AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

wtorek, 19 kwietnia 2016

Skrawki życia # 2



Gdzieś w oddali dzwoni budzik... Nieustępliwy dźwięk powoli przedziera się przez pokój, ciepłe poduchy, rozkopaną kołdrę... Najchętniej udałabym, że go nie słyszę, ale zbyt wiele razy w popłochu biegałam po domu, by znów zaspać. Dlatego budzik stoi baaardzo daleko od łóżka. Muszę wstać, by go wyłączyć. Jest 5.15. Mój największy koszmar dorosłości. Mogę prasować koszule przez cztery godziny z rzędu, mogę sto milionowy raz odpowiadać na te same pytania synka, ogarniać wszystkie kwestie rachunkowo-organizacyjne, mogę wszystko.. Tylko nie wstawać tak wcześnie... Ale wstaję. O 7.30 muszę być już w pracy, a Hubi w przedszkolu. Hubisiowy Tata jest w służbowej podróży, więc nikt mnie nie wyręczy...

Hubisia budzę o szóstej. Jestem już po śniadaniu, ubrana, uczesana, umalowana i spakowana. Budzę go bardzo ostrożnie... To strategiczny moment. W zależności, którą nogą wstanie, tak upłynie nam kolejne pół godziny :-). Powolutku, spokojnie.. Jest dobrze.. Małe rączki łapią mnie za szyję, zamknięte jeszcze oczka mrużą się w delikatnym uśmiechu... Przytulanie, ubieranie (bez awanturki!), bajka przy śniadaniu (tak, wiem, nie do końca to wychowawcze, ale ja przy moim śniadaniu też lubię obejrzeć TVN24), ząbki. Oczywiście pasta do zębów ląduje na bluzeczce, więc ją zmieniamy. O 6.40 zbieramy się do wyjścia. 

Ściągam z suszarki Hubisiową kurteczkę, którą po wczorajszej rowerowej wycieczce musiałam wyprać. Wcześniej zdjęłam podpinkę. Była czysta, no i bez niej kurteczka zdecydowanie szybciej schła... Teraz montuję ją, stojąc w przedpokoju. Hubiś patrzy na mnie, potem na kurtkę i wybucha płaczem. "Zepsułaś mi kurteckę!!!! Ja tego nie chcie! Nie załozie! Popsuta jest!!!". Lekko mnie zatyka, a potem zaczynam tłumaczyć, że to tak specjalnie, że to podpinka, że to po to, by było ciepło, że tata ma taką samą, że tu zobacz guziczki i pętelka. "Nie chcie pętelki" łka mój syn i za żadne skarby świata nie chce już założyć kurtki. Z 6.40 robi się 6.45, a potem 6.50. Jest za zimno, by wyszedł bez kurtki, jest za późno, by kazać mu przemyśleć sprawę. Młody nakręca się jeszcze bardziej. Jest 6.52. Jeśli natychmiast nie wyjdziemy, na bank spóźnię się do pracy. I znając moje szczęście, to akurat tego dnia, minutę po 7.30 lista obecności złośliwie wyląduje na biurku najwyższej instancji. Teraz to ja zaczynam się denerwować. Zakładam mu tę kurtkę, biorę pod pachę i niosę do samochodu. Młody wciąż wyje. Próbuje zdjąć z siebie kurtkę, którą jeszcze wczoraj nazywał "najpiękniejsią na świecie". Po minucie w samochodzie nagle przestaje i jak gdyby nigdy nic mówi: "Patrz mama, hydrant!". Wypuszczam powietrze.... Sytuacja opanowana.

Odstawiam Młodego do przedszkola i pędzę moim małym autkiem zdecydowanie za szybko. Litościwie tego dnia olsztyńskie ulice zaoszczędziły mi korków. Do pracy wpadam o 7.28. Teraz osiem godzin za biurkiem... Od sześciu lat pracuję w tym samym miejscu. Lubię to, co robię, ale nie mogę powiedzieć, by było to miejsce przyjazne młodej matce... Trudny temat... Temat rzeka.... A na jej końcu kredyt we frankach.

W pracy znowu przekraczam swój dzienny limit na kawę, ale nie mam wyrzutów sumienia. Lubię kawę i dzisiaj naprawdę mam na nią ochotę. W ulubionej aplikacji wpisuję rzeczy do zrobienia i po raz setny zastanawiam się, skąd wziąć na to wszystko czas. Po pracy biegnę po zakupy spożywcze, a potem jadę po Hubiego. Jest 16.30. W przedszkolu jest już tylko troje dzieci. Hubiś wpada mi w ramiona i pyta "Jedziemy??? Jedziemy do Bartusia??". Patrzę na niego zdziwiona i mówię "Nie kochanie, jedziemy do domku, nie do Bartusia". Widzę jak radość gaśnie mu w oczach i słyszę błagalne "Mamo, mamo plosię! Na urodziny! Do walmiolandii". W tym momencie do naszej rozmowy włącza się przedszkolna ciocia, która informuje mnie, że będą tam WSZYSTKIE dzieci, oprócz dwójki, które są chore. A ubierający Hubisiowego kolegę tata kiwa głową i mówi: "Niech pani przyjedzie, urodziny zaczynają się o 17stej, ja mogę zadzwonić do mamy Bartka i powiedzieć, że jednak będziecie". Patrzę na nich autentycznie nie wiedząc o co chodzi i wtedy nagle przypominam sobie zaproszenie leżące jakieś dwa tygodnie temu w przegródce Huberta. Zaproszenie, które włożyłam do torebki, a potem na śmierć o nim zapomniałam. Zaproszenie, na które w ogóle nie zareagowałam... Zaproszenie na urodziny Bartusia. I robi mi się potwornie głupio... 

