AUTOR BLOGA NIE ZEZWALA NA KOPIOWANIE!!

piątek, 9 czerwca 2017

Myśli potargane # 22




15 maja 2017 (poniedziałek)
Codziennie przechodzę obok zakładu kamieniarskiego, a właściwie obok małego placyku, na którym właściciel wystawił kilkanaście wzorów nagrobków. Wiele razy widziałam, jak przyprowadzał tam ludzi i pokazywał oferowane pomniki. Idąc do przedszkola, albo wracając z miasta, nie potrafię nie spojrzeć w tamtą stronę. I za każdym razem ściska mnie w żołądku. Dlaczego? Bo pośród pomników stoi także jeden malutki, dla niemowlęcia lub kilkuletniego dziecka. Z misiem zamiast krzyża. Patrzę, a serce mrozi mi strach, znany chyba każdej mamie.
Początkowo myślałam, że właściciel wykonał go i postawił tylko do czasu odbioru przez zamawiających. Ale gdy mijały kolejne dni, tygodnie, a potem miesiące, zrozumiałam, że to pomnik reklamowy. Stojący nie przy zakładzie, a na placyku "wystawowym", przy ruchliwej ulicy, tak by zapadł w pamięć i w razie potrzeby przypomniał o tym konkretnym miejscu.
I za każdym razem zastanawiam się, jak tak można? Gdzie są granice reklamy? Ja wiem, że właściciel zarabia na życie wykonując nagrobki, że to jego praca, że takie pomniki też niestety są potrzebne... ale czy to naprawdę konieczne?
  

16 maja 2017 (wtorek)
Mam problem z Leosiem. A właściwie nie z Leosiem. Mam problem z polską służbą zdrowia. Od dłuższego czasu próbuję ustalić, co doskwiera naszemu szkrabowi i wciąż nie mogę się dowiedzieć. Ku mojej ogromnej irytacji widzę, że pediatra też nie wie, więc bawi się w eksperymenty. Antybiotyki nie pomogły? No to damy sterydy. Sterydy nie pomogły? No to może zmienimy dietę mamy. Nie pomogło? To może zmienimy na jeszcze bardziej restrykcyjną. Nic? To może inny antybiotyk? Koszmar jakiś, a z Leośkiem coraz gorzej. Ja wiem, że niemowlę nie powie, co go boli, ale może by tak jakieś badania zlecić, jakieś skierowanie dać? Ale nie, bo po co? Lepiej pobawmy się w zgadywanki. No i jak tu nie pójść na prywatną wizytę?



18 maja 2017 (czwartek)
Zwariowany tydzień. Najpierw samochód zmieniłam ja, a teraz Łukasz. Bynajmniej nie z fanaberii, a z potrzeby, ale cieszę się bardzo. Moje jest przeurocze, małe i w kobaltowym kolorze. A Łukasza ma ogromny bagażnik, akurat na wakacyjną wyprawę z maluchami. Już nie mogę się doczekać. I chociaż wiem, że odpoczynek to raczej nie będzie, ale za to przygoda niewątpliwie :-).


20 maja 2017 (sobota)
- Mamo, a jak będę duży, to się ze mną ożenisz?
- Nie, kochanie. Ja zawsze będę twoją mamą. Ale jak będziesz dorosły, to na pewno poznasz jakąś super dziewczynę, która zostanie twoją przyjaciółką i to właśnie z nią się ożenisz.
- Ale ja nie lubię dziewczyn. Tylko ciebie lubię z dziewczyn... i babcię. No proszę cię, proszę! Zgódź się!
- Oj, Huberciku... Naprawdę nie mogę. Jestem już żoną tatusia, a nie można mieć dwóch mężów.
- No dobra, a jak ci przyniosę stokrotkę, to się zgodzisz?


21 maja 2017 (niedziela)
I przyniósł mi stokrotkę. Wieczorem poprosił bym zdjęła mu z wieszaka kurteczkę, po czym wyjął z kieszeni mocno sfatygowanego kwiatka w towarzystwie kilku, równie zmaltretowanych koniczynek :-). Nie miałam serca, zgodziłam się więc :-).


23 maja 2017 (wtorek)
Moje włosy są wszędzie. Na podłodze, w samochodzie, na telewizorze i żyrandolu. Ostatnio wyjęłam mojego włosa z pieluchy Leosia. Nie wiem, czemu naiwnie sądziłam, że stosując szampony do wypadających włosów i regularnie robiąc wcierki, uchronię się przed pociążowym łysieniem? Niestety, nie ma tak łatwo. Po Hubercie musiałam zaczesywać włosy na gołe placki na środku głowy, zanim w końcu odrosły. Teraz pewnie będzie podobnie. Ps. Dobrze, że nasz odkurzacz ma szczotkę do zbierania psiej sierści :-). 


