AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

niedziela, 15 marca 2015

Myśli potargane # 9

12 lutego 2015 (czwartek)
Dwa razy w tygodniu Hubisiowy Tata gra z kolegami w piłkę nożną. Rekreacyjnie bardziej, niż wyczynowo, ale zdarza się, że wraca do domu mocno poobijany. Tym razem padło na rękę. Gdy stęskniony Hubiś rzucił mu się dziś w ramiona, tata pokazał mu spuchnięty jak balon nadgarstek i zaczął tłumaczyć, że nie może go podnieść, bo bardzo boli go ręka. Młody przyjrzał się uważnie, pokiwał ze zrozumieniem głową, po czym podmuchał i delikatnie pocałował tatusiowe przedramię :-). I już tata, po bólu, prawda :-)? 


14 lutego 2015 (sobota)
Tak się cieszę, że dopisała dziś pogoda. Piękne słońce i sześć stopni na plusie pozwoliło mi zabrać Hubiego na spacer. Wreszcie koniec lekarskiego szlabanu. Nadrabiając stracony czas, poszaleliśmy na placu zabaw, odwiedziliśmy koparki, kotki i ulubioną górkę do zbiegania. Hubisiowi świeciły się z radości oczka. Ale i tak hitem dnia była nasza wyprawa do osiedlowego sklepu. Żeby się do niego dostać, trzeba przejść przejściem dla pieszych ze światłami. Już od wielu miesięcy tłumaczę Hubiemu zasadę zielone-idziemy, czerwone-stoimy. Dzisiaj dostałam dowód, że nie tylko mnie słuchał, ale i zrozumiał :-).
Zielone światło, wchodzimy na pasy. Hubiś grzecznie idzie przy mnie, cały czas bacznie obserwując światła. Zielone światło zaczyna migać. Łapię go za rączkę i staram się pospieszyć. Zielone światło zamienia się w czerwone, my jesteśmy jakiś metr od chodnika. Hubiś zatrzymuje się i ani drgnie. Próbuję go popchnąć, lecz zaparł się jak osiołek. Z pretensją pokazuje mi rączką czerwone światło i kręci główką. Proszę, ciągnę, nic. Mija kolejna sekunda, zaczyna się robić niebezpiecznie. Puszczam torbę z zakupami, biorę go pod pachy i siłą znoszę z przejścia, po czym błyskawicznie wracam po zakupy. Hubiś wściekły. Ja wystraszona, ale i dumna z niego, jak diabli :-)! No bo przecież nie wolno przechodzić na czerwonym świetle :-)!


17 lutego 2015 (wtorek)
Od dłuższego czasu Hubiś nie pozwala założyć sobie śliniaka. Nie i koniec. Nie będzie przecież jadł z jakąś szmatką pod szyją. Nie będzie, choćby nie miał jeść wcale. Nie działały żadne tłumaczenia, przekupstwa, prośby, czy groźby. Nie było na niego sposobu, aż do dzisiejszego MMS'a od Hubisiowej Babci. Ze zdjęcia uśmiechał się do nas mały kuzyn Huberta - Maks, w zawiązanym na szyi Hubisiowym śliniaczku! Właściwie to w drugim, identycznym, jak Hubisiowy, zostawionym kiedyś w domu Dziadków... Hubi spojrzał na zdjęcie, dźgnął paluszkiem ekran i wykrzyknął oburzony "O nie!!!". Zaczął biegać po kuchni, szukając swojego, więc rozbawiona tłumaczyłam mu, że Maksik wziął śliniaczek, bo przecież Hubiś go nie chciał. Biegał, szukał, denerwował się, aż w końcu z triumfalnym okrzykiem "Mam!" wyciągnął przed siebie rączkę, pokazując mi swój śliniak. Do końca dnia w nim chodził i nikomu nie pozwalał zdjąć :-). Chyba muszę zachować to zdjęcie :-). 


