AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

czwartek, 15 czerwca 2017

Hity z Leośkowej wyprawki # 1


Wyprawkę Leośka od wyprawki Hubiego dzieli prawdziwa przepaść. Patrząc z boku, nikt by się nie domyślił, że robiła je ta sama matka :-). Hubisiowa wyprawka przepełniona była zachwytem, ekscytacją i brakiem umiaru. Wszystko było takie nowe, piękne i niezbędne :-). Chciałam być profesjonalnie przygotowana na każdą sytuację. No i kupowałam bardziej sercem niż rozumem. 

W praktyce okazało się, że co najmniej połowa tych niemowlęcych niezbędników była zwyczajnie niepotrzebna. Albo, że skorzystaliśmy z jakiejś rzeczy tylko raz. Klin pod materacyk, przewijak, wanienka turystyczna, łóżeczko turystyczne, dziesięć grzechotek, dziesięć par maleńkich bucików, itd. O ubrankach, których nie zdążyliśmy założyć, nie będę nawet wspominać :-). Do tego kupowałam rzeczy ładne, niekoniecznie zwracając uwagę na jakość, co w konsekwencji kończyło się źle.

Gdy na świat miał przyjść Leoś wiedziałam, że jego wyprawka będzie o wiele skromniejsza. I nie chodzi tu nawet o to, że niektóre rzeczy zostały nam po Hubercie, bo było ich naprawdę niewiele. Tym razem chciałam kupić mniej, a lepiej. Postawić na jakość i wygodę. I to moją wygodę, bo w końcu to na mnie miało ciążyć 90% obowiązków związanych z niemowlęciem :-).

Dzisiaj chciałam pokazać Wam gadżet, bez którego nie wyobrażam już sobie codzienności z Leosiem. Coś, co niesamowicie ułatwia mi życie, oszczędza czas i ręce. Wypatrzyłam go przez przypadek w jednym ze sklepów internetowych, zachwyciłam się i poprosiłam o niego w liście do św. Mikołaja :-). A że byłam grzeczna, pod choinką znalazłam pas do noszenia fotelika samochodowego Cocobelt w moim ukochanym, miętowym kolorze.


Pas Cocobelt to gadżet, który ma na celu odciążyć nas podczas noszenia fotelika z maluszkiem. Zapinamy go na uchwycie fotelika i zamiast dźwigać na przedramieniu lub w dłoni, nosimy fotelik jak torebkę. Fakt, przed założeniem pasa trochę obawiałam się, czy aby na pewno jest bezpieczny. Wprawdzie przeczytałam wcześniej, że posiada wszystkie wymagane certyfikaty bezpieczeństwa, uprawniające do sprzedaży w całej Europie, ale i tak, na wszelki wypadek, asekurowałam fotelik drugą ręką. Z czasem przekonałam się jednak, że to zupełnie niepotrzebne. Zapięcie i sam pas są tak solidne, że nabrałam do nich zaufania.

To zdecydowanie jeden z moich najlepszych wyprawkowych zakupów, bo:

Po pierwsze (i dla mnie najważniejsze) - mam wolną rękę, a w moim przypadku nawet dwie, bo bicepsy liche i jedną ręką już nie daję rady dźwigać fotelika. Dzięki temu, bez problemu i odstawiania fotelika na ziemię, szukam w torebce kluczy, albo noszę dodatkowo torby z zakupami, czy trzymam Hubisia za rękę. Idealne rozwiązanie dla Matki Polki Wielbłądzicy, prawda :-)?

Po drugie, w końcu nie mam popękanych naczynek na przedramieniu, nie drętwieje mi ręka, ani nie boli kręgosłup. Pamiętam, że nosząc Hubisia, szczególnie latem, potrafiłam nabawić się siniaków w zgięciu łokcia. Pas natomiast tak fajnie rozkłada ciężar fotelika na ramieniu, że bez wysiłku go dźwigam.

Po trzecie, jestem bardziej mobilna. Cztery lata temu dużo mniej jeździłam samochodem z maluchem, bo zwyczajnie nie chciało mi się taszczyć fotelika. A już tym bardziej bawić się ze składaniem i rozkładaniem stelaża wózka. Teraz nie ma dla mnie problemu, by wyskoczyć gdzieś na chwilę. Do krawcowej, fryzjera, po bułki? Oczywiście. Zarzucam sobie na ramię fotelik i lecę :-).

Po czwarte, mam okazję do rozmowy z nieznajomymi :-). Już kilka razy zdarzyło mi się, że zupełnie nieznane mi osoby podchodziły i wypytywały, co to za pas i skąd go mam. Śmieszne, odrobinę zawstydzające, ale w sumie sympatyczne to było. No i po piąte, rozwiązała mi się zupełnie kwestia prezentu na baby shower. Już dwóm zaprzyjaźnionym mamom dałam cocobelt w prezencie, zamiast tradycyjnej paczki pieluch czy kompletu ubranek. I wiem, że ze swoich pasów korzystają.

Także mamusie, jeśli dźwiganie fotelika stanowi dla Was problem, podpowiadam, co sprawdziło się u nas. A jeśli na świat szykują się Wam bliźnięta, to już zdecydowanie warto przemyśleć sprawę. Koszt takiego pasa to zwykle ok. 80-90 zł. Poszukajcie jednak dobrze, bo rozbieżność cenowa jest przy nich ogromna, od 70 zł do 120 zł za dokładnie ten sam model.  Zresztą zerknijcie same (klik).

I jak się Wam podoba pomysł na zrobienie z fotelika torebki :-)? Dajcie koniecznie znać, czy znacie cocobelt? A może używacie?

Ściskam ciepło,

Hubisiowa mama
-♥-

7 komentarzy:

  1. To chyba już domena każdej Mamy kompletującej wyprawkę, że połowy rzeczy się nawet nie wykorzysta. Ale co zrobić, jeśli te wszystkie ubranka i gadżety są po prostu piękne? ;) Pas to faktycznie świetny pomysł, by siebie troszkę odciążyć, zapewnić bezpieczeństwo Maluszkowi, no i mieć najmodniejszą "torebkę" na świecie. ;) A miętowy kolor jest cudowny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zawartość tej "torebki" bezcenna :-). Ściskam ciepło!

      Usuń
  2. Jejku Asiu czemu nie napisałaś o tym wcześniej? Mi już obie ręce opadają od noszenia Agi ale nie wiem czy jest sens kupować go teraz jak niebawem Aga wyskoczy w większy fotelik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przy trzecim Olu będzie jak znalazł :-)

      Usuń
  3. Dorze wiedzieć kochana... bo w październiku i nas czeka NOWA przygoda ;)
    Całuski dla maluszka i dla WAS <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaa! A dlaczego ja nic nie wiem?! Wspaniała wiadomość! Z całego serca gratuluję!!!

      Usuń
  4. Hubisiowa Mamo bardzo Ci dziękuję za ten wpis! Dosłownie uratowałaś moje tegoroczne lato ;-) Miesiąc temu urodziłam synka i lekarz zabronił mi póki co noszenia cięższych rzeczy więc miałam dylemat jak znieść malucha do samochodu. Wreszcie mogę z nim gdzieś pojechać bez pomocy innych. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.