AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

sobota, 3 października 2015

Dwulatek w przedszkolu


Hubert po raz pierwszy poszedł do przedszkola w sierpniu, mając niewiele ponad 2,5 roczku. Pamiętam, że na wieść o naszych planach, jego żłobkowa ciocia była przerażona. Mówiła, że jej zdaniem Hubiś jest jeszcze za malutki, za wrażliwy, że może sobie zwyczajnie nie poradzić i że w przedszkolu nikt nie będzie poświęcał mu tyle uwagi, czasu i czułości, co w żłobku... Pomyślałam wtedy, że być może ma rację, że może rzucimy go na zbyt głęboką wodę... 

Wiosną przecież Hubiś mówił bardzo niewiele, nie potrafił się sam ubrać, ani skupić się na dłużej niż 2-3 minuty. I jeszcze ta, nie do końca rozwiązana, kwestia pieluszek... Nabrałam obaw. W tym wieku rok różnicy, to przecież przepaść. A dzieciaki potrafią być okrutne. Jak się będzie czuł, gdy będzie najmłodszy, a może i najsłabszy w przedszkolnej grupie? Czy zadziała to na niego mobilizująco, czy deprymująco? Czy go naszą decyzją nie skrzywdzimy? 

Z drugiej strony, Hubiś stał się jednym z najstarszych dzieci w żłobku i zamiast brać przykład od starszych, zaczął nam spowalniać. Kazał się znowu karmić, nie chciał rozstać się z pieluchą, zamiast mówić, wolał porozumiewać się z nami na migi. Codziennie rano był problem z pójściem do żłobka. Może gdyby przebywał w miejscu, gdzie są starsze dzieci, zajęcia i zabawki dostosowane do jego wieku, rozstawałby się z nami chętniej? Już nie wiedziałam, co robić.

Moje dylematy szybko jednak rozwiał Hubisiowy Tata, który bez cienia wahania w głosie stwierdził, że to wszystko bzdury i że nasz syn świetnie sobie w przedszkolu poradzi i on jest tego absolutnie pewien :-). I ta jego pewność, udzieliła się również mnie. No bo kto jak nie nasz Hubiś :-)? Nasz rezolutny, mały chłopczyk?

Pod koniec lipca pożegnaliśmy więc żłobek i z lekkim poślizgiem wywołanym pszczółkową przygodą (klik) stawiliśmy się w przedszkolu. A w międzyczasie rozprawiliśmy się z pieluchą (klik). Niestety, sytuacja zawodowa sprawiła, że nie mogliśmy wziąć urlopu na dni adaptacyjne z prawdziwego zdarzenia. Adaptacja trwała właściwie tylko jeden dzień, więc Hubi rzeczywiście trafił na głęboką wodę.

Pierwszy, czterogodzinny pobyt minął nam nad wyraz dobrze. Hubiś wprawdzie rozczulił się, gdy zobaczył mnie ponownie w drzwiach, ale pod moją nieobecność bawił się podobno bardzo ładnie. Drugiego dnia musiał już zostać na osiem godzin, ale też było dobrze. Nie płakał, jadł, spał, bawił się. Po południu nie wyglądał ani na zagubionego, ani na zrozpaczonego. Kryzys przyszedł trzeciego dnia. Przy rozstaniu pojawiły się łezki, kurczowe chwytanie za szyję, ale na szczęście zadziałało zaklęcie każdego dnia powtarzane w żłobku: "mama i tata po Ciebie wrócą. Przecież zawsze wracamy, prawda? Nie martw się".  

Ten trzeci dzień okazał się przełomowy. Nigdy później nie zdarzyło się nam, by Hubi protestował przed pójściem do przedszkola. Co najwyżej, o buciki, jakie chciał założyć. Powiem więcej, z perspektywy dwóch miesięcy, mogę już z całą mocą stwierdzić, że to była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć.

Ostatnie dwa miesiące przeobraziły naszego bobaska w prawdziwego małego chłopca. Wydoroślał, zmądrzał, niesamowicie się rozwinął. Nie ma dnia, by nas nie zaskakiwał nowymi słowami. Konstruuje już bardzo długie zdania. Zaczął śpiewać piosenki, wykrzykiwać po swojemu wierszyki (Hubi bowiem nie recytuje, on skanduje hasła wymachując rączką jak przewodniczący Solidarności na wiecach). Znowu chętnie rysuje, lepi i wycina. Sam zakłada i zdejmuje buty, coraz częściej udaje mu się prawidłowo założyć majteczki i spodnie. W pobliżu ulicy grzecznie idzie za rękę, tłumacząc mi, że samochody mogą zrobić z niego naleśnika :-). Tylko jeden raz powiedział nam, że nie podobało mu się w przedszkolu. A tak, każdego dnia, na nasze pytanie, jak mu minął dzień, mówi, że "dobzie". I że było fajnie. I że śpiewał, że się bawił i że był dobry obiadek.

Owszem, wiem od cioć, że wciąż jest wiercidupką i że na zajęciach muszą go mieć blisko siebie, bo nie potrafi usiedzieć w miejscu. I że staje czasami okoniem. Ale znając go dobrze i obserwując każdego dnia od narodzin, nie do końca jestem pewna, czy to kwestia wieku, czy charakterku :-).

