AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

wtorek, 24 listopada 2015

"Moje dziecko mnie nie kocha..."


Hubiś to prawdziwy synek tatusia. Tata jest jego najlepszym przyjacielem, jego idolem i autorytetem. Z tatą usypia, na tatę czeka, z tatą najwspanialej się bawi. Gdy tata jest w pobliżu, mama właściwie mogłaby nie istnieć. Rozczulające, prawda? Mnie też to wzruszało. Bardzo... I przepełniało szczęściem. Nasz synek miał przecież wspaniałą więź z tatą, co w dzisiejszych zwariowanych czasach wcale nie jest takie oczywiste. Do czasu, aż z nieszkodliwej fascynacji przerodziło się to w... No właśnie, co się właściwie stało? 

Gdy patrzę z dystansu na ostatnie tygodnie widzę, że Hubiś zaczął się ode mnie oddalać, gdy zaczęłam pracować nie tylko w tygodniu, ale i w weekendy. To wtedy właśnie pierwszy raz ze złością rzucił mi w sobotni poranek "Nie chcie cie, ić sobie do placy". Nie chciał dać się przytulić, o buziaku mogłam pomarzyć. I chociaż każde popołudnie i wieczór spędzaliśmy razem, potrafił godzinę siedzieć pod drzwiami i płakać, że chce do taty, który był jeszcze wtedy w pracy. Nie pomagały tłumaczenia, odwracanie uwagi, strażackie zabawy. Byłam dla niego karą. Tak to przynajmniej wtedy odczuwałam...

Z dnia na dzień było gorzej. Nasze poranki we dwoje stały się prawdziwym koszmarem. Podczas, gdy ja spieszyłam się do pracy i musiałam odstawić go na 6.50 do przedszkola, on robił wszystko, by mi się to nie udało. Nie pozwalał się ubrać, nie chciał jeść, myć zębów. Przy czym przez słowa "nie pozwalał" mam na myśli kategoryczny upór z płaczem, krzykiem i wyrywaniem się włącznie. Gdy dowiadywał się, że ma jechać ze mną, robił te sceny także wtedy, gdy w domu był jeszcze Hubisiowy Tata. Wszystkie techniki przeczekania, tłumaczenia, dawania wyboru itd. mogłam o kant d... potłuc, bo nawet wstając o 5tej nie byłam w stanie uporać się z tym moim uparciuchem.

Kolejne tygodnie to już był efekt śnieżnej kuli... Histeria, gdy widział, że to ja nakładam jedzenie na jego talerz, histeria gdy dotknęłam jego zabawki. Jak sfochowana baba omijał mnie szerokim łukiem. Pewnego dnia odmówił powrotu ze mną z przedszkola, stwierdziwszy, że poczeka na tatę. Nawet nie wiecie, jak mnie to zabolało.

Wiele osób mogłoby się ode mnie uczyć cierpliwości, ale przysięgam Wam, ta sytuacja zaczęła doprowadzać mnie do czarnej rozpaczy. Wiedziałam, że każde dziecko przeżywa etap fascynacji ojcem, że to zupełnie normalne, ale to, co odstawiał nasz młody zwyczajnie mnie przerosło. Nie potrafiłam się nie przejmować. Nie rozumiałam o co chodzi. Kochałam go, dbałam o niego z czułością i ciepłem, bawiłam się po milion razy w strażaków, poświęcałam mu praktycznie cały swój wolny czas. A on krzyczał "Mama jest ble ble ble". Do tego dołożyły się inne stresy i szybko wpadłam w pułapkę myślenia "Jestem do niczego. Jestem złą matką. Znowu spóźniłam się na poranny autobus. Znowu będą problemy. A to wszystko, bo jestem do niczego itp., itd". Nakręcałam się głupio, a Hubi to czuł...

Tysiące razy rozmawialiśmy z Hubim o tej sytuacji. Wyjaśnialiśmy, byliśmy konsekwentni, Hubisiowy Tata zawsze reagował na jego niewłaściwe zachowanie w stosunku do mnie. Niestety nic to nie dawało. Patrzył wtedy na mnie gniewnie spod tych swoich ślicznych oczek i nie wzruszały go nawet moje mokre policzki.

Aż w końcu się pochorowaliśmy. W sensie Hubiś i ja. Hubisiowy Tata wyjechał w delegację, a my spędzaliśmy razem całe dnie w domu. I chyba na zasadzie, jak się nie pozabijają, to się dogadają, stopniowo zaczęliśmy układać wzajemne relacje. Powoli, bardzo powoli, topniał ten niewidzialny mur, jaki między nami powstał. Może dlatego, że byliśmy na siebie skazani, a może dlatego, że nie miałam już zwyczajnie sił? Byłam przy nim, ale nie narzucałam się. Mieliśmy mnóstwo czasu... Odpuściłam zupełnie. I o dziwo, wtedy on też odpuścił...

