozofią życiową. Jestem mistrzynią w wyszukiwaniu jasnej strony każdej sytuacji oraz tłumaczeniu sobie i innym, że po dołku zawsze jest górka, a po deszczu słońce. Że na pewno wszystko będzie dobrze, a martwienie się na zapas nie ma sensu :-). 

Głęboko wierzę w to, że jesteśmy tak szczęśliwi, jak sami sobie na to pozwalamy, więc po prostu cieszę się z tego, co mam. Doceniam małe szczęścia, tworzące naszą codzienność, bo to one przecież składają się na dużą całość. Owszem, czasami muszę ich dość mocno szukać, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, bym nie znalazła :-).

W maju dołączyłam do akcji 100 happy days i przez ostatnie miesiące codziennie dodawałam na Hubisiowym instagramie zdjęcie oznaczone hashtagiem #100happydays. Pisałam Wam o tym tutaj (klik). Przez 100 dni w naszej zwyczajnej codzienności szukałam szczęścia. Pomimo chorób, zmęczenia i problemów... Małego szczęścia w postaci uśmiechu Hubisia, miłości męża, słodkiej stópki mojego maleńkiego siostrzeńca, nowej książki, róży w wazonie i w wielu, wielu innych rzeczach.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Mama Coffee i konkurs!

Wygodny fotel, coś słodkiego, filiżanka kawy, a naprzeciwko przyjaciółka, siostra lub mama. Swobodna, szczera rozmowa... Dzielimy się szczęściem, radością, smutkami... Omawiamy plany na przyszłość, marzenia, nadzieje. Która z nas tego nie zna? Albo nie lubi :-) ? 

My, kobiety jesteśmy tak skonstruowane, że po prostu musimy się wygadać. Ja sama „porządkuję” myśli w głowie dopiero wtedy, gdy głośno je wypowiem lub przeleję na papier. I wiem, że wiele bliskich mi kobiet ma tak samo. To podobno różni nas od mężczyzn :-).

Kobiece pogaduchy przy kawie mają w sobie coś szczególnie „ciepłego”. Moim zdaniem dużo intymniejszego niż wspólne picie herbaty, chociaż ją też bardzo lubię. Herbata wydaje mi się jednak bardziej „oficjalna”, z tą całą etykietą odnośnie nieprostowania małego palca, czy niewkładania palców w uszko, jeśli rozumiecie o co mi chodzi :-).

Dlatego picie kawy z inną kobietą, najlepiej ze zwykłego, dużego kubka, to dla mnie swoisty rytuał. Rytuał, z którego nie chciałam rezygnować, gdy zaszłam w ciążę. Oczywiście, gdy tylko dowiedziałam się, że na świat przyjdzie Hubiś natychmiast zrezygnowałam z kofeiny i przestawiłam się na kawę zbożową, ale tak samo, jak kiedyś, potrafiłam przejechać 50 kilometrów tylko po to, by napić się z siostrą „małej czarnej” i chwilkę poplotkować. 

I tak się złożyło, że już od bardzo długiego czasu wspólnie z siostrą pijemy tylko kawę zbożową :-). Bo najpierw ja byłam w ciąży, potem karmiłam Hubisia piersią, później w ciążę zaszła moja siostra, a teraz to ona karmi swojego synka. A na pogaduchy przy ciachu i kawie spotykamy się wciąż tak samo.

Dlatego tak miło mi się zrobiło, gdy firma Adamed zaproponowała nam wypróbowanie Mama Coffee, naturalnej kawy zbożowej z jęczmienia, produkowanej w trzech różnych smakach. Bo chociaż obie zabiegane, to miałyśmy wspaniały pretekst do kolejnych spotkań, w dodatku pyszny, jak się okazało :-). Oprócz kawy, do Hubisiowa trafił też NINIO BIOlife™ – krochmal przeznaczony do kąpieli niemowląt i dzieci z problemami skórnymi. I chociaż ja zetknęłam się z tymi produktami po raz pierwszy, to moja siostra, farmaceutka z zawodu, doskonale je już znała.



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Angina rulezzz

Cześć Kochani! Jestem, żyję, chociaż przyznam się Wam szczerze, że ledwo. Od środy w Hubisiowie rządzi angina ropna. Panuje niepodzielnie, wygrywając z pracą, gotowaniem, sprzątaniem i blogowaniem niestety też. 

