AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

sobota, 21 maja 2016

Skrawki życia # 3




Dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie... Pobudka, ogarnięcie Hubisia, mała aferka o ubranka, mała aferka o mycie zębów i mała aferka o czapkę :-). Tradycyjnie z domu wybiegliśmy parę minut spóźnieni. Ja, matka polka wielbłądzica, taszczyłam torebkę, torbę z rzeczami do przedszkola, torbę ekologiczną z zapasem pudełeczek z jedzeniem, wór ze śmieciami i pustą butlę po płynie do prania. Było potwornie zimno (później sprawdziłam, że tylko 5 stopni), więc najpierw zapakowałam Hubisia w fotelik i zostawiłam torby, a później pobiegłam wyrzucić śmieci.

Zmarznięta wróciłam do samochodu i rozejrzałam się... Gdzie są moje kluczyki? Otworzyłam przecież autko, muszą gdzieś być. Obmacałam samochód, wywróciłam do góry dnem kieszenie, wyrzuciłam całą zawartość torebki, wypięłam Hubiego z fotelika, by sprawdzić czy na nich nie siedzi... i nic. Coraz bardziej spanikowana zajrzałam pod samochód, obejrzałam chodnik... i nic. Powoli docierało do mnie, co prawdopodobnie zrobiłam. Odwróciłam się w stronę kontenera i sama już nie wiedziałam, czego pragnę bardziej. Żeby się znalazły, czy żeby ich tam nie było... Były :). Zobaczyłam brelok w kształcie czterolistnej koniczyny wyraźnie widoczny pomiędzy niebieskimi workami, mniej więcej w połowie kontenera. Próbowałam po nie sięgnąć, ale zabrakło mi kilku centymetrów. Na placu zabaw znalazłam więc kijek i zaczęłam grzebać pomiędzy workami, próbując uchwycić kółko przy kluczach. Jeśli któryś z sąsiadów wyszedł wtedy z domu, zobaczył mnie przewieszoną przez kontener w eleganckim płaszczyku, kancikach i szpilkach, grzebiącą patykiem w śmieciach o 6.50 rano :-) :-). To tyle jeśli chodzi o moją osiedlową reputację :-).

W końcu wygrzebałam te cholerne klucze i z ulgą wróciłam do samochodu. Do końca życia będę już pilnować co mam w dłoniach, gdy wyrzucam śmieci :-). W przedszkolu byliśmy 10 minut później niż zwykle, czyli miałam gwarantowane spóźnienie do pracy. W szatni zobaczyłam, że górę bluzeczki Hubi ufaflunił pastą do zębów. Próbując to wyczyścić, zrobiłam mu mały wyrzut i usłyszałam w odpowiedzi: "Ale mama, przecież dzisiaj to ty mi umyłaś zęby". No cóż, zgadza się, umyłam mu je sama, bo ten słodki cwaniak nie chciał, a teraz kopał leżącego, w dodatku w obecności przedszkolnej cioci :-). Będzie dobrym prawnikiem :-).

Do pracy prawie się nie spóźniłam :-). I prawie nie zauważyłam jak minęło osiem godzin. O 16:30 znowu byłam w przedszkolu i przytulałam ciepłe ciałko, które z impetem wpadło w moje ramiona. Zawsze wzruszam się, gdy widzę jak do mnie biegnie. Jak śmieją mu się oczy i jak mocno ściska mnie za szyję. Właśnie te chwile rekompensują mi kamyki w bucie codzienności :-).

Zostawiliśmy samochód pod przedszkolem i spacerkiem poszliśmy do oddalonej o jakieś 100 metrów biblioteki. Ku mojemu zaskoczeniu Hubi wygrzebał gdzieś kolejne strażackie książeczki, których w Hubisiowie jeszcze nie mieliśmy i z taką dumą wręczył bibliotekarce swoją kartę, że aż obie się roześmiałyśmy :-). Cieszę się, że z tym czytaniem jest coraz lepiej, bo nie wyglądało to najlepiej...

