AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 28 listopada 2014

2 urodziny Hubisia - inspiracje

Wielkimi krokami zbliżają się urodziny Hubisia. Dokładnie 4 stycznia skończy dwa latka i nie byłabym sobą, gdybym nie urządziła z tej okazji rodzinnego przyjęcia. Będzie kolorowo i optymistycznie. Troszkę na przekór wszechpanującym pastelom, które chociaż piękne, jakoś nie pasują do usposobienia Huberta. 

Motywem przewodnim postanowiłam uczynić kolorowe kropki :-). Rozważałam traktory, auta i świnkę Peppę, ale ostatecznie wygrały kropy. Bo przyciągają Hubisia wzrok, bo bardzo lubi pokazywać je paluszkiem, bo są wesołe i kojarzą mi się z dziecięcą radością. I co równie ważne, dają mi ogromne pole do popisu :-).

Mam już obmyślony tort, słodkości i przekąski. Będą duże tęczowe lizaki i ciasteczka z kolorowymi M&M’sami. Kropowe papilotki na muffinki i ozdoby na buteleczki. Oczami wyobraźni widzę też dekorację pokoju. Planuję kolorowe pompony i okrągłe girlandy z filcu. Moją „bazą” będzie biel. Biała zastawa, obrus, polewa na torcie... A na tym kropki :-). Już nie mogę się doczekać, jak to wszystko będzie wyglądać "na żywo". 

Teraz pracuję nad zaproszeniem. Bardzo chciałabym, by podobnie jak w zeszłym roku, było w 100% Hubisiowe (klik). By nasz maluszek był na nim najważniejszą postacią. Mam już pomysł, zobaczymy, co z tego wyjdzie :-).

Poniżej wrzucam Wam garść inspiracji. Wszystkie oczywiście z uwielbianej przeze mnie strony Pinterest.



























I jak Wam się podoba kropkowa koncepcja Hubisiowych urodzin :-)? Może podrzucicie mi jeszcze jakieś pomysły :-)?

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama

-♥-

czwartek, 27 listopada 2014

Be Beauty - spotkanie Olsztyńskich Blogerek

Są ludzie, z którymi zawsze czujemy się swobodnie. I nie ma tu znaczenia, czy znamy się dziesięć lat czy godzinę. Mam to ogromne szczęście, że mój olsztyński kawałek blogosfery wypełniony jest takimi właśnie osobami. Ciepłymi, radosnymi i niezwykle życzliwymi. 

Dlatego z tak dużą niecierpliwością czekam na spotkania organizowane przez Olsztyńskie Blogerki, czyli Sylwię i Olę. Bo wiem, że nie będę żałować tych kilku godzin wykradzionych z rodzinnego weekendu. Że spotkam tam dziewczyny, z którymi od miesięcy umawiam się na kawę i wciąż nie mogę na nią dotrzeć, chociaż mieszkamy przez przysłowiową ulicę. Że poznam kolejne osoby z tą samą pasją, co moja i znowu będę pozytywnie kimś zaskoczona. A przede wszystkim, że będzie to spotkanie, na wspomnienie którego uśmiechnę się później do siebie.

Be Beauty, pod tym hasłem Olsztyńskie Blogerki zebrały nas w zimny, listopadowy dzień w położonej nad samym jeziorem Hangloose Caffe. Przy kawce i ciachu miałyśmy okazję pośmiać się, porozmawiać, ale też posłuchać troszkę mądrości. 

Kasia Ludwiszewska, nasza olsztyńska brafiterka, nie tylko uświadomiła nam wagę cyckowej sfery życia, ale także udowodniła, że większość z nas miała źle dobrane rozmiary biustonoszy (w tym ja). Natomiast trener osobisty Bartosz Kroplewski (ten sam, który pracuje nad kształtami Kolorowanki Fit) opowiadał, jak ważny jest zdrowy styl życia i co zrobić, by być w formie. Bartek obdarował nas wejściówkami na siłownię, znajdującą się w dodatku pod moim domem, więc koniec z wymówkami, czas wziąć się do roboty. Sylwia, niedługo będę Ci machać z sąsiedniej bieżni :-).








Organizatorki zadbały też o upominki. Wszystkie miłe, wszystkie doceniane, bo przecież nikt ich nam dawać nie musiał. Naszych świętych Mikołajów znajdziecie na koniec wpisu. Mnie za serce szczególnie złapała torba z nadrukiem zdjęcia mojego Hubisia, wykonana przez firmę Szata. Do głowy by mi oczywiście nie przyszło chodzić z nią na zakupy, ale cieszę się, bo nareszcie będę miała miejsce do przechowywania pierwszych Hubisiowych śpioszków i innych skarbów, z którymi nie mogę się rozstać.

