AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

poniedziałek, 14 września 2015

Taggit - nasz wyprawkowy hit

Talentu do krawiectwa to ja nie mam żadnego. To, co dla statystycznej pani domu jest zwyczajną fastrygą, dla mnie stanowi już mistrzowski ścieg. Wstyd się przyznać, ale nawet przyszycie guzika potrafi mi się mocno skomplikować :-). Naturalną tego konsekwencją jest moja niechęć do igły i nitki. Unikam ich jak ognia :-). Rzeczy wożę zwykle do mamy, wykorzystuję siostrę albo po prostu biegnę do krawcowej. 

Jednak, gdy syn mój jedyny i ukochany został przedszkolakiem i trzeba było opisać mu ubranka, pomyślałam "No bez przesady, przecież to zwykła naszywka. Co może pójść nie tak? Przecież nie będę wygłupiać się z wprasowankami, jeśli ciuszki mają iść dla następnych pokoleń". Jak pomyślałam, tak zrobiłam i zamówiłam klasyczne naszywki ze sklepu internetowego, którego nazwy, pozwólcie, nie będę wymieniać. 

Naszywki przyszły dość szybko, nie najgorsze, na jednej taśmie do samodzielnego pocięcia. Troszkę się z tym cięciem namęczyłam, bo skąd w domu osoby nieszyjącej miały znaleźć się dobre, krawieckie nożyczki, które nie wystrzępiłyby końców? Pocięłam je w końcu jakoś nożyczkami do papieru i zaczęłam szyć... Taktykę obrałam na cztery rogi, na pętelkę, czy jak to się zwie, ale przy trzeciej bluzeczce miałam już serdecznie dosyć. Z miłości do syna zrobiłam jeszcze dwie, a potem rzuciłam naszywki w diabły. Pomyślałam, trudno, będę musiała kupić wprasowanki i zaczęłam w necie szukać informacji, gdzie znajdę w miarę dobre jakościowo. I tak trafiłam na podpisane.pl, a konkretnie na ich zakładkę "Bez szycia/prasowania" (i nie, to nie jest wpis sponsorowany). 

Słyszeliście kiedyś o pineskach do naszywek Taggit? Ja nie, bo gdybym słyszała, zaoszczędziłabym sobie mnóstwo czasu i pokłutych palców :-). Taggit to małe, plastikowe pineski, którymi mocujemy naszywki z haftem do dziecięcego ubranka. Bez szycia czy prasowania. Szybko, łatwo, pomysłowo... Wspomniałam już, że bez szycia :-)? Idealne!





Instrukcja obsługi na stronie nie do końca do mnie przemówiła, obejrzałam więc filmik na youtube (klik) i już wiedziałam. Muszę je mieć :-). A że nasze poprzednie naszywki po pierwszym praniu zwyczajnie się popruły, zamówiłam nowe. Wybrałam te z haftem de luxe. Nie były tanie, ale czytając o nich bardzo pochlebne recenzje, postanowiłam spróbować. I to był kolejny strzał w dziesiątkę. 

Kochani, jestem absolutnie, totalnie, kompletnie zakochana w tych naszywkach, a o pineskach taggit mogę śpiewać hymny pochwalne. Są fantastyczne. W pół godziny opisałam Hubisiowi większość ubranek i rozpędziłam się tak, że zabrakło mi pinesek (opakowanie zawiera 50 sztuk). Zamówiłam więc kolejne opakowanie i opisałam czapki, szalik, kurteczkę i woreczek na strój gimnastyczny :-).




Dla porównania wrzucam wam naszywki, które kupiłam pierwsze i te z haftem de luxe. Sami oceńcie, jaka jest między nimi różnica. Ja w każdym razie po raz kolejny przekonałam się, że kto tanio płaci, ten niestety dwa razy płaci. Chociaż może gdybym lepiej szyła, nie miałabym takiego kłopotu z tymi tańszymi? 




Pineski Taggit to zdecydowanie nasz wyprawkowy hit. I na pewno jeden z dziesięciu hitów tego roku. Produkt, który z ręką na sercu mogę polecić każdej zabieganej mamie. U nas pineski sprawdziły się w 100%. No, może w 99%, bo jedna pineska złamała mi się w ręku jeszcze przed użyciem. Co tu dużo pisać, fajna sprawa :-). 


