AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 25 maja 2016

Dziecko z pasją



Nawet jeśli tylko sporadycznie wpadacie do Hubisiowa, na jedno pytanie na pewno znacie odpowiedź. Jaka jest największa pasja naszego trzylatka? Co kocha miłością wielką i nieprzemijającą? Zgadza się, straż pożarną i wszystko, co z nią związane :-). I wcale nie jest to, tak zwykła w jego wieku, chwilowa fascynacja. To trwająca już ponad 1,5 roku przygoda, która zawładnęła jego, a przy okazji i naszym życiem.

Hubi nie miał nawet dwóch lat, gdy "na poważnie" zainteresował się strażakami. Od tamtej pory właściwie nie istnieje dla niego inna zabawa. Ratuje kotki z drzew, gasi pożary, wyciąga ludzi z zawalonych domów, ściąga gniazda os, itp. Wszystkie "niestrażackie" zabawki prędzej, czy później kończą jako pechowe ofiary losu, ratowane przez dzielnego strażaka lub są włączane do strażackiego wyposażenia. Pluszowa świnka Peppa weszła na drzewo i nie może zejść, koparka wpadła do dziury w jezdni i tylko strażak może ją wyciągnąć, samolot gasi z powietrza pożar lasu, itd. itd.

Młody ma trzy i pół roku, a doskonale wie, do czego służą hydranty i co znajduje się w gaśnicy (i że to bynajmniej nie woda). Wie, że rozlane na jezdni paliwo muszą zebrać strażacy i że noszą oni hełmy, a nie kaski. To dzięki niemu zaczęłam zauważać w sklepach gaśnice, to jego mały paluszek pokazał mi wszystkie osiedlowe hydranty, to dla niego zaczęłam interesować się strażackimi imprezami... Siedział już za kierownicą sześciu różnych wozów strażackich, przy trzech różnych okazjach. Odwiedził remizę i to bynajmniej nie podczas przedszkolnej wycieczki. Robię, co mogę, by mu to ułatwić. Bo chociaż początkowo traktowałam tę jego fascynację z przymrużeniem oka, to widząc jak wiele szczęścia mu ona daje i jak pięknie się dzięki niej rozwija, zaczęłam ją całym sercem wspierać. 

Bo dostrzegam teraz, jak ogromnym kapitałem jest pasja dziecka. Kapitałem, który wykorzystuję, by uczyć go świata, rozbudzać mu wyobraźnię i budować jego poczucie własnej wartości. Szybko przekonałam się, że właściwie każdy temat można podciągnąć pod strażacki. Smażąc coś na oleju, uczę go przy okazji, by nigdy nie polewał oleju wodą, gdyby zaczął się palić. Widząc porzuconą w lesie szklaną butelkę, robię pogadankę o tym, jak ważne jest by wszystkie śmieci zabierać ze sobą, dla efektu podbijając to opowieścią o słoneczku, które padając na szkło spowodowało pożar lasu. A potem wiatr przenosił ten ogień z drzewka na drzewko i biedne wiewiórki musiały uciekać ze swoich dziupli, bo wiewiórki mieszkają w dziuplach drzew i zbierają tam zapasy. I uciekając przed pożarem wynosiły ze swoich dziupli jedzonko, czyli.... itd. A gdy raz usłyszy coś w strażackim kontekście, nigdy nie zapomina.  Opowiada potem o wszystkim tacie albo babci i widzę, jak szczęśliwy jest, czując się w temacie małym ekspertem.


Strażacką pasję wykorzystuję też bezczelnie do swoich celów :-). Gdy Hubi kategorycznie odmawiał posmarowania ciałka balsamem, znalazłam mu taki dla strażaków, w czerwonej butelce z białymi napisami. Zmienił zdanie od razu :-). Zimą nie chciał nosić czapki, aż udało się nam znaleźć czerwoną z białym napisem New York, który oficjalnie dla niego brzmiał "Straż pożarna", o czym zostali uprzedzeni wszyscy bliscy i opiekunki w przedszkolu. Czapkę nosił już bez protestów. Nie kłóci się już z nami, gdy słyszy, że każdy prawdziwy strażak myje włosy. Nie raz ta jego strażacka obowiązkowość ratowała mnie z wychowawczej opresji.

To dzięki strażackim książeczkom dał się przekonać do regularnego, wieczornego czytania. A gdy już się w tym rozsmakował, mogliśmy zacząć wprowadzać mu książki o innej tematyce. To kolorowanka ze Strażakiem Samem przekonała go do kredek, bo jeszcze niedawno uznawał tylko i wyłącznie flamastry. Odpowiedni dobór zabawek stał się u nas sprawą kluczową. Właściwie wybrane są nieocenioną pomocą w nauce dziecka. Wciąż szukamy nowych. Ciekawszych, bardziej pomysłowych, lepszej jakości, a przede wszystkim rozwijających. A jeśli chcemy mieć gwarancję sukcesu, do tych wszystkich przymiotników musimy dorzucić jeszcze jedno - zabawka musi być strażacka :-).

