AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 7 listopada 2014

Myśli potargane # 4

9 października 2014 (czwartek)
Hubiś był dzisiaj na żłobkowych wagarach. Został w domku z Hubisiową Babcią, a ja i tak zupełnie bezwiednie pojechałam rano do żłobka. Dopiero pod budynkiem zorientowałam się, że przecież nie ma go w samochodzie… To poranne wydarzenie spowodowało, że wróciłam myślami do tragedii z lata, gdy tata zapomniał, że ma dziecko w samochodzie i poszedł do pracy, pozostawiając je na upale… Tak łatwo osądzać, rzucać oskarżenia, zarzekać się, że mnie to by się nigdy nie przydarzyło... A potem człowiek budzi się pod żłobkiem z pustym fotelikiem i dociera do niego przerażająca prawda, że jesteśmy tylko ludźmi.

10 października 2014 (piątek)
Pół nocy tuliliśmy i nosiliśmy na zmianę popłakującego Hubisia. Nie wiem co się stało. Nie miał gorączki, ani problemów z brzuszkiem, nie męczył go katar, na wszelki wypadek posmarowałam mu też dziąsełka. Nic nie pomagało. Usnął o trzeciej. A nasza pobudka o piątej. Prawie usnęłam w pracy. Dobrze, że dzisiaj piątek.

12 października (niedziela)
Gdy byłam mała uwielbiałam zabawę w samolot. Hubisiowy Dziadek układał mnie na wyciągniętych do przodu rękach i szybował ze mną po mieszkaniu. Do tej pory pamiętam, ile frajdy mi to sprawiało. Teraz w identyczny sposób bawi się z nim Hubiś. Fruwając pod sufitem piszczy z radości i śmiesznie powarkuje :-). A mnie w gardle ściska, gdy na nich patrzę. Mój tata i mój syn…

14 października (wtorek)
Bystry ten mój maluszek, naprawdę bystry. Ubierając go rano do żłobka powiedziałam „Zapowiada się fajny dzień Hubisiu. Bardzo lubię wtorki”. Słysząc to pobiegł do przedpokoju i pokazał mi paluszkiem drzwi. Powiedziałam więc „Tak kochanie, zaraz wychodzimy do żłobka”, ale on zdecydowanie zaprzeczył i dalej pokazywał drzwi paluszkiem. Zaczęłam więc zgadywać, o co może mu chodzić. Klamka? Nie! Klucze? Nie! Wizjer? Nie! I w końcu mnie olśniło. Nad drzwiami wejściowymi mamy przecież skrzynkę z korkami. Radość na twarzy Hubisia utwierdziła mnie w przekonaniu, że trafiłam. Wtorki czy korki, kto by się tam czepiał jednej literki :-)?

16 października (czwartek)
Hubiś przyniósł ze żłobka kolejną nowość. Pociera o siebie paluszki wskazujące obu dłoni i krzyczy ze śmiechem „yyyd”, co ma najwidoczniej oznaczać „wstyd”. Dostało się misiowi, dostało się klockom, dostało się również mi. Gdy zajęłam się obiadem, zamiast się z nim bawić usłyszałam „Ydd mama, yyyddd” :-).

17 października 2014 (piątek)
Nie jestem specjalnie doświadczonym kierowcą. Jeżdżę po Olsztynie, do pracy, do żłobka, na zakupy. Czasami wypuszczam się do rodzinnej miejscowości, położonej ok. 40 km dalej. Dlatego to, że dzisiaj cało i zdrowo dowiozłam do Warszawy nie tylko siebie, ale i trzy pasażerki, jest dla mnie wielkim powodem do dumy. Karola, Sylwia i Ania – dziękuję, że mi zaufałyście :-). Przyjechałyśmy na Konferencję Bliskości, a dzięki znajomym o sercach większych niż Himalaje, miałyśmy gdzie przenocować. Już nie mogę doczekać się jutra.

18 października 2014 (sobota)
Spełniło się moje małe marzenie. Byłam dziś na Konferencji Bliskości. Tylu mądrych ludzi, tyle wartościowych słów, tyle przemyśleń… Radość ze spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi i osobistego poznania tych, których znałam do tej pory jedynie z sieci. I po tylu latach nareszcie uściskałam Asię z Prezentuję prezenty!

22 października 2014 (środa)
Ależ jestem zła. Hubiś miał na dzisiaj wyznaczoną datę szczepienia. A że w naszej przychodni można rejestrować się tylko i wyłącznie w dzień wizyty, zadzwoniłam z samego rano potwierdzić, że będziemy. Od razu zaznaczyłam też, że pracuję i będę z małym po godzinie 16stej. No i wtedy się zaczęło. „Że nie ma takiej możliwości, że szczepią tylko między 12stą a 14stą, że pielęgniarka od szczepień pracuje do 15stej i nie będzie dla mnie zostawać po godzinach, że jest jesień i w przychodni popołudniu są chorzy ludzie, dzieci coś od nich łapią, a potem my matki mamy pretensję, że dziecko ma odczyny poszczepienne”. Na moją uwagę, że przychodnia jest przecież czynna do godziny 18stej usłyszałam, że mam wziąć urlop z pracy. A ja już po ostatnim trzydniowym zwolnieniu lekarskim na Huberta miałam tak ogromne nieprzyjemności, że nawet nie chciałam sobie wyobrażać reakcji na wniosek urlopowy. Tłumaczę więc, że mam teraz bardzo gorący okres w pracy i że nie mam żadnych szans na urlop, a mój małżonek jest służbowo na drugim końcu Polski. Że przecież nie raz szczepiłam już u nich Huberta popołudniu i nigdy nie było problemu. Że najpierw mnie ścigają o wykonanie szczepienia, a teraz uniemożliwiają jego wykonanie. Nic. Jak o ścianę. I bądź człowieku pracującą matką w tym kraju…