A Wy znacie Taggit? Używacie? A może macie jakieś inne patenty dla nieszyjącej matki :-)?

Ściskam serdecznie,

Hubisiowa mama

-♥-

17 komentarzy:

  1. od tej pinezki nie robi się dziura w ubraiu ? buty też można opinezkować ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie robi się dziura, przynajmniej u nas, a dla próby zdjęłam jedną. To tak jakbyś wzięła normalną pineskę i nakłuła. Po wyjęciu pineski materiał szybka wraca do swojego normalnego stanu.

      Usuń
    2. Jest taki patent na wbijanie takich właśnie pinezek - wbijasz w szwy, tak żeby weszły w istniejące już dziurki od szycia i nie ma problemu ;) bo ze swojego doświadczenia sklepowego wiem, że z bawełnianymi rzeczami (na przykład z koszulkami z cienkiej bawełny) mógłby być problem i mogły by powstać dziury jeśli wbijesz gdzieś indziej. Szwy są najlepszym miejscem ;) Bo na sweterkach, które są tkane na większych oczkach może nie być problemów z wbijaniem pinezek, bo oczka się potem zejdą z powrotem.
      No ;)

      Usuń
  2. Nie wiedział o czymś takim, super sprawa
    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka Fashion :) ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla takiego antytalencie krawieckiego jak ja, najlepsza :-). Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jak to dobrze, że u nas nie trzeba podpisywać ubranek w przedszkolu :)

    Patent jest niewątpliwie świetny i bardzo praktyczny. Między naszywkami znaczącą różnicą jest materiał z jakiego są zrobione. Gdyby te pierwsze był zrobione na taśmie bawełnianej a nie satynowej, najprawdopodobniej nie miałabyś z nimi takiego problemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, powinnam była się do Ciebie zgłosić, zaoszczędziłabym troszkę pieniążków, bo one naprawdę do niczego się nie nadają...

      Usuń
    2. Niestety takie są te satynowe :( Jak się opali na brzegach to wyglądają paskudnie, a jak się tego nie zrobi to strzępią się okropnie :(

      Usuń
  4. Znamy! Też zamówiłam, po przeczytaniu recenzji u Marysi z Mamygadzety - od razu ten haft de lux i pineski i jestem mega mega zadowolona! Tylko rzeczywiście będę musiała domówić drugie opakowanie tych pinesek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, jednak blogi mogą się do czegoś przydać :-).

      Usuń
  5. Hm... a do żłobka nie podpisywałaś ubranek? Nam kazali... i przyznaję, że zrobiłam to markerem do płyt. Przetrwały pranie, dziecko się nie uczuliło i generalnie to najszybszy, najtańszy i najlepszy patent ever - buciki, worek, ręczniczek, smoczek, butelka - wszystko podpisane tym markerem, nie zmywa się, luz :) Ale pinezki bomba. Dodam jeszcze, że jestem mamą szyjącą a w życiu bym się nie porwała na ręczne wszywanie takich metek! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żłobku Hubiś podpisane miał tylko pościel, ręcznik i pieluszki. Ubranek nie musiałam podpisywać. Maluszków było mało, więc Panie ogarniały :-). Ja markerem podpisałam Hubisiowi wszystkie majteczki i rozpędzona zastanawiałam się nad skarpetkami, ale ostatecznie im odpuściłam :-).

      Usuń
  6. Wygląda świetnie! Ja póki co zrobiłam zwykłe naprasowanki. Uznałam, że dla przyszłych pokoleń jakoś dam radę - naprasuję następne w to samo miejsce. Ale pinezki super - również do takich rzeczy, do których ciężko coś naprasować - spodni przeciwdeszczowych, kurteczek, worków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Wydaje mi się, że mogą się nie sprawdzić jedynie przy bardzo delikatnych materiałach... no, ale mój młody w przedszkolu w satynach i jedwabiach nie biega :-). Ściskam Was serdecznie!

      Usuń
  7. dzięki za inspirację, bo już miałam odpuścić. Co kilka dni wracamy do domu z innymi skarpetami, majtkami i koszulkami. Część podpisałam flamastrem, ale nie mamy ubranek tylko do przedszkola, wiec szkoda mi było wszystkie zaznaczać. Teraz pinezki będą jak znalazł do zimowej kurtki, czapki i szala.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.