Gdy pierwszy raz wziął mnie za rękę i zaprowadził do swoich zabawek, ze wzruszenia miałam gulę w gardle. Gdy uśmiechnął się do mnie, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. A gdy po tygodniu zarzucił mi rączki na szyję i wyszeptał po raz pierwszy w życiu "Tocham cię mama tak bardzo" popłakałam się jak bóbr...

Rodzicielstwo nie jest łatwe. Jestem przekonana, że popełniłam już milion rodzicielskich błędów. Ale kocham mojego Hubiego nad życie i staram się z moich błędów wyciągać wnioski. A po ostatnich tygodniach po raz setny przekonuję się, że najcenniejszy dar, jaki mogę mojemu dziecku dać, to po prostu ja sama i czas, jaki mu poświęcam. Niby nic, a tak naprawdę WSZYSTKO.


Ściskam serdecznie rodziców podobnych uparciuchów,

Hubisiowa mama
-♥-

25 komentarzy:

  1. Myślę, że to wszystko jeszcze przede mną bo to chyba naturalny etap w życiu większości dzieci :-) tym bardziej, że w naszym domu to ja ze względu na specyfikę pracy częściej jestem poza nim. Jestem pewna, że to chwilowa słabość Hubisia, która pokazuje jak wrażliwe są nasze dzieci i jak reagują, gdy spędzamy z nimi mało czasu. Mam wrażenie, że nasze chłopaki co prawda duże rozrabiaki ale i bardzo wrażliwe dzieci. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Mocny charakterek, wcale nie wyklucza wrażliwości. Dziękuję, że mi o tym przypomniałaś. Ściskam serdecznie!

      Usuń
  2. Masz rację, rodzicielstwo jest trudne, ale najważniejsze, by wyciągnąć wnioski!
    alexanderkowo.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieki za ten tekst�� Daria

    OdpowiedzUsuń
  4. Znów mam łzy w oczach jak czytam Twój post :) Ściskam. Kasia Słomska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla mnie ogromny komplement Kasiu, dziękuję i ściskam ciepło Was i bliźniaki!

      Usuń
  5. Oj mam w domu to samo z moim 3 latkiem, mam nadzieję,że minie ten czas. Jestem totalnie podłamana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem, ale już z własnego doświadczenia wiem, że chyba tylko cierpliwość i czas mogą pomóc. Będzie dobrze, trzymam mocno kciuki

      Usuń
    2. Dziękuję!! Dziękuję za ten tekst! Pozdrawiam Kasia

      Usuń
  6. U nas fascynacja tatusiem trwa nadal, jak tatuś w domu jest to ja mogę nie istnieć i wszystko musi robić tatuś:) Jak tatuś wychodzi do pracy to jest płacz, jak tata wychodzi do sklepu-jest płacz, na szczęście nie odrzuca mnie. Jak jesteśmy sami w domu, to wie, że jest mama i z mamą musi załatwiać wszelkie sprawy:)
    Dobrze, że Hubisiowi przechodzi faza na odrzucenie mamy, bo jesteś wspaniałą mamą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam całą Waszą rodzinkę.

      Usuń
  7. Hubiś nie mógłby marzyć o lepszej Mamie niż Ty - a czasem już tak, jest że Tata na dany dzień jest lepszy, fajniejszy. Myślę, że Nasze dzieci w nieświadomy tego sposób dają nam trochę odsapnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas praktycznie tak samo tylko Pola młodsza. I nie jest to wszystko aż tak dramatyczne ale kiedy dziecko woli kogoś innego niż mamę, ktora kocha najmocniej na świecie to serce sie łamie (przynajmniej moje). Cieszy mnie dobra relacja Poli z tata, ale na miłość boska - to ja jestem w domu a on pracuje? Długo zastanawiałam sie skad to wszystko i widzę teraz, ze to tak jak u Was kwestia obecności. U mnie "zawiniła" ciaza i moja niedyspozycja do zabaw i podnoszeń, brak wspólnych spacerów, babcie w domu niemal co 2 dzien. Chwila domowego relaksu i było o wiele lepiej. Myśle ze z czasem sie unormuje. Twój tekst mnie bardzo optymistycznie nastroił. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję, dobrze wiedzieć, że są mamy, które potrafią zrozumieć moje rozterki :-)

      Usuń
  9. Asiu, przeczytałam ten wpis wczoraj wieczorem, łezka oczywiście stanęła mi w oku i doszłam do wniosku, że w komentarzach tylko tyle napiszę. Więcej będzie na priv, ale to pewnie dopiero w weekend o ile mnie całkiem choroba nie pokona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrówka Asiu i czekam na wieści od Ciebie!

