AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 27 lutego 2015

Pracująca mama na L4

Mało nas ostatnio. Hubisia powaliło ostre zapalenie zatok sitowych. Nasze aktualne atrakcje to gil o barwie wiosennej trawy, ból głowy, gorączka i pochrapywanie, którego nie powstydziłby się stary drwal... Jesteśmy na antybiotyku i zwolnieniu lekarskim. Byliśmy zdrowi całe cztery tygodnie...

Pracuję na pełen etat. W każdą swoją dotychczasową pracę wkładałam i staram się nadal wkładać dużo serca i zaangażowania. Po prostu lubię wiedzieć, że robię coś dobrze. Moi pracodawcy z reguły to doceniali. A mnie pochwały nakręcały do jeszcze większych starań. Jednak odkąd rok temu wróciłam do pracy, wszystko się zmieniło. Nie, nie przestało mi zależeć... Po prostu moje dziecko trafiło do żłobka i zaczęło chorować. A ja zaczęłam chodzić na zwolnienia lekarskie...

Trzy tygodnie jestem, potem tydzień mnie nie ma. Potem miesiąc pracuję i znowu ląduję na zwolnieniu. Najdłużej udało mi się przepracować dwa i pół miesiąca. Hubiś zalicza kolejne wirusowe choróbska, a ja obudzona w środku nocy potrafię wyrecytować numer do przychodni. 

Może sytuacja wyglądałaby troszkę lepiej, gdybym miała na miejscu którąś z babć, albo jakąkolwiek rodzinę... Ale nie mam. Mój małżonek prowadzi własną działalność, terminy poumawiane na wiele tygodni do przodu, nie może ich przełożyć... Pewnych rzeczy po prostu nie przeskoczymy. 

Zdaję sobie sprawę, że żłobek i przedszkole to miejsce naturalnej wymiany flory bakteryjnej. Że dzieciaczki muszą gdzieś ćwiczyć swój układ immunologiczny. Że nie uda się, a wręcz nie powinno się izolować dzieci od bakterii i wirusów. Ale mam też jednocześnie ogromny żal do rodziców, którzy posyłają swoje naprawdę chore dzieci do żłobków. Do ludzi, którzy przez kompletny brak odpowiedzialności i rozsądku, narażają inne dzieci na wciąż powtarzające się infekcje. Infekcje, których naprawdę można byłoby uniknąć.

Nawet nie wiecie, ile razy wchodząc do żłobkowej szatni słyszałam dochodzący z sali gruźliczy kaszel. Ile razy widziałam dzieci z gęstym, zielonym katarem cieknącym z nosków. Pytane o to opiekunki, rozkładały bezradnie ręce i mówiły, że rodzice wmawiają, że ten kaszel lub katar ma podłoże alergiczne. Że one proszą, ale tak naprawdę nic więcej nie mogą zrobić... 

Zdaję sobie sprawę, że takie sytuacje mają najczęściej podłoże ekonomiczne. Że rodzice boją się utraty pracy, nieprzyjemnych komentarzy przełożonych, czy wpędzania w poczucie winy. Wiem o tym, bo sama tego doświadczam. Ale z drugiej strony przeraża mnie myśl, że są osoby, dla których zdrowie dziecka jest mniej ważne niż etat. Że można świadomie narażać własne dziecko, chore, bądź niedoleczone na ryzyko powikłań. Bo przecież każda niedoleczona lub przechodzona choroba takie ryzyko za sobą niesie. Że można być aż tak bez wyobraźni...

A przecież chore dziecko w żłobku to też początek nieuchronnej reakcji łańcuchowej. Tylko chwili potrzeba, by zachorowało moje dziecko, a potem Twoje i Twoje też... I każde z nas będzie musiało iść na to nieszczęsne L4, bo przecież nasze dzieci nie byłyby w żłobku, gdybyśmy nie pracowali. Większość z nas nasłucha się potem w pracy o tym, jak nie można na nas liczyć, bo ZNOWU jesteśmy na zwolnieniu.

A gdy po tygodniu, czy dwóch oddamy zdrowego szkraba do żłobka, znowu okaże się, że jakiś rodzic uznał, że ten katar to wcale nie jest taki zielony, a gorączka 37,9 to przecież nie gorączka... 

Nie mam pojęcia, jak wyrwać się z tego błędnego koła. I ręce mi opadają z tej bezsilności...