Co do troski i czasu, jaki mu jest w przedszkolu poświęcany, tu też nie mam na razie żadnych zastrzeżeń. Żeby nie rzec, że jestem trochę zazdrosna :-). Otóż, wyobraźcie sobie, że mój syn, za najfajniejszą i najładniejszą kobietę na świecie, uważa "ciocię Ulę" :-). Spadłam z piedestału na dobre :-). Hubiś opowiada nam, że ciocia Ula go głaszcze do snu, i że go przytula i się z nim bawi... I że ją kocha :-). W męskim świecie natomiast, Hubisiowy Tata wciąż zajmuje pierwsze miejsce, ale tuż za nim plasuje się "wujek Psemek", który ma z nimi zajęcia muzyczne i ruchowe :-). Widzimy, że Hubi naprawdę lubi swoich opiekunów, a to przecież jest kluczowe, by dobrze się w przedszkolu czuł. 

Niedawno, odmówił powrotu do domu. Musieliśmy wyjść z przedszkola, zrobić małą rundkę po sklepach i dopiero po niego wrócić :-).  Dla mnie nie ma lepszej rekomendacji... Jednak dwulatek w przedszkolu, to wcale nie był taki zły pomysł.

Mężu, jak zawsze miałeś rację :-).

Hubisiowa mama
 -♥-

9 komentarzy:

  1. Pani wpisy zawsze spadają mi jak z nieba! Mam synka (2lata i 4miesiące) i to już drugi raz gdy gryzę się z jakimś problemem, po czym wchodzę na Hubisiowo i znajduję pocieszenie :)! Było tak w przypadku odpieluchowania, odpuściłam na kilka tygodni i przyszło samo, bez problemów! Teraz zarywam noce rozmyślając nad tym czy na pewno dobrze robimy zapisujac synka do przedszkola od grudnia (będzie miał 2,5), czy sobie poradzi itd.i po raz kolejny otrzymałam dawkę optymizmu i pozytywnej energii, dziękuję! P.S. Mój mąż też jest przekonany, że to dobry pomysł, więc mam nadzieję, że u nas też będzie wszystko dobrze. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i dziękuję Ci, że napisałaś te słowa. Bo dzięki takim komentarzom wiem, że warto dzielić się swoimi przemyśleniami i że nie jestem sama w moim wiecznych dylematach :-). Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję, że w grudniu dasz znać, jak Wam poszło!
      Ps. Jestem po prostu Asia i będzie mi bardzo miło, jak będziesz się do mnie tak zwracać :-).

      Usuń
    2. Mam podobne odczucia co do pojawania się wpisów na blogu. Choć kwestia przedszkola czeka mnie w następnym roku, ale już teraz o tym rozmyślam ;-). Ale w kwestiach odpieluchowywania, pszczół czy nawet tak dalekiego wpisu spotkania Hubisia z ościeżnicą pojawiały się jakby wprost dla mnie :-) Moja starsza córeczka jest 4 miesiące młodsza od Hubisia, więc przerabiam to na bieżąco. Hubisiowy chlebek piekę dość często, a lubię piec i gotować. A dżem z czarnej porzeczki z marcepanem i czekoladą sprawił, że i ja pierwszy raz zrobiłam weki ;-). Także dziękuję, myślami wspieram i czekam na następne :-). Z pozdrowieniami mama Oliwki (2 latka i 4 mies.) i Igi (5 miesięcy).

      Usuń
    3. Mamo Oliwki i Igi, dziękuję.... Nawet nie wiesz, jak bardzo :-)

      Usuń
  2. Świetny wpis! My ciągle zastanawiamy się czy w przyszlym roku dać tam Niunię (będzie miala wówczas 2,5roku). Obawialiśmy się że będzie za mała, plus taki że Misiek tam będzie jeszcze chodził, a na czas zabawy dzieci mają połączone sale więc miałaby raźniej. Cieszę się że Hubiemu się tam podoba bo to dobry znak dla nas :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że będzie dobrze, zobaczysz!

      Usuń
  3. U nas przedszkole w przyszłym roku, jak Michaś będzie miał dokładnie 3 lata, z tą różnicą, że wcześniej do żłobka nie chodził no i niestety inny język. Kiedy nachodzą mnie wątpliwości to tłumaczę sobie, że na pewno sobie poradzi, bo kto jak nie mój synek, który na placu zabaw zabawia starsze od siebie dzieci szkockie? :) Myśle, że nasze dzieci dają sobie lepiej radę, niż my jesteśmy sobie w stanie to wyobrazić:) Pozdrowienia Asiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, nasze obawy, troski są tylko w naszych głowach, dzieci są otwarte i chętne na nowe wyzwania :-). Będzie dobrze!

      Usuń
  4. Trochę mnie podnosi na duchu Twój wpis. Mój malec ma 16 miesięcy i póki co jestem z Nim w domu. Przedłużyłam swój macierzyński na wychowawczy, bo fanką żłobków, nawet najlepszych nie jestem. Dokładnie za rok o tej porze Bąbel pójdzie do przedszkola, będziemiał 2 lata i 4 miesiące. Pójdzie, o ile jego rozwój na tym etapie będzie na to wskazywał. Początkowo wydawało mi się, że taki wiek to zdecydowanie za mało na przedszkole, ale utwierdzam się, że nie koniecznie. Mam nadzieję, że i nasz smyk poradzi sobie z takimi wyzwaniami:)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.