24 maja 2017 (środa)
- Huberciku, a wiesz, że mama ma dzisiaj swoje święto? - spytał Hubisiowy tata.
- Nieprawda, bo ciocia w przedszkolu mówiła, że dzień matki jest w piątek, a nie dzisiaj.
- Tak, ale mama ma dzisiaj imieniny. To inne święto.
- Hmmmm.... - westchnął zrezygnowany Hubi. - No dobra. To daj mi jakąś kartkę, już jej namaluję jakąś laurkę... Znowu! 


25 maja 2017 (czwartek)
I kto mi powie, że z dzieckiem się nie da? Wszystko się da, chociaż fakt, ludzka życzliwość też jest niezbędna. Ja mam ostatnio szczęście do miłych, pomocnych, otwartych ludzi. Dzięki nim byłam już z Leosiem u fryzjera, na paznokciach, czy u kosmetyczki. A dzisiaj udało mi się w końcu zrealizować ubiegłoroczny prezent od męża i poszłam na indywidualne lekcje makijażu. Z Leośkiem oczywiście :-). Było fantastycznie. Młody przechodził z rąk do rąk, od jednej uśmiechniętej cioci do drugiej, a ja bawiłam się jak dziecko. Fajnie, że rynek usług otwiera się na mamy z niemowlakami. W końcu my też chcemy normalnie funkcjonować, prawda?


26 maja 2017 (piątek)
O szóstej rano zobaczyłam kątem oka, jak Hubiś po cichutku wymknął się z naszego łóżka i pobiegł do siebie. Łudząc się, że wrócił pod swoją kołderkę i jeszcze trochę pośpimy, nie ruszyłam się, tym bardziej, że i Leosiek jeszcze słodko drzemał. Wtedy usłyszałam, jak coś huknęło, zaczęło szurać i trzaskać, a po chwili przybiegł Hubi. Podekscytowany aż podskakiwał, gdy mówił: "Mamo, mamo, wstań. Mam dla ciebie niespodziankę w pokoju. Na dzień matki. Zobacz, zobacz!". Wstałam więc z łóżka i poszłam do hubisiowego pokoju. A tam - pościelone łóżko!!!! Krzywo, z niedosuniętymi szufladami, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Hubiś nie tylko pamiętał o święcie, ale i postanowił zrobić mi prezent! I wtedy wśród okrzyków podziwu, uścisków i buziaków usłyszałam: "No mamo, wykonałem twój obowiązek, teraz możesz mi podziękować." :-) :-) :-)


29 maja 2017  (poniedziałek)
Lekcja macierzyństwa numer 1672 - zawsze miej w torebce zapasowy smoczek! Bo zawsze, ale to ZAWSZE, stary smoczek gubi się w chwili, w której jest najbardziej potrzebny i w miejscu, z którego do najbliższej apteki jest co najmniej kilka kilometrów.


1 czerwca 2017 (czwartek)
Obudził się, usiadł na łóżku, a gdy złożyłam mu życzenia z okazji Dnia Dziecka, rozpłakał się.
- Co się stało Huberciku? - spytałam.
- Bo ja myślę o tych wszystkich dzieciach, które właśnie dostają prezenty, a ja nie dostałem nic!
- Jak to nie dostałeś? Dostałeś dużo prezentów, od dziadków, od babci, od cioci Moni i od nas. Tylko pamiętasz? Byłeś niecierpliwy i nie chciałeś poczekać do dzisiaj. Wszystkie otworzyłeś od razu. Ale one były z okazji Dnia Dziecka.
- A tak, rzeczywiście. Zapomniałem. To już nie płaczę. Już jestem szczęśliwy mamo.
I był :-).


2 czerwca 2017 (piątek)
Zaczęło się. Z Leośkowej brody kapie jak z niedokręconego kranu. Na usteczkach co chwila pojawiają się dziesiątki bąbelków ze śliny. Wszystko, co uda mu się złapać, natychmiast pakuje do buzi. ZĘBY! Niech moc będzie z nami :-).


3 czerwca 2017 (soboty)
Łukasz zrobił Hubiemu wielką niespodziankę. Dostał mandat. Taki na prawdziwym druczku, wystawiony przez prawdziwego policjanta. W dodatku przyniósł do domu i dał młodemu do zabawy. Nasz syn "nie-jestem-już-strażakiem-jestem-policjantem" aż podskoczył z radości :-). Oglądał jak bezcenny skarb, nosił ze sobą i cały dzień wlepiał go wymyślonym piratom drogowym. A przed chwilą, gdy tuliliśmy się do snu, Hubi spytał "Mamo, chciałbym taki drugi mandat. Dostaniesz go dla mnie? Proszę!!!"
 

