AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

czwartek, 25 sierpnia 2016

Jedz i pracuj

 
Uwielbiam książki kucharskie i na półce mam ich z trzydzieści. Cieszę się widząc, jak z roku na rok są coraz lepsze. Standardem zaczynają już być artystyczne zdjęcia, piękne grafiki, bardzo apetyczne przepisy i użyteczne informacje dotyczące czasu przygotowania czy wartości odżywczych. Książki kucharskie są tak pięknie wydane, że spokojnie mogą zostać eleganckim prezentem. Moimi absolutnymi faworytami są w tej materii bajeczne pozycje "What Katie Ate" Katie Quinn Davies, ale polscy autorzy też nie mają się czego wstydzić. Nasze "rodzime" książki zaczynają z nimi konkurować zarówno zawartością, jak i szatą graficzną.

Niedawno na mojej półce zagościła nowa pozycja "Jedz i pracuj... nad własnym zdrowiem" Karoliny i Macieja Szaciłło. Zwróciła moją uwagę piękną okładką i bardzo ładnie wyglądającym "środkiem", ale zdecydowałam się na nią dopiero, gdy przeczytałam, że zawiera prawie 70 przepisów na dania, które można zabrać ze sobą do pracy. W dodatku miały to być dania szybkie do wykonania i z dostępnych w Polsce składników, a to przecież kluczowe dla zabieganej matki-polki :-).

Nie wiem bowiem jak Wy, ale ja, jeszcze do niedawna, miałam naprawdę duży problem z jedzeniem w pracy. Kanapek nie lubię, a jedzenie kupowane w służbowym bufecie kosztowało mnie nie tylko (za) duże pieniądze, ale i nadprogramowe kilogramy. Powoli, acz nieubłaganie moja waga wędrowała w górę. Gdy osiągnęła poziom z porodówki z Hubisiem, postanowiłam definitywnie coś z tym zrobić i wyciągnęłam z szafki zapomniane już dawno plastikowe pudełeczka. Codziennie wieczorem, po położeniu Huberta spać, poświęcałam około 40 minut na przygotowanie sobie pełnego menu na następny dzień. Wyeliminowałam z diety białe pieczywo, ukochane pierogi i inne dania mączne, biały makaron, słodycze, fast foody i kawę. Resztę zostawiłam. Nie liczyłam kalorii, pilnowałam tylko regularnych pór posiłków, by podkręcić sobie przemianę materii. Miałam wrażenie, że jem dużo więcej i częściej niż kiedyś, a i tak traciłam centymetry. Do towarzystwa i wzajemnego wspierania się zachęciłam dwie koleżanki z pokoju i w ciągu trzech miesięcy schudłyśmy w ten sposób w sumie prawie 30 kg :-).

Byłam z nas naprawdę dumna, jednak zauważyłam, że do mojego "pracowego" menu z czasem wdarła się nuda. Szpinak, kasza gryczana, kurczak z grilla, jajka na twardo, omlet, brokuły, ryba z parowaru, ciemny makaron z suszonymi pomidorami i orzechami... Wszystko to było smaczne, ale ile można? Zaczęłam szukać czegoś nowego, lecz zwykle odstraszał mnie czas, który trzeba było poświęcić na przygotowanie nowej, wyszukanej sałatki. 

W "Jedz i pracuj" znalazłam dla siebie kilkanaście nowych pomysłów. Pomysłów, które chociaż początkowo lekko mnie zaskoczyły, to udowodniły, że naprawdę warto być otwartym na nowe smaki i zapachy. Ta książka nie zawiera bowiem przepisów na banalne i wszystkim znane sałatki, które znajdziecie na co drugim fitness-blogu. Jest natomiast swoistą wyprawą przez różne kuchnie świata, odpowiednio zmodyfikowaną i przystosowaną do polskich warunków. Znajdziemy w niej dania m.in. z kuchni chińskiej, greckiej, włoskiej, tajskiej czy francuskiej. Co więcej, potrawy są tam podzielone według pór roku, co uważam za wielką zaletę książki. Bo przecież najtaniej i najzdrowiej gotuje się z produktów sezonowych. Nie wszystko możemy dostać w polskich sklepach zimą, na co innego mamy też ochotę latem. 



 
Przy każdym przepisie znajdziemy informację m.in. na temat wielkości porcji, trudności i czasu przygotowania, czy zawartości glutenu. Fajne są również porady, w jaki sposób daną potrawę zapakować, by po kilku godzinach była tak samo świeża i pyszna, jak w momencie przygotowania. A na koniec każdego dnia menu znajduje się podsumowanie, sporządzone przez Hanię Stolińską, dietetyczkę z Instytutu Żywności i Żywienia, która czuwała nad tym by całe przedstawione w książce menu było odpowiednio zbilansowane i zgodne z najnowszą piramidą żywienia. 

Jeśli więc chcecie urozmaicić swoje menu w pracy lub szukacie pomysłów na szybkie, tanie i ciekawe potrawy, serdecznie zachęcam Was do przyjrzenia się bliżej tej pozycji. Jest naprawdę warta uwagi, tym bardziej, że jej cena nie przekracza nawet 30 zł :-)

Ps. Moja książka pochodzi stąd (klik).

Pozdrawiam Was ciepło,

Hubisiowa mama
-♥-

4 komentarze:

  1. Muszę kupić. Taki inspiracje dla dietetyka są bardzo ważne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że mogłam coś polecić :-)

      Usuń
  2. To ja Ci podpowiem, że wczoraj ukazała się w księgarniach druga część tej książki. Dzisiaj pędzę kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! Nawet nie wiedziałam, jutro zajrzę do księgarni, obejrzeć ją :-). Dziękuję za cynk!

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.