Dziewczyny podopinały wszystko na ostatni guzik. Było miło, swobodnie i tak naturalnie, że wręcz można było przeoczyć ogromny wysiłek jaki niewątpliwie włożyły w organizację spotkania. Serdecznie Wam dziękuję i liczę, że nie przestaniecie, bo naprawdę świetnie Wam to wychodzi :-).

Na spotkaniu listę obecności podpisały:

- Sylwia z bloga Jej cały świat (umawiamy się na siłownię!)
- Ola z bloga Rodzinka z innego świata (kino w  przyszłym tygodniu aktualne?)
- Ania z bloga Dziecięce Klimaty (już nie mogę doczekać się 13 grudnia!)
- Magda z bloga Magdalena Sulwińska Fotografia (Madzia pamiętaj, zaklepujemy sesję zimową w styczniu)
- Monika z bloga Żurmalistka (jak miło odkryć taką fajną sąsiadkę!)
- Karolina z bloga Karolibu (Karola, mam coś dla Ciebie!)
- Ilona z bloga Pani Rolnik (na sesję zimową przyjeżdżamy z całym Hubisiowem do Ciebie :-))
- Ania z bloga Anibarpiomar (nareszcie mogłam Cię poznać osobiście!)
- Agnieszka z bloga Z motylem na dłoni (nie zdążyłyśmy porozmawiać, ale mam nadzieję, że nadrobimy w grudniu)
- Kasia z bloga Katiuszka (bardzo miło było Cię poznać)
- Edyta z bloga Weekendowa kuchenka (mam w planach Twoją sałatkę ze szpinakiem!)


Pozdrawiam serdecznie,

Hubisiowa mama

-♥-

poniedziałek, 24 listopada 2014

Myśli potargane # 5

7 listopada 2014 (piątek)
Będąc mamą chłopca, domyślałam się, że ta chwila kiedyś nastąpi. Nie sądziłam jednak, że przydarzy się tak szybko. Otóż Hubiś dostał dziś pierwszą uwagę „do żłobkowego dzienniczka”. Okazało się, że ugryzł kolegę. Poszło oczywiście o zabawkę. Podobno tamten chłopczyk chciał ją wyrwać Hubertowi, młody oddać jej nie chciał, wywiązała się więc mała przepychanka, uwieńczona odbitką Hubisiowego uzębienia na skroni kolegi. Na szczęście chłopcu nic poważnego się nie stało, ale ślad zębów pozostał. Opiekunka powiedziała mi, że wszystko stało się tak szybko, że nie zdążyła nawet podbiec.

Całą drogę ze żłobka tłumaczyłam więc, że nie wolno gryźć innych dzieci, że tego chłopca na pewno bardzo bolało, że on zapewne też nie chciałby, by ktoś go ugryzł, że to nieładnie... Po czym, gdy godzinę później opowiedziałam o wszystkim Hubisiowemu Tacie, ten spojrzał na młodego z dumą i stwierdził: „I bardzo dobrze synu, pamiętaj nigdy nie pozwól sobie odebrać swojej własnej zabawki”. No i to by było na tyle, jeśli chodzi o moje rozmowy wychowawcze :-).

8 listopada 2014 (sobota)
Hubiś nocuje dzisiaj u Dziadków. Na samą myśl o tym, że w końcu porządnie się wyśpię, jestem tak podekscytowana, że nie mogę usnąć :-).

9 listopada 2014 (niedziela)
- Huberciku, idź do pokoju i zawołaj mamę na obiad – poprosiła dzisiaj Hubisiowa Babcia.
- Mama! Tam! Mniam mniam! – usłyszałam po chwili od mojego małego synka :-).

12 listopada 2014 (środa)
Po co komu łapka na muchy, skoro jest nasz Hubiś :-)? Od powrotu ze żłobka biega po całym domu i łapie wyimaginowane owady. Z przejęciem na twarzy i ogromnym poczuciem misji. Łapie je klaszcząc w powietrzu dłońmi i wysuwając do przodu nogę w wypadzie a’la Chodakowska. Potem przybiega do mnie i pokazuje swoją niewidzialną zdobycz. Bawi się, wykorzystując do tego tylko i wyłącznie własną wyobraźnię. Dumna jestem z mojego małego pogromcy much :-).

13 listopada 2014 (czwartek)
Moja Mama była dzisiaj w Olsztynie i zabrała Hubisia na to nieszczęsne, zaległe szczepienie na ospę, o które tak się ostatnio pokłóciłam z przychodnią. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda mi się zaszczepić Huberta bez problemów i negatywnych emocji.