Nie wiem, co zrobić. Bo z jednej strony mam stojącego ze łzami w oczach i z błagalnym wyrazem twarzy Hubisia, a z drugiej duże faux pas, które popełnię wpadając niezapowiedziana na imprezę. Imprezę, która zaczyna się za 25 minut, a ja ani nie potwierdziłam w niej udziału, ani nie mam dla jubilata prezentu. Organizowaną w miejscu, w którym na pewno płaciło się za konkretną ilość dzieci. Dałam ciała. A moje dziecko jako jedyne nie będzie mogło jutro opowiedzieć o zabawie na Bartusia urodzinach, bo ma matkę sklerotyczkę z za dużą ilością torebek... Patrzę na Hubisia, myślę o tym wszystkim, co miałam w planach zrobić popołudniu, a co przesunie się na noc, a potem mówię: "Dobrze, niech pan zadzwoni i w moim imieniu przeprosi, że tak niespodziewanie przyjedziemy. I powie proszę, że oczywiście zapłacimy za wstęp". Hubi skacze dookoła mnie i woła "Hula, hula", a ja patrzę na zegarek i stwierdzam, że mam dokładnie 23 minuty, by dojechać do galerii, kupić prezent i stawić się w sali zabaw. 

Spóźniamy się 11 minut. Od razu idę do mamy Bartusia i przyznaję bez bicia, że dopadła mnie pomroczność jasna i że strasznie ją przepraszam. Autentycznie już dawno nie było mi tak głupio. Na szczęście Bartek ma ciepłą, przyjazną mamę, którą w najmniejszym stopniu nie daje mi znać, że coś jest nie tak. Hubi biegnie do chłopaków, a ja oddycham z ulgą... Gdyby jeszcze nie ta dziura na pięcie, którą właśnie zauważyłam w moich rajstopach, byłoby naprawdę dobrze.

Ku mojemu zaskoczeniu (w sumie nie wiem dlaczego byłam tym zaskoczona) jest naprawdę bardzo miło. Dzieciaczki w Hubiego przedszkolu mają fajnych rodziców. Widzę, że większość zna się też prywatnie, ale nie izolują się od innych. Hubi szczęśliwy gasi pożary ze swoim przyjacielem Antosiem, też strażakiem :-). Dwie godziny mijają zaskakująco szybko. 

W domu jesteśmy o 19.30. Hubi wykręcony na maksa, ja głodna tak, że wciągam dwie bułki na raz. W dodatku z zakazanym żółtym serem. Napuszczam wody do wanny i dzwonię do Hubisiowego Taty. Śmieje się, gdy opowiadam mu o wszystkim, a potem mówi: "Dobrze zrobiłaś, że jednak go zabrałaś". Cieszę się, że to powiedział, potrzebowałam tych słów...

Pomimo zmęczenia Hubiś nie bardzo chce spać. Kolacja, kąpiel, ząbki, Strażak Sam na telefonie, książeczka, bajeczka, drapanko po pleckach... Jest 21.50, a on dalej nie śpi. Wymyśla, kręci się, wierci, a ja w myślach przekładam na kolejny dzień wpis na bloga (po raz dwunasty), prasowanie spodni na kancik (najwyżej pójdę w granatowych jeansach), zrobienie sałatki do pracy (kupię coś w sklepiku) i e-mail do Ani T. Na resztę spraw machnęłam ręką już popołudniu. Znowu to samo...

Zasypiam i podejrzewam, że robię to szybciej od Huberta. Gdy otwieram oczy jest 23.30. No tak, teraz to już na pewno nic nie zrobię. Jutro. Jutro to już na pewno... Jutro...


 -♥-

10 komentarzy:

  1. Hej Bardzo miło czyta się wpisy na Waszym blogu Ma Pani dar ubierania codzienności i piękne słowa Podziwiam :) Pozdrawiamy Kasia i Hubi (2latka i 5 m-cy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.. i cieszę się. Bo nasza codzienność, chociaż taka zwykła, jest jednak wspaniała, prawda?

      Usuń
  2. Witam! Zgadzam się z poprzedniczką. Pięknie Pani pisze o codzienności, zawsze z uśmiechem na twarzy czytam te opowieści. Hubiś to charakterny, mały człowieczek:) Szkoda, że na blogu wpisów jest coraz mniej, bo posty są duuużo ciekawsze i prawdziwsze niż na wielu popularnych blogach. Powodzenia w dalszym pisaniu. Pozdrawiamy Hubisiową rodzinkę!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz. Gdy będę miała chwile zmęczenia i zwątpienia, przeczytam go i na bank się zmotywuję. Naprawdę lubię pisać, ale coś mi się ostatnio ciężko wyrobić czasowo. Chociaż może to lenistwo jednak... :-). Postaram się! Ściskam ciepło!

      Usuń
  3. :) W tych zawirowaniach wszelakich widzę też siebie :)

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Popieram poprzedniczki. To jest mój ulubiony blog z wszystkich na świecie. Szkoda tylko, że jest coraz mniej wpisów. Rozumiem też jestem mamą 2,5 latka pracującą na cały etat, mającą męża na częstych wyjazdach i mamę w USA. Beata mama Kubusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, nie jestem w stanie wyrazić, jaką radość mi sprawiłaś. I jak wielkiego kopa dałaś, tym komentarzem. Dziękuję Wam dziewczyny, Tobie i Wam powyżej za motywację! I serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  5. Piękny wpis Asiu - taki prawdziwy opis, prawdziwego dnia z dzieckiem: jest i radość i złość i zmęczenie i siła :) I wiesz, że mi też brakuje Twoich wpisów, prawda? Buziaki dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I postaram się Asiu, obiecuję :-).

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.