AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

czwartek, 5 marca 2015

26 miesiąc Hubisia

Dwadzieścia sześć miesięcy... Dwa lata i dwa miesiące. Wprost nie mogę uwierzyć, jak ten czas galopuje. Jeszcze niedawno tuliłam do siebie trzykilogramowe zawiniątko, a teraz z coraz większym wysiłkiem podnoszę wiercące się 13 kilo :-). Dosłownie chwilę temu Hubi mierzył 48 cm, a dzisiaj ma pełne 90 cm. A że moja pamięć jest zawodna, przygotowałam tradycyjne podsumowanie kolejnego miesiąca z Hubisiowego życia. By nie zapomnieć, jaki był właśnie w tym okresie...

Miniony miesiąc przyniósł nam przede wszystkim ogromne zmiany w sposobie zabawy Hubiego. Większość zabawek zupełnie przestała go interesować, w ruch poszła za to jego wyobraźnia. Z ogromnym zaangażowaniem i przejęciem na twarzy ratuje wymyślone kotki z wymyślonego drzewa, w ręku trzyma wyimaginowaną sikawkę i gasi wyimaginowane pożary, które co chwila wybuchają w różnych częściach naszego mieszkania. Częstuje nas (i swój cień na podłodze) wymyślonym jedzeniem. W sklepie chce płacić niewidzialnymi pieniędzmi. Daje mi niewidzialne kwiatki, a potem udaje, że je wącha, itd. itp. I chociaż już wcześniej zdarzało mu się bawić w ten sposób, to dopiero ostatnie tygodnie stały się pod tym względem absolutnie wyjątkowe. Jestem totalnie oczarowana jego fantazją. Jest pomysłowy i niezwykle przekonujący, twórczy i w swoich wyobrażeniach bardzo dokładny :-).































Polubił też bardzo zabawę w chowanego. Najczęściej chowa misia i razem ze mną go szuka. Czasami chce, bym to ja schowała jakąś rzecz, zawsze mnie wtedy podglądając przez rozchylone paluszki. A potem, dla zmyłki, biegnie najpierw w jakieś inne miejsce, po to, by za drugim podejściem, bardzo zadowolony z siebie, odnaleźć schowaną rzecz :-).

Wielką miłością zapałał do książek. Pamiętam, jak jeszcze parę miesięcy temu marzyłam, by potrafił skupić się na książce dłużej niż minutę. Teraz czytamy bardzo, bardzo dużo, aż czasami śmieję się, że stworzyłam książeczkowego potwora :-). Gdy jakaś książeczka go zafascynuje, czytamy ją i po piętnaście razy dziennie. Do tego cały stos innych. Coraz częściej zdarza się też, że jestem budzona przez trzymającego książkę Huberta, który kategorycznie domaga się czytania. A że jest piąta rano, to już inna historia...:-). Cieszy mnie to, bo moim marzeniem jest, by wyniósł z domu miłość do książek. Może się uda...

Dostał absolutnego fokusa na liczbę trzy. Gdy wyciąga po coś rączkę, zawsze mówi, że chce "tsy". Na talerzu chce trzy plasterki sera. Do rączki trzy książeczki. Targuje się jak mała przekupka :-). Ze spaceru przynosi trzy kamyczki. Jak daje mi buziaka, to po staropolsku, w oba policzki i czoło, odliczając przy tym do trzech. Nie mam pojęcia, skąd mu się to wzięło, ale nieodmiennie wywołuje to nasz uśmiech.

Za punkt honoru stawia sobie też samodzielne zakładanie i zdejmowanie garderoby od pasa w dół. I o ile jest to fajne i rozwijające, gdy czas nas nie goni, to jednak przed wyjściem do żłobka, o 6.40 rano, nastręcza trochę problemów. A że uparte mamy dziecię i charakterne, to łatwo nie jest :-).

