AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 19 sierpnia 2015

Dlaczego moje dziecko nie dostanie loda


Nie lubimy się w Hubisiowie z pszczołami. I to bardzo. Z osami zresztą też nie. Ta nasza obopólna niechęć od lat przyćmiewa radość z letnich miesięcy. Bo chociażbym chuchała i dmuchała, miała głowę dookoła szyi i uważała na każdy krok, to i tak w końcu mnie ta paskuda dopada. Jakby czyhała specjalnie na mnie. Jakby szukała sekundy nieuwagi... W jakiś niepojęty sposób udaje jej się to każdego lata. I wtedy zaczyna się prawdziwa polka... Wystarczy, że użądli mnie w czubek palca i tak kończę w szpitalu. 

Ostatnio okazało się niestety, że z pszczołami nie będzie się też lubił Hubiś. Przekonaliśmy się o tym boleśnie na początku sierpnia, gdy użądlenie osy skończyło się dwudniowym pobytem na SORze. Pokąsała go gnida na balkonie, złośliwie i sadystycznie, bo w plecy i to przez koszulkę. Przybiegł z płaczem, kazał sobie zdjąć bluzeczkę i już po chwili miał na plecach obrzęk wielkości pięści. Rzuciliśmy wszystko i w trzy minuty byliśmy w przychodni. Tam "lekarka" rozłożyła tylko ręce (po bezskutecznych próbach szukania w książce, co powinna mu podać) i skierowała nas do szpitala. Gdy w 10 minut później wpadliśmy na izbę przyjęć obrzęk sięgał już szyi. Na plecach miał coś wielkości i koloru buraka, pod pachą jabłka. Wyglądało to przerażająco. Do tego dostał gorączki. Bałam się o niego bardzo. Na szczęście lekarze zareagowali szybko i po serii kroplówek obrzęk zaczął się widocznie zmniejszać. Następnego dnia było już właściwie po wszystkim. 

Ta przygoda uzmysłowiła mi, jak niebezpieczne może być dla dziecka użądlenie pszczoły, osy, szerszenia i innych paskudztw. Przecież do pierwszego użądlenia nie wiemy nawet jak nasze dziecko zareaguje na jad owada. Dobrze, jeśli skończy się po prostu małą opuchlizną. Ale co jeśli okaże się, że maluch jest uczulony? Co jeśli będziemy daleko od szpitala? Jeśli nie będziemy wiedzieć jak zareagować?

Ze szpitala wyszliśmy zdeterminowani, by chronić Huberta przed wszystkim co bzyczące i latające. Dostaliśmy receptę na adrenalinę i trochę wskazówek, jak uchronić go przed użądleniem. Wiedzieliście na przykład, że noszenie jaskrawo żółtej lub pomarańczowej odzieży sprzyja atakowi owada? Prawdopodobnie to właśnie pomarańczowa koszulka, w którą ubrany był Hubert, zwabiła tę feralną osę. To samo dotyczy ubrań w kwiatowe motywy. Dlatego, jeśli tylko macie możliwość, kupujcie dziecku ubranka w innych kolorach.

Warto też pilnować, by dziecko nie zbliżało się za bardzo do pojemników na śmieci i nie chodziło boso po ukwieconej łące (gniazda os znajdują się również w ziemi). Jeśli zostawiamy je śpiące na powietrzu, przykryjmy wózek lub łóżeczko moskitierą. Gdy owad usiądzie na dziecku, nie odganiajmy go w panice, bo wówczas potraktuje to jako atak. Podobno dużo bezpieczniej pozostać w bezruchu i poczekać aż owad odleci lub delikatnie go strzepnąć.

No i najważniejsze. Nie spuszczajmy dziecka z oczu, jeśli dajemy mu na świeżym powietrzu coś do jedzenia lub picia. W każdej chwili do butelki ze słodkim napojem może wlecieć owad. To samo tyczy się lodów, gofrów i innych słodkości. A użądlenie w okolicach języka i gardła jest bardzo, bardzo niebezpieczne. Jak bardzo, przekonałam się na własnej skórze w ubiegły piątek.