15 listopada 2014 (sobota)
Zrobiłam sobie dzisiaj mały prezent i spędziłam pół dnia na spotkaniu Olsztyńskich Blogerek. Tak miło było spotkać się z dziewczynami, porozmawiać, pośmiać się... Tak bardzo tego potrzebowałam. A po spotkaniu zapakowałam ferajnę i pojechaliśmy na urodziny mojej siostry. Było rodzinnie, wesoło i dokładnie tak, jak powinno być. To była naprawdę fajna sobota.

17 listopada 2014 (poniedziałek)
Wystraszyłam się dzisiejszej nocy i to bardzo. Hubiś obudził się około drugiej, przyszedł do nas do łóżka i poprosił o mleczko. Chwilkę to trwało, więc zdążył się już dobrze rozbudzić. Gdy w końcu przytulony do mnie siorbał sobie powoli, pokazał nagle palcem na ścianę, na której nic nie było (żadnego cienia, nic zupełnie) i spytał: „A kto to?”. Odpowiedziałam, że nic tam nie ma, na co mój synek z zaskakującą pewnością w głosie stwierdził „Tam, pan”. Tłumaczę mu więc znowu, że to tylko ściana i tam żadnego pana nie ma. On jednak obstawał przy swoim i pokazując paluszkiem mówił „o tam, pan”. I chociaż nie wierzę w duchy, ani w żadne tego typu historie, autentycznie poczułam dzisiaj gęsią skórkę.

19 listopada 2014 (środa)
Chyba będę musiała przechrzcić Hubisława Wiercidupkę na Hubisława Podgryzajkę. Gryzie nas ostatnio na potęgę. I żadne tłumaczenia, ani prośby nie pomagają. W końcu po kolejnym, zębolowym ataku, powiedziałam do niego szybciej niż pomyślałam: „Huberciku, czy ty w ogóle wiesz, jak to boli? Może ugryziesz się sam i się przekonasz?”. I w tej samej sekundzie Hubert zanurzył zęby we własnym przedramieniu. Płakał z 10 minut, a ja razem z nim... Skąd miałam wiedzieć, że w końcu postanowi posłuchać matki?

 - ♥ -

Hubisiowa mama

czwartek, 20 listopada 2014

Fotokalendarz nowa edycja

Rok temu znalazłam idealny prezent dla Hubisiowych Dziadków. Taki, na który zerka się codziennie przez okrągły rok. Który wywołuje uśmiech i ciepłe wspomnienia, a na koniec służy jako pamiątka. Przygotowany specjalnie dla Nich, wyjątkowy i od serca. Ten prezent to fotokalendarz oczywiście :-). 

Ubiegłoroczny mieliście okazję zobaczyć tutaj (klik), dzisiaj pokażę Wam przyszłoroczną edycję, czyli kalendarz na 2015 rok. Przygotowałam go samodzielnie, w specjalnym, darmowym edytorze online. Jeśli zdecydujecie się na taki właśnie sposób przygotowania, do wyboru będziecie mieć najróżniejsze wzory kalendarzy, formaty, style, czcionki, wielkości, kolory, układy zdjęć i wiele innych parametrów.


I chociaż edytor pozwala na stworzenie setek najróżniejszych kombinacji, ja ponownie postawiłam na klasykę. Białe tło, czarne cyferki i jedno duże zdjęcie Hubisia. Starałam się trzymać zasady, żeby zdjęcie ozdabiające kartę danego miesiąca w 2015 r. pochodziło z tego samego miesiąca, ale roku ubiegłego (z przyczyn oczywistych miałam jednak problem z grudniem 2015 r. :-)). Fajnie było porównywać, jak Hubiś wyglądał dokładnie rok wcześniej. Całości dopełniło oznaczenie naszych prywatnych, rodzinnych świąt i w niecałą godzinkę fotokalendarz miałam gotowy :-).





Mam nadzieję, że sprawi Hubisiowym Dziadkom wiele radości i że uśmiech Huberta będzie im rozjaśniał nawet najbardziej pochmurne dni. 

A Wy macie taki kalendarz z własnym zdjęciem? Lubicie tego typu prezenty? Planujecie fotokalendarz na gwiazdkę :-)?

Pozdrawiam Was serdecznie,

Hubisiowa mama

-♥-

sobota, 15 listopada 2014

Pięć ulubionych profili na instagramie

Pamiętacie jeszcze cykl Hubisiowej piątki? Pokazywałam Wam moich pięciu ulubieńców w najróżniejszej maści dziedzinach. Ostatnimi czasy troszkę go zaniedbałam, ale oto oficjalnie reaktywuję i serdecznie zapraszam na przegląd moich pięciu ulubionych profili na instagramie. Bo, że zupełnie straciłam głowę dla tego pożeracza czasu, to już chyba zauważyliście :-)?