Najpierw na polu walki poległ Hubiś. Gdy dostałam telefon ze żłobka, że coś się z nim dzieje, bo wprawdzie nie ma gorączki, ale nie chce się bawić i popłakuje, wiedziałam już, że będzie chory. Hubert nigdy nie „popłakuje” – albo płacze całym sobą i na maksymalnych decybelach, albo się śmieje. To typowe dziecko skrajnych emocji. I rzeczywiście, w ciągu kilku godzin dostał ponad 39-stopniowej gorączki i drobnej czerwonej wysypki, wyglądającej jakby popękały mu naczynka krwionośne. Hubisiowy Tata zabrał go ze żłobka, ale ze względu na rozprawę musiał wracać, dlatego dopóki nie udało mi się wrócić z pracy, zajęli się nim ściągnięci na ratunek Dziadkowie.

Gdy jechaliśmy z nim do lekarza, młody przelewał się nam przez ręce. Temperatura sięgała prawie 40 stopni. Pediatra osłuchała go, zajrzała do gardełka, obejrzała całe ciałko i natychmiast skierowała nas do szpitala dziecięcego. Stwierdziła, że Hubert ma wprawdzie delikatnie zaczerwienione gardło, ale na pewno nie na tyle, by mogło być przyczyną aż tak wysokiej gorączki. A drobna wysypka, która nie blednie pod wpływem ucisku, jest bardzo niebezpieczna. I że ona nie można ryzykować, dlatego konieczne są natychmiastowe badania moczu, krwi i OB. Dopiero później dowiedziałam się, że obawiała się sepsy.

W szpitalu zajęto się nami bardzo sprawnie, chociaż całość zajęła kilka godzin. Hubert dostał leki, po których gorączka chwilowo spadła. Pobrano mu krew. W ciągu godziny mieliśmy też wyniki badań. Późnym wieczorem zajęła się nami szpitalna pediatra, która w sekundę po tym, jak zajrzała mu do gardła, stwierdziła „Ależ on ma anginę ropną. Proszę spojrzeć jakie tu są czopy”. Podobno mogło ich jeszcze nie być, gdy do gardła zaglądała mu poprzednia lekarka. Dostaliśmy antybiotyki i wróciliśmy do domu. Noc przespał spokojnie.

środa, 20 sierpnia 2014

Książkowa Wyprzedaż Garażowa

Chociaż książki kocham całym sercem, to Hubisiowe mieszkanko już ich niestety nie mieści. Zajmują każde wolne miejsce na naszych półkach. Na parapecie i lodówce zresztą też :-). W piwnicy mamy ich już kilka kartonów, wszystkie prawnicze Hubisiowy Tata wywiózł do kancelarii, trochę oddałam do biblioteki, część poszła do znajomych. Wciąż przybywają jednak nowe, a miejsca brak…

Przy tak małym metrażu jak nasz, po prostu nie mogę pozwolić na gromadzenie zbyt wielu książek. Dlatego też ogłaszam WIELKĄ KSIĄŻKOWĄ WYPRZEDAŻ GARAŻOWĄ! Mam nadzieję, że każda z tych książek znajdzie nowego właściciela, bo szkoda by było, by kurzyły się w naszej piwnicy. Tym bardziej, że jest wśród nich trochę ciekawych nowości

Jeśli więc jesteście zainteresowani którymś tytułem, proszę zostawcie komentarz z „rezerwacją” książki i swoim adresem e-mail, na który będę mogła skontaktować się w sprawach technicznych. Kto pierwszy, ten lepszy. Serdecznie zapraszam!

