AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 25 marca 2016

5 bardzo tanich sposobów na poprawę urody

Bardzo lubię codzienną pielęgnację ciała. To mój sposób na wieczorny relaks i dobry sen. Nasza łazienka wypełniona jest kosmetykami, a Hubisowy Tata śmieje się ze mnie, że im jestem starsza, tym mam ich więcej :-). I ma rację :-). 

Kiedyś myślałam, że potrzeba naprawdę dużo czasu i pieniędzy, by bawić się w te wszystkie wcierki, odżywki, peelingi i maseczki. Teraz już wiem, że to nieprawda. Pielęgnacja wcale nie musi być kosztowna. Na polskim rynku mamy wiele, naprawdę fantastycznych i niedrogich produktów. By o siebie zadbać nie potrzeba też wielu godzin. Nałożenie balsamu na ciało zajmuje mi 2-3 minuty, wcierka w skórę głowy podobnie, nałożenie odżywki na rzęsy 15 sekund, kremu pod oczy 1 minutę... Myślę, że warto. W końcu robimy to dla siebie, prawda? A regularnie dopieszczane ciało, odwdzięczy nam się na pewno :-).

Dzisiaj chciałam pokazać Wam pięć sposobów na to, by codzienna pielęgnacja przynosiła jeszcze lepsze rezultaty. Sprawdzonych, prostych i bardzo tanich. Patentów wydawałoby się oczywistych, ale o dziwo, bardzo rzadko stosowanych. Moje koleżanki zwykle mówią o nich: "Tak, wiem, słyszałam, w sumie nie wiem dlaczego tak nie robię..." A po kilku tygodniach okazuje się, że spróbowały i są naprawdę zadowolone :-).

Dlatego w ramach reanimacji cyklu Hubisiowa piątka, przedstawiam oto 5 sposobów na poprawę urody za ok. 5 zł. Mam nadzieję, że przynajmniej jedna z Was z nich skorzysta :-).





Chusteczki do czyszczenia telefonu
Podobnie, jak wiele osób, dużo rozmawiam przez telefon i zwykle przykładam go do prawego ucha. Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że krosty, które wciąż na nowo pojawiały się na mojej prawej żuchwie, to wcale nie zmiany hormonalne, jak twierdziła pani dermatolog, a efekt zbyt sporadycznego, dokładnego czyszczenia ekranu telefonu (najczęściej raz w tygodniu). Bakterie, resztki makijażu i sebum, wszystko to gromadziło się na moim samsungu, tworząc prawdziwą mieszankę wybuchową. W efekcie lewa strona twarzy była gładziutka, a z prawą miałam wieczny problem. Gdy w końcu mnie olśniło, wystarczyły tylko dwa tygodnie codziennego, regularnego czyszczenia rano telefonu (15 sekund), by praktycznie zupełnie pozbyć się kłopotu. 
Teraz zawsze noszę w torebce saszetki do czyszczenia ekranów LCD. Maleńkie, wygodne i bardzo skuteczne. Opakowanie zawierające 25 saszetek kosztuje mnie tylko 5,5 zł (ja kupuję zwykle te). Bardzo Wam polecam!


Silikonowy płatek do mycia twarzy
Niepozorny gadżet, ale wielki w działaniu. Używam go podczas mycia twarzy żelem, wcześniej oczyszczonej płynem micelarnym. Płatek ma małe, silikonowe wypustki, które świetnie usuwają pozostałości makijażu i wszelkie inne zanieczyszczenia. Do tego zgrabny uchwyt, dzięki któremu łatwiej się masuje. Jest niewielki, łatwy do utrzymania w czystości i bardzo pomocny przy demakijażu. Jestem przekonana, że to dzięki niemu mam teraz zdecydowanie mniej zaskórników. Nie zmieniałam ostatnio żadnego kosmetyku, a różnicę widzę ogromną (używam od 3 miesięcy).
Ja swój egzemplarz kupiłam w Sephorze za 19 zł, ale prawie identyczny (tylko w różowym kolorze) znajdziecie w Rossmannie za 4,99 zł (klik). Naprawdę warto spróbować, jeśli tak jak ja, borykacie się z problemem zaskórników.