Na pierwszy ogień pójdą obcojęzyczne profile „mamowe”, bo te lubię najbardziej.

1. mamawatters
























Mój absolutny faworyt. Profil Amandy Watters to instagramowe mistrzostwo świata. Jeszcze nigdy nie widziałam, by ktoś tak pięknie fotografował codzienność. W stu procentach trafia w mój gust. Jej zdjęcia urzekają i to bez względu na to, czy są na nich jej przeurocze dzieci, czy suszące się skarpetki. Płot, szpinak, wanna, doniczka, książka... u niej wszystko wygląda magicznie. Marzę, by chociaż raz w życiu zrobić podobne zdjęcie.


2. oneclaireday
























Claire jest fotografem. Mieszka w Australii z mężem i dwiema małymi córeczkami. Pierwsze słowa, jakie przychodzą mi na myśl, gdy oglądam jej profil to delikatność i dobry smak. Zdjęcia Claire są wysmakowane i dopracowane do najmniejszego szczegółu. Piękne po prostu. A macierzyństwo w jej wydaniu takie cudnie pastelowe...


Na bloga Sydney The day book zaglądam już prawie trzy lata. Towarzyszyłam jej podczas obu ciąż, wzruszałam gdy na świat przychodziły jej dzieci, podziwiałam metamorfozy, jakie przechodziła. Przez te lata zaprzyjaźniłam się z nią po prostu. Gdy założyłam profil na instagramie, była jedną z pierwszych osób, jakie wyszukałam. Klimatyczne zdjęcia, urocze dzieci, piękna i sympatyczna mama. Czego chcieć więcej :-)?


4. carolinebergeriksenno

























Caroline prowadzi jednego z najpopularniejszych blogów w Norwegii (klik). Znajdziecie u niej wszystko – dobrą kuchnię, porady fitness, stylowe outfity i piękne wnętrza. Na wysmakowanych, idealnych fotografiach oczywiście. Ogląda się go troszkę jak luksusowy magazyn, ale w jej przypadku to absolutnie nie jest zarzut. Lubię jej perfekcyjność. Lubię jej zdrowy styl życia. Inspiruje mnie do dbania o siebie. Rok temu Caroline została mamą, dzięki czemu jej blog zyskał nowy wymiar. Odkąd pojawiła się tam mała Nelia lubię go jeszcze bardziej. Instagramowy profil to dopełnienie całości.


5. quietblessings

 
Natura, harmonia i piękno w czystej postaci. Nic dodać, nic ująć. Zakochacie się, jestem przekonana!


Znacie któryś z tych profili:-)? Odwiedzacie :-)? A może podpowiecie mi, gdzie odnajdę podobne klimaty :-)?

Serdecznie pozdrawiam,

Hubisiowa mama

-♥-

wtorek, 11 listopada 2014

Z Hubisiowej biblioteczki # 2

W minionym miesiącu nie miałam zbyt wiele czasu na książki. Na pewno nie tyle, ile bym chciała. Każdego dnia starałam się jednak wygospodarować chociaż chwilkę, bo nie potrafię już żyć bez czytania :-). Żeby nadrobić braki czasowe, zaczęłam też słuchać w samochodzie audiobooków. Aktualnie czwartą część cyklu o Harrym Hole, bohaterze książek Jo Nesbo. Dzięki nim nawet korki stały się przyjemne :-).

Ale wracając do książek papierowych, w październiku udało mi się przeczytać trzy naprawdę dobre pozycje, które z całego serca chciałabym Wam polecić. Jestem pewna, że nie będziecie żałować czasu, które im poświęcicie. Oto i one:


Lisa Genova „Lewa strona życia”

Kolejna powieść autorki genialnego i skłaniającego do refleksji „Motyla”. 

„Lewa strona życia” to opowieść o Sarah, młodej kobiecie sukcesu, która wraz z mężem i trójką dzieci mieszka na bogatych przedmieściach Bostonu. Wiecznie zabiegana, balansuje pomiędzy obowiązkami domowymi a karierą, planując i kontrolując każdą minutę swojego życia. Niezwykle ambitna nie daje sobie żadnej taryfy ulgowej. 

Pewnego dnia, jadąc do pracy, o jedną sekundę za długo nie patrzy na drogę i ma wypadek samochodowy. Jego konsekwencją jest poważny uraz mózgu zwany zespołem pomijania jednostronnego. Polega on na tym, że mózg całkowicie ignoruje informacje dotyczące lewej strony świata. Cała lewa strona po prostu znika z życia Sarah. Nie widzi osób, które stoją po jej lewej stronie, nie jest świadoma istnienia lewej strony czytanego tekstu, nie widzi w lustrze lewej strony swojej twarzy. Rehabilitacja jest niezwykle trudna, a prognozy lekarzy bardzo ostrożne. Sarah nie chce się jednak poddać. Marzy o powrocie do pracy i normalnym życiu.