I. "Matka Feministka" Agnieszka Graff , wyd. Krytyka Polityczna



"Graff została konserwatystką, odbiło jej od macierzyństwa", krążyły plotki po mieście, gdy zaczęła rzadziej pojawiać się na feministycznych spotkaniach i pisać felietony o poruszaniu się z wózkiem po mieście. Nie da się ukryć: macierzyństwo podważa nasze przekonania dotyczące woli i podmiotowości. Robić „karierę” czy poświęcić uwagę i czas wychowaniu? Opieka nad małym dzieckiem pożera ogromnie dużo czasu, energii i funduszy, a także emocjonalnego zaangażowania. Tak dużo, że na niewiele innego tych zasobów starcza. Ale czy oznacza to, że matka nie może być feministką? A rodzicielstwa nie da się pogodzić z pracą? Oczywiście, że nie.
To zadziorny przewodnik po doświadczeniu macierzyństwa w kraju, gdzie przekonanie, że rodzina jest najważniejsza jest odwrotnie proporcjonalne do środków przeznaczanych na politykę prorodzinną. Wszystko, co w polskiej rzeczywistości budzi rozgoryczenie, wściekłość, a często wręcz rozpacz matek, znajdziesz w tej książce.

"Matki Feministki" chyba nikomu z Was nie muszę przedstawiać :-). Książka swoją premierę miała w maju i zrobiła furorę w blogowym świecie. Jedną z najlepszych jej recenzji znajdziecie u Ani z Dziecięcych Klimatów (klik). Mój egzemplarz przeczytały dwie osoby, ale wygląda jak nowa. Cena na okładce to 34,90 zł.

Cena garażowa - 15,00 zł


II. "Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek" - Marzena Dębska, Romuald Dębski, Magdalena Rigamonti, wyd. PWN



Wywiad-rzeka Magdaleny Rigamonti, dziennikarki „Wprost”, z dr n. med. Marzeną Dębską i prof. dr. hab. med. Romualdem Dębskim ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Małżeństwo profesorów opowiada o tajemnicach życia płodowego, kobietach i ich nienarodzonych dzieciach, a także o najtrudniejszych wyborach, które pokazują niejednoznaczność ludzkiego życia. Ogromne doświadczenie tych dwojga, poruszające, niekiedy wręcz wstrząsające historie kobiet sprawiają, że książka jest fascynującą lekturą.

"Bez znieczulenia" wygrałam w konkursie u Karoliny z bloga The moments of life. Z tego też względu miałam dylemat, czy powinnam ją sprzedawać. Ostatecznie jednak postanowiłam włączyć ją do garażowej wyprzedaży, a pieniążki przeznaczyć na nową książeczkę dla Hubisia. Mam nadzieję Karola, że nie będziesz miała nic przeciwko :-)? Książka jest w świetnym stanie, jedynie pod światło widać na okładce małe podłużne wgłębienie zrobione przez Huberta klockiem lego. Cena na okładce to 39,90 zł.

Cena garażowa - 18,00 zł


III. "Za grzechy ojca" Jeffrey Archer, Rebis Dom Wydawniczy



Drugi po "Czas pokaże" tom „Kronik Cliftonów”. Nowy Jork, rok 1939. Harry Clifton, podający się za Toma Bradshawa, zostaje aresztowany i oskarżony o zabójstwo brata. Przed sądem broni go ceniony adwokat Sefton Jelks, który z nie do końca jasnych powodów zaoferował mu bezpłatnie swoje usługi. Chociaż zarzut morderstwa zostaje oddalony, sędzia skazuje Harry’ego aż na sześć lat więzienia za dezercję. Harry mógłby dowieść, że jest niewinny, jedynie poprzez wyjawienie swojej prawdziwej tożsamości – ale przecież przysiągł sobie, że nigdy tego nie zrobi, gdyż musi chronić kobietę, którą kocha.

Moi bliscy i przyjaciele wiedzą, że jestem wielką fanką książek Jeffrey'a Archera. Obdarowują mnie nimi przy różnych okazjach i zdarza się, że ten sam tytuł mam w kilku egzemplarzach. Tak jest i w tym przypadku :-). Książka w idealnym stanie, nigdy nie czytana. Twarda oprawa. Cena na okładce to 39,90 zł.

Cena garażowa - 25,00 zł


IV. "Pewnego dnia" Emily Giffin, Wydawnictwo Otwarte



Gdyby pewnego dnia Twój największy sekret wyszedł na jaw? Gdyby pewnego dnia przeszłość wróciła i zmieniła wszystko? Gdybyś pewnego dnia dostała szansę, by odbudować najważniejszą więź w swoim życiu? Pewnego dnia w drzwiach Marianne staje osiemnastoletnia Kirby. Jedno spojrzenie wystarcza i Marianne wie, że odnalazła ją córka. Jej idealny świat rozpada się, a wspomnienia o młodzieńczej namiętności ożywają. Czy Marianne i Kirby zbliżą się do siebie? Czy zrozumieją, czego chcą? Czy wreszcie odważą się pójść za głosem serca?
Emily Giffin w fenomenalny sposób opisuje kobiece emocje i relacje między ludźmi. Pięć jej poprzednich powieści stało się światowymi bestsellerami, a w Polsce kupiło je ponad pół miliona kobiet.