Spirytus salicylowy
Używacie jednorazowych maszynek do golenia więcej niż raz? Ja też :-). Może gdybym nie była blondynką o bardzo jasnych i delikatnych włosach, byłoby inaczej. Fakt jest jednak taki, że używam jej minimum dwa-trzy razy, bo wciąż zachowuje swoją ostrość. Pod jednym wprawdzie warunkiem. Przed ponownym użyciem zawsze dezynfekuję ostrze spirytusem salicylowym. Polewam po prostu ostrze spirytusem przez jakieś 3 sekundy. Ten drobny zabieg świetnie niszczy nagromadzone na maszynce bakterie i pomaga w walce z podrażnieniami po goleniu. Kiedyś na nogach wciąż pojawiały mi się czerwone, nieprzyjemne zaognienia. Teraz nie mam z tym żadnego problemu.
Spirytusem kosmetycznym staram się też regularnie dezynfekować moje pilniczki, cążki, pęsetki, małe nożyczki i tarkę do stóp. Zajmuje mi to dosłownie kilka sekund, a chroni przed grzybicą i podrażnieniami. Myślę, że naprawdę warto wyrobić w sobie ten nawyk. Dla naszego zdrowia i urody :-). Tym bardziej, że buteleczka spirytusu kosztuje ok. 2 zł.


Ręcznik papierowy
Zmieniacie swój ręcznik codziennie? Ja też nie. Oczywiście, dbam, by był czysty, ale w życiu nie wyrobiłabym się z praniem, gdybym miała nam zmieniać je dzień w dzień. A wiadomo, tak wilgotne miejsce jak łazienka, to prawdziwa pożywka dla bakterii. Kiedyś przeczytałam, co można odkryć pod mikroskopem na "kilkudniowym ręczniku" i od tamtej pory używam do twarzy tylko i wyłącznie ręczników papierowych. Takich najzwyklejszych, na rolce, byleby tylko były w miarę miękkie :-). 
Po umyciu twarzy przykładam po prostu płatek ręcznika, a on zbiera ładnie wodę. Żadnego tarcia, żadnych bakterii. W efekcie moja cera naprawdę bardzo się poprawiła. Serdecznie Wam to polecam! Spróbujcie zamienić klasyczny ręcznik frotte na ręcznik papierowy, a jestem pewna, że szybko zobaczycie różnicę :-). 
Ps. Rolka, która wystarczy na miesiąc, kosztuje mnie ok. 5 zł. 


Tribiotic w saszetkach
Jestem pewna, że czerwone krostki, które po goleniu zostają w okolicach bikini, to nie tylko mój problem. Nie dość, że nie wygląda to za dobrze, to jest zwyczajnie nieprzyjemne. Kilka lat temu, dzięki kanałowi nissiax83 odkryłam na to świetny sposób. Po każdym goleniu przecieram delikatnie pachwiny tonikiem, a potem opuszkami palców wklepuję niewielką ilość Tribioticu. Tribiotic to maść, która zawiera 3 rodzaje antybiotyku, wszystkie o działaniu przeciwbakteryjnym, lecz o różnym, uzupełniającym się działaniu. Stosuję go raz, a latem dwa razy w  tygodniu. Zauważalną różnicę stwierdziłam już po czterech zastosowaniach.
Tribiotic dostaniecie bez recepty, ale pamiętajcie, że jeśli jesteście w ciąży albo karmicie, koniecznie musicie zapytać o niego lekarza. Aha, i gdzieś czytałam, że po każdym zastosowaniu trzeba dokładnie umyć ręce mydłem i wodą.
Saszetka Tribioticu wystarcza mi na dwa razy. Po otwarciu trzymam ją w lodówce. Kosztuje ok. 1,50 zł. Serdecznie Wam polecam!



I to cała piątka :-). Mam nadzieję, że znalazłyście  coś dla siebie. A skoro popełniłam już pierwszy w życiu kosmetyczny wpis, podzielę się z Wami jeszcze jedną informacją wprost z gabinetu dermatologa. Jeśli borykacie się z krostkami na plecach, zwróćcie uwagę, w jakiej kolejności spłukujecie pod prysznicem kosmetyki. Jeśli używacie szamponu lub odżywki z silikonami, to dopiero po spłukaniu ich z włosów, umyjcie plecy żelem. Nigdy na odwrót. Sprawdzone i skuteczne :-)!