W maju zrobiliśmy kolejny, wielki krok. Dzięki przesyłce od Fabryki Wafelków nasz strażak nareszcie zaczął sam i to chętnie układać puzzle. Do tej pory robił to bardzo sporadycznie i nie ukrywam, że troszkę przeze mnie przymuszany, bo już zaczynała mnie martwić ta jego niechęć do skupienia się na prościutkiej przecież planszy. Puzzle 4 w 1 wóz strażacki Jacka zapakowane są w solidną, czerwono-białą walizeczkę, to aktualnie hubisiowy ulubieniec. W środku ma cztery różnej trudności plansze z puzzlami. Hubiś z każdym dniem coraz szybciej je układa, a w walizce po prostu się zakochał. Nosi ją jak obowiązkowy bagaż podręczny :-). Ostatnio zabrał ją nawet nad morze. Najpierw układał puzzle, a później zbierał do niej swoje strażackie skarby - muszelki, patyczki, piórka i kamyki. Swoją drogą, po raz kolejny przekonałam się, jak fantastycznej jakości są zabawki marki Janod - po całym dniu w piachu, nie noszą nawet śladu używania. Mamy ich już trochę w naszej kolekcji (część z nich pokazywałam Wam na instagramie), a teraz mogę dodać, że puzzle są równie solidnie (i naprawdę ładnie!) wykonane.




Wiecie, dumna jestem z tego mojego synka. Za to jak bardzo jest wytrwały, jak mu zależy, jak wciąż ćwiczy, by stać się jeszcze lepszym strażakiem. Podziwiam go za ogromną ciekawość i nieustającą żądzę wiedzy. Jednocześnie pilnuję, by nie przesadzić w drugą stronę. By go tym całym strażackim światem nie zmęczyć, by nie przeciążyć informacjami. Bardzo mi zależy, by dla niego wciąż była to po prostu zabawa.

Podejrzewam, że w końcu zmieni obiekt zainteresowań, ale póki co, ma w nas wielkich sprzymierzeńców. Bo taka pasja to skarb, a wiedza, którą dzięki niej zdobędzie, zostanie mu na zawsze :-).

Dlatego wspierajcie w pasjach swoje maluchy. Kto wie, czy nie stanie się ona kluczem do zawodowego sukcesu w dorosłym życiu :-)?


Ściskam ciepło,

Hubisiowa mama

-♥-

10 komentarzy:

  1. Jestem pod ogromnym wrażeniem wytrwałości Huberta w tej jego fascynacji strażą. Wspieranie dziecka w pasji to czasem nie lada wyzwanie. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. mój synek też nadal uparcie twierdzi, że bedzie strażakiem ;) Ps. skąd taka śliczna "piesiata" czapka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czapeczkę kupiłam na allegro, na naszym FB znajdziesz konkretny link :-). Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. U nas ostatnio nastąpił zwrot akcji. Synek już nie chce być ,,kopalniczym,, woli zostać ,,strazakiem,,...podobnie jak Hubiś ;) Po przeczytaniu posta zastanowiłam się jaki szczegół przewija się podczas naszych zabaw i oprócz pierwiastka motoryzacyjnego ważne są zwierzęta.
    Maluch albo wypycha nimi kieszenie, albo przewozi i buduje domki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że ma tyle zainteresowań. Nic tylko rozwijać :-). Pozdrawiamy ciepło!

      Usuń
  4. WIELKI szacunek !! właśnie za to szanuję innych rodziców, za umożliwianie rozwijania dziecka pasji, nie podcinania skrzydeł, lecz rozwój ! BOŻE ! jak wielu rodzicom tego rozumu brakuje. Wiadomo, że być może dziecko ta pasja się zmieni - albo i nie, ale liczy się tu i teraz, by Jego życie było pełne fascynacji i pasji.
    Jeżeli chodzi o puzzle to uwielbiam duże arkusze, które są rewelacyjne dla początkujących ,,układaczy".
    Pozdrawiam
    Zapraszam na mojego bloga do wzięcia udziału w Konkursie :)
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. To wspaniale, ze nie lekcewazysz jego zainteresowan :) Moja Zosia natomiast kocha spiewac, w domu ani przez chwile nie ma ciszy. Dlatego tez mimo wielu przygotowan i wyrzeczen zaczela chodzic do Muzofilii. Jestem ogromnie dumna i otwieram oczy ze zdziwienia, ze tak bardzo jej zalezy i daje rade z tak wysokim poziomem :D

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.