Emily Giffin pokochałam za "Coś pożyczonego" i "Dziecioodporną". Przeczytałam wszystkie jej książki i serdecznie Wam je polecam. Mój egzemplarz "Pewnego dnia" jest w bardzo dobrym stanie, jedynym śladem użytkowania jest delikatne wytarcie dołu okładki, widoczne na zdjęciu. Cena na okładce to 36,90 zł.

Cena garażowa - 18,00 zł


V. "Najlepsze na świecie domowe jedzenie dla dzieci" Karin Knight, Tina Ruggier,  Publicat Wydawnictwo



Domowe własnoręcznie przygotowywane posiłki są niezmiernie ważne dla rozwoju dziecka. Wprowadzając do diety malucha wysokowartościowe produkty, wykształcimy prawidłowe nawyki żywieniowe, które będą mu towarzyszyć przez resztę życia. Poradnik "Najlepsze na świecie domowe jedzenie dla dzieci" zawiera przepisy na proste i zdrowe posiłki dostosowane do kolejnych etapów rozwoju malucha - od 7. do 24. miesiąca życia. Smak proponowanych potraw zachwyci nawet niejadka. Są wśród nich zarówno błyskawiczne piure, takie jak zdrowy przecier borówkowo-gruszkowy czy piure śliwkowe, jak i bardziej "wyrafinowane" dania, np. słodki omlet z jabłkiem lub soczewica zapiekana z serem, które przyrządza się w kilka minut.

Kolejna książka, którą mam w dwóch egzemplarzach. W idealnym stanie, nigdy nie używana. Cena na okładce to 39,90 zł.

Cena garażowa - 24,00 zł


VI. "Władca Barcelony" Chufo Llorens, Wydawnictwo Albatros



Pierwsza część jednego z największych hiszpańskich bestsellerów ostatniego roku (2012). Napisana z rozmachem powieść historyczna utrzymana w duchu i tematyce słynnej Katedry w Barcelonie. Barcelona, rok 1052. Wychowany w skrajnej nędzy Marti Barbany ma 19 lat, gdy trafia do pysznego i dumnego miasta. Oszołomiony możliwościami, jakie niesie ze sobą życie w metropolii, zrobi wszystko, aby stać się pełnoprawnym obywatelem, zasłużyć na miłość dziewczyny z bogatego rodu i odmienić swój los. Jego historia splata się z dziejami hrabiego Ramóna Berenguera I, darzącego występną miłością Almodis z Marchii, hrabinę Tuluzy, który wciąga miasto w niebezpieczny konflikt.


Mój egzemplarz był czytany tylko raz, a jedynym śladem użytkowania jest niewielkie zarysowanie twardej okładki, widoczne pod światło. Cena na okładce to 41,90 zł.

Cena garażowa - 20,00 zł


VII.  "Najczarniejszy strach" Harlan Coben



Na Myrona jak grom spada wiadomość, że ma nieślubnego syna, którego istnienia nawet nie podejrzewał. Co więcej, Jeremy choruje na rzadką odmianę białaczki - by go uratować, konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, jedyny zarejestrowany dawca, niejaki Taylor, przepadł bez śladu. Myron ustala jego prawdziwe nazwisko - Lex. Ale Lex jest nieuchwytny, a podający się za niego człowiek przez telefon każe mu pożegnać się z chłopcem. Powtarza przy tym maniakalnie "siej ziarno". Siej Ziarno to przydomek seryjnego porywacza i mordercy opisanego w serii artykułów przez Stana Gobbsa - dziennikarza, którego media i FBI oskarżyły o fabrykowanie informacji. Są na to niepodważalne dowody. Czy rzekomy zabójca i dawca to jedna i ta sama osoba?