19 lutego 2015 (czwartek) 
Po wczorajszym przymrozku, mieliśmy dzisiaj ciepłą noc. Zero skrobania szyb, zero wcześniejszego nagrzewania samochodu. W powietrzu czuć już było wiosnę :-). Gdy rano zapakowałam Młodego do fotelika i już chciałam ruszyć, usłyszałam krzyk protestu Hubisia. W lusterku zobaczyłam, że bardzo zdenerwowany macha rączką w górę i w dół. Odwróciłam się i pytam "Co się stało kochanie?", ale Młody zdenerwowany machał tylko dalej. "Niewygodnie Ci?" spytałam. "Nie!" krzyknął z pretensją w głosie i dalej wykonywał te dziwne ruchy rączką. Patrzyłam na niego zdezorientowana, aż w końcu mnie olśniło. "Mama nie skrobała szyb, tak? O to ci chodzi?". "Taaaak! Tu!" i pokazał boczną szybę :-). Na niewiele zdało się tłumaczenie, że jest ciepło i na oknach nie ma szronu. Porządek musi być i basta :-)! W końcu wzięłam skrobaczkę, wyszłam z samochodu i przetarłam nią kilka razy każdą z szyb. Usatysfakcjonowany Hubiś uśmiechnął się do mnie pięknie i pozwolił zawieźć się do żłobka :-). 


21 lutego 2015 (sobota)
Hubisiowi rodzice mają dziś wychodne. Młody pojechał do Dziadków, a my szykujemy się na imprezę branżową. W sensie ja się szykuje, a mój małżonek nadrabia zaległości we śnie. I chociaż zazdroszczę mu bardzo tego dnia leniuchowania, to cieszę się perspektywą pięknej fryzury i wieczorowego makijażu. Nawet jeśli oznacza to godziny spędzone u fryzjera i wizażystki. Cieszę się na złotą sukienkę, szpilki i taniec do białego rana. Troszkę za tym tęskniłam. W końcu mama to też człowiek/kobieta :-).


23 lutego 2015 (poniedziałek)
Zapalenie zatok. Gil zielony jak wiosenna trawa i zapewne okropny ból głowy. Moje zwolnienie lekarskie i Hubisia łkanie. Antybiotyk. Ubierałam go do lekarza, a on myśląc, że idzie do żłobka, płakał "Nie dzieci! Mama i tata. Tu chce. Nie tam. Mama i tata. Nie dzieci". Serce ściska. Nie wiem już, co robić.


25 lutego 2015 (środa)
Młody czuje się już lepiej. I chociaż wciąż ma totalnie zatkany nosek, to przynajmniej skończyły się gorączka i ból głowy. Nareszcie przestał płakać i nabrał ochoty na zabawę. Postanowiłam więc wykorzystać jego dobry humor i wypróbować kilka przepisów z "Jadłonomii". Szczęśliwy Hubiś dzielnie pomagał mi trzeć seler na pasztet, "siam" wsypywał kaszę jaglaną, wysypywał do miseczki słonecznik na pastę. Niecierpliwie zaglądał do piekarnika, a gdy wieczorem dostał gotowy pasztet do spróbowania, bez sentymentu stwierdził, że jest "blllleeeee" :-). Prawdziwy mężczyzna :-).


28 lutego 2015 (sobota)
Młody rozróżnia kolory!!! A konkretnie niebieski, czerwony, zielony i żółty. Zupełnie nagle i niespodziewanie. Jeszcze wczoraj, gdy czytałam z nim książeczkę, nie potrafił ich poprawnie pokazać, dzisiaj bez trudu pokazał, który kolor jest który. Przypinałam klamerkami pranie na suszarce, a młody przechwycił te niewykorzystane i zaczął dzielić je na kolorystyczne grupy. A gdy zaskoczona, spytałam, które klamerki są zielone, pokazał je. Żółte? Proszę bardzo! Niebieskie? Te! Wciąż nie mogę wyjść z podziwu. Kiedy to się stało :-)?


3 marca 2015 (wtorek)
Co zrobić, gdy mama nie chce jeść tego, co Hubiś nadział na widelec i podtyka pod nos? Oczywiście samolocik! Mój dwulatek zastosował na mnie dzisiaj sposób prawdziwego rodzica :-). Wydając z siebie warkot silnika zapakował mi do ust wielki kawał ziemniaka. A ja tak się śmiałam, że zjadłam :-).