26 października (niedziela)
Wybraliśmy się dzisiaj ze znajomymi i ich córeczką do salonu zabaw dla dzieci. Pierwszy raz zabrałam Hubisia w takie miejsce. Myślałam, że będzie szczęśliwy widząc basen z piłeczkami, liczne zjeżdżalnie, samochody i trampolinę, a tymczasem minęło dobre pół godziny zanim w ogóle się uśmiechnął. Wyraźnie onieśmielony przyglądał się wszystkiemu z boku i nie puszczał mojej ręki. Rozluźnił się i zaczął bawić dopiero, gdy wsiadł w różowy samochód-pchacz. Jednak jest jeszcze za malutki na takie miejsce…

30 października 2014 (czwartek)
Hubiś po raz pierwszy w życiu odwiedził dzisiaj fryzjera. Wybrałam salon przeznaczony specjalnie dla dzieci i na szczęście się nie zawiodłam. Było kolorowo, miło, przyjaźnie, a na koniec smacznie. Po ścięciu włosów młody ostatecznie zakończył etap „bobasa” i jest teraz przystojnym, małym chłopcem. Żałuję tylko, że Hubisiowy Tata utknął na służbowym wyjeździe i nie mógł być tam z nami.

3 listopada 2014 (poniedziałek)
Hubi zaskoczył mnie dziś nowym słowem, najtrudniejszym chyba w jego dotychczasowym słowniku. W drodze ze żłobka tradycyjnie rozmawialiśmy o tym, jak minął mu dzień. Hubiś opowiadał mi, że robił „lalala”, „mniam, mniam” i „brrum brrum”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że śpiewał, jadł i bawił się samochodami. Z jego odpowiedzi „taaa” dowiedziałam się, że było fajnie, że spał i że jutro też pójdzie. A gdy spytałam, kto był dzisiaj w żłobku, odpowiedział mi, że „dzieci”. Głośno i bardzo wyraźnie. A potem powtórzył to jeszcze raz i jeszcze raz. I Hubisiowemu Tacie przez telefon i Dziadkom na skypie. „Dzieci”! Cieszę się jak wariatka :-).

5 listopada 2014 (czwartek)
Hubiś rozkochał się ostatnio w piosence „Wlazł kotek na płotek…”. Wieczorem leży na podusi, trzyma mnie za szyję swoją cieplutką rączką i prosi: „mama lalala mniau mniau”, czyli „mamo zaśpiewaj mi piosenkę o kotku”. Śpiewam więc, a że „ładna to piosenka, niedługa”, powtarzam ją jakieś kilkadziesiąt razy zanim uśnie. Zapętlam się jak stara płyta, fałszując okrutnie, a Hubisiowy Tata dusi się ze śmiechu :-). O i tak mijają nam wieczory w Hubisiowie.

 - ♥ -

Hubisiowa mama

18 komentarzy:

  1. Uśmiecham się do Was. Uwielbiam Wasze Hubisiowo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czujemy Twój uśmiech Maryś i dziękujemy za niego z całego serca :-)

      Usuń
  2. fajne te Wasze zapiski. Tez kiedyś tak robiłam i przestałam. Sama nie wiem czemu. Buziaki z Krakowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może uda Ci się do nich wrócić :-)? Ściskam Was mocno

      Usuń
  3. Super miałaś pomysł z tymi myślami potarganymi, ja mam poczucie, że dużo takich momentów mi jednak umyka...

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki pamiętnik to fantastyczna pamiątka dla Hubisia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś jako dorosły człowiek, uśmiechnie się do tych słów :-)

      Usuń
  5. Czytam i uśmiecham się pod nosem. Bardzo lubię te Twoje myśli potargane Asiu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy zobaczyłam program Konferencji Bliskości zaczęłam Wam zazdrościć- poruszono tam cudowne i wartościowe tematy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym roku jedziesz z nami :-)!!!

      Usuń
  7. Podziwiam Cię, że dajesz sobie radę - praca, dziecko, mąż wyjazdowy.. Fakt, że raczej nikt w naszym kraju nie ułatwia życia pracującym mamom. Pierwsza Twoja myśl o tej tragedii z lata.. mam bardzo podobne odczucia. Łatwo jest oceniać innych!
    Pozdrawiam Asiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wciąż mam do siebie pretensje, że nie jestem tak zorganizowana, jak powinnam być :-). Dziękuję Ci za te słowa i gorąco pozdrawiam

      Usuń
  8. Och, jak ja lubię tu do Was wpadać. I choć zazwyczaj siedzę cichutko, to dziś coś powiem. Powiem że grzeję się od Was tym ciepłem, które emanuje z każdego słowa i każdej krótkiej historyjki o codzienności. Ta wspaniałe, jak potraficie cieszycie się każdym dniem. W każdym uchwycić coś wartego zapamiętania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeden z najpiękniejszych komentarzy jaki kiedykolwiek dostałam. Dziękuję Ci bardzo i gorąco pozdrawiam!

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.