„Lewa strona życia” to opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. O wyborach, rodzinie i miłości. O wielkiej determinacji i walce z własnymi ograniczeniami. O trudnej relacji matki z córką. O tym, że wypadki nie zdarzają się tylko komuś innemu gdzieś daleko, ale mogą przydarzyć się także nam lub naszym bliskim. 

„Lewa strona życia” to naprawdę świetna książka i chociaż poprzeczki niezwykle wysoko postawionej przez „Motyla” nie przeskoczyła, to jednak z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić.




Julie Cohen „Drogie maleństwo”

Claire i Ben to kochające się małżeństwo, któremu do pełni szczęścia brakuje tylko dziecka. Po wielu latach nieudanych prób, zabiegach in vitro i poronieniach, załamana Claire postanawia zrezygnować z dalszych starań. Z jej decyzją nie potrafi jednak pogodzić się Ben, który wciąż marzy o zostaniu ojcem. I w tym właśnie momencie jego najlepsza przyjaciółka Romily składa mu niezwykłą propozycję – urodzi jemu i Claire dziecko. Przekonuje małżeństwo, że poradzi sobie z rolą surogatki, tym bardziej, że już samotnie wychowuje córkę i nie chce mieć więcej dzieci. Pomimo wielu wątpliwości Claire godzi się na takie rozwiązanie, nie wiedząc jednak, że Romily od lat darzy jej męża potajemnym uczuciem.

I chociaż historia wydaje się banalna, banalną na pewno nie jest. To świetnie napisana książka o ludziach, którzy mają swoje słabości i którzy popełniają błędy. O granicy poświęcenia, nieodwzajemnionej miłości, zazdrości i wewnętrznym rozdarciu. O marzeniach, które mogą nigdy się nie ziścić. A także o macierzyństwie, które zmienia wszystko. 

Czy Romily urodzi dziecko Bena? Czy będzie w stanie oddać je Claire i Benowi? A może Ben, oczekując wspólnego dziecka, przekroczy granice przyjaźni? Odpowiedzi znajdziecie w książce, która na pewno jest warta tych kilku godzin na nią poświęconych. Polecam :-).





Mitch Albom „Pięć osób, które spotykamy w niebie”

Powieść, która znalazła się na liście 100 książek BBC, które każdy powinien przeczytać. 

Zaczyna się w miejscu, w którym większość książek się kończy. Główny bohater – Eddi uważa, że zmarnował swoje życie. Jest samotny i nieszczęśliwy. W dniu swoich 83-cich urodzin ginie w wesołym miasteczku, ratując życie małej dziewczynce. Po śmierci trafia do nieba, gdzie spotyka pięć osób, które w większym lub mniejszym stopniu wpłynęły na jego ziemskie życie. Każda z nich uczy go drogi do odnalezienia siebie, sensu istnienia i wyjaśnia powody doznanego cierpienia. 

Książka napisana jest niezwykle prostym, przyjemnym językiem. Pomimo poważnego tematu, przepełniona jest optymizmem i życiową mądrością. Nie mogłam się od niej oderwać, a szczególnie piękne fragmenty notowałam w kalendarzu. Na zachętę mam dla Was parę cytatów:

Duszenie gniewu w sobie zatruwa. Zżera od środka. Wydaje się nam, że nienawiść jest bronią wymierzoną w osobę, która zrobiła nam krzywdę. Ale nienawiść jest jak bumerang. Krzywdę, jaką robimy innym, zadajemy samym sobie.

Ktoś się starzeje, ktoś inny rośnie. Narodziny i śmierć stanowią części jednej całości.

Życiem i śmiercią nie rządzi sprawiedliwość – stwierdził. – Gdyby tak się działo, dobrzy ludzie nie umieraliby młodo.

Tego, że nie ma przypadków przypadkowych. Że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Że różne rzeczy w życiu dzieją się nie bez powodu... nawet te niedobre.



W październiku zrobiłam również podejście do "Lawendowego pokoju" Niny George, lecz poddałam się w okolicach setnej strony. I chociaż wiem, że jest to książka przez wiele osób bardzo chwalona, ja jej nie zdzierżyłam. Pomimo obiecującego początku, z każdą kolejną stroną była coraz bardziej męcząca. Główny bohater był tak infantylny i nijaki, że aż śmieszny, a opisy wołały o pomstę do nieba. Żeby nie być gołosłownym zacytuję chociażby ten: "Manon rozpuściła włosy: opadły jej na nagie piersi, gdy pędziła na swoim pokornym i wyrozumiałym rumaku o niedużych uszach". Po prostu nie dałam rady dłużej :-).