Dajcie koniecznie znać, czy stosujecie coś z mojej piątki i jakie są Wasze patenty na poprawę urody niewielkim kosztem :-).

Ściskam Was ciepło,

Hubisiowa mama
-♥-

15 komentarzy:

  1. Hej:) mamy plan skorzystać z całej piątki! Ale interesuje mnie również o jakiej wcierce we włosy pisałaś? Mam od jakiegoś czasu problem z wypadajacymi włosami więc wszędzie szukam jakiś informacji, które mogłyby mi pomóc. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często je zmieniam :-). Używałam i często wracam do ampułek Radical, to one uratowały mi włosy po narodzinach Hubisia, gdy gubiłam je garściami. Teraz mam żel Dermeny, a na półce czeka też wcierka Jantar. Pozdrawiam serdecznie i ciesze się, że coś znalazłaś dla siebie!

      Usuń
    2. Ja mam za sobą dwie kuracje wcierkowe spowodowane wypadaniem włosów w ciąży i muszę przyznać , że uratowała mnie kozieradka i pokrzywa. Zioła do kupienia w aptece lub sklepie zielarskim za około 3 zł, ale naprawdę działają. Jedynie zapach kozieradki może zniechęcić, ale jak ktoś lubi zapach rosołu to przetrwa. :D

      Usuń
    3. Ja musiałam zrezygnować z wcierek-śmierdziuszek, bo i nie mam czasu rano myć włosów, a w pracy zabijałabym zapachem :-). Idę na łatwiznę i kupuję gotowce, po których nie trzeba myć specjalnie włosów i które nie mają mocnego zapachu. Ale jeśli kiedyś zdarzy się, że będę w domu dłuższy czas, na bank spróbuję takiej kuracji. Pozdrawiam!!!

      Usuń
  2. Niby proste, a dla mnie jednak odkrywcze! :D Bardzo spodobał mi się pomysł z ręcznikiem papierowym i spirytusem. Zastosowanie Tribioticu muszę odłożyć na kilka dobrych miesięcy, ale postaram się o tym pamiętać! :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że u Ciebie sprawdzi równie świetnie, jak u mnie :-). pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. Hey zamiast tych chusteczek dp twlefonu uzywaj spiritusu ;) jest tanszy a masz go w lazience ;) telefonowi sie nic nie dzieje a pewnie te chusteczki w sobie tez maja spirytus .....ja wymiennie spirytus i octanisept ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super pomysł, aczkolwiek w torebce wolę mieć przy sobie chusteczki niż buteleczkę spirytusu :-). Ale jak będę czyścić w domu spróbuję spirytusu!

      Usuń
  4. Naprawde super rady oprocz ostatniego punktu.
    Antybiotyk regularnie? A konsultowalas to z lekarzem? Nie boisz sie ze w najlepszym przypadku sie uodpornisz na ten typ antybiotyku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z lekarzem dermatologiem :-). Niewielkie ilości stosowane miejscowo raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie nie stanowią problemu. U mnie już od wielu lat sprawdza się to świetnie.

      Usuń
  5. Asiu, jesteś genialna! Patenty 1 i 4 kupuję od razu. Patent 5 mi niepotrzebny, bo w tym zakresie mam inne metody - jak jesteś ciekawa to odezwij się na priv. A nad 2 się zastanowię. Za to jeśli jeszcze nie używasz mega polecam GLOV - odkąd ją mam wreszcie demakijaż jest przyjemnością! Szykuję się, żeby opisać to cudo na blogu, ale nie wiem kiedy znajdę czas. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zerknęłam w google, co to za cudo :-). Co do patentu 5 - zgłaszam się!

      Usuń
  6. Tribiotic znam i wielokrotnie stosowałam na moje zmiany skórne, nigdy jednak nie widziałam wersji w saszetkach. Po porodzie zapewne spróbuję. Silikonowy płatek to super wynalazek. A ja poproszę jeszcze raz nazwę odżywki do rzęs bo zapomniałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. tym tribioticiem w saszetkach to i mnie zaskoczyłaś, myślałam że on tylko w tych dużych tubkach jest....

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.