Harlan Coben to jeden z moich ulubionych autorów kryminałów "na plażę" :-). Egzemplarz, który mam do zaoferowania to wydanie kieszonkowe. Jest w bardzo dobrym stanie. Kupiłam go na lotnisku dwa lata temu. Na okładce brak ceny, a ja za żaden skarby świata nie mogę sobie przypomnieć, ile za niego dałam.

Cena garażowa - 5,00 zł


VIII. "Jedenaście minut" Paulo Coelho, wyd. Drzewo Babel



Maria, młoda dziewczyna z brazylijskiej prowincji, wyrusza w daleką podróż. Jednak świat jest inny, niż sobie wyobrażała. Gorzkie doświadczenia sprawiają, że zostaje prostytutką. Decyduje się na życie bez miłości i wpada w pułapkę, z której wybawić może właśnie miłość. 

Paulo Coelho nie muszę Wam chyba specjalnie przedstawiać. "Jedenaście minut" było czytane przez trzy osoby. Ma niewielkie zagięcie w prawym górnym rogu przedniej okładki, a na tylnej cena zamazana jest czarnym flamastrem.

Cena garażowa - 10,00 zł


IX. "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam..." Paulo Coelho, wyd. Drzewo Babel 



Paulo Coelho w swojej książce opowiada o spotkaniu dwojga ludzi po latach rozłąki. Miłość, która w nich zasnęła, budzi się powoli, pośród wątpliwości i obaw przed porażką. Aby uwierzyć w drugiego człowieka, należy najpierw uwierzyć w siebie.

I kolejna pozycja Paulo Coelho. Egzemplarz w bardzo dobrym stanie, bez jakichkolwiek zagięć. Czytany przez dwie osoby. Cena na okładce to 30,00 zł.

Cena garażowa - 10,00 zł


X.  "Larwa" John Fowles, wyd. Zysk i S-ka


 
"Mocna, fascynująca, pełna napięcia fabuła... Opowieść o bogactwie i wpływach możnych tego świata, o prześladowaniu i podpatrywaniu ludzkich wynaturzeń. To historia erotycznej obsesji i pożądania, szaleństwa i zbrodni." (The New York Times)

Egzemplarz przeczytany tylko przeze mnie, bez jakichkolwiek śladów użytkowania. Cena na okładce to 35,90 zł.

Cena garażowa - 15,00 zł


XI. "Imprimatur" Monaldi Rita, Sorti Francesco; wyd. Świat Książki



Akcja obejmuje dziewięć dni 1683 roku. Historię opowiada kilkunastoletni karzeł, posługacz w zajeździe, będący naocznym świadkiem niezwykłych wydarzeń. Wraz z pewnym mnichem odkrywa on tajne przejście do starożytnych podziemi, prowadzących do domu osobistego lekarza Innocentego XI. Z podsłuchanej rozmowy wynika, że papież ma zostać celowo zarażony dżumą... 

Powieść przetłumaczona na 19 języków, wydana w 44 krajach. Na całym świecie sprzedano ponad 1 200 000 egzemplarzy. Książka czytana tylko raz, w bardzo dobrym stanie. W twardej oprawie. Do książki dołączona jest płyta CD z muzyką. Jedynym śladem użytkowania jest centymetrowa plamka na wewnętrznej stronie tylnej okładki od kleju, którym przyklejona była płyta CD. Cena na okładce to 34,90 zł.

Cena garażowa - 15,00 zł


XII. "Secretum" Monaldi Rita, Sorti Francesco; wyd. Świat Książki



IMPRIMATUR SECRETUM VERITAS MYSTERIUM - "Sekrety można nawet opublikować, ale prawda zawsze zostanie tajemnicą." Bohaterem części drugiej - Secretum - rozwiązującym enigmatyczną zagadkę kryminalną jest mnich-kastrat Atto Melani, tajny agent Króla Słońce. O prawa do tej książki walczyli najważniejsi wydawcy świata, nie widząc nawet rękopisu. - Powieść ma wyjść w: Holandii, Belgii, Danii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, we Włoszech, Portugalii, Grecji, Turcji, na Węgrzech. - Jest książką wyczekiwaną i wzbudzającą niezwykłe zainteresowanie, - sprzedaż praw do drugiego tomu była okryta tajemnicą - z pomoca grafologów autor udowodnił, że testament króla Hiszpanii, Karola II jest fałszywy (1661-1700) -to odkrycie ma ogromne znaczenie historyczne i polityczne.