Hubisiowa mama

31 komentarzy:

  1. Wiem, że w niektórych żłobkach czy przedszkolach trzeba przynieść zaświadczenie lekarskie po chorobie, że dziecko już nie zaraża, ale to chyba działa tylko po infekcji, a nie na jej starcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... chociaż w naszym żłobku nawet po chorobie nikt nie chce żadnego zaświadczenia.

      Usuń
  2. chore dzieci w zlobkach/przedszkolach to temat rzeka...jest pewnie sporo dzieci ktore przychodza chore, ale tez dzieci, ktore jeszcze objawow chorobowych nie mają, a juz zarazają...nie da sie uniknac chorob w tak duzej spolecznosci, po prostu nie da...moje dziecko jest w złobku od wrzesnia, bo ja zamierzalam szukac pracy, mamy koniec lutego, a ja nie wysłalam ani jednego cv...bo ciagle cos...albo katar, albo kaszel albo cos gorszego...jak cos jest nie tak to zabiaram od razu i trzymam w domu do calkowitego wyzdrowienia...robie tak bo moge, jestem i tak w domu, ale rozumiem rodzicow co podlecza dziecko i z reszta kataru wysyłaja, bo przeciez nie mozna siedziec na l4 z katarem 2 tygdodnie...takie zakatarzone dziecko ma obnzona odpornosc i zaraz lapie cos gorszego, zaraza sie roznosi i zanim sie obrocimy pol grupy chore...ja nie wieszam psow na innych rodzicach bo wiem ze takie miejsca to wylegarnia wirusów i zawsze ktos cos przyniesie, a do tego klimaty przedszkolne:duzo dzieci i suche gorace powietrze=idelane warunki do rozwoju drobnoustrojow. to co my rodzice musimy robic to jak najlepiej wspomagac odpornosc naszego dziecka, zeby przebywajac w tcyh przybytkach nie przynosiło wszystkiego co "tam spotka"...ja osobiscie zastanawiam sie nad zabraniem malego ze zlobka(od wrzesnia i tak idzie do przedszkola) bo przy tej intensywnosci chorowania i tak zadna praca nie wchodzi w gre, a o ile dziecko lapie choroby wirusowe ktore leczy sie w miare bezinwazyjnie to faktycznie stymuluje to uk odpornosciowy, ale juz choroby z antybiotykiem nie pomagaja a wrecz przeciwnie oslabiaja go. i tak po 2 antybiotykach (podanych zreszta nad wyrost) moje dziecko ma odpornosc zerowa, a ostatnio byl w złobku jeden dzien, a na drugi juz miał straszny katar:/no i niestety przekonałam sie i potwierdzilo sie moje zdanie na temat złobkow-nigdy wiecej. dla takich maluchów tylko niania, babcia...duzo zdrowka dla Huberta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, lecz nie każdego stać na nianię. Gdybym miała opłacić nianię i koszty dojazdu do pracy, mogłabym już w ogóle nie pracować. Ekonomicznie nie miałoby to sensu. Babci też nie mam na miejscu. No i takie to dylematy żłobkowo-pracowe :-). Dziękuję za dobre słowo i ciepło pozdrawiam!

      Usuń
  3. podobno okres inkubacji u dziecka trwa 2 tygodnie i pomimo, że "na oko" jest ono zdrowe jak ryba w rzeczywistości zaraża kolegów i koleżanki z grupy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, tak jest w niektórych chorobach. Zwykle jednak żłobkowe dzieci zarażają się od siebie zielonym gilem, który nieleczony, powoduje inne powikłania. Ja wiedziałam, że Hubiś będzie chorował, to naturalne wzmacnianie odporności przecież, ale tę ogromną ilość infekcji na pewno można by było obniżyć, gdyby chore dzieci nie były posyłane do żłobków.

      Usuń
  4. Asiu doskonale wiem o czym piszesz - zeszły rok, ten żłobkowy właśnie przypłaciliśmy 2 zapaleniami oskrzeli, skończyliśmy go w kwietniu bo nie dawaliśmy juz rady. w tym roku jak na razie Żuk ma opuszczony tylko miesiąc i tylko 2 tyg z powodu choroby. jednak jak wróciła ostatnio doleczona w szatni aż grało we wszystkich możliwych gamach z dziecięcych płucek....mnie też to przeraża. Rozumiem że pierwszych objawów można nie zauważyć, ale z takim kaszlem to ja nawet kota na dwór nie wysyłam jak mu sie zdarzy....a dziecko do przedszkola...? czy to nie sadyzm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, aż się ciśnie na usta właśnie to słowo...

