AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

środa, 1 marca 2017

Leoś


Cześć kochani! Długo mnie tutaj nie było, ale w końcu przyszedł czas, by otrzepać kurz z laptopa i kogoś Wam przedstawić. Oto Leoś - Hubisiowy brat. Wyczekany, wymarzony. Nasz brakujący element, nasza kropka nad i. Maluch, który swoim pojawieniem dopełnił hubisiową rodzinę i udowodnił, że serce matki pomieści jeszcze więcej miłości. Całe morze miłości, choć wcześniej wydawało mi się, że to już zupełnie niemożliwe.

Urodził się, podobnie jak jego starszy brat, szybko i z przytupem. W sobotnią noc, na początku lutego. Wszystko miał dokładnie zaplanowane. Poczekał, aż tata wróci z kilkudniowej podróży. Poczekał, aż mama będzie gotowa. Poczekał na fantastyczny personel na dyżurze. 

Do szpitala pojechał w asyście całej swojej rodziny. I jak przystało na brata strażaka, przy akompaniamencie syreny alarmowej. Ta nasza słodka syrena, siedząca w foteliku z tyłu, była tak podekscytowana "pierwszą, prawdziwą akcją", że nawet trzecia w nocy nie stanowiła problemu :-). Nie marudził, nie dyskutował. Błyskawicznie się ubrał, złapał pod pachę swojego ukochanego misia i popędził z nami do samochodu. Kazał tacie włączyć syrenę, a jak usłyszał, że jej nie mamy, stwierdził  "nie szkodzi, ja będę ją udawał". Dumna byłam z niego i rozbawiona tą naszą wariacką nocną jazdą, pomimo szalejących już na całego skurczy.

Półtorej godziny. Tyle czasu minęło od chwili, gdy obudziłam się w nocy, do pierwszego przytulenia Leośka. Pewnie byłoby jeszcze szybciej, gdyby maluch nie zaplątał się trochę i nie potrzebował dodatkowej pomocy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Moment, w którym pocałowałam to mokre, ciepłe ciałko, to absolutnie jedna z dwóch najpiękniejszych chwil mojego życia. Tego uczucia nie da się porównać do niczego innego. Nie da się wytłumaczyć...

Niecałe trzy kilogramy, 52 centymetry, delikatne ciemnoblond włoski i najładniejsze uszka, jakie do tej pory widziałam :-). Do tego wielkie stópki, chude kolanka i krzywy nosek, który wyprostował się dopiero po kilku dniach. Najpiękniejszy kurczaczek na świecie. Kserokopia swojego starszego brata. Niby identyczny, ale jednak inny, bo podobno Hubiś to bardziej ja, a Leoś bardziej tata :-).

Podczas gdy po raz pierwszy wtulał się we mnie po tej stronie brzucha, jego starszy brat podrywał w dyżurce położne. Siedząc na kolankach jednej z nich, oglądał na telefonie Strażaka Sama i popijał zrobioną specjalnie dla niego herbatkę malinową. Opowiadały mi później, jak zapewniał je, że zawsze mogą do niego zadzwonić. Z każdym problemem. On przyjedzie i pomoże :-). I że są bardzo miłe. Milsze nawet niż pani doktor mamy, która dała mu kiedyś czekoladkę. Śmiały się, że takiego czarującego czterolatka na porodówce jeszcze nie było.

Do domku wróciliśmy po niecałych trzech dniach. Znowu wszyscy razem, bo Hubiś przyjechał po brata razem z tatą. W ciemnym, szpitalnym korytarzu, przy zamkniętych z powodu epidemii grypy drzwiach oddziału, poznał brata. Do fotelika zajrzał, paluszkiem Leośkowego nosa dotknął, zaciekawiony i lekko onieśmielony jednocześnie. W domu co chwilę do kosza mojżeszowego zaglądał, a potem swojego ukochanego misia obok brata położył.

I tak zaczął się nowy etap w życiu hubisiowej rodziny... Piękny, ale i trudny jednocześnie. Ale o tym następnym razem :-).

Ściskam Was ciepło i dziękuję, że wciąż jesteście,

Hubisiowa mama

-♥-

17 komentarzy:

  1. śliczny! dużo zdrówka dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana dużo zdrowia i siły: ) poplakalam się tradycyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprzedni comment był ode mnie - Kasi od bliźniaków. tak się śpieszyłam że go nie podpisałam...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ się cieszę waszym szczęściem <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, że wracasz do bloga, uwielbiam Twój styl pisania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by ten powrót się udał :-). I dziękuję Ci za miłe słowa!

      Usuń
  6. Pięknie to napisałaś. Bardzo mi brakowało ostatnio Twoich ciepłych, rodzinnych tekstów. Już nie mogę się doczekać kolejnych.
    Zdrówka życzę i niech Wasze szczęscie trwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Asiu i naprawdę się postaram wygospodarować czas na regularne wpisy :-)

      Usuń
  7. Ach, wzruszyłam się się czytając o Leosiowej nocy. To niesamowite, jak pojawienie się takiej kruszynki zmienia wszystko. Nagle każdy element układanki pasuje do sąsiedniego idealnie. I zastanawiamy się tylko, jak to możliwe, że wczesniej potrafiliśmy żyć bez tych kilku kilogramów czystej miłości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy to znaczy ze Hubis byl przy porodzie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie tak :-). Czekał podekscytowany w dyżurce położnych na trakcie porodowym :-). Dziadkowie przyjechali po niego jak już było po wszystkim, bo uwinęłam się w niecałą godzinę. Ale Leosia zobaczył dopiero po dwóch dniach.

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.