Co do rozwoju języka, to w lutym właściwie nie nauczył się żadnych nowych słów. Do głowy przychodzi mi chyba tylko jedno słowo, a mianowicie "wąś" (czyt. wąż). [edit* - na śmierć zapomniałam o słowie "pi", czyt. śpi]. Zaczął jednak znane sobie słowa składać w zdania, które chyba na razie tylko my rozumiemy :-). Przykładowo: "To i mama tam, nie dzieci", co w jego języku ma oznaczać, że on i mama idą na dwór, ale nie do żłobka. Albo "To, mama, tata, brum brum, tam dziadzia", co oznacza, że wszyscy pojedziemy do Hubisiowego Dziadka. Także, powoli, ale idziemy do przodu. Wiem, że końcu nam się Hubi rozgada.

Krok do tyłu natomiast zrobiliśmy niestety z jedzeniem. Grymasić nam zaczął bardzo, prawie jak Magda Gessler w Kuchennych  rewolucjach. Tego nie, tamtego nie. Jednego dnia lubi marchewkę, drugiego dnia, ta sama marchewka jest już absolutnie nie do zaakceptowania. Chce mięsko, za pięć minut jednak nie chce. Ta sama potrawa jednego dnia jest ok, następnego wywołuje grymas niesmaku. Nigdy nie wiem, czy to co mu przygotuję, zostanie przez niego zjedzone. Najchętniej żywiłby się jajkami, szpinakiem, zupą z soczewicy, kopytkami, jogurtami naturalnymi i świeżymi bułeczkami. Inne rzeczy mogłyby nie istnieć.

Niezmiennie chętny do zabawy. Zawsze jest albo uśmiechnięty od ucha do ucha albo zrozpaczony (stanów pośrednich brak). A gdy łapie mnie lepkimi rączkami za szyję i daje te swoje trzy buziaki, po prostu roztapia mi serce.

Co tu dużo pisać, wspaniały chłopak z niego rośnie :-).

Przesyłamy uściski dla wszystkich Hubisiowych Cioć i Wujków,


-♥-

Hubisiowa mama

9 komentarzy:

  1. Wspaniała Mama to i wspaniały Syn!
    Takie duże już te dzieci nasze. Buziaczki dla Hubercika :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Ciociu Ulu! Ściskamy Was gorąco!

      Usuń
  2. Cudowny ten Hubiś już nie mogę się doczekać kiedy znów go zobaczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też! Tym bardziej, że urodzinowy prezent dla Kacperka wciąż nie wręczony i już nam trochę z tego powodu wstyd!

      Usuń
  3. U nas 25 miesięcy i Mateusz też jadłby tylko bułki, jajka, szynkę (i też określonego rodzaju), płatki jaglane i kaszki na mleku, jogurt naturalny. Wielką miłością darzy też banany, domowy kompot owocowy... i ciacha:) I tyle. Obiad mógłby nie istnieć...niestety:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ciasta, ciasteczka, żelki, czekoladki... Wszędzie znajdzie, chowam je już pod sufitem :-). Pozdrawiam Was ciepło!

      Usuń
  4. Bardzo dokładnie opisalas Huberta i Wasze emocje z nim związane. Podoba mi się to :) Rośnie Wam chłopczyk mądry (i jaki śliczny!), niech się rozwija na schwał i potęgę!
    U nas bardzo podobnie z różnicą +2 kg i +3 cm... auć. Do tego Poluchna 7 (!!!), powoli odzywa się kręgosłup;)

    Wszystkiego dobrego Asiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że kręgosłup powoli Ci dokucza... + 2 kg!!! Antuan to kawał mężczyzny :-)!

      Usuń
  5. Awwww... Zdania Hubisia są megazrozumiałe, serio! I pomyśleć że ja się jaram że Mill mówi jedno świadome słowo i jest nim 'pa!' połączone z równoczesnym wyrzutem ręki w górę i pokazywaniem lampy. Trochę mi przykro że zaczęła od lampy a mamę nie do końca jeszcze opanowała, ale cóż... Życie. A Hubiś cuuuuudny, jak zawsze. I to zdjęcie, uwielbiam! <3

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.