AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Z Hubisiowej biblioteczki # 7

Mam ostatnio szczęście do dobrych książek. Zapadających w pamięć i ściskających serce. Takich, które otwierają oczy i na zawsze zmieniają światopogląd. Trafiły mi się niedawno aż dwie takie perełki i bardzo chciałabym je Wam polecić. Nie są to książki łatwe, nie zawsze są też przyjemne, ale obie są naprawdę świetne. I nawet jeśli nie do końca wpisują się w klimat "wakacyjnej lektury", to sięgnijcie po nie, jeśli będziecie mieć okazję. Jestem przekonana, że nie będziecie żałować.


Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc"

Przyznam się Wam szczerze, że "Tysiąc wspaniałych słońc" to książka, po którą sięgnęłam bez specjalnego przekonania. Nigdy nie interesowałam się tematyką islamu, Afganistanu, czy kobiet ukrywających ciała w burkach. Oprócz pobieżnej wiedzy o afgańsko-radzieckiej wojnie w latach osiemdziesiątych, interwencji NATO i talibach, niewiele mogłam powiedzieć o tym państwie. W dodatku egzotycznie brzmiące nazwisko autora sprawiło, że nastawiłam się na trudną stylistycznie, mocno "wschodnią" lekturę. I w sumie nie wiem, jak to się właściwie stało, że ją wybrałam, bo ani nie widziałam jej na liście nowości (Hosseini wydał ją w 2007 r.), ani nie znałam innych książek tego autora. Jednak przyciągnęła mnie do siebie i cieszę się bardzo, bo przegapiłabym jedną z najlepszych książek, jakie zdarzyło mi się czytać.

Książka Hosseini'ego okazała się przepełnioną emocjami, wstrząsającą i niezwykle wciągającą historią. To opowieść o dwóch kobietach, różniących się od siebie wiekiem, pochodzeniem i wychowaniem, których losy w pewnym momencie splatają się w jeden. Mariam i Lajla zostają żonami tego samego męża Rasheeda. Głupca i sadysty, któremu jednak prawo i afgańska tradycja pozwalają w stosunku do nich praktycznie na wszystko.

Mariam i Lajla, chociaż początkowo nie przepadają za sobą, szybko stają się sobie bardzo bliskie. W tym okrutnym domu potrzebują się nawzajem, by przetrwać. Przyjaźń, która je połączy jest wyjątkowa i piękna. I chociaż powstała na fundamencie strachu, bólu i upokorzenia, to w najgorszym momencie pozwoliła im odnaleźć sens życia.

"Tysiąc wspaniałych słońc" to książka, która udowadnia jak silne są kobiety. Jak są mądre, ale jednocześnie bezbronne wobec totalnej głupoty i okrucieństwa wielu afgańskich mężczyzn. Wciąż nie potrafię zrozumieć, jak w dzisiejszych czasach może istnieć kultura pozwalająca mężczyznom traktować kobiety w ten sposób...

Ta książka jest piękna i gorzka zarazem. Każda jej strona. Naprawdę jestem pełna podziwu dla autora, który prostym, wręcz reporterskim stylem, potrafił stworzyć tak poruszającą historię. Hosseini poprowadził mnie przez cały wachlarz emocji. Od uśmiechu po wściekłość. Od współczucia po gniew na główne bohaterki. Wierzyłam w nie, solidaryzowałam się z nimi, nie rozumiałam ich postępowania... Ale obie pokochałam.

"Tysiąc wspaniałych słońc" to historia, którą przesiąknęłam po czubki palców. Bardzo serdecznie ją Wam polecam!



Lisa Genova "Sekret O'Brienów"

"Sekret O'Brienów" to wielki powrót do formy Lisy Genovy, autorki "Motyla", o którym do znudzenia wspominam w każdym książkowym wpisie, bo wciąż polecam, polecam, polecam ją Wam gorąco :-). Po fantastycznym debiucie Genova wydała jednak dwie słabsze książki (z tendencją zniżkową niestety, trzecia gorsza od drugiej), dlatego z lekkim niepokojem sięgałam po jej czwartą powieść. Na szczęście moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebne.

To przez "Sekret O'Brienów" mój mąż miał trzy dni z rzędu to samo na obiad, a sterta rzeczy do prasowania sięgnęła sufitu:-). Kolejna, po "Motylu", książka Genovy, od której po prostu nie mogłam się oderwać. Gdy tylko Hubiś zasypiał, chwytałam ją i przenosiłam się do irlandzko-katolickiej dzielnicy Bostonu, gdzie (nie)zwykła rodzina O'Brienów stanęła przed wielką życiową próbą.

Joe O'Brien jest szanowanym policjantem, szczęśliwym mężem Rose i ojcem czwórki dorosłych dzieci. Kiedy zaczyna mieć problemy z atakami złości, koncentracją i drgawkami, przypisuje to przemęczeniu. W końcu daje się namówić żonie na wizytę u neurologa i przeżywa szok, gdy słyszy diagnozę. To choroba Huntingtona, zwana najokrutniejszą chorobą znaną człowiekowi. Powoduje niekontrolowane ruchy ciała, zmniejszenie napięcia mięśni, zmiany nastroju, depresję, otępienie i zaburzenia pamięci. Jest nieuleczalna i bezwzględna. Od momentu pojawienia się pierwszych objawów - zwykle około 35 roku życia - prowadzi do śmierci w ciągu 10-20 lat.

Choroba Huntingtona stopniowo odbiera Joemu kontrolę nad własnym życiem. Traci pracę... Traci władzę nad swoim ciałem, odruchami i reakcjami. Powoli staje się więźniem choroby. Przygniata go też świadomość, że każde z jego dzieci ma pięćdziesiąt procent szans na jej odziedziczenie. Wprawdzie każde z nich może wykonać test DNA, ale stoją przed wielkim dylematem... Bo jak mają dalej żyć z wiedzą, że również zachorują na tę okrutną chorobę? Boją się i buntują. Są prawdziwi, są ludzcy...

Ale ta książka to nie tylko opis choroby. To przepiękny obraz rodziny, jej jedności i siły, historia wsparciu najbliższych, wyborów, wybaczania i miłości rodzicielskiej. Niesamowicie poruszył mnie wątek mamy Joe'go, a jej ostatnie słowa głęboko zapadły w serce i pamięć. Bardzo podobało mi się też zakończenie, które sprawiło, że ta niesamowita książka stała się manifestem walki o marzenia, miłość i godne życie, a nie tylko opisem choroby.

Świetnie skonstruowana, z dobrym tempem i mocnymi, wyraźnymi postaciami jest pozycją, obok której nie można przejść obojętnie. Z całego serca polecam!


Hubisiowa mama 
-♥-

5 komentarzy:

  1. Po książki sięgnę na pewno :-) ale mam też pytanie ;-) czy mąż sam nie może ugotować obiadu i poprasować? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, oczywiście, że może i robi to, gdy tylko nie wraca z pracy późnym wieczorem :-).

      Usuń
  2. "Tysiąc wspaniałych słońc" czytała!
    Przepiękna książka, choć niestety nie łatwa.
    Również polecam :)
    Pozdrawiam
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  3. już zamawiam:) jakoś książki przez Ciebie polecane trafiają w mój gust. Chociaż "Kochając syna" Genovy też wpadła w mój gust czytelniczy. Może też dlatego , że sama mam córkę niepełnosprawną i pewne rzeczy widzę chyba inaczej:) pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.