      Usuń
  5. Boję się tego, choć ja planuję 2 dziecko a nie pójscie na ta chwilę do pracy, jednak boję się chorób, jakie Antek będzie z niego przynosił, przez tych niektórych nieodpowiedzialnych rodziców. Z drugiej jednak strony myślę sobie.. jak dziecko choruje, raz, drugi, trzeci, szef patrzy już na matkę z wyrzutem i daje jej do zrozumienia, że mogą się niedługo pożegnać, a ona biedna nie ma komu dziecka dać... to daje dziecko do przedszkola.. ;( przykre, ale prawdziwe :( Marzę by mieć w przyszłości jakiegoś wyrozumiałego pracodawcę, bądź móc pracować w domu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutno :( dużo zdrowia dla Huberta i... rozumu dla tamtych rodziców;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za życzenia zdrówka i przesyłamy wzajemne!!!

      Usuń
  7. Oj wiem coś o tym... :( Tyle że my w przedszkolu. Co Żaba się wyleczy, idzie do przedszkola i za dwa tygodnie znów choroba :/ nanosi na młodszego brata....a teraz jeszcze noworodek się pojawi. Ehhh...Dużo zdrowia dla Hubisia! I buziaków. Jedyne pocieszenie takie, że w przedszkolu nie powinien już tak łapać infekcji jeśli teraz przechoruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym się pocieszam... przedszkole powinno już być dużo spokojniejsze. Dużo zdrówka wam życzę i ślę serdecznie pozdrowienia :-)!

      Usuń
  8. Niestety czasem tak jest, że ręce opadają aż do samej ziemi. Nie zliczę ile razy oddawałam Alę zdrowiutką do żłobka a odbierałam z gilem po pas albo charczącym kaszlem :( Łudzę się, że w końcu przestanie tak szybko się przeziębiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu nabiorą odporności te nasze dzieciaczki, mam nadzieję...

      Usuń
  9. Mama pracuje w przedszkolu i dokładnie znam temat przyprowadzania chorych dzieci. Za każdym razem panie przedszkolanki zwracają uwagę rodzicom, którzy zostawiają swoje dziecko w przedszkolu chore, zasmarkane twierdząc, że jemu przecież nic nie jest, a po kilku godzinach i tak do rodzica trzeba dzwonić, bo dziecko nagle dostaje wysokiej temperatury i leci przez ręce. A za parę dni dzieci w przedszkolu jest coraz mniej. Wczoraj dowiedziałam się, że w grupie, którą prowadzi moja mama jest czworo dzieci. Czworo na dwadzieścia pięć. A to nie jest tylko problem wśród dzieci, ale także pań pracujących, nieraz mama przeleżała w łóżku bite dwa tygodnie zarażona przez dzieciaki. Próbuję zrozumieć rodziców, no ale jednak..szanujmy się. Tak samo synek mojej ciotki, zaczął chodzić do przedszkola i wygląda to tak, że tydzień pochodzi, a następne trzy tygodnie choruje. No ale tutaj też jest trochę winy rodziców, bo trzymają go zbyt sterylnie i od maleńkości chuchano na niego i dmuchano, więc nie dziwota, że łapie dosłownie wszystko. Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też próbuję zrozumieć rodziców, bo wiadomo przecież w jakim kraju żyjemy i akurat w naszym województwie jest dodatkowo najwyższe w Polsce bezrobocie, ale z drugiej strony, zdrowie dziecka jest przecież najważniejsze. Takie zaświadczenia o tym, że dziecko już może wrócić do żłobka, to genialna sprawa. Szkoda, że u mnie tego się nie stosuje.

      Usuń
  10. i my przechodziliśmy ten etap .... zdrówka dla Hubisia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak szybko minął? Ps. Jeszcze raz gratuluję trzeciej pociechy :-)!

      Usuń
  11. Dokładnie wiem o czym piszesz, co prawda my przedszkolni ale chore dzieci w grupie to nieustająca historia.
    Zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że tak jest wszędzie... Dziękuję za życzenia zdrowia i również go życzymy!