Hubisiowa matka, mądra głowa, dała się bowiem namówić swojemu słodkiemu synkowi na loda. Świadoma oczywiście "owadziego" niebezpieczeństwa nie odrywałam od niego wzroku. Hubiś szczęśliwy wciągnął prawie całego loda, przy czym umorusał się kompletnie. W pewnym momencie stwierdził, że "juś nie chcie" i oddał mi wafelek. Trzymając resztkę loda w dłoni, drugą wycierałam buzię Huberta. Nie patrzyłam na to co trzymam, patrzyłam na Huberta. Gdy poczułam, że po nadgarstku spływa mi resztka lodów, odruchowo go polizałam. Nie widziałam jej. Nie wyczułam. Do tej pory nie wiem, jak to się właściwie mogło stać... Poczułam tylko nagły ból z przodu języka i sekundę później trzymałam w ręku żądło pszczoły. Hubisiowy Tata od razu zawiózł mnie do szpitala. I całe szczęście, bo po kilku minutach nie mogłam już złapać oddechu, a język nie mieścił mi się w buzi. Naprawdę mało brakowało. Lekarze powiedzieli mi później, że użądlenie w tylną część języka może skończyć się śmiercią nawet osoby, która nie jest uczulona na jad pszczół. Po prostu odcina człowiekowi dopływ powietrza i tyle. Dlatego tak bardzo trzeba uważać. I chronić maluchy.

Leżąc pod kroplówką nie mogłam sobie wybaczyć tej całej sytuacji. Przecież zaledwie tydzień wcześniej byliśmy w szpitalu z pożądlonym Hubertem. Jak mogłam zgodzić się na tego loda? Dlaczego nie pomyślałam? Całe szczęście, że to mnie spotkało, a nie jego. A może udziabało mnie po to, bym w końcu uzmysłowiła sobie, że w naszym przypadku nie może być mowy o jakimkolwiek jedzeniu słodkiego na świeżym powietrzu? Bez wyjątków... Bez łamania się pod proszącymi oczkami synka...

Kolejne, życiowe doświadczenie do kolekcji. I kolejna nauka rodzicielskiej odpowiedzialności.

Pozdrawiam i trzymajcie się z dala od os!!!

Hubisiowa mama

 -♥-

28 komentarzy:

  1. o matko :( aż mi ciarki przeszły po plecach.
    Asiu na szczęście w obu przypadkach wszystko dobrze się skończyło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale nauczka została wyciągnięta :-)

      Usuń
  2. O matko i córko! :(

    Najważniejsze jednak, że nic poważnego się Wam nie stało.
    Ja tez strasznie boje się os, pszczół i tych innych a ich u nas pod dostatkiem - drzewa owocowe i ule w sąsiedztwie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie kawka na mieście, w gościnę do Ciebie nie wpadam :-)

      Usuń
  3. Współczuję i życzę Wam, abyście nigdy więcej nie mieli bliskiego spotkania z tymi owadami. Masz rację z kolorem ciuchów- żadne latające owady nawet koło nas się nie krecily do momentu jak Kacper nie miał na sobie żółtej bluzeczki-po pierwszym nałożeniu została uprana, złożona i schowana do szafki - w tym samym miejscu jest do dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy taką jedną wściekle żółtą i teraz już też tylko do spania jej używam... Pewnie wyciągnę ją z powrotem dopiero jesienią. Ściskam serdecznie!

      Usuń
  4. O Matko!

    Jak dobrze, że wszystko skończyło się dobrze dla Ciebie!
    To bardzo przykra lekcja dla nas wszystkich.

    Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedny Hubi :( Współczuję i mam nadzieję, że więcej nie będzie miał już takich przykrych niespodzianek!!

    OdpowiedzUsuń
  6. O mamo, aż ciarki przechodzą... Jak dobrze, że nie skończyło się to gorzej! Nas co prawda nigdy żaden żądlący owad nie ugryzł, ale skutecznie wyrobiłam sobie lata temu nawyk spoglądania przed każdym ugryzieniem na to, co jem na dworze. A my bardzo często jemy na ogrodzie, jak nie posiłki to owoce czy lody. A Martynki to wiadomo, z oka nie spuszczam jak zajada czy jak pije.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo mądrze, ja niby wiedziałam, ale tak z ręką na sercu to niezbyt uważnie pilnowałam i siebie i Huberta, niestety :-(

