AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 13 lutego 2015

Z Hubisiowej biblioteczki # 4

W sylwestra o północy obiecałam sobie, że choćby waliło się i paliło, będę w tym roku dużo czytać. Że nie pozwolę, by zmęczenie lub brak czasu ograniczało mnie w tym, co tak kocham... Że chociaż pół godzinki dziennie muszę poświęcić na książkę. Nawet jeśli ma to oznaczać mniej snu, albo drugi dzień z rzędu ten sam obiad. Bo dobre książki to moi najlepsi przyjaciele, a przyjaciół nie powinno się zaniedbywać :-).

Ostatnio w Hubisiowej biblioteczce zagościło trochę książek. Dzisiaj mam dla Was pierwszą partię moich styczniowo-lutowych lektur. Za kilka dni wrzucę kolejną. Mam nadzieję, że wśród nich Wy też znajdziecie nowych przyjaciół :-).


Magdalena Witkiewicz "Pierwsza na liście"

Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, gdy myślę o tej książce to „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Z ręką na sercu muszę się Wam przyznać, że nie spodziewałam się po polskiej autorce tak rewelacyjnej książki. Książki, od której wprost nie mogłam się oderwać i którą przeczytałam w jeden dzień.

Przeglądając komputer swojej chorej na białaczkę mamy, Karolina natrafia na listę osób, do których będzie mogła zwrócić się o pomoc, gdyby stało się najgorsze. Wśród wymienionych na liście, pierwsze miejsce zajmuje nieznana jej Ina, o której dziewczyna nigdy wcześniej nie słyszała. Dopiero na dalszych pozycjach znalazły się takie osoby, jak jej ojciec, czy babcia. Karolina postanawia więc odnaleźć kobietę i dowiedzieć się, kim jest i dlaczego jest tak ważna dla jej mamy... Tak zaczyna się historia o przyjaźni, wybaczaniu, walce z chorobą, bezinteresownej pomocy i wartości życia. Historia ze świetnie nakreślonymi bohaterami i wielowątkową, ale bardzo spójną fabułą.

„Pierwsza na liście” to piękna opowieść, która niesie też przesłanie, że warto zarejestrować się w bazie i być może zostać kiedyś dawcą szpiku. Że choroba nie wybiera i każdy z nas może potrzebować kiedyś pomocy. Że nie ma piękniejszego daru, jaki człowiek może ofiarować drugiemu człowiekowi, niż życie po prostu. Niesamowite w tej historii jest to, że tak trudny temat został napisany niezwykle lekkim, bardzo przyjemnym piórem. Że książka nie przytłacza, wręcz przeciwnie, przepełniona jest optymizmem i wielokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy.

Magdalena Witkiewicz swoją książką uświadomiła mi, jak wielki błąd popełniam preferując książki obcojęzycznych autorów. Serdecznie Wam ją polecam. Ja byłam zachwycona. 




 Lisa Genova "Kochając syna"

Lisa Genova i jej książki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Jej debiutancki „Motyl” to jedna z najpiękniejszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. „Lewa strona życia” też była świetna. Dlatego, gdy do polskich księgarń trafiła trzecia, najnowsza powieść Lisy Genovy - „Kochając syna”, po prostu musiałam ją mieć. Na szczęście św. Mikołaj doskonale o tym wiedział i znalazłam ją pod choinką.

„Kochając syna” to opowieść o dwóch kobietach, które łączy postać autystycznego chłopca Anthony’ego. Pierwsza z nich, Olivia próbuje otrząsnąć się po śmierci synka i bolesnym rozstaniu z mężem. Beth natomiast odkrywa, że po latach udanego małżeństwa została zdradzona. Nie jest w stanie wybaczyć mężowi niewierności i zostaje sama. Postanawia wrócić do pisania, swojej wielkiej pasji, którą porzuciła wiele lat temu. Zrządzeniem losu pisze powieść o chorym na autyzm chłopcu, jego uczuciach i sposobie, w jaki rozumie świat. O chłopcu, w którym Olivia dostrzega swojego nieżyjącego syna.

Książkę czyta się szybko i z przyjemnością. Bardzo podobał mi się zastosowany przez autorkę zabieg przeplatania opowieści fragmentami pamiętników Olivii i powstającej książki Beth. Dzięki temu mogłam bardziej wczuć się w sytuację bohaterów, lepiej ich zrozumieć, zajrzeć w ich dusze i serca. I chociaż, moim zdaniem, nie udało się jej osiągnąć poziomu „Motyla”, to jest to piękna, klimatyczna opowieść o macierzyństwie, bólu po stracie dziecka i trudnych decyzjach.