Książka czytana tylko raz, w bardzo dobrym stanie. W twardej oprawie. Jedynym śladem użytkowania jest centymetrowa plamka na wewnętrznej stronie tylnej okładki. Do książki dołączona jest płyta CD z muzyką. Cena na okładce to 34,90 zł.

Cena garażowa - 15,00 zł


XIII.  "Zgniłobrody i luneta przeznaczenia" Rafał Witek, wyd. Nasza Księgarnia




To wszystko przez moje nazwisko! Gdybym nazywała się Gabrysia Grzeczniutka, to ludzie inaczej by mnie traktowali. Ale Gabrysi Bzik mogą się czepiać do woli. Dlatego ciągle ląduję na dywaniku u dyrektora. Któregoś razu wylądowałam tam z Nilsonem Makówką, kolegą z klasy. On zna na pamięć chyba wszystkie kodeksy świata i nie waha się ich użyć! Muszę powiedzieć, że te jego prawnicze zainteresowania czasem się przydają – trudno gościa przegadać, nawet dyrektor ma z tym kłopot! No więc trochę się z Nilsonem zakumplowaliśmy. Ale nie myślcie, że ze sobą chodzimy! Ja doskonale potrafię chodzić sama, nie jest mi do tego potrzebny żaden chłopak. Za to wspólne przygotowanie projektu do szkoły oraz próba ucywilizowania pirata z Karaibów? To zupełnie inna historia…

Książka dla dzieci, którym rodzice nie muszą już czytać. Premierę miała trzy miesiące temu. Nigdy nie czytana, w idealnym stanie. Cena na okładce 21,90 zł. 

Cena garażowa - 10,00 zł


I to wszystkie książki, które dla Was dzisiaj mam. Jeśli jesteście zainteresowani kupnem, zostawcie komentarz z "rezerwacją" i swoim adresem e-mail. 

UWAGA!!! 
Do ceny książek nr I, VII, VIII, IX, XIII należy doliczyć 5,50 zł kosztów przesyłki listem poleconym.
Do ceny książek nr II, III, IV, V, VI, X, XI, XII należy doliczyć 7,00 zł kosztów przesyłki listem poleconym (są cięższe).


Pozdrawiam serdecznie i miłych zakupów :-)!!!!

Hubisiowa mama

niedziela, 17 sierpnia 2014

Komarom mówimy nie!

Bardzo nie lubię owadów, a one nie lubią mnie. Należę do osób, które po ugryzieniu komara jeszcze przez tydzień chodzą z wielką, czerwoną, babrającą się krostą. W ciepłe miesiące muszę nosić w torebce przepisane przez lekarza sterydy, bo moje ostatnie dwie przygody z pszczołami skończyły się w szpitalach. Najpierw mała diablica dziabnęła mnie w kanalik łzowy i wzrok odzyskałam dopiero pod kroplówką. Potem użądliła mnie w palec na plaży w Jastrzębiej Górze i cała moja ręka aż po szyję zamieniła się w wielki, palący i siny konar drzewa. Po serii zastrzyków, które niewiele pomogły, lekarze ostatecznie, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, wsadzili mi rękę w gips. Niejako dla zasady okrutnie boję się też kleszczy. Może dlatego, że wśród znajomych mam aż dwie osoby, które zachorowały na boreliozę i widziałam, jak ciężka jest to choroba... To tak tylko dla przykładu, by zobrazować Wam powody mojej owadziej niechęci...

Wracając jednak do tematu... Bardzo boję się, że z owadami nie będzie lubił się też Hubiś. Do tej pory nie zdarzyło się nam jeszcze, by coś go ugryzło, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. Dlatego z nieba wprost spadła mi propozycja przetestowania całej serii preparatów na komary i kleszcze marki OFF! Dostaliśmy najróżniejsze żele i spray’e, dla dorosłych i dla dzieci, na kleszcze i komary (nawet te tropikalne). Do wyboru, do koloru! Dla każdego znalazło się coś odpowiedniego. Mnie najbardziej przypadł do gustu żel Family Care Junior bez zapachu, barwników i konserwantów.