4 czerwca 2017 (niedziela)
Na czwarty miesiąc mamy 6 kg i 67 cm wzrostu :-). Aż trudno mi uwierzyć, że urósł już 15 cm!


5 czerwca 2017 (poniedziałek)
"Od dzisiaj nie jestem policjantem. Teraz jestem żołnierzem". Szybko poszło :-).


6 czerwca 2017 (wtorek)
Pół dnia spędziłam dzisiaj z Leośkiem w wojewódzkim szpitalu dziecięcym. W końcu znalazł się pediatra, który nie wróżył z fusów, tylko zlecił konkretne badania, by dowiedzieć się, w czym rzecz. A że przyczyn może być wiele, to i potrzebnych badań podobnie dużo. Kropelka po kropelce, bardzo powoli, skapywała krew do czterech próbówek. A Leoś płakał tak, że serce pękało mi w pół. Gdy już nic nie kapało, pielęgniarki wyprawiły mnie do bufetu po wodę mineralną i kazały tą wodą napoić małego. Spytałam, czy zamiast wody, mogę dać mu trochę mleka. I wtedy usłyszałam pełne zaskoczenia pytanie:
- To pani karmi piersią?!?!?!
- Tak, a dlaczego jest pani taka zdziwiona?
- Bo pani nie wygląda - odparowała bez chwili wahania.
Tak mnie zaskoczyła, że nic na to nie odpowiedziałam. I teraz zastanawiam się, czy usłyszałam komplement, czy wręcz przeciwnie :-)?


7 czerwca 2017 (środa)
Marta sprzedała mi dzisiaj kolejny patent na mądre wychowywanie dziecka. Jeśli sprawdzi się tak dobrze, jak ten z wykonywaniem poleceń bez ich wydawania, to zapiszę się do niej na regularne korepetycje. Od miesiąca nie proszę Huberta, by coś zrobił, tylko informuję go o sytuacji, którą widzę. Przykładowo, zamiast "Hubisiu, podnieś spodnie z podłogi", mówię "Spodnie leżą na podłodze". Albo zamiast "Umyj w końcu zęby", mówię "Robale właśnie robią dziury w Twoich ząbkach". A Hubiś, jak zaczarowany, sam dochodzi do wniosku, że te spodnie to trzeba jednak z podłogi podnieść, a zęby umyć. I chociaż trudno w to uwierzyć, sprawdza się właściwie za każdym razem. Co więcej, są też z tego dodatkowe korzyści. Ja nie czuję się jak gderliwa, wiecznie czepiająca się matka, a młody wyrabia w sobie dobre nawyki. No, genialne po prostu.
A od dzisiaj chwalę tak, by Hubi miał poczucie własnej wartości i nie myślał, że moje uczucia są zależne od osiągniętych przez niego sukcesów. Dlatego "Jestem z Ciebie dumna" zamieniam na "Możesz być z siebie dumny" :-). Subtelna, ale jakże wielka różnica, prawda? 


8 czerwca 2017 (czwartek)
Zarezerwowaliśmy wakacje. Razem ze znajomymi jedziemy we wrześniu do naszej ukochanej Dalmacji. Czworo dorosłych i czterech chłopców, z których najstarszy ma cztery lata. Będzie się działo :-). Ale i tak bardzo się cieszę. Niesamowicie stęskniłam się za Chorwacją. W ubiegłym roku urlopowaliśmy w Grecji i na Wyspach Kanaryjskich, ale to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Chorwacja jest moim miejscem na ziemi. Cudownie będzie tam wrócić...


Hubisiowa mama

-♥-

4 komentarze:

  1. Ukończyłam właśnie całkiem niedawno Akademię Rodzica i to niesamowite, że czasami wystarczy przeformulowac niektóre komunikaty i ...zaczyna dziać się magia 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Z przyjemnością podczytuję Wasze ,,myśli potargane,,
    A propos granicy reklamy...Wyobraź sobie ,że kilka dni po pogrzebie mojego taty, znalazłam na cmentarzu (zwieszoną na krzyżu zmarłego!)zalaminowaną wizytówkę z danymi zakładu kamieniarskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila, przede wszystkim przyjmij wyrazy współczucia z powodu Twojej straty. A co do reklamy... Nawet nie chcę myśleć, co musiałaś wtedy poczuć. Bardzo to wszystko NIE TAK... pozdrawiam ciepło

      Usuń

Cieszę się, że mogłam gościć Cię w naszym Hubisiowie :-). Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz parę słów.

Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 24, poz. 83),
jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.