AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

niedziela, 28 lutego 2016

Podsumowanie roku z Printu

Niedawno mój tata odkrył w rodzinnych zbiorach prawdziwy skarb. Bezcenny i wzruszający. Kasetę video z ponad dwudziestoletnim filmem, na którym mój dziadek, nieżyjący już od osiemnastu lat, opowiada o pierwszej wojnie światowej. To wydarzenia sprzed stu lat! Cały wiek przed przyjściem na świat Hubiego... I chociaż jakość tego filmu na pewno nie odpowiada dzisiejszym standardom, to stanowi bezcenną część naszej rodzinnej historii. 

Właśnie przy takich okazjach, jak ten stary film, po raz kolejny uświadamiam sobie jak ważne jest, by nie tylko wspominać, ale też by utrwalać swoje wspomnienia. Gdyby dwadzieścia lat temu mój tata nie chwycił za kamerę i nie nagrał tego filmu, nie mogłabym teraz pokazać Hubertowi, jakie opowieści snuł jego pradziadek. Gdyby moi dziadkowie, w wojennej zawierusze nie zadbali o rodzinne zdjęcia, nigdy nie dowiedziałabym się, jak podobni do siebie byli mężczyźni ze strony mojego taty - prapradziadek, pradziadek, dziadek, mój tata i kto wie, może kiedyś Hubiś... Bo wspomnienia niestety się zacierają, a te nawet najpiękniej opowiedziane, nigdy nie zastąpią utrwalonej na zdjęciu chwili.

Może jestem sentymentalna, a może to efekt mojego kronikarskiego ducha, ale naprawdę bardzo dużą wagę przykładam do "tworzenia" naszej rodzinnej historii. A odkąd zostałam mamą, mam już na tym punkcie małą obsesję :-). Od trzech lat obowiązkowe wręcz stało się u nas podsumowanie minionego roku w formie fotoksiążki. Dla nas, dla Huberta, na pamiątkę... Ta, którą chcę Wam dziś pokazać, jest już naszą czwartą. Zawsze zamawiam je w identycznym formacie, co roku dokładając kolejną książkę na półkę. Zresztą wiecie, bo wszystkie Wam pokazywałam :-). 

Jak widzicie, z firmą Printu zaprzyjaźniłam się na dobre i póki będą istnieć, póty będę ich klientką :-). Cenię ich za jakość i cały wachlarz twórczych możliwości, bo nawet taki graficzny laik jak ja, potrafi stworzyć tam coś fajnego. W tym roku po raz pierwszy skorzystałam z gotowego szablonu (o tego), trochę przerabiając go na własny użytek. I ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie klasycznie "wklejana", a właśnie ta "szablonowa" fotoksiążka okazała się dużo fajniejsza. Wystarczyło troszkę się pobawić, a Hubisiowe podsumowanie roku nabrało nagle lekkości, nasyciło się emocjami i humorem. I może nieskromnie to zabrzmi, ale jestem z tej książki naprawdę zadowolona :-).

Mam nadzieję, że i Wam się spodoba i przede wszystkim, że znajdziecie w niej pomysł dla siebie :-). Zapraszam serdecznie:




























Utrwalajcie wspomnienia kochani! Czas tak szybko mija...

Hubisiowa mama

 -♥-

2 komentarze:

  1. Już od dawna się czaję na fotoksiążkę, ale jakoś się zebrać nie mogę ;( Może przyjscie na świat drugiego dziecka mnie zmotywuje. Podobnie jak Ty Asiu uwielbiam zdjęcia, kocham je zbierać i segregować. Najlepsza pamiątka ever. Już teraz rozglądam się za sesją noworodkową dla Drugiego dziecka, bo to jest niezaprzeczalnie najlepsza inwestycja. Spoglądając na zdjęcia M. z jego sesji nie mogę się nadziwić, że był kiedyś takim okruszkiem <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Tobie mam nasza pierwsza fotoksiążkę z Printu i zamierzam tworzyć takie co rok. Dziękuję. Kasia Słomska

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.