AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 9 listopada 2016

Mój pierwszy album (po 4 latach)






























To był jeden z moich najlepszych "maluszkowych" wyborów. Towarzyszył mi przez ostatnie cztery lata i jakkolwiek banalnie to zabrzmi, nie zamieniłabym go na żaden inny :-). Gdy pierwszy raz pokazałam go Wam prawie trzy lata temu (klik), byłam z niego bardzo zadowolona. Teraz jestem w nim zakochana i bardzo żałuję, że właśnie go kończymy... Nie wiem, jak znajdę godnego następcę na kolejne lata, ale będę szukać, bo bardzo chciałabym kontynuować nasz hubisiowy pamiętnik. Przede wszystkim dla dorosłego Huberta, ale też z czysto matczynej chęci utrwalenia tych naszych najpiękniejszych dni :-).

Pewnie zastanawiacie się, po co poświęcam mu już drugi wpis? Przecież na polskim rynku są dziesiątki albumów małego dziecka. Mniejszych, większych, z ładniejszą grafiką, czy tych mniej ładnych. Na pewno wiele osób jest zadowolonych. To po prostu kwestia wymagań, gustu lub potrzeb :-). Widząc jednak ilość wejść na bloga po haśle kluczowym "album mojego dziecka", wiem, że temat jest wciąż aktualny. Wiele osób szuka tego "idealnego" i mam nadzieję, że chętnie przeczyta obiektywną opinię czteroletniej użytkowniczki, lub podejrzy, jak album wygląda od środka (mój egzemplarz był w księgarni zafoliowany).

Gdy byłam jeszcze w ciąży z Hubim, wymarzyłam sobie dużą, obszerną księgę, która starczyłaby mi na co najmniej kilka lat. Miała mieć schowki na różne pamiątki i płyty oraz dużo miejsca na notatki. Chciałam też, by była solidnie wykonana i ładna :-). Ten album był wtedy jedynym na rynku, który moje kryteria spełniał. Miał w sobie wszystko, czego szukałam. A nawet więcej, bo z każdym rokiem odkrywałam kolejne jego zalety. Sprężynka zamiast tradycyjnego klejenia, wygodne zakładki, podział na lata, bajki, składana miarka wzrostu, kalendarium ząbkowania, odciski rączek, miejsca na wklejenie tradycyjnych zdjęć, ale i schowki na płyty, no i absolutnie wszystkie ważne "pierwsze razy" :-).

Oczywiście w praniu wyszło też kilka wad. Kilka, a konkretnie dwie :-). Dość szybko wybrudził nam się materiałowy grzbiet albumu i nie udało się go wyczyścić. A druga sprawa, to momentami aż zbyt szczegółowe pytania i daty, których zwyczajnie nie udało mi się wyłapać, przykładowo "kiedy pierwszy raz narysowałem kółko" albo "kiedy pierwszy raz zrobiłem wieżę z klocków". Ale przyznacie, że przy całokształcie takie wady, to właściwie nie wady :-).

Moim zdaniem album w stu procentach wypełnił swoje zadanie i już teraz stanowi świetną pamiątkę. Zobaczcie zresztą sami :-).































Dużo tych zdjęć, wiem, ale to tylko ułamek ze 136 stron :-). Jeśli więc myślicie o kupnie albumu dla swojego szkraba, albo chcecie zrobić fajny prezent świeżo upieczonej mamie, mogę z perspektywy czterech lat zapewnić, że album wydawnictwa Arkady jest naprawdę wart uwagi. Tym bardziej, że po dwóch latach nieobecności na polskim rynku wydawniczym, został nareszcie wznowiony.

I co o nim myślicie? A może znacie inny, jeszcze fajniejszy? Dajcie znać, bo brzuszkowy kawaler też będzie jakiegoś potrzebował :-).

Pozdrawiam ciepło,

Hubisiowa mama
-♥-

1 komentarz:

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.