      Usuń
  7. Bardzo potrzebny tekst!Dobrze,że z happy endem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przerażające, ile taki mały owad może złego narobić. Dobrze, że uświadamiasz, jak niewiele nas czasem dzieli od tragedii, szkoda tylko, że na własnym przykładzie...Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  9. Masakra ! Dobrze ze zdazyliscie do szpitala, dlaczego nie uratowalas siebie adrenalina?
    Pisałam juz o tym na swoim blogu kiedys. Mnie pszczoła dziabnęła w środkowy palec a twarz mi tak spuchła ze skóry mi na niej brakowalo nie wspomnę o samej dłoni bo ruszać moglam tylko kciukiem. Do dzis jestem ostrozna jak saper a minęło juz 6 lat.
    A wiesz ze nie można psikac sie slodkimi perfumami ?

    Pozdrawiam. Agata z www.donkowo.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy sobie miałam tylko sterydy na uczulenie, które od razu łyknęłam. Z językiem nie ma żartów, nawet u osoby, która nie jest uczulona. Co do perfum, masz rację. To mój kolejny wielki ból....

      Usuń
  10. Oj współczuje takich przezyć....Faktycznie w tym roku osy to jakaś plaga! Nie ma komarów, są osy, a to jest zdecydowanie gorsze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, te paskudy potrafią być naprawdę niebezpieczne.

      Usuń
  11. Horror. Drżę na widok każdej osy, pszczoły, trzmiela itepe, chociaż sama nie jestem uczulona to jednak nie wiem, czy Don F. też. Ech.
    Swoją drogą mocno przewrotne to zdjęcie względem tematu posta. Hubiś w lawendzie, a pszczoły ubóstwiają lawendę przecież ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, zdjęcie przewrotne i celowo je wybrałam. Hubiś zastanawiał się wtedy, czy na lawendzie jest Gucio czy Maja. Ech...

      Usuń
  12. Mój syn niestety tez okazał się uczulony na jad któregoś owada. Od czerwca dwukrotnie miejsce wokół ukąszenia mu spuchło, stwardniało, pojawił sie stan podgorączkowy i niemożliwość ruszania ugryzioną kończyną. Raz nawet pojechałam z nim do szpitala, bo noga spuchła mu od stopy po udo, zrobiła się twarda, nie mógł chodzić. Dostaliśmy leki, więc jak miesiąc później stało się to samo z ręką, podałam mu od razu lekarstwo. Ostatnio byliśmy u alergologa. Ma zlecone badanie, ale mamy je wykonać dopiero w kwietniu przed następnym sezonem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie podobnie będzie u nas. Ja na razie boksuję się z naszym pediatrą-alergologiem, która stwierdziła, że nie należy nam się skierowanie do poradni alergologicznej, bo Hubiś nie tracił przytomności, więc nie miał reakcji uogólnionej, tylko odczyn sporych rozmiarów.

      Usuń
  13. aż mi ciarki po plecach przeszły! i wyobraziłam sobie nas w samochodzie w szczycie przebijających się z tej wsi do szpitala....dramat! na szczęście ani j ani A. nie jesteśmy uczuleni, Żuk jeszcze bliskiego kontaktu z owadem nie miała....ale uzmysłowiłaś mi jaką jestem naiwną i głupią matką - całe lato Żuk konsumuje większość posiłków na dworze - tych słodkich również....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeść, tylko uczul ją, by nie jadła nic z wkładką w postaci osy :-).

      Usuń
  14. Bardzo dobrze, że opisałaś tę historię. Nawet nie chodzi o to, że uświadomiłaś mi, że trzeba uważać z posiłkami na świeżym powietrzu, bo o tym wiem. Widzę, ile w tym os lata wszędzie, a już w szczególności wokół placów zabaw. Uświadomiłaś mi coś innego - że mimo iż wiem, jakie jest niebezpieczeństwo, to zaklinam rzeczywistość i wierzę, że jak będę patrzeć na dziecko, pilnować je kiedy zajada tego loda czy inną przekąskę, to osa go nie użądli. A przecież wcale tak nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że nie uda się ustrzec dziecka przed wszystkim, to po prostu niewykonalne. Ale miejmy przynajmniej świadomość zagrożenia. Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.