I właśnie w ramach tego testowania po raz pierwszy w życiu zabrałam wczoraj Hubisia na spacer do lasu. Nie na obrzeża lasu, ale w sam środek mazurskich kniei :-). Wcześniej zwyczajnie się bałam.

Cóż to było za szaleństwo, ile radości, biegania i zbierania żołędzi :-)! Aż mi się ciepło na sercu robiło, gdy na niego patrzyłam.



środa, 13 sierpnia 2014

Taa-taa

Hubisiowy Tata czekał na te słowa ponad dziewiętnaście miesięcy. Wciąż na nowo uczył, zachęcał, prosił... bez skutku. Hubiś patrzył na niego wielkimi oczami i nie bardzo rozumiał czego właściwie się od niego chce. Bo przecież mama to „mama”, a tata to „ejla”, „dajda”, „deda”. Oczywista oczywistość. 

Syn nasz składał pierwsze zdania w stylu „dać jeść”, mówił „cześć” i „cycki”, ale słowo „tata” nie przechodziło mu przez usta. I nie to, by miał jakieś specjalne problemy z sylabą „ta”. Gdy pytaliśmy go, czy chce ciasteczko lub czy chce iść na plac zabaw, piękne, wyraźne „ta” rozbrzmiewało w całym domu. No, ale „ta” to „ta”, a „tata” to już zupełnie inna historia.

Kto by przypuszczał, że do pierwszego „tata” przekona go kobieta? Trzeba było nam wyprawy do Warszawy do słodkiej Zuzy, jej rodziców i babci, by Hubiś przemyślał sprawę. Wpędziła go Zuza w kompleksy ewidentnie, bo w czasie naszych odwiedzin dziesiątki razy powiedziała to wyjątkowe słowo.













































poniedziałek, 11 sierpnia 2014

19 miesięcy Hubisia

Czy Wy też macie wrażenie, że zaledwie parę dni temu pisałam podsumowanie osiemnastego miesiąca Hubisiowego życia? Nie mam pojęcia, jak to możliwe, że zalegam już tydzień z miesiącem dziewiętnastym! 

Jest mnie ostatnio mniej, przepraszam Was za to, ale cierpię na kompletny niedoczas. Dni mijają jeden za drugim, nawet nie zdążę zorientować się, czy aktualnie jest środa, czy czwartek. Obowiązków zrobiło się milion, czasu na to praktycznie wcale. W pracy wieczny młyn... Weekendy wypełnione po brzegi… W dodatku zmęczenie jakieś ostatnio mnie dopada i coraz częściej zdarza mi się przypadkowo usnąć wieczorem razem z Hubertem. Późnym wieczorem… bo szkrab nasz odkrył uroki nocy i kategorycznie odmawia chodzenia spać po przysłowiowej dobranocce. Gdy jeszcze dwa miesiące temu usypiał o 19.30, mieliśmy z Hubisiowym Tatą kilka godzin na domowe obowiązki i wspólne spędzenie czasu. Teraz młody usypia ok. 21:30 - 22:00. I nie pomaga ani zmęczenie go w dzień, ani wyciszanie wieczorem. Nie chce spać i koniec, a rano z kolei nie mogę dobudzić go do żłobka. Naciąga sobie kocyk na głowę i nie chce otworzyć oczek, a potem dźga paluszkiem moją poduszkę i każe mi się z powrotem kłaść spać do łóżka. Niestety, najpóźniej o 6:50 musi być w żłobku, bo inaczej mama spóźni się do pracy. 






środa, 6 sierpnia 2014

Kubek z grzybem - koniec historii

Prawie dwa miesiące minęło odkąd napisałam Wam o zagrzybionym kubeczku, który znalazłam w rączce Huberta, odbierając go ze żłobka (tutaj oraz tutaj ). Dwa miesiące z całym kalejdoskopem uczuć, które przelewały się przez moje serce. Od gniewu po rezygnację. Od czarnych wizji po niepoprawny optymizm. Bałam się o jego zdrowie (szczególnie, gdy złamałam daną sobie obietnicę i zaczęłam przeglądać internet), a potem wyrzucałam sobie nadgorliwość (po przeczytaniu o samej sobie na pewnym forum, że „odstawiam cyrk, bo dziecko trochę grzyba się najadło”). Płakałam, a potem śmiałam się, że bez przygód to po prostu nie może obyć się w naszym Hubisiowym życiu. I czekałam… 

Przez ostatnie dwa miesiące praktycznie cały czas czekałam. Najpierw ponad miesiąc na wyniki badań zawartości kubka, które wykonywał dla nas sanepid. Potem na wyniki badań Huberta, aż w końcu na wczorajszą wizytę u laryngologa. 