A Wy co przeczytaliście w tym miesiącu :-)? Podzielicie się :-)?

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama

♥ -

niedziela, 9 listopada 2014

Książeczki z sh

Pięknie wydane, lecz tu i ówdzie przytarte. Pomimo przebytej drogi, wciąż wartościowe i kolorowe. Kiedyś kochane i wielokrotnie czytane, teraz szukają nowego domu. Najlepszy sh’owy zakup, jaki tylko może być - książeczki dla dzieci. 

W moim mieście nie zdarzają się często, ale cieszą najbardziej. Za dosłownie kilka złotych zdarza mi się kupić prawdziwe perełki. Jak „Guess How Much I Love You” Sama McBratney’a, która leżała sobie samotnie pomiędzy starymi wieszakami na ubrania i ozdobami świątecznymi. Chyba jedna z najpiękniejszych bajek, jakie kiedykolwiek powstały. Magiczna w swojej prostocie. 




Albo kolorowa, bardzo starannie wykonana "Mask Book" z trójwymiarowymi elementami. Jest dość ciężka, ale dzięki uchwytom na rączki Hubiś nie ma problemu by ją utrzymać, a otwory na oczy proszą wręcz o wspólną zabawę. Kosztowała mnie całe 6 zł :-).





Któregoś dnia udało nam się także przygarnąć kucharzącą Mysię :-). I nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy zasługa tej książeczki, ale Hubiś zaczął przejawiać zapędy na młodego Masterchefa. Miesza, blenduje, podaje. Rozstawia na dywanie garnki i gotuje w nich klocki. A książeczka, pomimo braku kartonowych stron jest nadal w świetnym stanie. 





Za 1 zł udało nam się z kolei dostać malutką, ale niezwykle uroczą książeczkę "Look - There's a Baby". Mój Hubi uwielbia oglądać znajdujące się w niej dzieci, a gdy na ostatniej stronie trafia na lusterko nieodmiennie wybucha śmiechem :-).




I chociaż kupuję dla Hubisia mnóstwo zupełnie nowych książek, obok tych z sh po prostu nie potrafię przejść obojętnie. Muszę przygarnąć, wyczyścić i oddać w malutkie, dziecięce łapki. Przywrócić do życia po prostu, bo książki tylko wtedy żyją, gdy są czytane :-).

A Wam zdarzyło się kupić książeczki dla dzieci w sh? Co o tym myślicie?

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama

-♥-

piątek, 7 listopada 2014

Myśli potargane # 4

9 października 2014 (czwartek)
Hubiś był dzisiaj na żłobkowych wagarach. Został w domku z Hubisiową Babcią, a ja i tak zupełnie bezwiednie pojechałam rano do żłobka. Dopiero pod budynkiem zorientowałam się, że przecież nie ma go w samochodzie… To poranne wydarzenie spowodowało, że wróciłam myślami do tragedii z lata, gdy tata zapomniał, że ma dziecko w samochodzie i poszedł do pracy, pozostawiając je na upale… Tak łatwo osądzać, rzucać oskarżenia, zarzekać się, że mnie to by się nigdy nie przydarzyło... A potem człowiek budzi się pod żłobkiem z pustym fotelikiem i dociera do niego przerażająca prawda, że jesteśmy tylko ludźmi.

10 października 2014 (piątek)
Pół nocy tuliliśmy i nosiliśmy na zmianę popłakującego Hubisia. Nie wiem co się stało. Nie miał gorączki, ani problemów z brzuszkiem, nie męczył go katar, na wszelki wypadek posmarowałam mu też dziąsełka. Nic nie pomagało. Usnął o trzeciej. A nasza pobudka o piątej. Prawie usnęłam w pracy. Dobrze, że dzisiaj piątek.

12 października (niedziela)
Gdy byłam mała uwielbiałam zabawę w samolot. Hubisiowy Dziadek układał mnie na wyciągniętych do przodu rękach i szybował ze mną po mieszkaniu. Do tej pory pamiętam, ile frajdy mi to sprawiało. Teraz w identyczny sposób bawi się z nim Hubiś. Fruwając pod sufitem piszczy z radości i śmiesznie powarkuje :-). A mnie w gardle ściska, gdy na nich patrzę. Mój tata i mój syn…

14 października (wtorek)
Bystry ten mój maluszek, naprawdę bystry. Ubierając go rano do żłobka powiedziałam „Zapowiada się fajny dzień Hubisiu. Bardzo lubię wtorki”. Słysząc to pobiegł do przedpokoju i pokazał mi paluszkiem drzwi. Powiedziałam więc „Tak kochanie, zaraz wychodzimy do żłobka”, ale on zdecydowanie zaprzeczył i dalej pokazywał drzwi paluszkiem. Zaczęłam więc zgadywać, o co może mu chodzić. Klamka? Nie! Klucze? Nie! Wizjer? Nie! I w końcu mnie olśniło. Nad drzwiami wejściowymi mamy przecież skrzynkę z korkami. Radość na twarzy Hubisia utwierdziła mnie w przekonaniu, że trafiłam. Wtorki czy korki, kto by się tam czepiał jednej literki :-)?

