AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

sobota, 30 sierpnia 2014

Finał 100 happy days

Na blogu Love to work, który cenię i regularnie odwiedzam, prowadzona była ostatnio bardzo fajna akcja pod hasłem „Jestem najlepsza!”. Chodziło w niej o to, by zastanowić się nad swoimi mocnymi stronami i z dumą pochwalić się nimi reszcie świata. By wbrew naszej narodowej skłonności do zaniżania własnej wartości, poszukać w sobie czegoś wyjątkowego. Docenić samego siebie... I chociaż oficjalnie nie wzięłam w niej udziału, niemniej skłoniła mnie ona do zastanowienia się, w czym ja jestem najlepsza.

Pierwsze co przyszło mi na myśl to moja spostrzegawczość. Znalazłam już setki czterolistnych koniczynek, specjalnie nawet ich nie szukając. Tak po prostu rzucały mi się w oczy, gdy przechodziłam obok. Literówkę w gazecie lub książce wyłapię od razu. Grosika na chodniku widzę już z daleka. Kota przemykającego w zbożu, nierówny wzór na filiżance...  I mogłabym tak długo jeszcze wymieniać. Owszem, czasami nie zauważę stojącego przede mną słonia, ale to, że w cieniu przez niego rzucanym leży zgubiony przez kogoś guzik – już tak :-). Dziwna to cecha, jak na takiego krótkowidza jak ja, ale rzeczywiście jest moją mocną stroną.

Jest jednak coś, w czym jestem jeszcze lepsza i co po części wiąże się z moją filozofią życiową. Jestem mistrzynią w wyszukiwaniu jasnej strony każdej sytuacji oraz tłumaczeniu sobie i innym, że po dołku zawsze jest górka, a po deszczu słońce. Że na pewno wszystko będzie dobrze, a martwienie się na zapas nie ma sensu :-). 

Głęboko wierzę w to, że jesteśmy tak szczęśliwi, jak sami sobie na to pozwalamy, więc po prostu cieszę się z tego, co mam. Doceniam małe szczęścia, tworzące naszą codzienność, bo to one przecież składają się na dużą całość. Owszem, czasami muszę ich dość mocno szukać, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, bym nie znalazła :-).

W maju dołączyłam do akcji 100 happy days i przez ostatnie miesiące codziennie dodawałam na Hubisiowym instagramie zdjęcie oznaczone hashtagiem #100happydays. Pisałam Wam o tym tutaj (klik). Przez 100 dni w naszej zwyczajnej codzienności szukałam szczęścia. Pomimo chorób, zmęczenia i problemów... Małego szczęścia w postaci uśmiechu Hubisia, miłości męża, słodkiej stópki mojego maleńkiego siostrzeńca, nowej książki, róży w wazonie i w wielu, wielu innych rzeczach.

Gdy przeglądałam dzisiaj zdjęcia z całości wyzwania zrozumiałam, jak wiele dobrego spotkało mnie przez ostatnie miesiące. Zostałam ciocią małego Maksa... Mój synek niesamowicie się rozwija i jestem z niego bardzo dumna. Pomimo wielu obowiązków udało nam się z mężem wyrwać na kilka romantycznych randek. Byliśmy z Hubisiowym Tatą na rewelacyjnym weselu... Przeczytałam kilka niesamowitych książek, obejrzałam naprawdę świetne filmy. Wygrałam w takiej ilości konkursów, że to aż niewiarygodne, a pośród tych wygranych był weekend dla rodziny w pensjonacie nad morzem! Zorganizowałam siostrze baby shower. Byłam na wspaniałym spotkaniu Olsztyńskich Blogerek. W upalne popołudnia jeździliśmy z Hubisiem nad wodę... Właściwie każdego dnia spotykało nas coś fajnego. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwą osobą :-)!

A w ramach małego podsumowania, jeszcze raz pokażę Wam nasze szczęście :-). Oto Hubisiowe 100 happy days (opisy do nich znajdziecie na naszym instagramie):









Naprawdę cieszę się, że wzięłam udział w tej akcji i zachęcam każdego do poszukiwania swojego szczęścia. Jest bliżej niż myślicie :-).

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama

14 komentarzy:

  1. Genialny pomysł z tym projektem. Od jutra również wezmę w nim udział bo fajnie za jakiś czas wrócić do tych chwil, które sprawiły nam przyjemność - taki promyk słońca w gorszych chwilach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz żałować, zobaczysz :-)!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również cieplutko pozdrawiam!

      Usuń
  3. świetny projekt, strasznie się cieszę, że podpatrzyłam go u Ciebie i za kilka dni i moja 100 pojawi się na blogu. A poza tym to świetna pamiątka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się na poważnie, czy nie zrobić drugiej rundy :-). No i czekam na finał u Ciebie :-).

      Usuń
  4. Bardzo fajny pomysł i chyba czas na nas. male szczescie do małego szczęścia i po 100 dniach mamy iście wspaniały rezultat :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie spróbuj, to naprawdę fajna, wartościowa zabawa :-)

      Usuń
  5. dzięki za wpis, przypomniałaś mi że tez z natury jestem optymistką, tyle że mąż mnie dołuje....wyeliminowac go? :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie denerwuj się na mnie...ale ja bardzo Ci zazdroszczę :( tego, że nie musisz pisać, że jesteś szczęśliwa bo widać to na każdym zdjęciu i w każdej literce, którą tu zostawiasz... ja jestem po drugiej stronie lustra :( zawsze widzę czarną stronę i świata i życia... choć jak patrzę na zdjęcia sprzed paru lat to widzę, że jednak miałam "mały" odlot w kierunku dobrych chwil:( i tylko szkoda, że to już przeszłość:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami, żeby zrozumieć wartość życia i nauczyć się szukać szczęścia w zwykłych codziennych chwilach, trzeba spojrzeć w oczy wielkiemu smutkowi, chorobie, nieszczęściu... Ze mną tak było. Przewartościowałam się i dziękuję Bogu za to doświadczenie, bo uczyniło mnie szczęśliwą. Przecież nawet w najgorszym dniu można znaleźć coś pozytywnego... Trzeba tylko poszukać. Ciepły uśmiech, miły gest, tęcza na niebie... Tego też się można nauczyć :-). Spróbuj, a zobaczysz, że jasnych stron jest zdecydowanie więcej od tych ciemnych. Trzymaj się cieplutko i pozwól sobie na "odlot". Zasługujesz na niego, jestem pewna!

      Usuń
  7. I właśnie za to pozytywne podejście do życia tak Cię lubię Asiu! Bo w pierwszej chwili aż się zdziwiłam, że 100 minęło i przypomniałam sobie, że w ciągu tych stu dni mieliście też mniej przyjemne sytuacje (jak choćby akcja z grzybkiem w kubku),a Ty widać skupiasz się na tym, co radosne, a nie na tym, co trudne. Bardzo piękna to cecha!
    I tylko żałuję, że sama nie zrobię sobie tych 100happydays na Instagramie, ale bez zdjęć Oleńki byłoby bezsensu...

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajna pamiątka. Miło się ogląda takie zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.