Okazało się, że sanepid wyhodował na kubeczku pięć różnych grzybów, z czego trzy opisano nam jako chorobotwórcze z gatunku pleśniowych. Przy okazji nieźle nas nastraszono. Zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie otrzewnej, zapalenie wsierdzia i kandydoza płuc – to tylko kilka z wymienionych chorób. Owszem, pojawiających się rzadko, ale jednak. 

Laborant z sanepidu kazał nam się koniecznie zgłosić do lekarza po skierowanie na badania, co oczywiście od razu zrobiliśmy, lecz tu niestety napotkaliśmy wyżyny niekompetencji. Pediatra w przychodni, którą spotkałam tam po raz pierwszy, stwierdziła, że na żadnych grzybach się nie zna, że w niczym mi nie pomoże, nie jest mnie też w stanie pokierować do innego lekarza, bo nikogo takiego nie zna. Powiedziała, że najlepiej bym zrobiła, gdybym zgłosiła sprawę do sanepidu, niech zrobią z tym żłobkiem porządek, a nie tu do niej przychodziła, bo niby co ona ma poradzić. Że jak się tak mocno upieram, to da mi te skierowania, tylko musi iść do pielęgniarek spytać się na jakich druczkach się to robi i żebym poczekała… I żebym powtórzyła, co ja właściwie chcę? A na koniec wręczyła Hubertowi odznakę „dzielnego pacjenta”. Tyle w temacie...

niedziela, 3 sierpnia 2014

Insta - lipiec

Bez urlopu, ale za to z wypełnionymi po brzegi popołudniami i wyjazdowymi weekendami. Rodzinnie. Gorąco, bardzo gorąco. Książkowo, kinowo... Tak minął nam lipiec :-).  

Serdecznie zapraszam na lipcowy przegląd instagramowy:


Do zobaczenia na Instagramie w sierpniu!!!

Hubisiowa mama

piątek, 1 sierpnia 2014

"Dziewczyny z Powstania" Anny Herbich

Chyba nie znajdę lepszego dnia na opowiedzenie Wam o tej książce. I o tych dziewczynach, którym pierwszego sierpnia 1944 r. na zawsze zmieniło się życie. 

„Dziewczyny z Powstania” Anny Herbich to książka, która bardzo mnie zaskoczyła. Spodziewałam się ciężkiej lektury, z dużą dawką martyrologii. Dostałam wciągającą, świetnie napisaną książkę, od której po prostu nie można się oderwać. 

Jedenaście kobiet i jedenaście poruszających historii opowiedzianych ich własnymi słowami. Historii o tym, jak walczyły, jak płakały, jak rodziły dzieci i próbowały przetrwać. O straconych na zawsze miłościach, ginącej rodzinie, trosce o dzieci. O odwadze, głodzie i ogromnym strachu. Bez patosu, tak po prostu... Każda historia inna, ale wszystkie budzące ogromny szacunek dla tych młodych kobiet.




„Dziewczyny z Powstania” to wzruszająca, przejmująca do głębi książka, pokazująca, że absolutnie nie nam jest oceniać to Powstanie. Bo jak można kryteria z naszych „normalnych” czasów stosować do ich skrajnej sytuacji? Jak można krytykować ich za niezgodę na bierność? Czy naprawdę grzechem było to, że młodzi ludzie chcieli móc mieć marzenia?

Uważam, że jest to książka, którą naprawdę warto przeczytać. Chociażby po to, by spojrzeć na swoje życie i współczesne problemy przez pryzmat historii tych młodych kobiet. Bo, jak powiedziała jedna z bohaterek:

"Czy twoje miasto jest bombardowane? Czy twojemu mężowi grozi śmierć od nieprzyjacielskiej kuli? Czy twoje dzieci głodują? Jeśli nie, to nie masz powodu do narzekania. Wszystko inne jest bowiem błahostką".

Hubisiowa mama
Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.