16 października (czwartek)
Hubiś przyniósł ze żłobka kolejną nowość. Pociera o siebie paluszki wskazujące obu dłoni i krzyczy ze śmiechem „yyyd”, co ma najwidoczniej oznaczać „wstyd”. Dostało się misiowi, dostało się klockom, dostało się również mi. Gdy zajęłam się obiadem, zamiast się z nim bawić usłyszałam „Ydd mama, yyyddd” :-).

17 października 2014 (piątek)
Nie jestem specjalnie doświadczonym kierowcą. Jeżdżę po Olsztynie, do pracy, do żłobka, na zakupy. Czasami wypuszczam się do rodzinnej miejscowości, położonej ok. 40 km dalej. Dlatego to, że dzisiaj cało i zdrowo dowiozłam do Warszawy nie tylko siebie, ale i trzy pasażerki, jest dla mnie wielkim powodem do dumy. Karola, Sylwia i Ania – dziękuję, że mi zaufałyście :-). Przyjechałyśmy na Konferencję Bliskości, a dzięki znajomym o sercach większych niż Himalaje, miałyśmy gdzie przenocować. Już nie mogę doczekać się jutra.

18 października 2014 (sobota)
Spełniło się moje małe marzenie. Byłam dziś na Konferencji Bliskości. Tylu mądrych ludzi, tyle wartościowych słów, tyle przemyśleń… Radość ze spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi i osobistego poznania tych, których znałam do tej pory jedynie z sieci. I po tylu latach nareszcie uściskałam Asię z Prezentuję prezenty!

22 października 2014 (środa)
Ależ jestem zła. Hubiś miał na dzisiaj wyznaczoną datę szczepienia. A że w naszej przychodni można rejestrować się tylko i wyłącznie w dzień wizyty, zadzwoniłam z samego rano potwierdzić, że będziemy. Od razu zaznaczyłam też, że pracuję i będę z małym po godzinie 16stej. No i wtedy się zaczęło. „Że nie ma takiej możliwości, że szczepią tylko między 12stą a 14stą, że pielęgniarka od szczepień pracuje do 15stej i nie będzie dla mnie zostawać po godzinach, że jest jesień i w przychodni popołudniu są chorzy ludzie, dzieci coś od nich łapią, a potem my matki mamy pretensję, że dziecko ma odczyny poszczepienne”. Na moją uwagę, że przychodnia jest przecież czynna do godziny 18stej usłyszałam, że mam wziąć urlop z pracy. A ja już po ostatnim trzydniowym zwolnieniu lekarskim na Huberta miałam tak ogromne nieprzyjemności, że nawet nie chciałam sobie wyobrażać reakcji na wniosek urlopowy. Tłumaczę więc, że mam teraz bardzo gorący okres w pracy i że nie mam żadnych szans na urlop, a mój małżonek jest służbowo na drugim końcu Polski. Że przecież nie raz szczepiłam już u nich Huberta popołudniu i nigdy nie było problemu. Że najpierw mnie ścigają o wykonanie szczepienia, a teraz uniemożliwiają jego wykonanie. Nic. Jak o ścianę. I bądź człowieku pracującą matką w tym kraju…

26 października (niedziela)
Wybraliśmy się dzisiaj ze znajomymi i ich córeczką do salonu zabaw dla dzieci. Pierwszy raz zabrałam Hubisia w takie miejsce. Myślałam, że będzie szczęśliwy widząc basen z piłeczkami, liczne zjeżdżalnie, samochody i trampolinę, a tymczasem minęło dobre pół godziny zanim w ogóle się uśmiechnął. Wyraźnie onieśmielony przyglądał się wszystkiemu z boku i nie puszczał mojej ręki. Rozluźnił się i zaczął bawić dopiero, gdy wsiadł w różowy samochód-pchacz. Jednak jest jeszcze za malutki na takie miejsce…

30 października 2014 (czwartek)
Hubiś po raz pierwszy w życiu odwiedził dzisiaj fryzjera. Wybrałam salon przeznaczony specjalnie dla dzieci i na szczęście się nie zawiodłam. Było kolorowo, miło, przyjaźnie, a na koniec smacznie. Po ścięciu włosów młody ostatecznie zakończył etap „bobasa” i jest teraz przystojnym, małym chłopcem. Żałuję tylko, że Hubisiowy Tata utknął na służbowym wyjeździe i nie mógł być tam z nami.