6 marca 2015 (piątek)
Hubisiowi ewidentnie idą piątki. Ślini się jak stary buldog, wkłada całe rączki do buzi i pokazuje na ząbki, gdy pytam, gdzie go swędzi. Już się boję, co to będzie...


8 marca 2015 (niedziela)
Urodzinowy buziak od syna. Lepkie rączki obejmujące moją szyje. Ciepłe ciałko wtulone w moje. Nie mogłam dostać lepszego prezentu.


10 marca 2015 (wtorek)
Wytrzymał w żłobku dokładnie 1,5 dnia. Około południa opiekunki zadzwoniły do mnie i powiedziały, że wymiotuje. Hubisiowy Tata natychmiast po niego pojechał i zabrał do lekarza. Rotawirus. I panika. Co robić? Przecież nie mogę wziąć kolejnego tygodnia zwolnienia. Na szczęście do zdrowia wrócili Hubisiowi Dziadkowie i zaoferowali pomoc. Zapakowałam więc małego do samochodu i zawiozłam do mojego rodzinnego miasta. Trudno, będę dojeżdżać...


12 marca 2015 (czwartek)
Takiego poligonu Hubiś już dawno nie urządził. Za punkt honoru postawił sobie chyba zaliczenie wszystkich popularnych choróbsk i konsekwentnie dąży do celu. W nocy dostał gorączkę 40 stopni. Pediatra stwierdziła anigino-podobnego wirusa. Prawdopodobnie złapał, gdy był w przychodni z rotawirusem... Znowu mamy antybiotyk. Znowu zakaz wychodzenia. Kiedy to się skończy?


15 marca 2015 (niedziela)
Do czego mogą służyć słuchawki tatusia? Takie na pałąku, do słuchania muzyki podczas biegu? Oczywiście do zabawy w lekarza! Młody wspiął się dzisiaj na szafkę, ściągnął tatusiowe słuchawki i pół dnia osłuchiwał misie, Peppę i wszystkie możliwe pluszaki. Nawet mnie się trafiła osłuchowa kontrola :-). Co więcej, mały pan doktor, wkładał mi palec do buzi i zaglądał profesjonalnie do gardła. Chyba jednak nie przejmie po tacie kancelarii :-).

-♥-
Hubisiowa mama

13 komentarzy:

  1. oj biedni jesteście z tymi choróbskami! ale idzie wiosna, będzie lepiej! buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję tych wszystkich choróbsk. Dużo zdrówka życzę i WIOSNY!
    Miło poczytać kolejne myśli potargane, choć mam nadzieję, że kolejne będą bez wątków chorobowych:)
    Pozdrawiam!
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedny Hubiś - życzymy mu dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przesyłam Wam dobre myśli i moc uśmiechu, by Hubisia opuściły te wszystkie choróbska.

    Akcja z czerwonym światłem niezła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Mania po przebytym rotawirsuie, zaczęła kaszlec, smarkać się, więc poszłam do lekarza i mówię, że przed chwilą byliśmy z rota a teraz znowu coś...Wtedy Pani doktor powiedziała, że dziecko jak złapie jednego wirusa to nie moze w tym samym momencie złapać drugiego i że te objawy, które ma dziecko są konsekwencja rotawirusa. Dlaczego? Bo to wirus i najpierw daje objawy typowe dla rota a pozniej typowe dla kazdego wirusa wiec moze pojawic sie bol glowy, rozbicie, bol gardla/zaczerwienie itd. Może niezbyt fachowo to opowiedziałam, ale mam nadzieje, że zrozumiesz o co chodzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmutowały się teraz te paskudztwa i jak już człowieka dopadną, to koniec świata. Oby do wiosny! Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  6. Zdrówka życzę! My chorujemy cały marzec, szaleństwo po prostu! Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  7. Przesyłam moc zdrowia!
    A historia z pocałowaniem paluszka - rozczuliła mnie ;) Dzieci są takie pocieszne!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.