      Usuń
  10. Pisałaś w poście, że zachowanie synka przybrało na sile, gdy zaczęłaś pracować również w weekendy. Dodatkowo wspomniałaś, że nie rozumiałaś, dlaczego tak się zachowuje.
    Dla mnie nie wygląda to na etap zachwytu tatą, tylko na obrażenie się na Ciebie, pokazanie swoich emocji w związku z tym, że zwiększyłaś ilość swojej pracy a zmniejszyłaś ilość czasu spędzanego z synkiem. Po prostu jemu było bardzo źle z tym, że jeszcze dodatkowo nie ma cie w domu. Twój synek jest malutki, potrzebuje Was bardziej niż sobie wyobrażacie. Wstaje raniutko, lecicie z nim do przedszkola, prawie cały dzień jest poza domem. Miał swoje, wasze weekendy, które zostały mu w pewnym momencie zabrane. Pokazał, że jemu się to nie podoba. Ja wiem, że pracować trzeba, wiem, wiem i jeszcze raz wiem. Ale badania pokazują, że bycie dla dziecka w wieku 0-3 poza domem, w placówkach nie jest dobre dla dzieci. Życie każe nam podejmować takie decyzje, ale faktów się nie zmieni, a są takie, że najlepiej, by dziecko do 3 roku życia było w domu ze stałym opiekunem - nie musi to być mama, ważne by był to ktoś wyłącznie dla dziecka.
    Rozumiem, że musisz , chcesz pracować - mało jest kobiet, które zostają z dzieckiem dłużej niż rok, ale czy ta praca w weekendy to konieczność?
    Nie traktuj tego wpisu jako atak, nie mam takich intencji - chciałam tylko przekazać co wywnioskowałam czytając Twój wpis.

    Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje.

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, całkiem możliwe, że Hubi zwyczajne się na mnie obraził. Niestety specyfika mojej pracy wygląda tak, że raz na dwa-trzy lata mam w pracy przez kilka tygodni prawdziwy maraton i właściwie żadnego wyjścia, by tego uniknąć, jeśli chcę dalej pracować. Trochę jak w firmie kurierskiej przed świętami :-). Na szczęście ten etap już za mną i z Hubisiem dogadujemy się sto razy lepiej. Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za komentarz

      Usuń
  11. To super, że ten okres macie za sobą .

    Życie w aspekcie praca + malutkie dzieci jest strasznie ciężkie. Wiedziałam to, nie mając jeszcze dzieci, a już posiadając jestem tego pewna i przerażona :) Praca rządzi się swoimi prawami, na przykład tak jak napisałaś, jest taki moment, kiedy tej pracy jest więcej i nie możesz się wyłamać, bo masz małe dziecko, musisz pracować równo w innymi.
    Moja córka ma w tej chwili 13 miesięcy i po bardzo długich przemyśleniach zdecydowaliśmy, że zostanę z nią w domu, do momentu jak nie skończy dwóch lat, tzn jak będzie miała prawie 2 zoorganizujemy jej opiekę a ja wrócę do pracy. Wiąże się to z 9-10 miesięcznym urlopem wychowawczym. Była to ciężka decyzja, bo raz finanse, dwa po prostu stanowisko, ale raz się żyje i w tym momencie postawiłam na dziecko. Praca moja była bardzo wymagająca, zarobki godne i dobre, ale dyspozycyjność i moja gotowość do pracy po godzinach musiałaby być bardzo duża. Nie dałabym rady żyć w takim rozkroku.... Mąż też odpowiedzialne zajęcie, delegacje,,,,,

    Wiem, że wiele kobiet realizuje się w pełni zawodowo, mając malutkie dzieci w domu - ja muszę chyba na to poczekać, by dojrzeć do tego, by to godzić. U nas jest jeszcze brak dziadków, jestesmy zdani na siebie :( Więc mam nadzieję, że nie będę żałować pozostania w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziecku i większości matek najlepiej jest gdy dziecko dłużej niż rok zostaje z nią w domu. Ale czasy są jakie są, mało kogo stać, żeby pracował tylko ojciec. Ty masz szczęście, że poradzicie sobie z jedną pensją. Ale wiele jest rodzin, które po prostu "nie wyżyją". Nie chodzi nawet o to, czy kobiety chcą realizować się zawodowo, po prostu muszą pracować. Fajnie że Ty mogłaś sobie na to pozwolić. Te, których na to po prostu nie stać-wiedzą że to nie jest najlepsze dla ich dziecka...i nie ma po co im tego przypominać :-) Mama in SPE ;-)

      Usuń
  12. super tekst u nas też tak było Ps. skąd ta śliczna pościel?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-). Pościel kupiona na http://hugthestuff.com/

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.