3 listopada 2014 (poniedziałek)
Hubi zaskoczył mnie dziś nowym słowem, najtrudniejszym chyba w jego dotychczasowym słowniku. W drodze ze żłobka tradycyjnie rozmawialiśmy o tym, jak minął mu dzień. Hubiś opowiadał mi, że robił „lalala”, „mniam, mniam” i „brrum brrum”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że śpiewał, jadł i bawił się samochodami. Z jego odpowiedzi „taaa” dowiedziałam się, że było fajnie, że spał i że jutro też pójdzie. A gdy spytałam, kto był dzisiaj w żłobku, odpowiedział mi, że „dzieci”. Głośno i bardzo wyraźnie. A potem powtórzył to jeszcze raz i jeszcze raz. I Hubisiowemu Tacie przez telefon i Dziadkom na skypie. „Dzieci”! Cieszę się jak wariatka :-).

5 listopada 2014 (czwartek)
Hubiś rozkochał się ostatnio w piosence „Wlazł kotek na płotek…”. Wieczorem leży na podusi, trzyma mnie za szyję swoją cieplutką rączką i prosi: „mama lalala mniau mniau”, czyli „mamo zaśpiewaj mi piosenkę o kotku”. Śpiewam więc, a że „ładna to piosenka, niedługa”, powtarzam ją jakieś kilkadziesiąt razy zanim uśnie. Zapętlam się jak stara płyta, fałszując okrutnie, a Hubisiowy Tata dusi się ze śmiechu :-). O i tak mijają nam wieczory w Hubisiowie.

 - ♥ -

Hubisiowa mama

wtorek, 4 listopada 2014

Insta - październik

To był bardzo intensywny miesiąc. Służbowo i rodzinnie... Mimo wiecznego niedoczasu udało się go jednak dobrze spożytkować. Była Konferencja Bliskości w Warszawie i BabaFest w Olsztynie, spotkanie z Agatą Passent, wyjazdy do Hubisiowych Dziadków. Były spotkania z przyjaciółmi i długie wędrówki po lesie. Były książki i pyszne jedzenie. I pierwszy w życiu Hubisia fryzjer. Fajnie było po prostu :-).

1/ w drodze na Konferencję Bliskości z Sylwią, Anią i Karoliną 2/ pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz jestem uczestniczką Konferencji Bliskości 3/ Olsztynianki w metrze, czyli Hubisiowa mama i Karolibu w akcji 4/ z cudnymi babeczkami - Sylwią i Asią 5/ nareszcie poznałam osobiście Mamuszkę 6/ a moją konferencyjną sąsiadką była Hania

1/ bo kawa najlepiej smakuje w towarzystwie - z Karolibu i Jej cały świat  2/ wracając ze żłobka po prostu trzeba odwiedzić plac zabaw 3/ a potem do domu wrócić już nie ma siły 4/ jabłuszka z jabłonki Hubisiowych Dziadków najlepiej smakują prosto z drzewa, tylko trzeba je umyć 5/ baaardzo długo polowałam na tę książeczkę i w końcu się udało 6/ wizyta u Hubisiowych Dziadków i obowiązkowe zwiedzanie wszystkich placów zabaw

1/ a tak mnie na wspominki wzięło :-) 2/ Jeffrey Archer, mój ulubiony pisarz i jego nowa książka 3/ Hubiś ma swoją własną szczoteczkę soniczną 4/ szaleństwa w parku przy dawnej szkole Hubisowej mamy 5/ czas zmienić kurteczkę na cieplejszą 6/ wszyscy mają tę mapę, ma i ja :-)

1/ dzień bez rundy po spożywczaku dniem straconym :-) 2/ spotkanie z Agatą Passent 3/ wypad do dziecięcego salonu zabaw 4/ witaj skrobaczko, czyli Olsztyn - polski biegun zimna 5/ pierwsza wizyta u fryzjera 6/ babski wieczór z Sylwią z Jej cały świat

 



































1/ Hubiś - i wszystko jasne :-) 2/ jeden z najlepszych łupów z sh ever 3/ długi spacer po lesie 4/ Hubisiowa Babcia robi najlepsze kopytka na ziemi 5/ Hubisiowy Tata i jego mistrzowskie śniadanie 6/ banan i bułka - czyli mały Małysz przed wyjściem do żłobka




































Mam nadzieję, że Wasz październik był równie udany, a przede wszystkim zdrowy!

Uściski i do zobaczenia w insta-listopadzie,

Hubisiowa mama

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.