      Usuń
  12. to dopiero przed nami, rozglądamy się właśnie za przedszkolami i żłobkami.. wszystko wskazuje na to, że dzieciaki pójdą do przedszkoli/żłobków dopiero od września (co oznacza, że do tego czasu będziemy jeść ziemię z ogrodka - jedna pensja, te rzeczy), już się obawiam jakie nowe problemy to wygeneruje. Szczerze współczuję tej sytuacji. Buziaki i dużo zdrówka dla Was kochani!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już tez zastanawiałam się nad tą opcją, ale właśnie fakt, że nie mamy nawet ogródka, z którego ziemię moglibyśmy jeść, spowodował, że jednak do pracy wróciłam. Trzymam kciuki za znalezienie super miejsca dla maluszków! Uściski dla Was!

      Usuń
  13. Najgorsze jest to, że katarek u jednego dziecka może się przyczynić do zapalenia oskrzeli u innego. Głupota rodziców i o ile mogę zrozumieć tych co boją się o utratę pracy to znam rodzicow, którzy mają dziadków na miejscu, a i takich, którzy od dzieci chcą odpocząć :( Zdrówka dla Hubisia * mamaleli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, i przerośnięte migdały, problemy z mową, itp. itd... Co do tych rodziców, którzy chcą po prostu odpocząć, to aż mi się nóż w kieszeni otwiera, bo to zwykły sadyzm jest, jak napisała wyżej Pani Rolnik.

      Usuń
  14. Witaj mamo Huberta! Nie załamuj się, wiem, że to łatwo napisać. Sama mam córkę, która do przedszkola uczęszcza już 3 rok i pierwsze, mniej więcej półtora roku obecności w przedszkolu było naznaczone chorobami różnej maści: od przeziębienia po owsiki i chorobę bostońską. Po 2,5 miesiącach od debiutu przedszkolnego naszej córeczki urodził się nasz synek, który w wieku zaledwie 3 tygodni zaraził się choróbskiem. Historia zakończyła się pobytem naszego synka w szpitalu, ale na szczęście wyszedł obronną ręką z tej choroby. Wtedy przekonałam się na własnej skórze, co może oznaczać katar dla noworodka, który nawet dla 3-latka nie jest groźny. Choroby pojawiają się nadal, zarówno u córeczki, jak i synka. Jedno wiem na pewno, nie można załamywać rąk, tylko myśleć pozytywnie. My staramy się podnosić odporność naszych szkrabów poprzez częste spacery, obecność warzyw i owoców w diecie, częste wietrzenie mieszkania, temperaturę w granicach 20 stopni w mieszkaniu. No i myślimy pozytywnie! Tobie i Twojej rodzinie także życzę samych pozytywnych myśli i zdrowia!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam marzenie, by na etacie w każdym żłobku / przedszkolu był lekarz (może chociaż pielęgniarka? ). Taki, który rano na dzień dobry ogląda dzieciaki decyduje - zdrowy / niezdrowy. Następnie, gdy wypatrzy jakiegoś małego chorobzilka, osobiście dzwoni do zakładu pracy i mówi szefowi - "Proszę pana szefa, proszę się nie gniewać,ale to konieczne, to nie jest absolutnie wina pana pracownika, proszę go zwolnić bo musi przyjechać po dziecko". Fajnie by było, prawda? ;-) Może autorytet lekarza trochę pomógł by nam w utrzymaniu opinii rzetelnego pracownika a nie takiego, który przy byle okazji ucieka na zwolnienie.

      Usuń
    2. Anonimowa - z całego serca dziękuję Ci za ciepłe słowa otuchy. Mam nadzieję, że ten etap minie, bo jak tak dalej pójdzie, to chyba będę musiała zastanowić się nad jakąś pracą w domu :-). Uściski dla Was serdeczne!

      Usuń
    3. KaGawrys - genialne rozwiązanie, może kiedyś uda się je zrealizować... jak nasze dzieci będą miały swoje dzieci... Pozdrawiam ciepło!!!!

      Usuń
  15. Hej... u mnie w przedszkolu powinno się przynieść kartkę ze dziecko jest zdrowe ale.... przychodnia rejonów za taki świstek życzy sobie 50 zł. .. niby nic ale przecież to bez sensu! Jedyne co to te alergiczne katar powinny mieć zaświadczenie. Wtedy każdy zaniepokojony rodzic który ma wątpliwości może poprosić o okazanie takiego zaświadczenia. To raz a dwa... przedszkole i żłobek ma prawo odmówić przyjęcia chorego dziecka. Wiec jeśli dziecko jest przeziębienie niech nauczycielki działają!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.