To książka, która uczy kochać to, co niezrozumiałe, trudne, odmienne... Książka z zakończeniem, które wynagradza wszelkie niedociągnięcia, tak wzruszającym, że aż ściska za gardło.




Rebecca Donovan "Powód, by oddychać"

Nasłuchałam się o tej książce samych zachwytów. Na wielu blogach czytałam, jaka jest niesamowita, wyjątkowa, do głębi poruszająca, jak wstrząsa duszą i zmienia życie. Bardzo chciałam ją przeczytać. A gdy to w końcu zrobiłam, stwierdziłam, że chyba coś jest ze mną nie tak. Bo do mnie ta książka kompletnie nie przemówiła. "Powód by oddychać" to w moim odczuciu kolejna historia dla nastolatek, napisana bardzo prostym językiem, z bohaterami, którzy są albo tylko bardzo źli, albo bardzo dobrzy. Bez głębi i wyrazu.

Główną bohaterką jest dobra i zdolna, ale bardzo skrzywdzona przez życie, nastoletnia Emma. Po śmierci ojca, jej matka alkoholiczka nie była w stanie się nią zająć, dlatego trafiła do rodziny wuja. Dom opiekunów okazał się jednak dla niej prawdziwym piekłem. Ciotka Emmy - Carol znęca się nad nią psychicznie i fizycznie. Dziewczyna chodzi pobita, posiniaczona, trafia nawet do szpitala z połamanymi kośćmi, ale wciąż udaje, że nic się nie stało w imię troski nad małymi kuzynami, które pokochała. Emma nie chodzi na imprezy, nie ma wielu znajomych. Odlicza czas, który dzieli ją od pójścia na studia i wyrwania się z rąk Carol. Jedyną osobą, która zna jej sekret i której pozwala się do siebie zbliżyć jest jej przyjaciółka Sarah. I wtedy w jej szkole pojawia się zabójczo przystojny Evan...

"Powód, by oddychać" to książka przede wszystkim o przemocy domowej (bo dobrego romansu w tym niewiele), pokazanej jednak w bardzo jednostronny sposób. Bo, o ile profil psychologiczny Emmy nakreślony jest naprawdę dobrze, to autorka nie wysiliła się nawet na jedno zdanie wytłumaczenia, czym kierowała się w swoim zachowaniu Carol? Dlaczego tak bardzo nienawidziła Emmy? I dlaczego wuj Emmy nie reagował albo nie zastanowił się, czy żona-psychopatka nie zacznie w podobny sposób traktować ich własnych dzieci? Nierealne jest też dla mnie kompletne zaślepienie dorosłych, otaczających Emmę - trenera, nauczycieli, czy lekarzy w szpitalu. Nie wierzę, że pomimo tego, że mieli uzasadnione podejrzenia (a mieli), wszyscy dawali się zbyć tradycyjnym "przewróciłam się". Przyjaciółka Sarah z kolei przygląda się kolejnym siniakom Emmy i sama mówi, że boi się, że Emma kiedyś nie wyjdzie przed dom, bo będzie martwa, ale nic nie robi. Dlaczego? Bo koleżanka jej nie pozwala. Ludzie! To wszystko razem było takie naiwne, że niestety zupełnie nie pozwoliło mi wczuć się w jej tragiczną, przecież sytuację.

Jeśli dołożyć do tego wszystkiego mdłą jak krem z ziemniaka historię miłosną, nużące dialogi i przegadaną fabułę, to naprawdę niezrozumiały jest dla mnie ten cały szał zachwytów. Mam wrażenie, że sukces tej książki to efekt swoistej śnieżnej kuli po książkach typu "Gwiazd naszych wina", czy "Zostań jeśli kochasz". Po prostu mamy modę na książki dla młodzieży. A ja, albo jestem nieczuła, albo po prostu już za stara, by je czytać...

Sama nie wiem, czy ją Wam polecać. Bo jednak wielu osobom się podoba. No i jakiś potencjał w tej historii jest. Chyba każdy musi przekonać się sam...


ciąg dalszy nastąpi...


Ps. Jeśli czytaliście którąś z tych książek, koniecznie dajcie znać!


-♥-

Hubisiowa mama

4 komentarze:

  1. Zamówiłam Pierwsza na liście i czekam na dostawę:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę Asiu, że u Was też książki to numer jeden ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja męczę od tygodni "Projekt matka" i przyznam, że przebić to wyczerpujące doświadczenie może już chyba tylko poród :p
    Chciałabym przeczytać za to "Pierwszą na liście" - wg twojej recenzji wydaje się mądra i ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. też sobie obiecałam, że będę dużo czytać. Chociaż często robię to kosztem snu, między 1.30 a 2.30 w nocy, dopóki nie padnę :) No ale kiedyś trzeba, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.