Z biblioteki było blisko na pocztę, poszliśmy więc odebrać paczuszkę. Zamówiłam Hubisiowi "Samoloty" Stephana Lompa, ale dostanie je dopiero na Dzień Dziecka. Poprzednie dwie części "Auta" i "Na budowie" przez wiele miesięcy były ulubionymi książeczkami młodego. Mam nadzieję, że i ta część mu się spodoba. Może by warto pokazać ją na blogu?

Gdy wychodziliśmy z poczty kropiło, by po minucie lunąć jak na amerykańskim filmie. Złapałam Hubisia za rękę i zaczęłam biec, ale wtedy poczułam opór tego małego osiołka. "Nie, nie będzie biec. On KOCHA deść. On ma kalosze przecież." Byłam coraz bardziej mokra, w szpilkach mi chlupotało, próbowałam go pociągnąć, ale zaparł się kompletnie. Chwyciłam go na ręce, posadziłam na biodrze i zaczęłam biec w kierunku samochodu. I znowu wcieliłam się w rolę matki polki wielbłądzicy... Z torebką, paczką, książkami z biblioteki i wyrywającym się trzylatkiem w komplecie :-).  Nagle obok mnie zatrzymał się samochód. Jakiś mężczyzna opuścił szybę i zaproponował, że mnie podwiezie. I nie wiem, czy to dlatego, że wyglądałam tak pięknie :-), czy wręcz przeciwnie :-). Podejrzewam, że to drugie, bo tuszu bynajmniej nie miałam wodoodpornego :-). Zlitował się zapewne dobry człowiek, ale że jestem fanką kryminałów i mam trochę rozbujaną w tym zakresie wyobraźnię, podziękowałam uprzejmie i pobiegłam dalej :-).

W domu od razu zapakowałam Huberta do wanny z gorącą wodą, serwując mu całą przemowę o tym, jak to powinien mnie słuchać, gdy z nieba leje deszcz i jak mogliśmy się przeziębić. Nie przejął się zupełnie :-). Gdy leżał już pod kołderką, poczułam się tak zmęczona, jakbym przebiegła 10 kilometrów. Pod górkę w dodatku :-) . I chociaż miałam na wieczór całą listę rzeczy do zrobienia, postanowiłam sobie odpuścić... Herbatka z sokiem malinowym, ciepłe skarpety i książka to był zdecydowanie lepszy plan :-). Jeszcze tylko telefon do Hubisiowego Taty, który tym razem stacjonował w Katowicach i mogłam w myślach podsumować dzień. Było strasznie, było śmiesznie, mokro i pouczająco. Ale w sumie fajnie :-). Kolejny zwykły, niezwykły dzień za nami... 

Ciekawe, co zdarzy się jutro?

Hubisiowa mama
-♥-

7 komentarzy:

  1. Życie matki nie jest proste, ale za to materiałów na wpisy blogowe czy scenariusze filmowe dostarcza mnóstwo :) Buziaki Asieńko dla Was wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i również ciepło ściskamy!

      Usuń
  2. Asiu, przypomniałaś mi sąsiada z bloku, który w impecie wyrzucanych śmieci wyrzucił sobie komórkę :D
    Nigdy nie zapomnę miny moich rodziców, którzy opowiadali, że biedak wisiał w kuble prawie do góry nogami i w garniturze w nim grzebał, klnąc na wszystkie strony i świętości. Zapytany o pomoc, dumnie jednak ją odrzucił :) a komórkę znalazł prawie na dnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehhe, to dokładnie jak ja. Dziękuję Ci za ten komentarz, pocieszyłaś mnie troszkę, że nie tylko ja taka gapa :-)

      Usuń
  3. Pokaż te książki-koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyobraziłam sobie Ciebie Asiu, jak grzebiesz w tym kontenerze :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.