AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 18 marca 2015

O krecie z kupą na głowie

Macie w domu dwulatka? Takiego tuż przed, w trakcie lub świeżo po odpieluchowaniu? Jeśli tak, to zapewne i u Was temat kupy jest czymś zupełnie naturalnym. Wszyscy przecież tłumaczymy, pokazujemy, bijemy brawo i chwalimy. Dla dziecka kupa to żaden temat tabu i interesuje go w tym samym stopniu, co reszta otaczającego go świata. Na spacerze Hubi dokładnie taką samą uwagę przywiązuje do przejeżdżającej koparki, co do psiej kupy, którą widzimy na trawniku. W łazience z kolei sadza swoje pluszaki na sedesowej nakładce i informuje mnie, że „Peppa robi upę”. Dam sobie rękę uciąć, że u Was jest podobnie.

I chociaż na polskim rynku są już „kupowe” książeczki, to skierowane są one głównie do starszych dzieci. Dlatego właśnie opowieść „O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę”, skierowana przede wszystkim do maluszków, takich jak mój Hubert, bardzo mnie zaciekawiła. A gdy udało mi się ją obejrzeć, przepadłam i nabyłam :-).



Historię małego kreta wymyślił w 1989 r. Werner Holzwarth, a zilustrował Wolf Erlbruch. Do tej pory przetłumaczono ją na kilkadziesiąt języków. W naszym kraju wydało ją Wydawnictwo Hokus-Pokus (pod koniec lutego wznowiono nakład).

Pomysł na książkę okazał się bardzo prosty. Otóż, gdy mały kret wychyla się ze swojej norki, ktoś robi kupę. Pech sprawia, że ląduje ona prosto na jego głowie. Oburzony kret postanawia odnaleźć winowajcę i pyta o to wszystkie napotkane po drodze zwierzęta. One zaprzeczają i jako dowód demonstrują mu swoje kupy. Aż w końcu, dzięki pomocy dwóch much, kret znajduje sprawcę incydentu.






 
W tym miejscu zapewne niektórzy z Was skrzywią się i oburzą. Książka o kupie? I to jeszcze na głowie? Lekka przesada... Może po części będziecie mieć rację, ale spróbujcie spojrzeć na tę książeczkę oczami nie dorosłego, a ciekawskiego dwulatka. Praktycznie w każdej biblioteczce malucha znajdzie się książka, której tematem przewodnim jest „co je myszka?”, albo „co je krówka?”. My mamy takie trzy, a Hubiś już dawno zna je na pamięć. Natomiast książeczki, która mówiłaby co się z tym jedzeniem dzieje dalej, do tej pory nie mieliśmy. A przecież szkraby na pewno zainteresuje informacja, że zwierzaki oprócz tego, że jedzą, również wydalają. Dla niektórych może to być nawet spore zaskoczenie.

Poza tym, ta historia dzieci zwyczajnie śmieszy. Przynajmniej mojego dziecia :-). Z piskiem radości odpowiada za zwierzaki, że „Nie!”, to nie one narobiły krecikowi na głowę i pokazuje paluszkiem, jak wygląda kupka konkretnego zwierzaka. Przy śwince, tak jak kret łapie się za nosek, a na koniec książeczki robi „no no no” winowajcy, ale raczej ze śmiechem, niż z przyganą. Wytłumaczyłam mu, że zwierzak-sprawca nie chciał zrobić przykrości krecikowi. Po prostu przez przypadek zrobił kupkę w tym samym miejscu, w którym ten wyszedł z norki. I mam nadzieję, że to zrozumiał.

Dorosłego rozbawi też zapewne niezwykle szlachetnie brzmiące, dwuczłonowe imię sprawcy incydentu :-). Nie zdradzę Wam kto to, ale przy okazji zwróćcie na to uwagę :-).




Jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to zakończenie, które moim zdaniem jest mało edukacyjne (przynajmniej na początku wychowawczej drogi), bowiem krecik odpłaca się sprawcy pięknym za nadobne. Mało to eleganckie, lecz patrząc na efekty tej zemsty i ogromną dysproporcję w rozmiarze, myślę, że spokojnie można potraktować to zakończenie jako kolejny element humorystyczny. Na rozmowy o zemście i jej granicach, przyjdzie jeszcze czas.

Jeśli więc Wasz szkrab jest akurat na etapie poznawania własnej fizjologii, a Wy podchodzicie do tematu swobodnie i na wesoło, zachęcam do zaprzyjaźnienia się z małym kretem. Nas „kupił” całkowicie :-) .

Pozdrawiam serdecznie,

Hubisiowa mama

-♥-

8 komentarzy:

  1. zawsze do Ciebie wpadam po książkowe inspiracje :)

    alexanderkowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i nieustająco zapraszam :-)

      Usuń
  2. Znam tę książkę - jest świetna :)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od kiedy Hubiś pierwszy raz ją pokazał, pokochałam ją jeszcze bardziej. Wcześniej tylko o niej czytała, gdy ją zobaczyłam stwierdzam, że to świetna pozycja dla dzieciaków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czego to teraz nie wymyślą :D Za moich czasów.... :D
    Nie miałam pojęcia, że takie książeczki istnieją

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.